Zniszczona lalka

Zepsuta lalka

Mariolciu, to było po prostu przepiękne! Lenka jest cudem! A jej głos! W życiu nie słyszałam nic piękniejszego! Wiesz przecież, że często bywam w Teatrze Wielkim i mogę się uznawać za niemal specjalistkę. Ona MUSI tam śpiewać! Tam, rozumiesz?! Nie ma co do tego najmniejszych wątpliwości!

Bella, dziękuję, że tak wysoko oceniasz talent mojej córki! Lena tyle do tego dążyła. Ileż pracy, ile wysiłku i w końcu Carmen!

Cudownie! Mariolu, teraz, gdy Lence udało się osiągnąć sukces, chyba czas pomyśleć o przyszłości? Ona jest jak słowik, ale przecież nie można całe życie przeskakiwać z gałązki na gałązkę. A gniazdko, a pisklęta?

Jeszcze nie czas, Bella. Wydaje mi się, że ona jest jeszcze młoda, a dzisiejszy sukces to dopiero pierwszy krok w jej karierze.

Mariola! Witek już dawno czeka na ślub! Ile on jeszcze będzie czekał nie wiem! On tak bardzo kocha Lenę! Nie wyobraża sobie bez niej dnia! A my, rozumiesz, tylko stoimy na drodze do ich szczęścia! Bella wyjęła z torebki haftowaną chusteczkę i otarła oczy. Kim my jesteśmy, Mariolu, żeby im przeszkadzać?!

Mariola powstrzymała się od odpowiedzi.

Wiedziała, że od przyjaciółki nie tak łatwo się uwolnić, ale nie chciała kontynuować tej rozmowy. To nie był pierwszy raz, a nawet nie setny.

Bellę znała od dziecka. Zawsze była uparta i jeśli czegoś chciała, dążyła do celu nie bacząc na przeszkody. Trzeba jej przyznać w jej życiu chyba nigdy nie było rzeczy niemożliwej do zdobycia.

Nawet ich znajomość zaczęła się od spełnienia zachcianki. I Mariola do dziś pamięta to uczucie niezrozumienia i przykrości, jakie wtedy odczuła.
Lalkę, piękną Zosię, przywiózł córeczce z delegacji ojciec. Jasne włosy z lnu, błękitne oczy, niezwykła sukienka. Mariola zakochała się w nowej zabawce. Sadziła ją przy stoliku, bawiła się w długie herbatki i egzekwowała nienaganne maniery, jakich uczyła ją mama.
Bella zobaczyła nową faworytkę Marioli tydzień po tym, jak lalka pojawiła się w jej pokoju. Zobaczyła i przepadła! Nie mogła, tak jak z innymi zabawkami, po prostu jej wyprosić Mariola za żadne skarby nie chciała oddać Zosi. Bella się rozchorowała. Ale tak naprawdę, z gorączką i płaczem. Mariola z litości sama przyniosła lalkę koleżance. No bo jak inaczej, skoro Bellci tak źle?

Lalkę przyniosła, ale jeszcze tego samego dnia tego pożałowała. Zobaczyła, jak Bella nagle przestała płakać, chwyciła swoją starą Elkę która już prawie nie zamykała oczu i wrzuciła ją do pudełka z zabawkami.

Teraz ty będziesz mieszkać tutaj!

Dlaczego to zabolało Mariolę? Chciała wytłumaczyć, ale nie potrafiła ubrać w słowa tego, co czuła. Bardzo żal jej było starej Elki, więc wyprosiła ją u Belli która nawet nie spojrzała na przyjaciółkę, zajęta nową zdobyczą i zabrała Elkę ze sobą do domu.

Powierzyła mamie, by ją doprowadziła do porządku. Było jej strasznie żal oddanej Zosi i czuła, że ten sam los spotka kiedyś i jej lalkę. Bella, gdy znajdzie nową, odrzuci Zosię w kąt, zbędną i zapomnianą.
Zwrócić prezent nawet nie przyszło Marioli do głowy. To byłoby nie w porządku.

W porządku zaś było to, że Elka została w pokoju Marioli na długie lata. Nawet, gdy już dorosła i sama miała córkę, lalka siedziała na półce z szeroko rozpostartymi ramionkami i wielkimi niebieskimi oczami bez rzęs.

Dla Marioli ta zabawka stała się swoistym przypomnieniem, jak łatwo niektórzy ludzie porzucają stare przywiązania dla nowych zachcianek. Czuła, że potrafią tak postępować nie tylko z zabawką.

Ale Bella była najbliższą sąsiadką i jedyną koleżanką w domu innych dzieci w ich wieku po prostu nie było. Mariola postanowiła, nie warto się kłócić. Jeszcze wszystko się może zmienić. Na razie trzeba żyć w zgodzie…

Do tego nowego mieszkania Mariola przeprowadziła się z rodzicami po śmierci dziadka. Prawie go nie pamiętała, ale w rodzinie imię Jerzego zawsze wymawiano z szacunkiem i półgłosem. Kim był i czym się zajmował, dowiedziała się znacznie później. Nic dziwnego dzieciom o takich sprawach się nie mówi.

Że dziadek był zwiadowcą, Mariola odkryła dopiero po latach, kiedy jej ojciec, ceniony chirurg ze szpitala w Warszawie, niespodziewanie zmarł. Zostały z mamą całkiem same.

Zostałyśmy same, Mariolu. Musimy sobie poradzić. Jak? Jeszcze nie wiem…

Dlaczego?

Całe życie polegałam na tacie. Jak żył dziadek, wszyscy go słuchaliśmy.

Co masz na myśli?

On podejmował decyzje. Gdzie jechać, co kupić, jak się ubrać. Wszystko należało do niego. Potem twój tata.

Ale mamo! Tak nie można! Dlaczego się na to godziłaś?

Kochana, co miałam zrobić? Czy to takie złe, że mężczyźni biorą odpowiedzialność za rodzinę? Przyszłam do rodziny twojego dziadka goła i bosa, dosłownie. Nie miałam nic. Dziewczyna z przedmieścia, bez ojca. Nawet nie wiesz, jak to był wstyd w tamtych czasach! Może to dziwnie zabrzmi, ale jestem wdzięczna, że mnie matka wtedy zostawiła…

Mamo…

Dom dziecka był jedynym ciepłym i bezpiecznym domem, jaki znałam. A wychowawcy naprawdę nas kochali, choć rzadko pokazywali uczucia. Dzielili się miłością, ale tak po cichu, ze strachu, by nie przywiązywać się za bardzo… Jednak byli dla nas jak matki.

Bałaś się o mnie?

Bardzo! Nawet sobie nie wyobrażasz! Zawsze się bałam. Twój tata tego nie rozumiał. Jego uczono innego myślenia.

Jakiego?

Żeby twardo stać na własnych nogach. Samemu decydować i brać odpowiedzialność za siebie. W tej rodzinie to normalne! Dziadek stracił matkę w wieku siedmiu lat, a tata w wieku sześciu. Obu wychowywały babcie. I obaj chodzili do szkoły wojskowej, ale tata nie był w stanie jej ukończyć. Postawił na medycynę. Dziadek nie protestował jak powiedział, tak niech robi. Nieważne, że był jeszcze nastolatkiem. Jaka to różnica?

I tata został lekarzem…

Znakomitym lekarzem! Sama wiesz!

A gdzie się poznaliście?

Na ulicy. Zupełnie przez przypadek. Z koleżankami spacerowałyśmy po centrum, kiedy złamał mi się obcas. Ryczę jak głupia, to były moje jedyne, w miarę porządne buty. Nawet nie były moje!

Jak to?

Sześć dziewczyn w pokoju w akademiku. Trzy pary porządnych butów na sześć osób. Składałyśmy się ze stypendium. Kupowałyśmy według rozmiaru najpierw dla tych z największą stopą. Reszta radziła sobie watą w palcach i była modna.

W butach nie do pary?!

Tak bywało! Wyobrażasz sobie, jaka to katastrofa, kiedy odpadało choćby jedno obuwie? Twój tata był moim wybawcą! Nie tylko pobiegł naprawić obcas do szewca, ale i mnie odprowadził. Nie przestraszył się.

Czego miał się bać?

Oj, Mariolciu… Tam gdzie wtedy mieszkałam, nie było łatwo. Chłopcy nie tolerowali obcych. Nawet do bójki mogło dojść. A twój tata jakoś potrafił ich przekonać. Parę słów i już sobie podali ręce. Zawsze go podziwiałam umiał dogadać się z każdym.

A dziadek? Jak cię przyjął?

Z początku patrzył z dystansem. Nie protestował, ale też nie przytulał. Kiedy tata pierwszy raz przedstawił mnie w domu i wziął za rękę, po prostu kiwnął głową: Twój wybór! I nie kłócił się nigdy ani z synem, ani ze mną. Sprawdzał mnie długo. Dopiero jak się urodziłaś, poczułam się akceptowana.

Tata był ciągle w pracy, a ty sama…

Tak. Ale najbardziej przerażało mnie to, że nie wiedziałam nic o opiece nad niemowlętami. Co z tego, że przeczytałam poradniki? W przychodni mnie krytykowali, a ja płakałam z bezsilności. Chciałabym umieć lepiej, ale kto mnie miał nauczyć? Byłam wycieńczona po dwóch miesiącach do tego stopnia, że ledwo stałam na nogach. Mieszkanie zaniedbane. Dziadek i twój tata wszystko potrafili ale czasu nie mieli. Ja sama też potrafiłam dzięki domowi dziecka ale z niemowlętami nas tam nie uczono. Starsze dzieci owszem, ale maleństwa… nie. Było mi naprawdę trudno. Ty byłaś bardzo wymagająca. Dziś wiem, że pewnie nie miałam wystarczająco mleka. Głośno płakałaś, nie dawałaś mi odpocząć ani na chwilę.

I jak sobie poradziłaś?

Dziadek pomógł. Często wyjeżdżał, ale kiedy był w domu, właśnie wtedy nastąpił przełom. Pewnej nocy chodziłam po pokoju, próbując cię uśpić, płakałam z bezsilności. Już nawet nie zauważałam własnych łez. Wtedy nagle ktoś zabrał cię z moich rąk i powiedział: Idź spać, dziewczyno. Ja się zajmę. Kiwnęłam głową, padłam w fotelu i przespałam do rana. Dziadek twierdził potem, że próbował mnie przenieść, ale nie mógł mnie dobudzić. Rano przestraszyłam się, gdy cię nie zobaczyłam. A on sobie poradził z tobą lepiej niż ja! Przewinął, ubrał, nakarmił. Było mi wstyd. Ale dziadek był nie tylko zaradny, ale i mądry nie wypominał mi, tylko zrozumiał. Od tamtej pory byłam już dla niego Olusią.

Jak cię wcześniej nazywał?

Pani Olga. Zawsze na pani.

A potem?

Oluśka, na ty. To był znak, że naprawdę przyjął mnie do rodziny. Poczułam się, jakbym dostała ojca. Dla mnie to było cudem. Ale najważniejsze było to, że cię pokochał ponad wszystko! Ciągle się obawiałam, że nie udało mi się urodzić chłopca, by kontynuować ród. A on był szczęśliwy, że jesteś dziewczyną! Pamiętasz zdjęcie, jak wiąże ci kokardę? To ja je robiłam. Śmiałam się wtedy jak wariatka. Twój dziadek, poważny człowiek, wielki oficer, a tu kokardki, wstążeczki… Jestem mu za to bardzo wdzięczna. Pokazał, czym jest prawdziwa rodzina… Nauczył cię tego, czym są prawdziwe ręce, ciepło i bliskość. Szkoda, że odszedł tak wcześnie… Chociaż, może to lepiej. Czasy się zmieniały, a dziadek nie. Był prawdziwym oficerem honor, sumienie i Ojczyzna były dla niego fundamentem życia. Potem nadeszły czasy innych ludzi. Dziadek by tego świata nie zrozumiał. Może dlatego też nie walczył z chorobą. Dał jej wygrać…

Skąd wiesz?

W ostatnich dniach, gdy cierpiał, ciągle mnie przepraszał. Mówił, że nas opuszcza, że nie zobaczy cię dorosłej. Zrobił jednak wszystko, byśmy dały sobie radę. Kazał mi zdobyć wykształcenie. Ja nie chciałam, marzyłam o kolejnym dziecku i domu. On upierał się, że muszę się uczyć. Dziś jestem mu ogromnie wdzięczna. Tak, boję się. Teraz wszystko zależy ode mnie. Ale damy sobie radę, Mariolu. Dzięki niemu. Pracę mam, mieszkanie nasze. A ty masz jeszcze mieszkanie po dziadku. Na razie stoi puste, ale kiedyś będziesz tam mieszkać z rodziną. To było jego życzenie. Myślałam nawet o wynajmie, ale nie mogę się przełamać. Wszystko tam jest takie bliskie. Nie chcę, by ktoś obcy chodził po domu Jerzego, przestawiał rzeczy, sięgał po jego książki… Na razie będziemy dawać radę same.

Za tę decyzję Mariola była mamie wdzięczna. Sama jeździła czasem do starego mieszkania, sprzątała i godzinami siedziała na podłodze przy bibliotece, przeglądając książki dziadka i czując, że gdzieś tam jej opiekun ją jeszcze słyszy.

Olga po przemyśleniach zmieniła pracę, korzystając z pomocy przyjaciela teścia. Ten, z sentymentu dla zmarłego kolegi, zgodził się jej pomóc. Wkrótce Olga zaczęła pracę w jednym z warszawskich szpitali resortowych. Renty Marioli starczało, ale Olga wiedziała, że Lena kiedyś dorośnie i będzie potrzebowała więcej.

Olga zmarła, gdy Lenka miała dziesięć lat. Mariola nie pozwoliła sobie na rozpacz. Lence została tylko ona nie mogła się poddać, nawet na chwilę.

Z Bellą Mariola utrzymywała kontakt przez lata. Były znajomymi, dzieliły się informacjami o sukcesach dzieci, obserwowały życie z boku. Skąd ta rezerwa? Bo Bella po ślubie przeprowadziła się do dużego domu pod Łodzią, gdzie jej mąż miał pracownię. Syn Belli także został artystą. Dlatego Bella powtarzała, że Lena nie powinna szukać nikogo “spoza”.

Ludzie utalentowani powinni być razem! Po co marnować geny? Nie wiadomo, co tam się wykluje! Potrzebuję zdrowych, zdolnych wnuków! Mariola, chyba się ze mną zgadzasz?

Mariola milczała. Co miała odpowiedzieć? O swojej rodzinie nigdy Belli nie opowiadała. Dziadek nauczył słuchać o innych, a o sobie niewiele mówić.

Im mniej wiedzą o tobie, tym lepiej!

To doskonale zapadło w pamięć Marioli i teraz cieszyła się, że tak postępowała.
Witka jako męża dla Leny Mariola sobie nie życzyła. Nie mówiła o tym Belli, bo nie chciała kłótni. Bella nigdy nie zrozumiałaby jej argumentów.

Mariola wiedziała, że Lena nie będzie szczęśliwa ze Sławkiem. On przyzwyczajony, że wszystko przychodzi mu samo czy z rąk ojca, czy troskliwej mamusi, nigdy o nic nie musiał zabiegać sam, a Lena wiedziała, że o wszystko trzeba walczyć. Słuchała historii o trudnych losach babci, mamy, ojca, który zginął tuż po jej urodzeniu. O jasnowłosym, pogodnym mężczyźnie znała jedynie z opowieści i zdjęć.

Najważniejszym mottem jej dzieciństwa były słowa:

Tata byłby z ciebie taki dumny!

I nie było dla niej lepszej pochwały.
Wiedziała też, że mama ją zawsze poprze. Wybierając drogę w życiu, pamiętała, że nie będzie szła nią sama, tylko z kimś, kto ją zawsze zrozumie.

Jednego Lena przewidzieć nie potrafiła że zakocha się w Sławku, na którego nigdy nie patrzyła jak na kogoś więcej niż przyjaciela.

Kiedy to się stało? Jak? Sama nie wiedziała. Po prostu któregoś dnia zorientowała się, że chce być blisko niego jak najczęściej.

Sławek był lekki. We wszystkim. Bez przerwy rozsiewał wokół siebie dobry humor, którego Lenie, poważnej i ambitnej, tak brakowało. Potrafił złapać ją za rękę i nie puszczać, dopóki nie obieca polecieć z nim na weekend do Zakopanego. Na narty… Lena nie potrafiła, ale Sławek uważał, że nie ma dla niej rzeczy niemożliwych.

Nie potrafisz? Wszystko potrafisz!

Dla Leny to było ważne. Szukała akceptacji, choć nigdy jej nie brakowało babcia ją chwaliła, mama zawsze wspierała, a jednak wciąż czuła niedosyt.
Pierwszy wyjazd w góry nawet jej się spodobał.

Fajne towarzystwo, Sławek, który jasno dawał do zrozumienia reszcie dziewczyn, że Lena jest z nim.

Jedyna rzecz, jakiej nie polubiła to narty. Od razu wyczuła brak koordynacji i bała się zjeżdżać nawet z łatwej trasy.
Sławek nie rozumiał jej. Żartował, popędzał, potem marszczył brwi, kiedy odmawiała jazdy.

To po co tu przyjechałaś?

Bo tu jesteś… Lena niemal płakała, patrząc na ukochanego.

Ach, no to w porządku.

Pod koniec wyjazdu Sławek poprosił o jej rękę wśród gromkich okrzyków Gorzko! i szampana. Lena zgodziła się, a potem płakała nad ślicznym i drogim pierścionkiem od Sławka. To właśnie Bella zadbała o wszystko.

Zresztą i wesele przygotowała Bella w najdrobniejszych szczegółach. Lena i Mariola musiały już tylko wybrać suknię i przygotować mieszkanie po dziadku na nową rodzinę.

Pierwsze pytania zaczęły się po roku małżeństwa. Lena śpiewała, Sławek malował, ale Belli to nie wystarczało.

Lence czas na dziecko! Po co czekać, aż nie będziemy mogli pomagać? Jeszcze mam siły, popilnuję wnuków, a oni niech tworzą! Ale niech i życie normalne prowadzą.
Mariola nie wiedziała, co odpowiedzieć. Doskonale wiedziała, że Lena pragnie mieć dzieci, ale problem nie był w niej. To Sławek kategorycznie odmawiał.

Tylko nie mów mamie! Po co jej smutek? Ona by tylko dzieci, dzieci… A ja sobie tych łobuzów w pracowni nie życzę! Nie po to mnie mama wychowywała na pięknego artystę. Chcę żyć dla siebie, a nie gonić przez całe życie za pieluchami!

To dla Leny był cios. Próbowała rozmawiać z mężem, ale szybko uświadomiła sobie, że nie jest to kaprys.

Chcę coś w życiu osiągnąć! Chcę być wielki! A ty? Chcesz zrzucić mnie z Olimpów, na które nawet nie udało mi się wejść? Kochanie, nie chcę tego! Jeśli chcesz być ze mną, nie próbuj mnie zmieniać! Ty mnie przecież rozumiesz! Jesteśmy tacy sami, dla nas sztuka to życie! Mama miała rację, wybierając cię na żonę. Mądra, prawda?

Co do mądrości Belli Lena miała inne zdanie, choć już dawno zrezygnowała z częstych spotkań ze świekrą.

Leno! Ja cię w ogóle nie rozumiem! O czym ty myślisz?! Sławek tak bardzo chce dziecka, a ty tylko opery w głowie! Nie masz nic kobiecego? Jak można tak żyć?!

Lena milczała bezradnie. Zmuszać męża do wyznania prawdy matce nie mogła, a tłumaczyć się Belli nie chciała.

Mariola! Przemów do niej! Zadbaj o wnuki! Ile można czekać?! Bella stawała się coraz bardziej nieznośna.

I wtedy stało się coś, co postawiło kres zarówno małżeństwu Leny i Sławka, jak i wzajemnym relacjom rodzin.

Kolejny wyjazd w góry okazał się prawdziwą próbą dla Leny. Sławek był rozdrażniony, czymś poirytowany, a gdy Lena spróbowała odmówić jazdy na nartach, wybuchnął.

Po co ci instruktor? Sam ci wszystko pokażę! Czemu zawsze tchórzysz? Przecież to nie pierwszy raz!

Dlaczego Lena zgodziła się? Może sądziła, że lepiej mieć spokój niż się kłócić.

Ocknęła się w szpitalu. Przy łóżku siedziała zapłakana Mariola, która nie wiadomo jak dostała się na OIOM.

Mamo…

Cicho, Lenko, cicho! Nie rozmawiaj. Wszystko będzie dobrze! Jestem z tobą!

A Sławek?

Mariola odwróciła się, nie mogąc powiedzieć, że Sławek wrócił do Warszawy, wzruszając ramionami:

Czego ode mnie chcecie? Co tu mogę zrobić? Nie jestem lekarzem! Muszę przygotować wystawę. To zupełnie nie w porę!

Lena dowiedziała się tego później. Już po tym, jak Mariola po konsultacji z lekarzami przewiozła ją do swojej kliniki i postanowiła postawić ją na nogi.

Lekarze nie dawali nadziei. Mariola jednak nie chciała im ufać. Codziennie spoglądała rano na zdjęcia dziadka i rodziców, szepcząc:

Nie poddam się! Nie na to mnie uczyliście! Lena nie ma już nikogo prócz mnie… Nie pozwolę jej złamać!

Z zięciem rozmawiała nie raz.

Proszę! Proszę cię, ona cię kochała!

Kochałem. Tak. Ale co teraz? Mam siedzieć przy łóżku? Jaki to ma sens? Już nie będziemy razem. Ona mi nie wybaczy, a ja nie mam ochoty żyć w poczuciu winy. Po co mi to? Życie ma się jedno.

Jak możesz, Sławek?

Normalnie. I pani wie, że mam rację, tylko nie chce się do tego przyznać.

Mariola odpuściła ratowanie ich małżeństwa, skupiła się na zdrowiu córki.

Dużo wysiłku, ale w końcu się udało. Lena, ku zdumieniu wszystkich, najpierw wstała, potem powoli uczyła się chodzić, pokonując ból.

Tak! Tak, moja dzielna! Uda ci się! Tata by się tobą tak bardzo cieszył!

Śpiewać Lena już nie mogła. Straciła głos. Czy przez operacje, czy przez tamte straszne dwie godziny leżała poza trasą, krzyczała o pomoc, którą w końcu usłyszał instruktor. Lena nie pamiętała tego, ale właśnie krzyki uratowały jej życie. Że Sławek jej nawet nie szukał, dowiedziała się w szpitalu. Kiedy mama próbowała jej tłumaczyć, dlaczego tak długo nie pojawiał się, Lena położyła ręce na dłoniach mamy i pokręciła głową:

Mamusiu! Nie trzeba! Już dawno zrozumiałam. Wyrzucili mnie. Nie jestem im potrzebna… Nie jestem Elką…

Nie będziesz Elką! Nie pozwolę! wykrzyknęła Mariola tak głośno, że do sali zajrzała pielęgniarka. Przepraszam, nie chciałam…

Nic się nie stało. Leno, coś ci przynieść?

Nie, dziękuję! Wszystko w porządku! Prawda, mamo?

Nawet się nie zastanawiaj!

A kilka lat później na ławce nad Wisłą młoda, piękna kobieta, troszkę utykając, dotrze pod drzewa, wyjmie z wózka malucha i powie:

Naprzód, skarbie! Czeka cię tyle przygód! Ale nie za szybko, bo mama nie nadąży. Daj rączkę!

I chłopczyk rozważnie pójdzie przy mamie, a potem wybiegnie babci naprzeciw.

Moi najdrożsi! Jak ja się stęskniłam!

Lena uściska mamę.

Jak wyjazd? Odpoczęłaś?

Tak! Wszystko dobrze! Nie uwierzysz, kogo spotkałam!

Kogo?

Bellę.

I jak u niej?

Cierpi. Wszystko nie tak. Sławek się pogubił, ona się starzeje, wnuków nie doczekała.

A ty co?

Nic, Lenka! Nie powiedziałam jej ani, że wyszłaś znów za mąż, ani, że wkrótce będziemy mieć drugiego wnuka. Po prostu mi jej żal.

I mnie… Ludzie są czasem naprawdę dziwni, prawda mamo?

Jacy jesteśmy, tacy jesteśmy. Ale nie mówmy już o smutkach! A kto tu jest takim przystojniaczkiem? Pokaż babci nowy ząbek! Ależ masz ich już sporo! Lenka, czy on ma na pewno tyle, ile trzeba? Nie za dużo?

Oj, mamo! Uspokój się! Wszystko w sam raz!

Lena weźmie rękę mamy, przyłoży do brzucha i się uśmiechnie:

Chcesz nowinę?

Dobrą?

Najlepszą! Zostaniesz babcią dwa razy na raz! Co ty na to?

Ojej!

Nie cieszysz się?

Córciu, przepraszam! Po prostu mnie zamurowało… Szczęśliwa jestem bardzo… Ciekawe, czy może być za dużo szczęścia?

Nie wiem. Wiem tylko, że na to zasłużyłyśmy. Zwłaszcza ty… Mamo…

Hm?

A ja nie jestem Elką…

Oczywiście, że nie. Przecież ci obiecałam…

Rate article
Fajna Tajna
Zniszczona lalka