Dowcip
Basia! Basieńka! Pozwól spisać!
Szept Leny rozbrzmiał po całej klasie, a pani Maria Wiktorowicz oderwała się od dziennika, który właśnie uzupełniała.
Kowalska! Uspokój się, dobrze? Sama pisz!
Pani Mario, to jest naprawdę trudne! Lena jak zwykle nie dawała za wygraną.
A czy ktoś obiecywał, że będzie łatwo? I poza tym, Lena, Basia ma zupełnie inny zestaw. Tak że do niej nie ma co się zwracać.
Jak to?! Przecież siedzi w pierwszej ławce!
Właśnie tak! Maria Wiktorowicz uśmiechnęła się, naśladując irytację Leny. Dałam jej osobne zadanie.
No super! To niesprawiedliwe! Lena wsadziła na chwilę nos w swoją zeszyt, ale zaraz potem zaczęła szukać kolejnych ratunkowych rozwiązań.
Nikt nie zauważył, jak bardzo Basia się skuliła za swoją ławką, bojąc się choćby spojrzeć do góry.
O tym, że jest szkolnym kołem ratunkowym, wiedzieli wszyscy nauczyciele. Dziewczyna z bystrą głową! Korzystają z niej, kto tylko może, a spróbuj tylko odmówić zaraz wszyscy się obrażą.
Basia nie była złośliwa. Pozwalała spisywać, choć, zgodnie z radą mamy, starała się robić to tak, żeby nauczyciele nie mieli pretensji.
Basiu, wiem, że jesteś dobrym dzieckiem, ale o swoje też musisz zadbać. Żeby dostać się tam, gdzie chcesz, potrzebujesz dobrego świadectwa. I nie warto go sobie psuć przez lenistwo tych, co nie potrafią porządnie się nauczyć.
Słowa mamy były słuszne, ale Basia tylko wzdychała, słuchając tych argumentów. Gdyby tylko mama wiedziała, jak trudno być prymuską w klasie, gdzie nikomu na niczym nie zależy…
Do tej szkoły trafiła po rozstaniu mamy z tatą. Było wiele powodów. Jednym z nich był fakt, że Basi miał się urodzić braciszek. Wszystko byłoby dobrze, ale dziecko to pojawiło się w nowej rodzinie ojca, jeszcze gdy rodzice Basi formalnie byli razem.
Nikt jej nie tłumaczył. Dorośli rozwiązywali swoje sprawy, a Basia siedziała w swoim pokoiku z blokiem rysunkowym i kredkami, metodycznie, kartka po kartce, zamalowując wszystko czernią, nie zostawiając nawet najmniejszego jasnego miejsca.
Pierwsza to zauważyła babcia.
Co wy wyprawiacie?! Do czego doprowadziliście dziecko!
Babcia, mama taty Basi, mimo wszystko stanęła po stronie synowej.
cały w ojca! Ten też biegał po innych, ile nas było razem. Taki charakter Przekleństwo Niestety Basia bardzo do niego podobna. Z tą różnicą, że mój zawsze wracał i nigdy nie miał dzieci na boku.
I pani mu wybaczała?
A co miałam zrobić, Oluś? Kochałam Poza tym wiedziałam, że i on mnie kocha. Inaczej by nie wracał.
Ciężko było przebaczyć?
Nawet nie pytaj… Chociaż szczerze mówiąc, nigdy mu tego nie zapomniałam. Nie żyłam, tylko się męczyłam. Dzisiaj pytam siebie po co to było? Ale nie cofnę już czasu. Może to dziwnie zabrzmi, ale podziękuj losowi, że twój mąż dorobił się dziecka poza domem. Bo ja cię widzę, Olu. Ty byś mu wybaczyła i przyjęła z powrotem. Prawda?
Nie wiem To za bardzo boli.
Rozumiem. Ale jeszcze bardziej rozumiem, że Basia stoi między wami, biedna. Niepotrzebnie. Mój syn nie słucha. Ale ty jesteś rozsądna. Bardzo żałuję, że się rozchodzicie. Olu, pomyśl, jak ograniczyć cierpienie Basi. Ona niczemu nie jest winna…
Ma pani rację. To my jesteśmy winni
Mama Basi zrobiła coś, czego nikt się po niej nie spodziewał. Posadziła córkę przed sobą i wyjaśniła, mającej wtedy sześć lat dziewczynce, całą prawdę.
Basieńko, już nie będziemy z tatą mieszkali razem w jednym domu.
Dlaczego?
Bo się rozwodzimy. Teraz będziemy razem tylko we dwie, a z tatą będziesz się widywać w weekendy lub wtedy, gdy będzie czas. Basiu, nie płacz! Popatrz na mnie! Tata wciąż będzie twoim tatą! Nigdzie nie zniknie! Obiecuję Ci!
A ty? Basia rozcierała po policzkach łzy złości. Dorośli są tacy głupi! Zawsze robią po swojemu!
Ja? Przecież nie odejdę!
Nie odchodź
Wtedy właśnie Ola pojęła, czego najbardziej bała się jej córeczka, zamalowując czarną kredką kartka po kartce.
Długo tłumaczyła Basi, co się właściwie dzieje i że nie ma się czego bać. Było trudno, ale z czasem wszystko jakoś się ułożyło. Basia widywała się z tatą. Może nie tak często, jakbym chciała, ale wystarczająco, żeby zrozumiała to mama została sama, a nie ona. Tata dalej ją rozpieszczał i dogadał się z Olą, by dobro dziewczynki nie ucierpiało. Basia wyjeżdżała na wakacje z nową rodziną taty, bawiła się z braciszkiem, nawet polubiła nową żonę ojca, Irenę, która lubiła dzieci i nie miała z Basią problemów. Nie miały siebie o co kłócić.
Mimo wszystko, to, co się stało, zostawiło w Basi ślad na zawsze. Czasami myślała, czy tata wyprowadził się z ich domu przez nią. Bo z Ireną żył spokojnie, wychowywał syna, chciał jeszcze dzieci. A jej, Basi, już nie chciał Może nie była taka, jak trzeba?
Oczywiście mama i babcia powtarzały, że to nieprawda, że jest kochana, ale to drążące serce ziarenko wątpliwości nie chciało odejść, nie pozwalało wierzyć w siebie bez reszty.
To ziarenko umiało się świetnie ukrywać, żeby wyjść na wierzch właśnie wtedy, gdy Basi było trudno albo naprawdę potrzebowała pewności siebie.
Na początku można było tego nie zauważyć. Trzęsły się kolana, gdy w pierwszej klasie na apelu szkolnym kazali recytować wiersz.
Cały tydzień mama uczyła Basię tej krótkiej rymowanki. Przed lustrem, z uczuciem, na głos. Dziewczynka była pewna, że wszystko pamięta i na pewno da radę. W przedszkolu zawsze grała główne role, bo z nią można było być pewnym sukcesu.
Tym razem się jednak nie udało. Basia wzięła mikrofon, spojrzała na rodzinę stojącą obok i zapomniała wszystko. Łzy popłynęły po policzkach, nie była w stanie wydusić nawet słowa.
Pani wicedyrektor uklękła przy niej, otarła łezki i szepnęła:
Opowiesz mi później?
Basi nie pozostało nic, jak tylko kiwnąć głową.
Na szczęście Maria Wiktorowicz nie zapomniała o sprawie. Po lekcjach zaczekała na Basię przy schodach.
No i jesteś! Opowiesz mi ten wierszyk? Bardzo chcę usłyszeć!
Niby drobiazg, niezarecytowany przez pierwszoklasistkę wierszyk… Ale dla Basi wtedy to była najważniejsza rzecz na świecie. Wyprostowała się, wypuściła maminą dłoń i powiedziała wierszyk od początku do końca tak, że wszyscy dorośli na schodach zaczęli klaskać.
Brawo! Wiedziałam, że potrafisz!
Ale Ja nie umiałam… oczka Basi znów się zaszkliły.
Jak to nie umiałaś?! Jeszcze jak! Zobacz tylko ilu nas tutaj było! Wszystkim się podobało! I nie ma znaczenia, czy zrobiłaś to na apelu, czy tutaj. Basiu, jesteś wspaniała! Jako wicedyrektor ci to mówię! Rozumiesz?
Chyba tak
Ten moment Basia na długo zapamięta. I kiedy w starszych klasach Maria Wiktorowicz zostanie jej wychowawczynią, Basia będzie się z tego cieszyć, wiedząc, że ten człowiek jest swój. Nie wyda, zrozumie i wesprze, jak trzeba.
Maria Wiktorowicz naprawdę czuwała nad Basią.
Basię macie bardzo wrażliwą! Jest niezwykła, zdolna, ale delikatna. Takie trzeba chronić mówiła pani Maria do matki dziewczynki. Myślała pani o zmianie szkoły, na taką z profilem matematycznym? Basia jest uzdolniona, a nasza klasa… Cóż, nazwijmy rzeczy po imieniu: zwyczajna. Większości uczniów nie zależy na nauce. Może jeszcze nie teraz, są dziećmi, ale Basi jest trudno. Pragnie nie rzucać się w oczy a to jakby przykryć ją trzema kołdrami, mocno spiąć i nie puszczać. Rozumie pani?
Ola rozumiała, ale nie mogła na razie nic zrobić. Szkoła o profilu matematycznym była daleko, w innym rejonie miasta, a dowozić Basię nie było komu. W rodzinie ojca dziewczynki oczekiwano kolejnego dziecka, babcia była chora, a sama Ola pracowała na dwie zmiany, żeby odłożyć na większe mieszkanie. W jednoosobowym po rozwodzie coraz trudniej było im się pomieścić.
Basiu, jeszcze trochę. Ogarnę sprawy, i pomyślimy nad twoją nauką, dobrze? Ola zmęczona zamykała oczy, przytulając córeczkę oglądającą z nią telewizję.
Mamo, nie martw się! Poczekam
Jak w szkole?
Może być! Basia odpowiadała najweselszym tonem, choć myślała, że nie jest najlepiej.
Może być to nie. zaczynała gilgotać ją Ola. No, mów, i wszystko od początku!
Basia śmiała się, uchylając od łaskotek, ale w końcu opowiadała mamie wszystko tak, jak było.
Nikt nie dokuczał jej wprost. Ale z tyłu słyszała:
Znowu Basia się popisuje! Słyszeliście, jak historia trzaskała przy tablicy? Pewnie, jak ona odpowiada, to my o piątce możemy zapomnieć! Nie mogła normalnie odpowiadać?!
Nikt w twarz nie wyrzucał jej tych zarzutów. Do czasu.
Basia! Dziesięć minut! Ja nic nie ogarnę! Lena szeptała z irytacją, aż Basia przesunęła do niej swój brudnopis.
Pani Maria nie zauważyła, zajęta czymś w dzienniku.
Wojtek, chłopak z ławki, przesunął Basi zeszyt tak, aby dobrze widziała zadanie z zestawu Leny.
Dzięki! szepnęła Basia, wskazując palcem na błąd.
Nie trzeba było słów. Od podstawówki siedzieli razem i rozumieli się bez słów. Parę cyfr na brudnopisie, lekki uśmiech głową i Wojtek już poprawiał swój wynik.
Brudnopis Basi trafił na ławkę Leny i do końca lekcji zapanowała cisza.
Po dzwonku zaczął się prawdziwy cyrk.
Ty chyba żartujesz?! Siedzi jak posąg! Koniec semestru! Ja nic nie mam, a ty co?! Taka z ciebie koleżanka! Lena waliła pięścią w brzeg Basiowej ławki.
Lena, przesadzasz. głos Basi był spokojny, choć cała wrzała w środku.
Co ją obchodzi, że cały czas komuś coś musi?
Do licha to babcia używała, jak się denerwowała. Zamiast brzydkich słów wprowadziła to i nakazała Basi nie używać ostrzejszych.
Jesteś dziewczyną! Nie dokerem w porcie, więc zachowuj się odpowiednio!
Babciu, ale ty też jesteś dziewczyną! A przeklinasz, słyszałam!
Ja już jestem nielikwidacyjna dziewczyna babcia śmiała się do łez. Mnie wolno! Tobie nie wypada, Basiu. To nie na twój wiek. Ty musisz być delikatna! Żadne brzydkie słowa!
Ale chłopaki przeklinają!
To co innego. Pamiętaj! Co wolno facetowi, nie zawsze wolno tobie. Dyskryminacja, wiem! Ale czy chcesz być dla chłopaka kumplem, czy dziewczyną?
Może i tak…
No to sprawdź! Normalni faceci nie żenią się z chłopakami. Przez lata będą się z tobą kolegować, ale żonę wybiorą inną. Rozumiesz?
Chyba tak… Babciu, powiedz, mama z tatą też tak mieli?
Trochę tak… Nie będę ci opowiadała. Zapytaj mamy albo ojca. Powiem jedno, kobiecość i tajemnica w kobiecie działają, to nie bajka. Przekleństwa wychodzą z dziewczyny jak z ciebie, to już nie jest pikanteria.
A co to jest?
Lepiej nie pytaj.
Zamodzieliłaś się jako dziewczyna, babciu? Basia aż się dusiła od śmiechu.
Oczywiście! Trzeba to pamiętać, choćby czasem…
I teraz bardzo chciała rzucić mocniejsze słowo, takie jakimi rzucały Lena z koleżankami, ale coś jej podpowiadało, że nie tędy droga.
Lena, zostaw ją! Wojtek, niezadowolony, upychał do plecaka podręcznik do fizyki. Sama jesteś sobie winna! Co, wszyscy ci coś powinni?!
Bo przyjaciele tak nie robią! Lena jeszcze raz uderzyła pięścią w ławkę i fuknęła. Kowboj się znalazł! Sam odpisujesz!
Nieprawda! nie wytrzymała Basia Co ty gadasz?! Wojtek sam wszystko robi! Tylko kiedy widzę błąd, podpowiem. Mam już dość! Pomogłam ci? Pomogłam! O co ci jeszcze chodzi?!
Basia spakowała plecak, odepchnęła Lenę i wybiegła z klasy, byle tylko nie rozpłakać się przy całej klasie.
Lena nie pobiegła za nią, tylko mruknęła pod nosem, by nikt nie usłyszał:
Wszystko jasne, Nowak. Jeszcze zatańczysz, a powinnaś być skromniejsza, Basieńko
Tego dnia już nie rozmawiały. Ani następnego, ani przez kolejny tydzień.
Lena całkiem przestała odzywać się do Basi, a klasa tylko czekała, ciekawa co wymyśli dla byłej przyjaciółki ta dowcipnisia.
Lena miała fantazję. Potrafiła zamienić życie niechcianych w piekło, po którym wolało się z nią nie zadzierać.
Basia zastanawiała się, co ją czeka, ale Lena ją zaskoczyła.
Basia, przestań się obrażać! Już dwa tygodnie ze mną nie rozmawiasz! Pogódźmy się! Lena tak promiennie się uśmiechnęła, że Basia przez chwilę poczuła miękkość w sercu.
Nie obrażam się.
Jasne! Widać! Daj spokój! Lepiej powiedz, jak spędzasz Sylwestra? W domu czy gdzieś wyjeżdżasz?
W głosie Leny ani śladu dawnej urazy, więc Basia trochę się rozluźniła. Cóż, każdy może się czasem zagotować.
Och, jak się myliła! I wyprostowała się za szybko. Lena nie umiała wybaczać nawet samodzielnie wymyślonych win.
Dlatego Basia była zaskoczona, gdy odnalazła w plecaku dziwną karteczkę nie powiązała jej z Leną.
Basiu! Bardzo mi się podobasz! Wojtek
Charakter pisma bardzo przypominał ten, którym pisze jej kolega z ławki. Nawet do głowy jej nie przyszło, że karteczkę napisał ktoś inny.
Skąd miała wiedzieć, że Lena prawie tydzień pomagała pani Galińskiej zanieść zeszyty do pokoju nauczycielskiego i znalazła ucznia z równoległej klasy, który pisał podobnie do Wojtka? Później nakłoniła koleżanki do całej intrygi, by zdobyć i wręczyć tę karteczkę.
No to masz, Basieńko, popłaczesz sobie! Nie tylko ja mam się smucić! roześmiana Lena włożyła karteczkę do torby Basi i zamknęła ją na zamek.
W szatni przed WF-em nie było nikogo. Basia ćwiczyła serwy do siatkówki, a koleżanki Leny ją zagadywały.
Basiu, co tak słabiutko?! Dawaj, mocniej bij!
Nikt nie zareagował, gdy Basia wyciągnęła ze swojego plecaka karteczkę.
Co to? Basiu! Ale numer! Dziewczyny, patrzcie! Wojtek do Basi się przyznał! Lena wyrwała jej list, tańczyła z nim po szatni. No to czas ustalić strategię i taktykę!
Lena, oddaj!
Oj tam! Ale nie, masz rację! Żadnej strategii! Wojtek! Wojtek! Lena wybiegła do szatni chłopców, waląc w drzwi.
Basi zrobiło się zimno.
To, że Wojtek jej się podoba, wiedział tylko jej pamiętnik i mama.
To źle, mamo?
Dlaczego?
Za wcześnie
Jaka miłość może być za wcześnie, Basieńko?
Ale czy ja go kocham?
Myślę, że jeszcze nie. To zauroczenie. Piękne uczucie, wstęp do miłości.
Jakie?
Pomyśl, że stoisz w progu. Otwierasz drzwi i zerkujesz przez szczelinę. A za drzwiami i radość, i szczęście, i ból, nawet może nienawiść.
Czemu, mamo?
Bo miłość to bardzo silne uczucie, potrafi wywołać różne emocje. Ciężka sprawa. Jest niełatwa, ale bez niej życie to nie życie. Szukamy jej od urodzenia. Po co? Może przez lęk przed samotnością? Tak czy inaczej, zawsze szukamy kogoś, kto weźmie za rękę i będzie obok. Znaleźć go to jedno, zaufać jest jeszcze trudniej. Otworzyć przed kimś drzwi na oścież Ale nawet samo stanie w progu jest cudowne! Przeczucie miłości to już dużo. I wiesz?
Co?
Nigdy nie czułam nic piękniejszego. Chyba że wtedy, gdy cię urodziłam.
Czyli to dobrze?
Oczywiście! Jeśli z rozsądkiem, to cudowne.
Mamo
Dobrze, już nic nie mówię. I tak wszystko wiesz, nie zrobisz głupot. Opowiedz mi o tym chłopcu.
Znasz go…
Basia była dumna ze swojej tajemnicy jak z kruchego wazonu, bała się komukolwiek ją zdradzić. W tym była szczęśliwa.
Lena wszystko odczytała. Po szybkim ruchu, z jakim Basia schowała kartkę. Po spojrzeniu na drzwi szatni kiedy Wojtek miałby w ogóle coś podrzucić, skoro grał z nią w siatkówkę i był w jednej drużynie?
Chłopaki wyszli z szatni i pokładali się ze śmiechu, widząc jak Lena lata z kartką, a Basia pobladła, kuląc się w kącie.
Co tu się dzieje?
Maria Wiktorowicz pojawiła się nie wiadomo skąd klasa przycichła. Zawsze wiedzieli, że pojawi się w najmniej odpowiednim momencie i dostanie się za to każdemu!
Pani Mario, nowość mamy! Lena zaprezentowała karteczkę, pocałowała i podniosła do góry. Pierwszy, pierwszy, żona i mąż!
Lena, co ty wygadujesz? Co tam masz?
Liścik! Wojtek napisał Basi, że mu się podoba!
Śmiech jeszcze nie zdążył rozbrzmieć naprawdę.
Już! Spokój! Maria Wiktorowicz zwróciła się do Basi. Basiu?
W dziwnym odruchu Basia przypomniała sobie tamto wrześniowe południe z pierwszej klasy, kiedy dławiły ją łzy. I wzrok pani od wierszyków, która wtedy dodała jej odwagi.
Nie bój się! Wierzę w ciebie! Potrafisz!
I znów znalazła w sobie siłę, by wyjść z kąta, podejść dwa kroki i zatrzymać się naprzeciw kobiety, która patrzyła na nią z troską i łagodnością.
Lena zabrała mi karteczkę. Nie chciałam jej pokazywać nikomu.
Rozumiem. Wojtek? pani zwróciła się do chłopców. I wtedy wydarzyło się coś niespodziewanego.
Tak, to ja napisałem!
Wojtek odsunął swoich kolegów, podszedł do Leny, wyrwał jej liścik.
Nie grzebie się w cudzych listach, Lena!
Kłamiesz! Lena już wiedziała, że jej plan się nie udał.
Nie będzie śmiechów, nie będzie prześladowania, Basia dalej będzie chodzić po korytarzach z podniesioną głową.
Ale tylko Basia wiedziała, że ta postawa to nie duma, lecz lęk przed oceną i odrzuceniem.
Jednak właśnie w tej chwili coś się zmieniło. Jej podbródek się uniósł, ciało napięło się jak struna, tylko że nie ze strachu.
Nie!
Gdzieś z tyłu łopatek zaczęło ją łaskotać aż zadrżała. Przecież nie wyrosną jej skrzydła?! Głupstwo, ludzie nie latają!
Czemu więc poczuła w sobie lekkość, jakby mogła się wznieść ponad podłogę szkolnego korytarza i zapomnieć o wszystkich swoich lękach?
Lena? Maria Wiktorowicz zmarszczyła brwi.
Co?! To przecież żart był! Kłamie Lena prawie płakała.
Oddaj! Wojtek odebrał karteczkę, złożył i włożył Basi w dłoń. To twoje! Nie pokazuj nikomu moich listów, dobrze? Pani Mario, a dziś będzie wypracowanie? Pani Galina wspominała. Nie jestem gotów!
No, wreszcie chociaż szczery jesteś! Będzie. Ale może dadzą wam dziś temat na czasie. Już, do sali, dzwonek dawno był, a wy dalej w szatni! Szybciutko!
Cała klasa 7B wybiegła, już nie zważając na czerwoną ze złości Lenę, uśmiechniętych Basię i Wojtka, i małą, białą karteczkę, którą dziewczyna ściskała w dłoni.
Tą karteczkę Basia delikatnie przyklei w swoim pamiętniku. Przechowa jak skarb, aż do dnia własnego ślubu i odda zeszyt Wojtkowi.
Trzymaj, mężu!
Co to, żono?
Nasz początek
Tak po prostu ufasz mi na tyle, żebym mógł to przeczytać?
Wszystko już wiesz!
Nie wszystko.
Co zostało tajemnicą? Basia wtuli się w Wojtka, nie słysząc wycia gości i tradycyjnego Gorzko!.
Pamiętasz, jak opowiadałaś mi o zauroczeniu? O progu i drzwiach?
Jasne!
Zrobiłaś krok za próg?
Basi oczy rozbłysną i Wojtek wyraźnie usłyszy jej szept, mimo hałasu i muzyki:
Pewnie! I zamknęłam drzwi za sobą! Już cię nie lubię
Jak to? Wojtek ze zdziwieniem spojrzy na Basię.
Tak: już cię nie lubię. Ja cię kocham! Rozumiesz?
Teraz rozumiem! Gorzko, Basiu?
Gorzko!



