Ciąża, pięćsześć tygodni powiedziała lekarka, odłożyła narzędzie na tackę i zdjęła lateksowe rękawiczki. Zamierza pani urodzić?
Mariola zamilkła.
Czterdzieści dwa lata, czwarte dziecko, którego kompletnie nie planowała. Z pieniędzmi było krucho, ledwo wiązali koniec z końcem od jednej wypłaty do drugiej.
Starsze dzieci jeszcze się uczą, najmłodsza dopiero wybiera się do pierwszej klasy trzeba dla niej kupić mundurek, bluzkę, nowy tornister, a o zeszytach i książkach nawet nie wspominając. I jeszcze taki prezent!
Poradzę się Stanisława pomyślała zobaczymy, co powie.
Byłam u lekarza powiedziała Mariola podczas kolacji.
Jest ciąża. Sześć tygodni.
Stanisław przestał jeść, odłożył widelec.
No cóż, rodźmy. Będzie dobrze: dwóch chłopców i dwie dziewczynki. Pełen komplet.
Komplet! A z czego będziemy żyć?
Wyłożyła mu o starszych, o wydatkach na najmłodszą, którym końca nie było widać, i coraz bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że rodzenie w tym wieku i w tej sytuacji to czyste szaleństwo.
Zacznę robić badania do aborcji.
Gdy miała już wyniki wszystkich badań, poczuła, jak opada z sił.
Zrobiło jej się żal tej małej istotki, która rosła w jej brzuchu. Pewnie dziewczynka bielutka, śliczna, psotna
Do przychodni jechała tramwajem, ścisk, tłok. Na przystanku nie wyszła, tylko się niemal przewróciła. I wtedy nagle zsunął się jej z ramienia pasek nie zorientowała się nawet od razu, skąd. Krzyknęła: pasek był od torebki.
Złodzieje najzwyczajniej w świecie odcięli pasek i ukradli torebkę razem z pieniędzmi i wynikami badań.
Marioli nie zostało nic innego, jak wrócić do domu. Część badań trzeba było powtórzyć, część udało się odtworzyć.
Za drugim razem, wychodząc z autobusu, Mariola upadła i zwichnęła nogę.
Trzeci raz pójdę to sobie szyję złamię pomyślała z przesądnym strachem. I zdecydowała: dziecko musi się urodzić. I od razu znalazła spokój.
Ciąża przebiegała prawidłowo, Mariola wiedziała już, że nosi dziewczynkę. I wtedy, podczas drugiego USG, stało się coś strasznego: lekarka podejrzewała zespół Downa.
Trzeba zrobić analizę wód płodowych, amniopunkcję powiedziała, wypisując skierowanie.
Uprzedzam to ryzykowny zabieg, może wywołać poronienie, infekcję.
Mariola namyśliła się i zgodziła na badanie.
W wyznaczonym dniu przyjechała z mężem do poradni. Stanisław został na korytarzu. Mariola weszła do gabinetu na miękkich nogach. Lekarka słuchała tętna dziecka, było bardzo szybkie.
Poczekamy uznała. Podamy magnezję.
Zrobiono zastrzyk i odesłano Mariolę na korytarz, żeby odpoczęła.
Minęło trochę czasu, Mariolę znów poproszono do środka. Tętno się uspokoiło, ale teraz dziecko ułożyło się plecami do przodu. W takim położeniu nie można było zbadać płynu.
Poczekamy powtórzyła lekarka. Może się odwróci.
Za trzecim razem wszystko ułożyło się dobrze: dziecko odwróciło się twarzą, tętno było prawidłowe.
Marioli zdezynfekowano brzuch.
Był upał, okno szeroko otwarte dla przewiewu. Pielęgniarka przygotowała tackę z narzędziami, gdy nagle przez okno wleciał gołąb. Przerażony ptak wpadł do gabinetu, zaczęła się szamotanina. Pielęgniarka, w popłochu, upuściła tackę i narzędzia rozsypały się na podłodze.
Mariolę znowu wyprosili na korytarz, zanim uporali się z gołębiem i przygotowali nowe sterylne przybory.
Co tam się dzieje? zaniepokoił się Stanisław.
Gołąb wleciał, narobił bałaganu.
Mariola, to nie przypadek.
Wracajmy do domu.
I wrócili.
O czasie Mariola urodziła córeczkę.
Dziś ma już dziesięć lat.
Bielutka, śliczna, psotnaPatrząc na swoją dziesięcioletnią córkę, Mariola czasem czuje, jakby przeżyła cudnie taki spektakularny i natychmiastowy jak w opowieściach, lecz układający się z drobnych znaków i przypadków. Najmłodsza jest bystra, roztrzepana i śmieje się najgłośniej w rodzinie. Starsze dzieci czasem żartują: Gdyby nie tamten gołąb, nie byłoby Hani.
Wieczorami, kiedy cała czwórka gromadzi się przy stole, a Hania opowiada o tym, że chce być lekarzem takim od dzieci i gołębi, Marioli mięknie serce. Między nieplanowanymi wydatkami a codziennym zmęczeniem znalazła się radość, która nie była w planie. Od złamanych planów, podeptanych obaw i niepokojów upłynęło wiele lat, a jednak najbardziej pamięta śmiech najcichszego i najsłabszego wtedy głosu, który wygrał z przekornym losem, tramwajowym tłokiem i nieprawdziwym przypadkiem gołębia.
Czasami życie wybiera za nas lepiej, niż byśmy zdołali sami.



