Słuchaj, muszę Ci opowiedzieć, co mi się ostatnio przydarzyło, bo sama do teraz nie wierzę, że to się wydarzyło naprawdę i, że to właśnie w moim życiu.
Umówiłam się na drugie spotkanie z Pawłem gość warszawki, biznesmen z tych, co to lubią błyszczeć. Zaprosił mnie do restauracji w centrum, która już od wejścia pachniała luksusem półmrok, eleganckie światła, kelnerzy niemal bezszelestni, śnieżnobiałe obrusy no klimat jak z jakiegoś filmu. On sam wyglądał, jakby się tam urodził: garnitur szyty na miarę, mocno rzucający się w oczy zegarek, drogie perfumy i ta odrobina uśmieszku, z którym patrzył na wszystkich wokół, tak jakby świat był jego placem zabaw.
Na samym początku rzucił jakby od niechcenia:
Zamawiaj, co tylko masz ochotę, serio! Nie znoszę, jak kobiety się ograniczają na randce i nawet nie otworzył menu, tylko zerkał na mnie z tym swoim uśmieszkiem.
Niby fajnie, a jednak coś mnie tknęło. Może chodziło o jego sposób patrzenia na mnie taki oceniający, albo o to, z jakim zapałem opowiadał o byłych, które podobno tylko na portfel leciały.
Zamówiłam więc sałatkę z kaczką i kieliszek rieslinga. Paweł natomiast sobie nie żałował stek, tatar, cała butelka jakiegoś super drogiego czerwonego wina. Snuł rozważania o biznesie, narzekał na płytkość ludzi w dzisiejszych czasach i gawędził o wartościach, bliskości duchowej i innych takich. Grzecznie słuchałam, kiwałam głową, ale miałam wrażenie, że ten wieczór to bardziej egzamin, niż randka. Jakby zaraz miał wyskoczyć z pytaniem-pułapką i czekał na błąd.
No i bingo. Sztuka teatralna dla jednego aktora trwała dalej. Kelner przyniósł rachunek w takiej czarnej skórzanej teczce, a Paweł nawet nie przerwał monologu. Powoli, z nudą, przeszukał marynarkę od środka, potem drugą kieszeń, w końcu poklepał po spodniach i nagle mina mu się zmieniła z pewnego siebie na rzekomo zaskoczonego.
Kurczę wymruczał, patrząc mi głęboko w oczy. Wygląda na to, że zapomniałem portfela. Może został w biurze, może w drugim aucie, nie wiem.
Wzruszył ramionami, pokazując swoje rzekome bezradność, ale zero stresu. Nie prosił, żebym poczekała, nie próbował ogarnąć przelewu telefonem po prostu patrzył na mnie, oczekując, że wezmę sprawy w swoje ręce.
Cóż za beznadziejna sytuacja westchnął teatralnie, odsuwając się w fotelu. Uratujesz mnie? Zapłacisz teraz, a ja Ci oddam, no albo przy następnej okazji postawię wszystko z nawiązką.
W tamtej chwili wiedziałam: to żaden przypadek, tylko jawny test, o którym nawijał jeszcze pół godziny wcześniej. O takich akcjach czytałam na forach, oglądałam w serialach i zawsze myślałam, że to scenka tylko dla naiwnych ale nie, mnie też to dopadło.
Jego sposób myślenia był wręcz dziecinnie prosty: zapłacisz bez słowa jesteś do rany przyłóż, można korzystać i liczyć na to, że zawsze pomożesz i posprzątasz po kimś. A jak odmówisz, to napalona na kasę. W jego świecie miał być królem życia, a ja pokornie wyciągnąć kartę.
Pomalutku odpięłam torebkę, powoli sięgnęłam po portfel i naprawdę, Paweł aż rozluźnił ramiona, bo był pewny swego.
Jasne, nie ma problemu rzuciłam cicho do kelnera.
Bardzo proszę, połóżcie rachunek osobno powiedziałam już wyraźnie. Ja płacę za siebie. Za steka, wino i tartaletkę niech już płaci gentleman.
W sekundę zbladł.
Co? syknął, nachylając się do mnie. Przecież nie mam przy sobie portfela.
Rozumiem pokiwałam głową, przykładając telefon do terminala. Ale praktycznie się nie znamy. Normalną sprawą jest zapłacić za siebie. A za kolację faceta, który sam mnie tu zaprosił i zamówił najdroższe rzeczy na karcie, sorry, to już nie moja broszka. Jesteś dorosły, dasz sobie radę dodałam spokojnie.
Kelner jakby się zawiesił, przerzucając wzrok raz na mnie, raz na niego. Paweł zaczął się czerwienić, a jego cały ten blichtr odpadał warstwa po warstwie, aż został tylko zwykły, trochę żenujący facet.
Naprawdę? powtórzył, już prawie z wściekłością. Chodzi o pieniądze? Przecież mówiłem, że oddam. Po prostu chciałem cię sprawdzić.
No i sprawdziłaś. Wstałam od stołu, uśmiechając się lekko. Nie należę do kobiet, którymi można manipulować na zawołanie.
Ruszam już w stronę wyjścia, ale nagle poczułam, że muszę dopełnić formalności. On siedzi z miną zbitego psa, nadal bez portfela, bez zapłaconego rachunku.
Wracam, sięgam do torebki, wygrzebuję jakieś wymięte banknoty i garść drobnych monet dokładnie takie, które zawsze walają się na dnie kieszeni.
A tak w ogóle dorzuciłam skoro portfel został w innym samochodzie, to chyba na taksówkę też nie masz?
Położyłam mu pieniądze koło kieliszka z niedopitym winem.
To masz na bilet na metro. Spokojnie, do domu dojedziesz. Traktuj to jako mój wkład w twoje badania nad psychiką kobiet.
Część osób przy sąsiednich stolikach zaczęła się przyglądać. Paweł wyglądał, jakby dostał strzała z liścia.
A ja wyszłam na Kruczą nocą i oddychając świeżym powietrzem czułam ulgę.
Cały ten wieczór kosztował mnie tylko sałatkę i lampkę wina śmieszna cena za to, by na czas przejrzeć na oczy i nie dać się wrobić na lata. Mam tylko nadzieję, że może coś z tego zrozumiał, choć szczerze tacy zwykle się nie zmieniają.
A Ty co byś zrobiła na moim miejscu? Ratowała zapominalskiego czy postawiła sprawę jasno i po swojemu?


