Pilnie poszukiwany mąż

Pilnie poszukiwany mąż

Mamusiu, ty musisz jak najszybciej znaleźć sobie nowego męża! Ale to naprawdę pilna sprawa!

Alicja prawie upuściła filiżankę z kawą, której trochę rozlało się na obrus. Odstawiła kawę, odchrząknęła i przeszyła córkę uważnym spojrzeniem.

Wyjaśnij mi, o co chodzi poprosiła, usiłując mówić spokojnie. Skąd takie żądanie?

Dziewczynka, Basia, przeniosła ciężar ciała z jednej nogi na drugą, spuściła wzrok i zaczęła śledzić palcem wzory na starej dywanie. Była wyraźnie zakłopotana, ale w jej oczach tlił się upór.

Wiesz Dzisiaj powiedziałam tacie, że masz już nowego faceta ciężko westchnęła. Tak mnie męczył tymi pytaniami! Ciągle się pyta, czy kogoś sobie znalazłaś! Za każdym razem odpowiadałam nie, a on wtedy rozwodził się przez pół godziny, jak to wielki błąd zrobiłaś odchodząc od niego. Że się na niczym nie znasz i tylko straciłaś wyjątkowego mężczyznę!

Spojrzała na matkę z mieszaniną żalu i złości, jakby była rozżalona na ojca bardziej niż na cały świat.

I jeszcze i jeszcze ciągle powtarza, że niedługo zrozumiesz swój błąd i wrócisz. Bo niby lepszego już nie znajdziesz. Aż się wkurzyłam i powiedziałam, że już masz kogoś.

Alicja przeciągnęła dłonią po włosach, jakby chciała rozczesać nie tylko je, ale i stare wspomnienia. Od razu usłyszała w głowie znajome tony byłego męża tę udawaną pewność siebie, sposób zamieniania każdego spotkania w monolog o własnej racji.

Potrafię sobie wyobrazić, jak bardzo kolorowo to komentował odparła z lekką ironią. Do dziś nie może się pogodzić z tym, że go zostawiłam, tego ideała. Chyba zaprasza cię na weekendy tylko po to, by poplotkować i połechtać swoje ego.

Basia westchnęła głośno i rozłożyła się na kanapie, podwijając nogi pod siebie. Przeciągnęła dłonią po tapicerce, jakby szukała właściwego wątku w swoim rozbiegania myśli.

Też mi się tak wydaje mruknęła patrząc gdzieś w bok. Przez półtorej godziny muszę wysłuchiwać, jaki to jest wspaniały. Potem siedzę w ciszy nawet się nie zapyta, jak mi idzie w szkole, czy czegoś nie potrzebuję

Mówiła to zwyczajnie, jakby wyliczała kolejne punkty codziennego planu: pobudka, śniadanie, szkoła, zadania domowe. Dla Basi ten stan rzeczy był już normą, nie budził żadnych emocji.

Oparła się o podłokietnik i spojrzała w sufit, w myślach wracając do ostatniej rozmowy z ojcem. Jak zwykle zaczął od opowieści o swoich sukcesach tym razem handlowych negocjacjach, potem plany na przyszłość, napotkane trudności i ciągle, jak go wszyscy niedoceniają. Basia nawet sprawdziła godzinę, by zanotować mamie, ile to trwało.

Gdy spróbowała opowiedzieć o swojej szkolnej olimpiadzie matematycznej, tata machnął ręką i wrócił do własnych spraw. Super, ale w moim wieku to już i snuł historie o własnych dokonaniach.

Wzruszyła lekko ramionami, próbując strzepnąć z siebie te wspomnienia. Tak zawsze było od kiedy pamiętała, tata istniał tylko dla siebie. Inni byli jakby na marginesie, mniej ważni od centrum świata, którym był on sam.

Każda rozmowa kończyła się opowieściami o nim. Jeśli mama narzekała na zmęczenie, musiał opowiedzieć, jak ciężko pracuje. Jeśli Basia wspominała o koleżankach słuchała opowieści o jego szkole. Obce sprawy zdawał się nie dostrzegać lub uznawać za trywialne.

Basia nigdy nie rozumiała, jak mama wytrzymała z nim piętnaście lat. Chyba tylko dla niej, by córka nie musiała dorastać bez taty. Jako dziecko wierzyła, że tata się zmieni, zacznie ich zauważać Lata mijały i nic się nie zmieniało. Dopiero po rozwodzie odkryła, że jest o wiele spokojniej! Już nikt nie monopolizuje całej uwagi.

I dlaczego ja muszę natychmiast szukać sobie partnera? głos Alicji zabrzmiał ostrzej niż zamierzała. Powiedziałaś i już naprawdę to takie straszne?

Bo gdy tata to usłyszał, zrobił się zupełnie inny! Basia skrzywiła się, przytuliła poduszkę do piersi. Najpierw zbladł, potem poczerwieniał i zaczął wrzeszczeć, tak że sąsiadka przybiegła! Przyznam, trochę się przestraszyłam.

Zamilkła na chwilę, przypomniawszy sobie tę scenę. Ojciec z wysokim, drgającym ze złości głosem, ręce zaciśnięte w pięści, nerwowy wzrok. Wydawało się, że lada chwila eksploduje.

Wymagał, bym powiedziała jak się ten facet nazywa i opisała go ze szczegółami opowiadała Basia, obracając róg poduszki. Odmówiłam. Powiedziałam, że prosiłaś, żebym zwłaszcza przed nim nic nie mówiła Nie zdziwiłabym się, jakby do ciebie dzwonił.

Alicja odwróciła się powoli, oparła o parapet. Czekał ją ciekawy dzień Histeria Stanisława tak już sobie wyobrażała Dobrze ci poszło, córeczko

Usiadła obok Basi, wzięła ją w objęcia i westchnęła głęboko. Teraz już nic nie naprawi. Słów się nie cofnie.

Po co to wymyśliłaś? zapytała cicho, bujając delikatnie córkę objęciami. Przecież było w miarę spokojnie! A teraz znów będę słuchać jego jęków i pretensji. Mam ochotę wyłączyć telefon.

Basia wymknęła się łagodnie z objęć, siadła prosto i spojrzała poważnie na mamę. W jej oczach była uporczywa pewność.

Bo ty jesteś cudowna! powiedziała stanowczo. Jesteś piękna, mądra, masz wielu przyjaciół, zawsze wzbudzasz zainteresowanie u panów! Myślisz, że nie widzę? A tata tylko mówi o tobie źle! Mam dość!

Alicja pogłaskała ją po włosach, przekładając kosmyki między palcami. W jej spojrzeniu była czułość i odrobina rozterki.

Słoneczko, rozumiem powiedziała miękko. Myślałam, że nie chcesz, żebym była z kimś na poważnie. Minęło przecież tylko pół roku od rozwodu z tatą.

Te słowa przyszły jej z trudem. W głębi duszy bała się, że Basia potraktuje jej nowy związek jak zdradę albo próbę zastąpienia ojca. Alicja uważnie obserwowała twarz córki czy nie ma cienia niezadowolenia

Głupstwo prychnęła Basia, a w jej głosie rozbrzmiała pewność nastolatki. Ważne, żebyś była szczęśliwa!

Skrzyżowała ramiona i patrzyła na mamę z uśmiechem. W tych chwilach wyglądała dojrzalej, niż sugerowałby wiek gotowa bronić swego zdania.

Alicja jeszcze przez chwilę patrzyła na córkę. W sercu jej malał niepokój; słowa Basi brzmiały tak stanowczo, że wątpliwości powoli parowały. Może rzeczywiście za dużo myśli o przeszłości i boi się przyszłości?

Jesteś moją mądrą córeczką szepnęła, przytulając Basię. Dziękuję, że się o mnie troszczysz.

Basia wtuliła się do matki, zagrzebując się po babsku pod jej ramieniem. Poczuły, jak ich mała rodzina robi się jeszcze silniejsza, cieplejsza, odporniejsza na przeciwności świata jakby z każdym dniem łączyła je mocniejsza nić.

*****

Alicja siedziała przy biurku, próbując skupić się na raporcie. Litery rozmazywały się jej przed oczami, a pulsujący ból skroni z ledwie wyczuwalnego od rana rozrósł się do nie do wytrzymania. Kobieta masowała skronie, by choć trochę ulżyć sobie. Wszystko robiła niemal mechanicznie, powtarzając te gesty setki razy od rana.

W końcu poprosiła koleżankę z pracy, by wyskoczyła po tabletki do apteki tuż za rogiem. Po połknięciu leków z dzbanka wody wróciła do papierów. Na nic. Głowa ciążąca jakby z betonu, każdy hałas stukot klawiatury, buczenie klimatyzacji, rozmowy w korytarzu rezonowały w niej ostro jak gwizd.

Do gabinetu zajrzał ochroniarz, z takim nieco czujnym wyrazem twarzy.

Pani Alicjo, przyszli do pani powiedział, uchylając drzwi. Były mąż nalega na rozmowę. Zejdzie pani sama, czy mamy pomóc go wyprosić?

Alicja znieruchomiała. Zalewała ją fala zmęczenia pomieszanego z irytacją. Wzięła głęboki wdech, by utrzymać spokój.

Już idę, wybaczcie zamieszanie odparła, podnosząc się z krzesła.

Pomyślała niecenzuralnie. Idealny moment! I tak ma fatalny dzień, głowa boli, a on zjawia się jak burze, bez zapowiedzi. Po co tu przychodzi, na oczach wszystkich? Chce zrobić scenę?

Szarpiąc się z własnymi myślami, wyszła powoli nagły ruch pogarszał ból. W korytarzu gwarno: ktoś się śmiał przy kawie, ktoś coś omawiał przy tablicy wszyscy czymś zajęci. Alicja, kroczyła przez to morze spraw, wyczuwając w plecach rosnące napięcie.

Ledwo znalazła się w holu i już dostrzegła Stanisława chodził od recepcji do drzwi i z powrotem, nerwowo rozkładając ręce i coś wygrażając ochroniarzom, którzy ze sztuczną grzecznością patrzyli na niego z rezerwą. Byli bliscy, by stracić cierpliwość.

Czego chcesz? spytała bez przywitania, stając przed nim. Jej głos był spokojny, choć w środku wrzało. Jakie przedstawienie tu urządzasz? Marzysz o spotkaniu z policją?

Stanisław prawie podskoczył, słysząc jej głos. Twarz mu poczerwieniała, oczy płonęły dziwnym ogniem czy to ze złości, czy z rozżalenia. Prawie biegł w jej stronę, wytykając ją palcem, jakby przyłapał ją na zdradzie stulecia.

Ty! krzyknął. Ty! Basia mi wszystko powiedziała! Minęło tylko pół roku, a ty już masz kogoś?!

Głosem płynęły pretensje, niedowierzanie i oczywista zazdrość. Trzymał się w przekonaniu, że córka żartuje albo go podpuszcza. Ale spojrzenie Alicji rozwiewało wątpliwości.

Alicja uniosła brwi, lekko odchylając głowę.

Mam już dożywotnio siedzieć o chlebie i wodzie? głos miała lodowato spokojny. Nawet po rozwodzie? Trochę przesadzasz, drogi kolego. Zwłaszcza że sam wierności nie uważałeś za cnotę, będąc w małżeństwie!

Stanął nieruchomo, ręka opadła powoli jakby zaskoczony jej pewnością siebie. W oczach zamigotała niepewność nie tego się spodziewał.

Wokół ruch pracownicy, goście, kurierzy. Niektórzy rzucali ukradkowe spojrzenia, inni udawali, że nie widzą. Lecz dla tej dwójki świat zacieśnił się do kilku kroków wokół do niewypowiedzianych pretensji i tej nowej rzeczywistości.

Ty… ty po prostu zaczął, lecz Alicja przecięła go w pół zdania.

Odpuszczaj, Stanisław powiedziała, miękko, ale stanowczo. Chcesz pogadać, to nie tu i nie w ten sposób.

Pogadać?! Zaraz ci pokażę!

Głos wzbił mu się w tonach, rozniosło się echo po holu. Na karku wystąpiły mu żyły, twarz prawie buraczkowa, a pięści same zaciskały się i rozluźniały, nie mogąc znaleźć spokoju.

Nie pozwolę, by moja córka mieszkała z jakimś obcym facetem! wrzeszczał, nie zwracając uwagi na spojrzenia. Zabiorę ci Basię! Już nigdy jej nie zobaczysz! Ty…

Brzmiał jak osoba z pogranicza obłędu, lecz Alicja przyglądała mu się niemal z dystansem. Odebrać córkę? Takiego widowiska to ona jeszcze nie widziała! Każdy sąd byłby po jej stronie!

Wygadałeś się? Całkiem dobrze ci idzie odpowiedziała sarkastycznie.

O co tu chodzi?

Na słowa te Stanisław zamilkł i obrócił się gwałtownie. W szerokich drzwiach stał mężczyzna w granatowym garniturze. Był wyprostowany, spokojny i miał uśmiech, który z pewnością nie poprawiał Stanisławowi humoru. Ochroniarze wyprężyli się jak widać, szef.

Nie wtrącaj się! rzucił Stanisław złośliwie, patrząc groźnie na nowoprzybyłego. To sprawa prywatna!

Nieznajomy jednak nie odszedł. Powoli podszedł bliżej, by patrzeć im w twarz z niewielkiej odległości.

Prywatna sprawa to rozmowa sam na sam odparł ale kiedy urządza się teatrzyk w miejscu publicznym, robi się z tego ogólnodostępny spektakl.

Alicja patrzyła bez słowa. Zjawienie się dyrektora, pana Romana Jędrzejczyka, było niewytłumaczalne jakby przyszedł znikąd, jak postać z bajki, na sygnał niepokojących dźwięków. Ale jego obecność ukróciła tyradę Stanisława.

Stanisław ruszył w stronę dyrektora z zamiarem powiedzenia czegoś niemiłego, lecz tamten ani drgnął. Stał niewzruszony, jakby drobne pyskówki nie robiły na nim wrażenia.

A kim pan jest, żeby się wtrącać? warknął Stanisław, usiłując odzyskać poczucie kontroli.

Roman Jędrzejczyk zrobił krok do przodu, objął Alicję w pasie bez żartów, ostentacyjnie.

Kim jestem? powiedział, cicho, przeszywająco. Kimś, kto sprawia, że Alicja jest szczęśliwa. Ty krzyczysz na moją kobietę ja tego nie wybaczam. Policjanci to za mało, zatroszczę się, by problemów ci nie brakowało. Jeśli użyjesz dziecka do szantażu, wiesz, o czym mówię…

Stanisław zastygł. Powoli jego twarz bladła, traciła ostrość gniewu. Wzrok miotał się między stojącą z boku Alicją a Romanem, jakby szukając ratunku. Wszystko wymknęło się spod kontroli.

Stał jeszcze chwilę, milcząc, aż w końcu mruknął coś niewyraźnie pod nosem, obrócił się na pięcie, niepewnie kołysząc się w biodrach. Na odchodnym rzucił przez ramię:

Na alimenty nie liczcie!

I tak mi niepotrzebne prychnęła Alicja, gdy Stanisław zniknął za drzwiami. Basia więcej nie będzie musiała jeździć do ojca!

Po kilku sekundach poczuła, że mocna dłoń dyrektora ciągle opiera się na jej talii. To banalne dotknięcie miało dla niej jakąś magiczną wagę; poczuła, jakby przez policzki przebiegł jej delikatny rumieniec. Ostrożnie wycofała się z objęć, starając się zrobić to naturalnie.

Uśmiechnęła się lekko do swojego niespodziewanego wybawcy:

Dziękuję, panie Romanie. Nawet nie wie pan, jak mi pan pomógł!

W jej głosie była autentyczna wdzięczność. Czuła, że nie tylko uratował ją z tej opresji, ale i samym zachowaniem dodał jej siły.

Roman lekko się uśmiechnął.

Omówmy wszystko przy obiedzie? zaproponował, wyciągając rękę w zaproszeniu.

Alicja zastygła na sekundę. Przez głowę przemknął jej typowy wir wątpliwości: czy to nie za szybko, czy wypada Ale szybko je odrzuciła. Roman był uprzejmy, dyskretny, czuła się przy nim swobodnie.

A przy tym była zwyczajnie ciekawa: kim jest naprawdę, dlaczego jej pomógł i co chowają te ciepłe, spokojne oczy?

Chętnie powiedziała, kładąc dłoń na jego.

Było tam czuć ciepło i stanowczość ale bez nachalności. Po raz pierwszy od czasu przyjścia Stanisława napięcie zaczęło z niej schodzić, ustępując miejsca miękkiemu, miłemu dreszczowi emocji.

Później, już przy stoliku w niewielkiej restauracji na Nowym Świecie, rozmowa gładko się rozkręcała. Miękkie światło lamp, cicha muzyka, zapach świeżych bułeczek tworzyły senną aurę, jakby świat za oknem przestał istnieć.

W trakcie tej rozmowy Alicja usłyszała, że Roman od dawna żywi do niej uczucie. Mówił to bez patosu, zwyczajnie, jakby wyznawał coś oczywistego.

Bałem się zaczynać przyznał, mieszając kawę. Wydajesz się taka skupiona i poważna Wiedziałem, co przeżywasz po rozwodzie. Nie chciałem się narzucać.

Alicja słuchała, jak zaczarowana. Ani śladu pychy, tylko spokój i szczerość.

Ale dzisiaj, gdy zobaczyłem, jak on na ciebie krzyczy Roman zmarszczył brwi. Nie mogłem stać z boku.

Nie mogła się powstrzymać od uśmiechu. Dopiero teraz zaczynała widzieć to wszystko z innej strony. Wcześniej źle odczytywała te spojrzenia

***

Trzy miesiące później Alicja i Roman Jędrzejczyk byli już po ślubie. Ceremonia była piękna, a Roman spełniał prawie każdą zachciankę Alicji.

Basia autentycznie się cieszyła dzień wcześniej pilnowała, by sukienka nie miała skazy, by włosy były idealne, a kwiaty świeże. Gdy nowożeńcy założyli sobie obrączki, przytuliła ich mocno.

Cieszę się za was! szepnęła z radością, szkląc się w oczach.

Już na początku szczerze uprzedziła Romana, że nie powie mu jeszcze tato:

Lubię cię, Romanie powiedziała któregoś wieczoru, gdy byli we trójkę. I dobrze, że mama nie jest sama. Ale tata… Jaki by nie był, mój już istnieje.

Roman pokiwał głową bez cienia pretensji:

Rozumiem, Basieńko. To naturalne. Najważniejsze, że jesteśmy wszyscy razem.

Stanisław też dostał zaproszenie bardziej z przekąsem niż z rzeczywistej troski. Alicja wahała się długo, czy wysyłać mu kopertę, ale uznała niech wie, że jej życie toczy się dalej. Wysłała samo zaproszenie, bez listu czarny tusz na kremowym kartonie.

Oczywiście, nie przyszedł. Nawet się nie zastanawiał sama myśl o tej ceremonii sprawiała, że warczał przez zęby. Zamiast tego zadzwonił do kilku znajomych.

Pierwszy telefon wykonał dzień po otrzymaniu zaproszenia. Brzmiał sztucznie spokojnie, ale wyczuwało się napięcie.

Wiesz, co ona zrobiła? Zaprosiła mnie na własny ślub! Po tym wszystkim!

Znajomy próbował dopytać, co właściwie go oburza, ale Stanisław wybuchał:

No jak ona mogła? Przecież to upokorzenie!

I tak przez kilka dni: kolejne telefony, kolejne narzekania na to zaproszenie, wypowiadane przez zaciśnięte zęby. Jakby szukał kogoś, kto pochwali jego oburzenie Tak, to naprawdę skandaliczne.

Ale rozmówcy reagowali bez emocji. Ktoś kiwał głową, ktoś rzucił Każdy ma prawo do szczęścia, ktoś po prostu wzruszał ramionami. Im częściej Stanisław powtarzał swój manifest, tym słabiej brzmiał.

Potem zaczął twierdzić, że Alicja się spieszy:

Minęło pół roku! Czy można w tym czasie spotkać prawdziwą miłość? To tylko ucieczka przed rzeczywistością!

Po chwili zmieniał zdanie:

Nawet nie dała mi szansy Gdybyśmy pogadali, może by się udało…

Słowa urywały się w pół zdania bo sam nie wierzył, że coś można było naprawić.

A czasami jego żale przybierały jeszcze dziwniejsze formy:

Tyle dla niej zrobiłem, a ona… Nawet nie powiedziała dziękuję. Po prostu sobie poszła. I zabrała mi córkę!

Te żale o niewdzięczność były coraz bardziej żałosne. Znajomi kiwali głowami, ktoś raz zapytał delikatnie:

A za co miałaby ci dziękować? Byliście małżeństwem, to normalne!

Zacinał się wtedy, czuł rosnącą gorycz. Nikt nie współczuł, nikt nie oskarżał Alicji o lekkomyślność. Wszyscy raczej uznawali prawo do nowego życia i to złościło go najbardziej.

W końcu, zmęczony bezowocnymi rozmowami, Stanisław zamilkł. Siedział samotnie w mieszkaniu, patrzył na stare drobiazgi Alicji zapomnianą spinkę, album, sukienkę Basi i rozumiał, że życie toczy się dalej. Tylko on jeszcze nie wie, gdzie jego nowy początek.

A tymczasem życie Alicji, Romana i Basi toczyło się powoli, spokojnie pełne małych radości: wspólnych kolacji, sobotnich spacerów po Łazienkach, dyskusji o tym, jaki film obejrzeć wieczorem jakby brzmiało za szybą starego śląskiego tramwaju, sunącego we śnie przez nocne światła Warszawy.

Rate article
Fajna Tajna
Pilnie poszukiwany mąż