Diagnoza: zdrada
Słuchaj, wy już macie taki poważny związek zagaiła stanowczo, prawie z nutą przesłuchującego śledczego, pani Janina Zawadzka, mierząc wzrokiem potencjalną synową. No to co? Kiedy planujecie ślub?
Chyba jeszcze za wcześnie, pani Janino odpowiedziała dziewczyna z dyplomatycznym uśmiechem, próbując wyrazić się tak, żeby nie urazić przyszłej teściowej. Mieszkamy razem dopiero od miesiąca. Chyba warto jeszcze trochę poczekać, zobaczyć jak wyjdziemy sobie nawzajem w życiu codziennym… Kto wie, może zaczniemy się kłócić o jakieś pierdoły?
Janina uniosła wysoko brew, ale nie dawała za wygraną. Generalnie, Pola bardzo jej się podobała znacznie bardziej niż poprzednia wybranka syna. O, Julia to była niezła kombinacja bezczelna jak nikt. Dobrze, że Paweł ją porzucił.
A jak tam z Antkiem? zmieniła temat, nie odklejając czujnego spojrzenia. Chłopak już prawie dorosły, ale jednak…
Pola poczuła, jak robi jej się cieplej na sercu na myśl o synu Pawła. Wspomnienia pierwszych dni wspólnego mieszkania cisnęły się same do głowy. Strasznie się wtedy stresowała jak chłopak zareaguje na nową kobietę pod jednym dachem? Może uzna, że stanowi zagrożenie, próbę zastąpienia jego mamy?
Jest cudowny powiedziała szczerze, a uśmiech stał się szeroki i naturalny. Pewnie, że się martwiłam na początku, że mnie znielubi albo potraktuje z rezerwą. Ale na szczęście bardzo się myliłam. Antek jest otwartym i przesympatycznym chłopakiem!
Zamilkła na chwilę, przypominając sobie, jak kiedyś Antek po powrocie ze szkoły spróbował jej szarlotki i zachwycony oznajmił Pawłowi, że teraz wreszcie w ich domu będzie normalne jedzenie.
A nawet więcej westchnęła rozbawiona Pola zdarza mu się prosić mnie o naukę gotowania, bo tata zamiast obiadu potrafi zorganizować tylko budyń z torebki. Czasem przynajmniej jest śmiesznie.
Paweł, który dotąd słuchał w milczeniu, kiwnął głową i uśmiechnął się lekko. Widać było, że cieszy się ze zgody pomiędzy synem a partnerką.
A pytał już o rodzeństwo? spytała pani Janina z oczywistą sugestią.
Tu Paweł aż się skrzywił i rzucił matce spojrzenie typu serio?. Doskonale znał jej metody subtelność nigdy nie była jej mocną stroną. Jeśli temat jest choć trochę delikatny, to trzeba dobitnie, bez owijania w bawełnę, najlepiej na pierwszy ogień.
No co, przecież Antoś uwielbia dzieci, z kuzynami się ugania dodała beztrosko, jakby mówiła o pogodzie. Poza tym, Pola, ty masz dopiero trzydzieści pięć lat. Spokojnie jeszcze dwójkę urodzisz!
Pola poczuła, jak ogarnia ją niezręczność. Nie chciała rozmawiać o tak intymnych sprawach z ledwo znaną teściową. Przy stole pod stołem ścisnęła dłonie w pięści, próbując zachować spokój.
Obawiam się, że to wykluczone odezwała się, nie spuszczając tonu. Lekarze jasno mówili, że nie powinnam mieć dzieci.
Na chwilę zapadła cisza. Janina zmrużyła oczy, na jej twarzy pojawił się chłodny, badawczy wyraz.
Kobiece sprawy, tak? zapytała znów, udając współczującą, ale z wyczuwalnym lekceważeniem. Ale nie trać nadziei medycyna idzie cały czas naprzód. To, co dawniej było niemożliwe, dzisiaj specjalista załatwi od ręki.
Pola westchnęła cicho. Najchętniej urwałaby tę rozmowę, ale dobrze wiedziała, że taka wymiana nie skończy się milczeniem. Spojrzała na Pawła, szukając ratunku, ale ten tylko wzruszył ramionami sama sobie radź.
W moim przypadku to nie przejdzie powiedziała spokojnie. Miała już dość tłumaczenia się obcym ludziom. Mam poważny problem ze wzrokiem, zdiagnozowany w wieku osiemnastu lat. Musiałam się nauczyć z tym żyć dzieci nie wchodzą w grę.
Janina zatrzymała się w pół ruchu. Na twarzy pojawiła się konsternacja, jakby słyszała o przewlekłym katarze ropnym u świni.
Ale co to ma do rzeczy? zmarszczyła czoło. Przecież niewidomi też mają dzieci.
Pola wzięła głęboki wdech.
Szansa, że zostanę całkiem niewidoma, to ponad dziewięćdziesiąt procent tłumaczyła równym głosem. Taka ciąża to wręcz gwarancja tragedii. Po co ryzykować? Co za sens mieć dziecko, którego nawet nie zobaczę?
Kilka chwil później Pola poczuła narastające rozczarowanie ze strony Janiny. Ani cienia ciepła. Tylko lodowate spojrzenia pełne dezaprobaty taka synowa nie pasowała do jej wyobrażeń o rodzinie roku. Już widziała w wyobraźni synową zdrową, dziarską, która szybko wyda na świat przynajmniej dwójkę wnucząt.
Ale Pola nie czuła ani winy, ani potrzeby się tłumaczyć. Z Pawłem dawno omówili sprawę, rozważyli scenariusze, wykuli temat z lekarzami i między sobą od a do z. Wnioski jednoznaczne: ryzyko jest zbyt duże, adopcja lub matka zastępcza zawsze pozostaje opcją. Na szczęście, w razie potrzeby można to dziś bez problemu zorganizować.
Gdy para zbierała się do wyjścia, atmosfera na chwilę zelżała. Janina uprzejmie objęła Pawła, Polę poklepała po ramieniu, ale czułości w tym nie było co najwyżej kurtuazja. Zakładając buty w przedpokoju, Pola zauważyła wymowne spojrzenie Pawła ciche, krótkie przepraszam.
Gdy wyszli na ulicę, oboje odetchnęli z ulgą. Wieczorne powietrze było zaskakująco świeże po tej rodzinnej batalii. Pola chwyciła Pawła za rękę, on ścisnął jej dłoń. Żadne nie musiało mówić, co myśli spotkanie z rodzicami nie wypadło najlepiej, ale to przecież nie zmieniało faktu: chcieli być razem, bez względu na wścibstwo czy oczekiwania innych…
*************************
Trzy miesiące później
Pola zaczynała zauważać, że czuje się trochę… dziwnie. Najpierw zrzuciła to na stres w pracy albo na przeziębienie. Gdy jednak objawy nie znikały, lekko się zaniepokoiła.
Ciągłe osłabienie, poranne mdłości, a niektóre zapachy drażniły ją niemiłosiernie. Kupiła w aptece rutinoscorbin i herbapol na odporność, piła zioła, kładła się wcześniej spać. Poprawy nie było. Złapała się na tym, że w pracy robiła więcej błędów, a wieczorem padała na kanapę bez życia, chociaż nie wykonała żadnych wyczynów.
Pewnego wieczoru, rozmawiając przez telefon z mamą, wyrzuciła z siebie ten strumień narzekań. Głos miała matowy, wyraźnie zmęczony.
Pola, słuchaj powiedziała mama po krótkiej przerwie. A jesteś pewna, że nie jesteś w ciąży?
Pola aż parsknęła. Przez moment milczała, ale odpowiedziała stanowczo:
Absolutnie! Wszystko pod kontrolą. Ginekolog przepisał mi tabletki, biorę je jak w zegarku, zero pomyłek.
Mama nie drążyła, ale w jej głosie czuć było matczyny niepokój:
Mimo wszystko kup test, tak dla świętego spokoju. To poważna sprawa.
Chciała już zbyć temat, ale ton mamy nie pozostawiał złudzeń. Westchnęła, pogodziła się z losem.
Dobrze, już lecę do apteki. Paweł w pracy, więc mam czas w samotności rzuciła i zakończyła rozmowę.
Do apteki na dole bloku dzieliły ją trzy minuty. Szybkim krokiem przemykała przez chodnik, próbując ignorować wścibskie myśli: A jeśli ma rację? Ale jak?
Przed półką z testami owładnęło ją lekkie przerażenie cztery firmy, pięć rodzajów, rzeczy dla ludzi o stalowych nerwach… Wzięła dwa, średnia półka cenowa nie będzie oszczędzać na własnym spokoju. Zapłaciła, upchnęła je do kieszeni i wróciła do mieszkania.
W przedpokoju Pola przez chwilę stała bez ruchu z paczuszkami w dłoni. Ręce trochę jej drżały, gdy otwierała po kolei pudełka. Zrobiła swoje i czekała.
Minuty się dłużyły. Zerkała na zegarek, potem na białe pola testów… I nagle dwie grube, wyraźne kreski. Na obu. Zero wątpliwości.
No, przecież to żart szepnęła. Przecież się przygotowałam, wszystko było pod kontrolą!
W tej chwili rozległ się dzwonek do drzwi. Pola aż podskoczyła. Była pewna, że to Antek chłopak regularnie zapominał kluczy, zwłaszcza w czwartki, gdy po szkole pędził do domu na naleśniki.
Nerwowo zgarnęła testy do śmieci, poprawiła włosy i poleciała do drzwi. Antek rzeczywiście stał już na korytarzu, zziajany z plecakiem.
Znowu klucze w domu? uśmiechnęła się szeroko, wpuszczając go do środka.
No… Tak jakoś wyszło rzucił z typowym nastoletnim roztrzepaniem.
Pola zajęła się dłubaniem przy obiedzie, nieświadoma tego, że jeden z testów nie wylądował w koszu, tylko zgubił się pod koszem…
*****************
Paweł, jadę na tydzień do mamy, bo trochę się źle czuje rzuciła Pola dzień później, unikając jego wzroku. Kłamać było jej wstyd, ale nie potrafiła jeszcze postawić kawy na ławę. Zdrowie matki brzmiało neutralnie.
Paweł oderwał się od laptopa i spojrzał na nią z troską.
Potrzebujecie czegoś? Lekarstwa, zakupy? Mogę pojechać z tobą…
Pola posłała mu przygaszony uśmiech to było miłe, ale niestety nie na rękę.
Na razie damy radę, w razie potrzeby zadzwonię, dzięki.
Odwróciła się i zaczęła szybko pakować walizkę: sweter, jeansy, parę t-shirtów, bielizna… Na autobus miała niecałą godzinę, a jeszcze do dworca musiała się dostać. Mama miała ją odebrać, co trochę ją uspokajało przynajmniej nikt jej nie będzie zadawał niewygodnych pytań.
Bądź w kontakcie, dobra? Jak coś się dzieje dzwoń od razu, mogę przyjechać w każdej chwili.
Jasne kiwnęła głową i przytuliła go szybko. Tak szybko wrócę, że nawet nie zdążysz się stęsknić.
W drodze na dworzec telefon dzwonił raz po raz mama, Paweł, powiadomienia kalendarza. W głowie zamęt. Jeden plan: pojechać, załatwić, wrócić i pogadać z Pawłem już na poważnie.
Na drugi dzień Pola była już w prywatnej klinice. Zgłosiła się przez internet, wybrała lekarkę z najlepszymi opiniami. Wizyta trwała kwadrans: szybki wywiad, badanie, USG.
Tak, potwierdzam ciążę orzekła lekarka, notując coś w komputerze. Na razie pięć, może już sześć tygodni.
Pola kiwnęła głową. Jeszcze przez moment łudziła się, że to pomyłka, że testy z supermarketu z Torunia kłamią, że doszło do zamiany wyników. Ale nie fakty były bezdyskusyjne.
Ale przecież brałam tabletki! Jak to możliwe? wydukała, a głos załamał się jak zapałka.
Niestety, wady produkcyjne się zdarzają. Są też inne czynniki: załóżmy, że bierze pani antybiotyk, albo że układ pokarmowy nie przyswoił dawki, albo… wymieniała przez chwilę lekarka spokojnym tonem. Takie historie się zdarzają.
Po krótkim milczeniu lekarka zapytała:
Zapewne nie planuje pani tej ciąży zachować?
Pola przymknęła powieki. To pytanie zadawała sobie już chyba setki razy. Przypominała sobie wieloletnie zalecenia, ostrzeżenia specjalistów, słowa rodziców. Wzięła głęboki wdech.
Różnica szans: jeden do dziewięciu na rzecz mojego całkowitego oślepnięcia. Co pani sądzi?
Lekarka pokiwała głową. Hospitalizację znała z akt, widziała powagę sytuacji.
Decyzja należy tylko do pani. Wypiszę skierowania na badania kontrolne i jutro porozmawiamy o dalszych krokach. Gdyby cokolwiek się działo dzwoni pani na recepcję, połączą z gabinetem.
Pola odebrała dokumenty, wygładziła kartki, wyszła na korytarz. Oparła się na chwilę o ścianę, wzięła głęboki oddech. Dzień będzie nowy i nowy etap w życiu…
**********************
Pola! ucieszył się Paweł w słuchawce kilka dni później, aż coś ją zabolało. Dlaczego mi nie powiedziałaś?
Uścisk na żołądku…
O czym? zapytała neutralnie, zachowując kamienną twarz. “Skąd on wie?”
Przecież jesteś w ciąży! odparował zdumiewająco radośnie, niczym przedszkolak z lizakiem.
Pola zamknęła oczy i policzyła do trzech.
Skąd ci to przyszło do głowy? wyciągnęła ton spokojny, choć była o włos od wybuchu.
Znalazłem w przedpokoju test z dwiema kreskami wyznał triumfalnie Paweł, zero lęku czy złości. Zapisałem cię już do najlepszej ginekolożki. Chodźmy razem, chcę być przy tobie.
Pola westchnęła. Trzeba było to odpowiednio załatwić, by go nie ranić, ale i nie dać się zdominować.
Raczej nie powinnaś się cieszyć oświadczyła poważnie. To pomyłka, musiał się test popsuć. Wszystko było pod kontrolą, jak zawsze…
Zapadła cisza, w której aż brzęczały muchy.
To… Ja ci muszę coś wyznać zaczął nieśmiało. Wpadła ostatnio mama, no wiesz, twoje tabletki zobaczyła i zaczęła przekonywać, że przesadzasz. Że mnóstwo kobiet z chorobami rodzi, medycyna cuda robi, a ty się za bardzo przejmujesz. Opowiadała historie z seriali, powoływała się na sąsiadki… No i chyba trochę jej uwierzyłem.
Pola już czuła, jak jej krew zaczyna wrzeć. Słuchała dalej, próbując nie rozszarpać telefonu.
Ale co konkretnie zrobiłeś? wypaliła suchym głosem.
Paweł spuścił wzrok. Przypadkiem strąciłem twoje lekarstwa i tabletki wypadły… Uznałem, że to może znak. Zamiast nich wsypałem ci witaminy. Bałem się tego powiedzieć, mama mnie tak namówiła…
Pola zamarła. Przez chwilę nie mogła złapać oddechu. Wyjaśniała mu sto razy, dlaczego nie wolno jej przerwać leczenia, co to znaczy dla jej zdrowia…
Naprawdę to zrobiłeś? Celowo? zapytała, drżąc cała, choć starała się nie krzyczeć.
Paweł przestępował z nogi na nogę jak uczeń złapany na ściąganiu.
Chciałem dobrze… dla naszej rodziny bąknął. Myślałem, że powinniśmy spróbować.
Pola odetchnęła głęboko i wyjęła z kieszeni chłodne opanowanie.
Nie mam teraz czasu na rozmowy. Spotkajmy się pojutrze, w południe, przy fontannie w parku.
Na pewno… przyjdę! wykrztusił szybko, łapiąc odrobinę nadziei.
Do zobaczenia rzuciła krótko i rozłączyła się.
Krew jej wrzała do czerwoności! Sto razy mu tłumaczyła, jak ważne są te tabletki, co grozi choćby jednym opuszczeniem dawki. A on, słuchając nauk mądrej mamy, postanowił zaryzykować życiem ukochanej osoby? W tej sytuacji nie widziała już miejsca na jakiekolwiek zaufanie czy rozmowę o rodzinie.
W umówiony dzień Paweł przybył pół godziny przed czasem, z bukietem białych róż dokładnie takich, jakie zawsze lubiła. Nerwowo spoglądał na zegarek, próbując wyobrazić sobie, jak za moment wszystko się wyjaśni i skończy dobrze. Chyba nadal myślał, że to jakieś nieporozumienie, które można zalepić ładnymi słowami.
Gdy Pola pojawiła się punktualnie, prowadzona pod rękę przez starszego brata, minę miała lodowatą. Nawet nie spojrzała na róże, kiedy Paweł jej je wręczył.
Co to jest? spytał zmieszany, gdy wręczyła mu kartkę.
To wynik USG. Oznacza, że dziecka nie będzie powiedziała chłodno. Wiedziałeś o mojej diagnozie, postanowiłeś zaryzykować. Nigdy ci tego nie wybaczę. Jutro przyjeżdżam po swoje rzeczy z bratem, żeby uniknąć nieporozumień.
Nie czekała już na żadną odpowiedź. Odwróciła się i ruszyła, a Paweł wykrzyknął za nią:
Pola, zaczekaj! Musimy pogadać!
Nie obejrzała się. Brat, Bartek, od razu stanął między nimi, wyraźnie gotów dać do zrozumienia, że nie należy jej dziś przeszkadzać.
Kłamiesz! Paweł zaczął się rwał. Rozmawiałem z lekarzami! U nich ryzyko jest minimalne! Ty po prostu nie chcesz mieć dziecka!
Pola obróciła się powoli.
Rozmawiałeś o moim zdrowiu z obcymi ludźmi bez mojej wiedzy? Nawet nie pamiętasz mojej pełnej diagnozy! Usłyszałeś to, co chciałeś usłyszeć i postanowiłeś uznać się za eksperta.
Paweł zamilkł skonsternowany.
Chciałem dobrze… Myślałem o rodzinie… wymamrotał żałośnie.
Ale to moje życie, moje zdrowie, moje oczy! Rozumiesz, co znaczy niewidoma trzydziestoparolatka? powiedziała cicho, ale stanowczo. Nie chcę codziennie drżeć ze strachu, co jeszcze wymyślisz.
Bartek zbliżył się jeszcze, wbijając wzrok w Pawła.
Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego Pola była spokojna, zimna. Koniec.
Paweł chciał coś odpowiedzieć, ale słowa ugrzęzły mu w gardle. Patrzył, jak Pola znika z Bartkiem wśród kasztanów. W ręku trzymał bułet białych róż nieprzyjętych, niepotrzebnych
Po raz pierwszy dotarło do niego, że stracił nie tylko wyśnione dziecko, ale i kobietę swojego życia.
Przez głowę przemknęła mu myśl: “A co, jeśli to jednak ona ma rację?” Ale było już za późno…



