Mamo, uśmiechnij się Arina nie lubiła, gdy do nich przychodziły sąsiadki i prosiły mamę, by zaśpiew…

Mamo, uśmiechnij się

Nigdy nie lubiłem, gdy nasze sąsiadki wpadały do nas i prosiły mamę, żeby coś zaśpiewała.

Aniu, zaśpiewaj, masz taki ładny głos mówiły, a do tego jak ładnie tańczysz i mama zaraz zaczynała śpiewać, sąsiadki dołączały, a bywało, że wszyscy razem wywijali tańce na podwórku.

Wtedy mieszkaliśmy w domu na wsi niedaleko Lublina. Miałem młodszego brata, Antka. Mama była pogodna i gościnna, kiedy sąsiadki już wychodziły, zawsze zapraszała:

Wpadnijcie następnym razem, miło się siedziało, dobrze czas spędziłyśmy a one obiecywały.

Nie wiem, dlaczego nie podobało mi się, że mama śpiewa i tańczy, nawet się tego wstydziłem. Chodziłem wtedy do piątej klasy i któregoś dnia powiedziałem:

Mamo, proszę, nie śpiewaj i nie tańcz Wstyd mi sam do końca nie rozumiałem, dlaczego.

Nawet teraz, choć jestem już dorosły, sam ojciec, nie potrafię tego wyjaśnić. Mama wtedy odpowiedziała:

Nie wstydź się, kiedy śpiewam, raczej się ciesz. Przecież nie będę całe życie śpiewać i tańczyć, póki jestem młoda, to korzystam

Wtedy jeszcze tego nie pojmowałem, człowiek nie zdaje sobie sprawy, że życie nie zawsze jest radosne.

Jak byłem w szóstej klasie, a Antek w drugiej, tata od nas odszedł. Spakował rzeczy i zniknął na zawsze. Nie rozumiałem, co zaszło między nim a mamą. Jako nastolatek spytałem:

Mamo, dlaczego tata odszedł?

Dowiesz się, gdy dorośniesz odpowiedziała.

Nie mogła mi jeszcze powiedzieć, że przyłapała go ze znajomą, Weroniką z sąsiedztwa. Z Antkiem byliśmy w szkole, a mama wróciła z pracy, bo zapomniała portfela.

Drzwi były otwarte, co ją zdziwiło. Przecież tata powinien być w robocie, a była dopiero jedenasta. Weszła do domu i zobaczyła w ich sypialni to, czego żadna żona nie chce ujrzeć. Oni tylko się uśmiechnęli zdziwieni, jakby pytali czego tu szukasz.

Wieczorem wrócił tata. Była awantura, dzieciaki biegały wtedy po dworze i nic nie słyszały.

Spakowałam ci rzeczy w sypialni do torby, zabieraj je i wyjdź. Nigdy ci nie wybaczę zdrady.

Tata wiedział, że mu nie przebaczy, ale próbował rozmawiać.

Aniu, głupio wyszło, może zapomnimy o tym? Dzieci mamy

Powiedziałam: wyjdź i wyszła na podwórko.

Tata zabrał rzeczy i poszedł, a mama ukryła się za rogiem domu i patrzyła ukradkiem. Nie chciała już go widzieć. Bolało ją to bardzo.

Damy sobie radę myślała, płacząc. Zdrady nie wybaczę.

Nie wybaczyła. Została sama z nami. Czuła, że będzie trudno, choć pewnie nie spodziewała się, że aż tak. Pracowała wtedy na dwóch etatach; sprzątała w szkole, a nocami pracowała w piekarni. Ledwo sypiała, zniknął uśmiech z jej twarzy.

Choć ojciec od nas odszedł, z Antkiem mieliśmy z nim kontakt mieszkał u Weroniki, cztery domy od nas. Ona miała syna w wieku Antka, chodzili do tej samej klasy. Mama nie zakazywała nam ich odwiedzać, chodziliśmy do ojca w gości, czasem graliśmy, ale zawsze wracaliśmy na obiad do siebie. Weronika nas nie karmiła, ale pozwalała się bawić.

Czasem jej syn szedł z nami do nas, patrzyli na to sąsiedzi. Mama karmiła wszystkich, nie miała nic przeciwko pasierbowi męża. Ale uśmiechu na twarzy mamy więcej nie widziałem. Była dobra i troskliwa, ale zamknęła się w sobie.

Często, wracając ze szkoły, pragnąłem, by mama ze mną rozmawiała. Opowiadałem jej o szkole, o tym, co się działo na lekcjach.

Mamo, wyobraź sobie, Genek przyniósł do klasy kota, a on miauczał na lekcji. Wychowawczyni nie mogła znaleźć źródła, myślała, że Genek udaje, więc go zrugała. A my powiedzieliśmy, że to kot w jego torbie. Wtedy wyrzuciła Genka z kotem i jeszcze kazała mu z mamą przyjść do szkoły.

Tak Rozumiem tylko skwitowała mama.

Widziałem, że nic jej nie cieszy, a wiele razy słyszałem, jak płakała nocami. Stała długo wpatrzona w okno, pogrążona we własnych myślach. Już dorosły zrozumiałem:

Widocznie była okropnie zmęczona, spała po kilka godzin, ciężko pracowała na nasze utrzymanie. Nam z Antkiem nigdy niczego nie brakowało. Zawsze chodziliśmy czyści, schludni, mieliśmy prane i wyprasowane rzeczy wspominałem często.

A wtedy powtarzałem:

Mamo, uśmiechnij się, tak dawno cię nie widziałem uśmiechniętej.

Mama bardzo kochała dzieci po swojemu rzadko przytulała, czasem pochwaliła, że dobrze się uczymy i nie sprawiamy kłopotów. Karmiła nas najlepiej, jak umiała, dbała o czystość i porządek.

Czułem jej miłość, gdy zaplatała mi włosy. Gładziła mnie po głowie, niby smutna, widziałem jej opuszczone ramiona. Wcześnie zaczęły jej wypadać zęby usuwała je, ale nowych nie zakładała.

Po podstawówce nawet nie rozważałem żadnych szkół nie zamierzałem zostawiać mamy samej. Rozumiałem, że nauka kosztuje. Zatrudniłem się w sklepie na rynku, niedaleko od domu. Starałem się, jak mogłem, Antoś rósł szybko, potrzebował nowych ubrań i butów.

Pewnego dnia do sklepu wszedł Michał, nie był stąd pochodził z sąsiedniej wsi. Zainteresowałem go, choć był ode mnie o dziewięć lat starszy.

Jak się nazywasz, ślicznotko? zapytał z uśmiechem. Nowa jesteś, nie widziałem cię tu, gdy byłem przejazdem.

Jestem Arina, a pan?

Michał, z wioski osiem kilometrów stąd.

Tak się poznaliśmy. Michał zaczął podjeżdżać po mnie po pracy, jeździliśmy wieczorami. Zaprosił mnie nawet do siebie. Mieszkał z chorą matką, był rozwiedziony; żona zabrała córkę i wyjechała do miasta, nie chciała opiekować się teściową.

Michał miał porządne gospodarstwo i duży dom. Ugościł mnie szczodrze swojska śmietana, mięso, cukierki. Spodobało mi się. Jego mama odpoczywała w swoim pokoju.

Zostańmy małżeństwem zaproponował któregoś dnia. Bardzo mi się podobasz. Tylko od razu mówię muszę opiekować się mamą, ale pomogę ci.

Ucieszyłem się, choć nie okazywałem tego. Opieka nad chorą nie stanowiła problemu. Michał czekał z napięciem,

Zgódź się, będzie pod dostatkiem mięsa i śmietany myślałem, ale powiedziałem głośno: Dobrze, zgadzam się Michał był przeszczęśliwy.

Arina, kocham cię Myślałem, że nie zgodzisz się na mnie, starego rozwodnika. Obiecuję, nie skrzywdzę cię, będziemy szczęśliwi.

Pracował i ogarniał gospodarstwo, ja też pomagałem.

Po ślubie przeprowadziłem się do Michała na wieś. Szczerze mówiąc, nie ciągnęło mnie już do domu. Antek wydoroślał, uczył się w technikum samochodowym w Lublinie, a do domu przyjeżdżał na weekendy.

Czas płynął. Z Michałem byliśmy naprawdę szczęśliwi. Mamy już dwóch synów, urodzili się szybko po sobie. Nie pracowałem zawodowo dom i dzieci zajmowały cały dzień, a teściowa zmarła dwa lata po naszym ślubie. Gospodarstwo było duże i wymagało pracy. Michał dbał, bym nie dźwigał:

Nie noś ciężkich wiader, ja sam wszystko zrobię, ty wydoisz krowę, nakarmisz kury i kaczki, a świnki ja sam ogarnę.

Wiedziałem, że mnie bardzo kocha i troszczy się o dom. Michał był bardzo hojny.

Arina, zawieźmy twojej mamie mięsa, śmietany, mleka. Musi wszystko kupować, a my mamy swoje.

Mama wszystko brała z wdzięcznością, ale uśmiech nigdy nie wrócił. Nawet z wnukami była poważna. Jeździliśmy do niej często, żal mi było mamy nie wiedziałem, co zrobić, żeby znów chciała żyć.

Arina, może idź do księdza w kościele, może coś doradzi zaproponował Michał i postanowiłem wykorzystać tę myśl.

Ksiądz obiecał się modlić za mamę, powiedział tylko:

Proś Boga, by mama spotkała na swej drodze dobrego człowieka i modliłem się.

Jednego dnia mama zadzwoniła:

Synu, pożyczysz mi trochę pieniędzy? Chcę wstawić zęby.

Mamo, oczywiście, zapłacę! ucieszyłem się, lecz wiedziałem, że nie pozwoli się utrzymać.

Dałem jej brakującą kwotę, a ona obiecała oddać dług. Przez jakiś czas u nas nie bywała, rozmawialiśmy przez telefon. Michał pomagał wtedy swojemu wujowi, Kolkowi, który właśnie sprowadził się na wieś nie ułożyło mu się z żoną, dzieci dorosły i żona go wyrzuciła. Michał pomagał mu załatwić formalności domu, który kupił u nas w okolicy. Porządny, zadbany dom.

Czasem bywaliśmy tam z Michałem. Pewnego razu przyszedł i mówi:

Wiesz, Arina, mam wrażenie, że wujek chce się żenić. Byłem u niego, rozmawiał przez telefon, coś wywnioskowałem

I dobrze, przystojny facet, przecież nie będzie sam siedział w takim domu odparłem.

Wkrótce sam wujek wpadł w odwiedziny.

Chciałem was zaprosić. Spotkałem swoją dawną pierwszą miłość, razem byliśmy w szkole. Jutro ją przeprowadzam, pojutrze wpadnijcie do nas.

Za dwa dni poszliśmy z Michałem z prezentami do Kolka. Gdy wszedłem do domu, nie wierzyłem własnym oczom. Przede mną stała moja mama, zawstydzona, ale się uśmiechała. Odmłodniała, zmieniła się.

Mamo! Tak bardzo się cieszę Dlaczego mi nie powiedziałaś?

Nie chciałam przedwcześnie mówić, a nuż by nie wyszło.

Wujku, a czemu ty milczałeś?

Bałem się, że Ania się rozmyśli A teraz jesteśmy szczęśliwi.

My z Michałem cieszyliśmy się z ich szczęścia. Mama znów się uśmiechała, była pogodna jak dawniej.

Dzięki, że przeczytałeś. Szczęścia w życiu!

Rate article
Fajna Tajna
Mamo, uśmiechnij się Arina nie lubiła, gdy do nich przychodziły sąsiadki i prosiły mamę, by zaśpiew…