Nie udało się wam porządnie wychować dzieci. A u Sławka Nikita…

No nie udało wam się tych dzieci wychować. A Zbyszek to…

Na początku Beata nie mogła się połapać, dlaczego mama się jej doczepiła. Przecież do niedawna wszystko było spoko, zwłaszcza jak była mała. Mama stawiała ją za wzór starszemu bratu, chwaliła na prawo i lewo.

Żyli sobie tak średnio nie bogato, ale też nie dziadowali. Wszystko co trzeba mieli, a na większe rzeczy zawsze zbierali całą rodziną. Był nawet samochód wiadomo, nie nówka z salonu, ale jeździł. Jak coś chrupało, tata brał zestaw kluczy i w mig ogarniał temat.

Po maturze brat Zbyszek dostał się na studia do Warszawy. Kasa szła na niego spora – czesne, wynajem, żarcie…

Beata widziała, że rodzicom coraz trudniej wiązać koniec z końcem, wszędzie szukali oszczędności. A tu zaraz i ona miała iść na studia między nią a Zbyszkiem były tylko dwa lata różnicy.

Drugiej warszawianki nie damy rady utrzymać, mamy przecież uczelnię w naszym mieście, idź tu na studia.

Beata się posłuchała, zapisała się na uczelnię niedaleko domu. Szybko znalazła pracę. Na początku rozwoziła pizzę w weekendy, potem łapała zmiany jako kelnerka w barze za rogiem. Studiowała dziennie, a na ciuchy sama zarabiała. Czasem nawet zakupy spożywcze do domu przynosiła.

I to się nazywa porządna córka, w domu pomożesz, uczysz się, pracujesz. A Zbyszkowi ciężko, bo nauka wymagająca, nie daje rady pracować. Wiesz, tam w stolicy jest inny poziom…

Ja też padam ze zmęczenia, po nocach piszę prace.

Oj, to zupełnie co innego. W domu to jednak łatwiej.

W końcu brat obronił dyplom, zaczął szukać pracy. Po co wracać do rodzinnego miasta, skoro w Warszawie są perspektywy? Praca by się znalazła, ale wymagania miał wygórowane. Rodzice znowu ładowali kasę.

Musi się chłopak jakoś zaczepić, potem pójdzie z górki.

Z tą górką to raczej było pod górkę. Pracował, owszem, aż w końcu nieoczekiwanie wziął ślub z córką szefa. Po wpadce.

Urodził się syn dobrze się zaczepił. Teściowie kupili mieszkanie, teść go awansował, i pensja skoczyła. No, udało mu się! Rodzice odetchnęli z ulgą.

Beacie “szczęście” brata nie trafiło się tak sprawnie. Wyszła za “zwykłego” gościa, żadnego syna prezesa, na mieszkanie oszczędzali sami, wiadomo, nie w Warszawie.

Urodziła się najpierw córka, potem chłopcy bliźniacy. Czekając na drugiego wyskoczył trzeci! Było ciężko, ale nie narzekała. Dzieci rosły, poszły do szkoły.

Rodzice postanowili świętować 35-lecie ślubu. Dwudziestkę piątkę przegapili, trzydziestkę też wiecznie brak kasy, a teraz się odważyli.

Zbyszek z synem wpadli, synowa była “zajęta”, ale podarunek przysłała. Bon do sklepu z AGD. Poleciła kupić zmywarkę.

Zbyszek zespół dał prezent na początku, wybrali, zamontowali. Mama cały wieczór się chwaliła, wszystkim pokazywała. Po uczcie nie myła sterty garnków wszystko robiła zmywarka.

Prezent od rodziny Beaty wycieczka dla dwojga, taka podróż poślubna numer dwa gdzieś tam zaginął w cieniu zachwytu nad zmywarką. Kosztował więcej, ale kto by tam patrzył, jak szum wokół AGD był większy.

No i już po urlopie, rodzice podziękowali, ale od razu skomentowali, że Beata bez głowy wydała tyle pieniędzy zamiast coś pożytecznego kupić. Wyjazd się skończył, a zmywarka dalej służy.

A potem się zaczęło. Przy każdej okazji mama tylko sypała tekstami o Zbyszku, że szofer, kariera, mieszkanie, żona, dziecko JEDNO! Geniusz po prostu.

Jedno dziecko, ha! I porządek w domu, po co ci trójka? Same kłopoty. Zbyszek to…

Zbyszek ma mieszkanie w pełni zautomatyzowane, odkurzacz sam jeździ, światełka się same załączają, zmywanie od dużego dzwonu, gotowe jedzenie na wynos i jeszcze gosposia raz w tygodniu.

Mamo, ja sobie świetnie radzę, dzieci i mąż pomagają.

Ale Zbyszek…

Ale wiesz, brat twój to…

Lata leciały, dzieci Beaty podrosły. Nikt z nich nie wyjechał do Warszawy na studia, wszyscy skończyli coś fajnego u siebie. Komentarz babci musiał paść.

Nie potrafiliście ich wychować. A Zbyszek? Patryk…

Mamo, mamy dobrych dzieciaków, a o Patryku to ty nie wszystko wiesz! Widzieliśmy się u nich, różowo to nie jest…

Nie gadaj. Jak z ciebie nic nie wyrosło, to i z dzieci nie będzie! Biedota i tyle!

No tak, mamo. Z niczego wyrosłam. Dobra praca, ale tu, nie w Warszawie! Mąż ogarnięty, ale nie PREZES! Dzieci świadectwa z paskiem, ale tylko tu! Mieszkanie po remoncie, ale bez służącej. Odkurzam sama, wyłącznik naciskam ręcznie.

Wam pomagamy, ale nie tak jakbyście chcieli! Zbyszek to nie ma nawet jak rodzicom grosza na leki wysłać, bo wydatki mu rosną!

On zrobił karierę, ty to nikt!

Pewnego razu Zbyszek przyjechał do rodziców. Mama myślała, że tylko wpadł na gołąbki, a tu na stałe. Żona wniosła papiery rozwodowe, z roboty w firmie teścia wywalili, z synem poważne kłopoty.

W rodzinnym mieście pracy nie znalazł, a pensja w porównaniu z warszawską Skończmy to milczeniem.

Beata, podjęliśmy decyzję, trzeba pomóc Zbyszkowi otworzyć biznes. Chłopak gotowy. Przecież nie będzie pracował jako zwykły inżynier po warszawskich sukcesach, rzekła mama.

Skoro zdecydowaliście no to działajcie.

Musimy, Beatko, wszyscy w rodzinie sobie pomagają! Potrzeba kredytu, pieniędzy. Przecież wy tak naprawdę nic nie potrzebujecie, bo nie żyjecie w Warszawie.

No, a Zbyszek już też tu nie żyje! Czas zejść na ziemię, mamo.

Wam to dobrze, a jemu potrzeba dużo.

Mamo, pomagamy dzieciom, wam. Nie kokosów, ale każdemu po trochu. My musimy wymienić samochód, a jeszcze drobnica.

Samochód poczeka. Dla Zbyszka pieniądze są ważniejsze.

Tak, wiem, mamo. Zbyszek zawsze był ważniejszy. Odkąd pojechał do Warszawy, wszystko się zmieniło. Ja nawet nie chciałam jechać do Warszawy na studia, ale tu mi nawet nie pomagaliście.

Dom twoich dziadków poszedł na utrzymanie Zbyszka, bo musiał się czymś wyróżnić. Dom ojca też, bo do Warszawy trzeba było jeździć. Przecież wielki człowiek potrzebuje samochodu!

Ja wtedy prosiłam w KREDYCIE o kasę na wózek dla bliźniaków. Nie daliście! A myślisz, że my byliśmy u niego w Warszawie? Nigdy! Tylko paczki z waszymi przysmakami zawoziłam. My w hotelu, bo synowa nas nie lubiła. Wiadomo, “prowincja”.

On się już z nią rozwiódł i bardzo potrzebuje pomocy. Nawet mieszkania nie ma.

Samochód też rozbity. Syn się postarał.

Nie gadajmy już o tych problemach, trzeba pomóc.

Nie, mamo! Tutaj praca jest, zarobki niezłe. No, może i dla niego śmieszne pieniądze, dla nas okej.

I co mam mu dać? Drobniaki? Na biznes, potem na furę, potem na mieszkanie… Nie, mamo! Naprawdę trochę wstyd, żeby taki “człowiek sukcesu” korzystał z pieniędzy swojej biednej siostry z mniejszych miast! Przecież ja nawet człowiekiem nie zostałam!

Dlaczego tak do mnie mówisz?

Wszystko dobrze, mamo. Zrozumiałam, że tylko mój brat jest człowiekiem. Teraz mieszka z wami, więc czas, żeby wam pomagał. Jego kolej.

Beata! Chcesz nas zmusić, żebyśmy sprzedali mieszkanie? Ty rozumiesz, co robisz?

Ja? Przypilnuje, żebyście sobie chociaż kawalerkę zostawili.

Mieszkanie sprzedali, kupili starą, ciasną kawalerkę. Resztę kasy oddali Zbyszkowi, a on z nią znów do Warszawy bo gdzie miał siedzieć, w tych “Bumelnicach”?

Biznes nie wypalił. Zbyszek znów wylądował u rodziców. Mama znów wbijała Beacie szpilki, domagała się pomocy, bo przecież “kto jak nie ty! Remont trzeba!”.

Wiem, że mieszkanie i tak pójdzie do Zbyszka, więc niech sam wyremontuje! On przecież światowy człowiek!

Kasa się kończyła. Brat wrócił do rodziców. W kawalerce zrobiło się ciasno rozkładana leżanka na kuchni. Ale w “ludziach” był!

Jak widać, rodzice nie na tego konia postawili jak to mówią: “padła klacz, zostały baty”.

A wy jak myślicie? Macie swoje historie? Piszcie w komentarzach, walcie lajki będzie o czym pogadać!

Rate article
Fajna Tajna
Nie udało się wam porządnie wychować dzieci. A u Sławka Nikita…