Po czterech miesiącach pisania zgodziłam się spotkać z 52-letnim adoratorem zaczął rozmowę od pięciu zarzutów
Mówi się, że oczekiwanie na coś wyjątkowego bywa słodsze niż samo wydarzenie. W historii Małgorzaty to oczekiwanie trwa już niemal cztery miesiące i przypomina osobliwy serial internetowy z codzienną dawką nowych odcinków.
W tym czasie poznała upodobania Tomasza do najmniejszego szczegółu, zapamiętała imiona jego kolegów z podstawówki i przestała się dziwić, że każdy sms zaczyna od dzień dobry… zakończonego potrójną kropką.
Małgorzata ma czterdzieści pięć lat jest w tym momencie życia, kiedy na randkę idziesz raczej z ironiczną ciekawością niż z drżącymi kolanami. Zobaczymy, co to za egzemplarz tym razem się trafi mówi sobie, szykując się.
Jest kobietą, która potrafi założyć prosty kaszmirowy sweter tak, by wyglądał jak odświętna szata, i z dystansem potrafi rozbroić każdą niezręczność.
Tomasz, który nie tak dawno świętował pięćdziesiąte drugie urodziny, w wiadomościach wydawał się człowiekiem poważnym, rozważnym, odrobinę ironicznym, a przede wszystkim wzbudzał zaufanie.
W naszym wieku, Małgorzato… pisał późnym wieczorem nie szuka się już fajerwerków, tylko ciepła. Pragnie się być z kimś, kto rozumie bez słów.
Bez słów? Może być i tak uśmiechała się Małgorzata, tuszując rzęsy. Byle te słowa, które padną, nie sprawiły, że od razu będzie chciała uciec.
Spotkanie umówili w niewielkiej, przytulnej kawiarni na warszawskiej Pradze, gdzie sączy się miękkie światło, a w powietrzu unosi się zapach cynamonu. Małgorzata przyszła punktualnie, pewna siebie, gotowa na udany wieczór i wyglądała nienagannie.
Tomasz pojawił się kilka minut później. Na żywo okazał się nieco niższy niż na zdjęciach, a spojrzenie miał jakby właśnie wykrył poważny błąd w księgowości.
Usiadł naprzeciw, krótko się uśmiechnął i przywitał.
Nie usłyszała ani komplementu, ani ciepłego miło cię wreszcie zobaczyć.
Tomasz lustrował Małgorzatę, jakby przeprowadzał audyt. Potem zaproponował kawę i deser na tym stanęło.
Małgorzato zaczął tonem dyrektora na zebraniu długo analizowałem naszą korespondencję. To niemal cztery miesiące. I teraz, widząc cię osobiście, muszę od razu jasno postawić pewne sprawy. Mam do ciebie pięć uwag.
Coś w niej delikatnie pękło tak ginie dobre samopoczucie. Małgorzata oparła brodę na dłoni i przytaknęła.
Pięć uwag? Brzmi intrygująco. Słucham.
Tomasz nie wychwycił ironii i podniósł kciuk.
Pierwsza uwaga: zdjęcia
Na jednym zdjęciu, w tej niebieskiej sukience, twoja sylwetka wygląda inaczej. Teraz widzę, że jesteś… bardziej wyrazista. To może wprowadzić mężczyznę w błąd. W naszym wieku kobieta powinna być szczera.
Małgorzata uśmiechnęła się w myślach. Wyrazista? Postęp! Dobrze, że nie monumentalna.
Druga uwaga: tempo odpowiedzi
Odpowiadasz czasem zbyt wolno. Trzy tygodnie temu napisałem do ciebie o 14:15, a odpowiedź dostałem dopiero o 16:40. Mężczyźni nie lubią czekać. To brak szacunku.
Akurat byłam wtedy na naradzie… zaczęła, ale Tomasz już pokazywał kolejny palec.
Trzecia uwaga: wybór miejsca
Dlaczego jesteśmy tu? Ta kawiarnia jest zbyt na pokaz. Proponowałem coś bardziej zwyczajnego. Twój wybór sugeruje, że lubisz ostentacyjnie okazywać poziom życia.
Małgorzata spojrzała na swoją latte i przez moment zapragnęła wylać ją Tomaszowi na głowę. Ciekawość jednak zwyciężyła.
Czwarta uwaga: wygląd
Po co ta sukienka? Przyszliśmy tylko na kawę. Jest za bardzo rzucająca się w oczy na dzień. Biżuteria też zbędna. Kobieta powinna przyciągać treścią, nie błyszczeć na zewnątrz. W moim wieku zależy mi na wnętrzu, nie na wystawie sklepowe.
Piąta uwaga: samodzielność
Sama wybrałaś kawiarnię, często mówisz sama. Nie dajesz mi poczuć się mężczyzną. Potrzebuję kobiety, która pyta o radę, nie demonstruje niezależności. Jeśli mamy być razem, musisz to przemyśleć.
Skończył i skrzyżował ramiona, czekając na wyrazy wdzięczności za szczerość lub skruchę.
Małgorzata patrzy na niego i nagle rozumie wyraźnie: cztery miesiące pisania były wygodną maską dla pedantycznego manipulatora. On nie szuka ciepła, tylko wygodnego obiektu do karmienia swojego ego.
Wiesz co, Tomaszu mówi łagodnie, prawie ciepło ja też trochę analizowałam. I wystarczyło mi pięć minut, by wyciągnąć wnioski.
Jakie? zawęził oczy.
Jesteś niezwykłym przypadkiem. Przejechałeś pół Warszawy, by komuś, kogo pierwszy raz widzisz, wystawić rachunek za gust, wygląd i prawo do bycia sobą. Imponujące poczucie własnej wyjątkowości.
Tomasz zmarszczył czoło:
Po prostu mówię szczerze.
Nie pokręciła głową Małgorzata. To nie szczerość. To rozpaczliwa próba mierzenia świata krzywą miarką. Moje zdjęcia ci nie odpowiadają? Idź do muzeum tam eksponaty się nie zmieniają. Za długo czekasz na odpowiedź? Kup sobie tamagotchi. Strój ci nie pasuje? Założyłam go nie dla ciebie, tylko dla siebie.
Wstała, poprawiła torebkę i spojrzała na niego spokojnie:
I na koniec. Jeśli słowo sama rujnuje twoje ego, potrzebujesz nie romansu, a terapii. W wieku czterdziestu pięciu lat cenię swój czas zbyt mocno, by marnować go na człowieka, który zaczyna znajomość od rozliczania moich wad.
Dokąd idziesz? A kawa? burknął Tomasz.
Wypijesz ją sam. To pozwoli ci zaoszczędzić zasoby. Na koniec rada: jeśli chcesz, żeby ci zaglądano w zęby umów się do stomatologa.
W domu Małgorzata z miejsca zablokowała Tomasza na wszystkich komunikatorach. W jej wieku komfort to nie tylko koc i cisza, ale też telefon bez ludzi, którzy próbują wpisać cię w swoje chore ramy.
A wy, co sądzicie: czy to był nieudany flirt czy raczej wyreżyserowany spektakl? I czy warto ciągnąć dalej znajomość, skoro od pierwszych minut ktoś rozlicza cię z tego, kim jesteś?



