Przechadza się nocą po ulicach Warszawy, wyraźnie chwiejąc się po sporej ilości wypitego alkoholu. Gdzie się zapodział? Nieszczególnie go to obchodzi. To jego miasto nogi i tak same zaprowadzą do domu. Tymczasem zajmuje się poważniejszym tematem: wygłasza na głos swoje życiowe refleksje.
Dlaczego, dlaczego mi tak się układa? Dwadzieścia siedem lat koledzy już dzieci do szkoły prowadzą, a ode mnie dziewczyny miesiąca nie wytrzymują, i to jeszcze w najlepszym razie. Cham? No, może i jestem… W sumie, facet taki być powinien Karol uśmiecha się do siebie. Jedno co w życiu mi wyszło, to interesy. Do milionera mi daleko, ale na ładne życie wystarcza.
Nagle zatrzymuje się gwałtownie, łapie się za głowę, a z oczu lecą mu łzy:
Tyle pieniędzy oddałem lekarzowi, a usłyszałem tylko: Nie mogę pomóc. Tu jest adres profesora z Warszawy, ale wątpię, żeby coś zaradził. A, pojadę do niego jutro. I już!
Podchodzi do mostu, patrzy na mroczną taflę Wisły:
Może się utopić? Rzeka głęboka, wszystko tam zginie… Znowu zerka na wodę. Nie, nie będę się topił. Zimno, a jeszcze kot Sokrates głodny. Idę do domu.
Ruszając przez most, dostrzega w połowie drogi młodą kobietę. Na piersi ma przytroczony plecak z małym dzieckiem; stoi, spoglądając w wodę. Nagle zaczyna wchodzić na barierkę, rozkłada ramiona. Karol rzuca się biegiem, zdąża chwycić ją w talii, przyciska do siebie i razem lądują na zakurzonej nawierzchni mostu. Maluch zaczyna płakać.
Zwariowałaś?! wrzeszczy Karol, nagle całkiem trzeźwy.
Czego chcesz? Po co się wtrącasz nie w swoje sprawy? wybucha płaczem.
Bo mi się jakoś wydawało, że na śmierć to wam stanowczo za wcześnie kiwnął głową w stronę dziecka. A jemu tym bardziej. Wstawaj, idź do domu, do męża, do mamy, do kogokolwiek!
Nie mam domu, ani męża, ani matki. Nikogo nie mam!
Cudownie, spadłaś mi na głowę sadza ją razem z dzieckiem na nogi. Chodź.
Nic z tego, nigdzie z tobą nie idę. Może jesteś psychopatą!
Topić się można w każdej chwili! Ale z psychopatą to już groźnie? łapie ją za rękę. Idziemy!
***
Idą razem przez ciche ulice miasta, dziecko płacze nieprzerwanie. Karol w końcu nie wytrzymuje:
Dlaczego ten mały cały czas płacze?
Głodny jest kobieta mocniej przytula dziecko.
To daj mu mleka.
Nie mam mleka, ani pieniędzy.
I rozsądku też nie Karol rozgląda się O, tam jest całodobowy spożywczak. Chodź, kupimy mleka.
***
Kasjerka i ochroniarz zerkają z podejrzliwością na klientów o tej porze. Ale Karol pewnie łapie koszyk i skinieniem głowy daje znać kobiecie:
Chodź zwraca się do kasjerki Która półka z mlekiem?
Tam pokazuje palcem.
Podchodzą do lodówki z mlekiem.
Bierz, jakie trzeba! rozkazuje Karol.
To bierze jeden kartonik.
Bierz więcej. Ile potrzebujesz, tyle weź! czeka, aż kobieta dołoży kolejne opakowania do koszyka Co jeszcze?
Pieluchy jednorazowe.
Co to są pieluchy?
Tam leżą na twarzy kobiety pojawia się cień uśmiechu.
Bierz!
Można chusteczki nawilżane?
Można.
Przy kasie Karol sięga po kartę.
Przyjmujemy tylko gotówkę oznajmia kasjerka.
Wyciąga tedy zwiniętą paczkę dwustuzłotowych banknotów, podaje jeden.
Nie mam jak wydać reszty odpowiada kasjerka.
To daj resztę w czekoladzie Karol wskazuje irytowany palcem. Tę.
***
Wchodzą do mieszkania. Kobieta rozgląda się i kręci głową ze zdziwieniem. Gospodarz ściąga buty, podbiega do lodówki, wyciąga rybę i rzuca ją podbiegającemu kotu, potem sięga po sok i łapczywie pije. Odkłada butelkę, zwraca się do gościa:
Nocować będziesz w tym pokoju pokazuje palcem. Kuchnia, toaleta, łazienka. Ja idę spać.
Na odchodnym zatrzymuje się jeszcze w drzwiach:
Jak masz na imię?
Małgorzata.
Karol jestem.
***
Chyba jednak nie psychopata! wchodzi do kuchni, włącza gaz, nastawia czajnik. Ale głupia byłam! Prawie się utopiłam! A gdyby nie ten dziwak? Co byśmy z Igorem zrobili na ulicy nocą? Przemarzlibyśmy. Jutro i tak nas wyrzuci. No trudno, przynajmniej dziś trochę ciepła.
Czajnik już warczy. Szybko biegnie do wskazanego przez Karola pokoju, kładzie płaczącego Igora na łóżku. Z kieszeni plecaczka wyciąga małą butelkę. Zbiega z powrotem do kuchni, myje butelkę, wlewa mleko, rozcieńcza wrzątkiem. Maluch łapczywie wypija wszystko, po czym od razu zasypia. Przeciera go chusteczką i zakłada nową pieluchę.
Idzie do łazienki, myje się, wraca do kuchni. Przypomina sobie, że nie jadła cały dzień. Otwiera lodówkę ręka właściwie sama sięga po kawałek kiełbasy, wsadza go do ust. Przeżuwa powoli, potem kroi sobie pajdę chleba, plaster kiełbasy i sera.
Syta, ma lekkie wyrzuty sumienia. Machina ręką, kładzie się obok synka i zasypia od razu.
***
Poranek. Kilka razy w nocy wstaje nakarmić synka ośmiomiesięczny maluch je co rusz. Słyszała, jak wstaje gospodarz. Teraz podniósł się znów.
Czas się zbierać z ostrożnością wstaje, by nie obudzić dziecka To nie może trwać wiecznie…
Karol akurat krząta się przy kuchence. Małgorzata szybko się myje, wchodzi do kuchni.
Siadaj! wskazuje jej krzesło Zaraz będzie jajecznica.
Lepiej to ty usiądź! lekko z niego żartuje, odsuwa od kuchenki.
Wyciąga świeży koperek, sieka drobno, posypuje jajecznicę. Dokładnie myje szklanki i przygotowuje kawę.
Karol przez ten czas rozmawia przez telefon wydaje polecenia lub się z kimś spiera. Małgorzata czuje, że jest dla niego niemal niewidzialna. Skończył jeść, pije kawę, wstaje.
Kobieta sztywnieje:
To koniec. Zaraz nas pogoni…
Małgorzata, słuchaj uważnie! Wyjeżdżam na tydzień. Najważniejsze karm kota, nazywa się Sokrates. Niech cię ręka boska broni przed karmieniem go jakimś Whiskasem! Tylko świeża ryba, świeże mięso. Do mojego gabinetu wejść nie wolno! Reszta mieszkania do twojej dyspozycji.
Z sypialni dobiega płacz. Małgorzata natychmiast biegnie po dziecko, wraca po chwili z Igorem na rękach. Na stole kilka banknotów po dwieście złotych.
Myślę, że na tydzień wystarczy kiwa na pieniądze. Idę już.
Rusza w stronę drzwi. Nagle synek wyciąga do niego rączki i coś mamrocze, może pa-pa, choć Karol nie jest pewien. Coś go jednak mocno ściska za serce przecież ojcem nie będzie nigdy.
Małgorzata, mogę go wziąć na ręce? nawet siebie zaskakuje tym pytaniem.
Bierz! podaje mu synka, sama delikatnie się uśmiecha. Jeszcze nigdy chyba nie trzymałeś dziecka?
Nie.
To tak!
Dziecko wydaje radosne dźwięki i energicznie macha rączkami, a Karol patrzy na nie jak urzeczony.
Nigdy nie będę miał syna na twarzy pojawia się cień smutku, oddaje dziecko matce i wychodzi.
***
W drodze powrotnej wspomina słowa profesora z Warszawy dzieci mieć nie będzie. Humor paskudny:
Po co mi te wszystkie pieniądze, czteropokojowe mieszkanie, Land Cruiser? Mężczyzna powinien zarabiać dla rodziny. A u mnie w mieszkaniu zawsze był bałagan. W samochodzie siedem miejsc, pusto.
Wraca do swojego mieszkania ponurym krokiem… A tam porządek, aż lśni. Małgorzata patrzy na niego z lekkim zażenowaniem i uśmiechem.
Pa-pa! przed oczyma mignęły dziecięce rączki.
Torba z zakupami wypada Karolowi z rąk, a te same odruchowo wyciągają się ku maluchowi.



