Ścieżka do nowego życia po trudnych przeżyciach
Pokonywanie życiowych trudności i odnajdywanie nadziei
Wyobraź sobie, siedzę sobie teraz przy kawie i chcę Ci opowiedzieć, jak moje życie potrafiło się wywrócić i później znów powoli poskładać. Gdy skończyłam 45 lat, miałam wrażenie, że ziemia usuwa mi się spod nóg: mąż odszedł, nastawił przeciwko mnie naszego syna, i zostałam kompletnie sama nie miałam komu się wyżalić, ani z kim cieszyć się małymi rzeczami. Żeby przetrwać, złapałam się pracy jako sprzątaczka w podstawówce w mojej rodzinnej Łodzi, byle tylko mieć za co opłacić czynsz. Ale przez całą tę stresującą sytuację z rozwodem i procesy sądowe, nie mogłam się skoncentrować i po kilku miesiącach mnie zwolnili.
Czułam wtedy, że tracę wszystko: rodzinę, dom i poczucie własnej wartości. Kręciłam się po osiedlu, myśląc, że tyle jestem warta, co te śmieci, które czasem zamiatam. Pamiętam jeden wieczór wyjątkowo wyraźnie. Wróciłam, zamyślona, a tu nagle ślepi mnie światło reflektorów, pisk opon i samochód leci prosto na mnie! Stanęłam jak wryta, nie mogłam zrobić ani kroku. Kierowca zdążył się zatrzymać dosłownie kilka centymetrów ode mnie.
Wysiadł z auta wysoki facet w roboczym kombinezonie, spojrzał na mnie z troską i mówi: Pani, mało co się pani nie zabiła! Byłam tak zszokowana, że tylko pokiwałam głową. Widząc, co się dzieje, podeszła do nas starsza pani z jamnikiem i zawołała do niego, żeby był delikatniejszy: Pan, proszę, niech pan się nie unosi, może jej naprawdę potrzeba teraz wsparcia.
Te kilka serdecznych słów stało się iskierką zmian. Owa starsza pani okazała się być Mariolką, emerytowaną nauczycielką po wielu przejściach, wolontariuszką w schronisku dla bezdomnych, gdzie zaproponowała mi dorywczą pomoc. Poznałam tam Andrzeja byłego psychologa, który postanowił poświęcić czas na wsparcie osób w kryzysie. Dzięki niemu uwierzyłam, że może jeszcze coś potrafię, że warto spróbować coś odbudować. Andrzej stał się moim mentorem i największym przyjacielem.
Z jego pomocą zaczęłam chodzić na bezpłatne grupy wsparcia i próbować arteterapii. Poznałam ludzi, którzy też mieli za sobą życiowe burze. Krok po kroku przypominałam sobie, że można zaufać ludziom na nowo i że moja wartość nie zależy od tego, co mnie spotkało nawet po naprawdę trudnych chwilach można żyć od nowa.
W tym samym czasie, mój syn Krzysiek także zaczął się zmieniać. Ciężkie momenty dotknęły i jego. Dzięki pomocy psychologa i kilku bardzo szczerym rozmowom zrozumiał, że trudności w naszej rodzinie miały swoje powody po obu stronach. Zaczęliśmy się zbliżać, a on coraz bardziej otwierał się na kontakt ze mną.
Po paru miesiącach udało mi się dostać pracę w łódzkiej bibliotece. Poznałam tam kobiety, które też stawały na życiowych zakrętach. Wspólnie dzieliłyśmy się doświadczeniami, uczyłyśmy nowych rzeczy i wspierałyśmy nawzajem. Odzyskiwałam siły i poczucie własnej wartości.
Z czasem życiowa energia i kolor wróciły. W bibliotece spotkałam Martę młodą, pełną zapału aktywistkę, która działała na rzecz kobiet w trudnych sytuacjach i walczyła o ich prawa. Marta zauważyła mój upór i zaangażowanie i namówiła mnie do działania z innymi kobietami, gdzie brałam udział w projektach wsparcia.
Siła i wola zmiany to największy kapitał na nowe życie powtarzała Marta.
Zaczęłam uczyć się podstaw psychologii i pracy socjalnej, żeby móc lepiej rozumieć siebie i pomagać innym. W czasie nauki zaprzyjaźniłam się z Grażyną fantastyczną kobietą z życiowym bagażem, która stała się moją mentorką. To od niej nauczyłam się szanować siebie, walczyć o swoje prawa i nie bać się zmian.
Z Krzyśkiem nasza relacja rosła w siłę. Z czasem stawał się coraz bardziej samodzielny. Często razem spacerowaliśmy, rozmawialiśmy o marzeniach i planach. To on dodawał mi otuchy, utwierdzał mnie w przekonaniu, że rodzina i zaufanie to największe wartości.
Kiedyś poczułam się na tyle silna, że zaczęłam działać jako wolontariuszka w organizacji wspierającej dzieci z rodzin z problemami. Dawało mi to ogromną radość czułam, że mogę komuś podać rękę, tak jak kiedyś mi ją podano.
Wolontariat rozświetlił mi codzienność zauważyłam, że swoją postawą inspiruję inne kobiety, które przeżyły podobne burze. Razem z Martą i Grażyną założyłyśmy grupę wsparcia dla kobiet dzieliłyśmy się przeżyciami, razem rozwiązywałyśmy problemy i doceniałyśmy nawzajem swoje sukcesy.
Wolontariat i pomoc dzieciom
Tworzenie grupy wsparcia dla kobiet
Motywowanie siebie i innych do działania
Pewnego dnia zgłosił się do mnie młody chłopak, który miał za sobą trudną historię i marzył, by zostać nauczycielem dla dzieci, które nie mają łatwo w życiu. Dostrzegłam u niego tę samą iskrę, która jeszcze niedawno rodziła się we mnie, dlatego zaczęłam go wspierać i pomagać w nauce.
Moje życie nabrało nowego sensu i energii. Pisałam artykuły, zabierałam głos na konferencjach, dzieliłam się swoim doświadczeniem i dodawałam innym kobietom otuchy, by się nie poddawały. Zauważyłam, że moje słowa poruszają ludzi i potrafią podbudować tych, którzy też walczą o swoją przyszłość dawało mi to ogromne spełnienie.
Mój syn Krzysiek obserwując moje sukcesy też dążył do swoich marzeń zapisał się na studia ekonomiczne na Uniwersytecie Łódzkim i snuł plany na dorosłość. Staliśmy się dla siebie drużyną wzajemnie się motywowaliśmy i wspieraliśmy.
Coraz aktywniej brałam udział w projektach społecznych pomagających kobietom i matkom w trudnej sytuacji. Prowadziłam warsztaty, przekazywałam wiedzę i dawałam przykład, że można podnieść się po porażce i nie bać się zmian.
Pewnego dnia dostałam zaproszenie, by wystąpić jako prelegentka na dużym wydarzeniu w Warszawie poświęconym sprawiedliwości społecznej i pomocy osobom w ciężkiej sytuacji życiowej. Opowiedziałam tam swoją historię, podzieliłam się najważniejszymi wnioskami i mocno zainspirowałam słuchaczy do działania to była kulminacja tego, do czego dążyłam, i przekonałam się, jak ważne są takie inicjatywy.
Prywatnie wciąż umacniałam relację z Krzyśkiem, który dorósł, wydoroślał i nabrał pewności siebie. Jeździliśmy razem na rower, rozmawialiśmy o życiu, planach i tym, co ważne. Doceniłam wtedy, jak ważna jest rodzina i dawanie ciepła innym.
Wreszcie zaczęłam pisać chciałam zostawić po sobie ślad i pomóc kobietom znajdować siłę do zmian. Moje teksty i niewielkie książki czytało coraz więcej osób, które potem dzieliły się ze mną, że dzięki nim nabrały odwagi, żeby ruszyć do przodu bez względu na trudności.
Najważniejsze, co chcę Ci powiedzieć: Każde doświadczenie nawet najtrudniejsze może być początkiem nadziei, wzrostu i miłości. Trzeba cenić swoją drogę i wierzyć w dobre zmiany, które nadają życiu sens i piękno.
I tak moja historia to ciągła przeplatanka walki, odkryć i wdzięczności. Jestem wdzięczna za każde doświadczenie, jakie mnie spotkało bo dzięki nim jestem tą osobą, którą jestem dzisiaj. A przed nami, przecież, jeszcze tyle dobrego, tyle nowych możliwości i spotkań. Najważniejsze cieszyć się każdym dniem i wierzyć, że przyszłość będzie lepsza, niż się wydaje.


