SYNOWA
Zosia Kowalska postawiła na pięknie nakrytym stole dużą półmisek pieczonej kaczki i westchnęła. Każdej chwili mieli przyjść synowie z synowymi.
Niedawno ożenił się młodszy, ślub był skromny. Takie teraz czasy młodzi tak świętują. Zosia zrobiłaby im wesele z pompą! Sama z mężem po prostu pobiegli do urzędu stanu cywilnego, nawet obrączki mogli kupić dopiero po roku dwa cienkie złote kółka. Dzieciom bardzo chciała zrobić prawdziwe święto, ale każdy decyduje za siebie.
Ma tylko jedną wadę jakoś za bardzo zadbana! przyznała kiedyś Zosia Kowalska. Ale już synowa z nią na ten temat rozmawiała.
Synowa Jagoda była miła dziewczyna, sympatyczna. Na syna Grześka dobrze wpłynęła. Pomogła mu znaleźć niezłą pracę. Nadal go wspiera żeby piął się po szczeblach kariery. Przed trzydziestką wszystko miał podane pod nos, do niczego nie dążył. Już się Zosia zaczynała niepokoić, a tu wszystko się ułożyło, na szczęście.
Jedyny minus Jagody zbyt się sobą zajmuje. Chodzi do salonów. Strzyże się, farbuje włosy, masaże, różne manicure. Na to idą niemałe pieniądze! Zamężna kobieta z rodziną powinna przecież dawać siebie rodzinie, nie robić ze swojego wyglądu sensu życia.
Przyjdą dzieci, to zamiast butów synowi pójdzie na pedicure? Zosia miała swoje zasady o sobie myślała na końcu. Zwłaszcza po śmierci męża, gdy choć synowie byli dorośli, nadal jej potrzebowali i finansowo także.
Zadumę przerwał dzwonek do drzwi przyjechali młodzi. Jagoda weszła do salonu jak gwiazda. Włosy świeżo ułożone, zadbane paznokcie, prawie bez makijażu, ale cera idealna dzięki kosmetyczce.
Jaka ty piękna, Jagódko! z uznaniem wykrzyknęła Zosia, choć trudno jej było ukryć nutkę niezadowolenia. Kostium chyba nowy?
Tak, kupiłam wczoraj uśmiechnęła się młoda kobieta. W pracy dali mi dobrą premię.
Lepiej by te pieniądze odłożyć nie mogła się powstrzymać Zosia. Wszystkie premie, trzynastki, dodatki na czarną godzinę. Przyda się, uwierz mi!
Jagoda przemilczała. Lubiała swoją teściową prostą, ciepłą kobietę, oddaną rodzinie. Ale była przekonana, że czarna godzina przychodzi właśnie wtedy, kiedy się jej aż za bardzo spodziewasz.
Wieczór upłynął miło, choć teściowa kilka razy próbowała przemycić delikatne przestrogi o zbytnim wydawaniu pieniędzy. Jagoda od razu wyczuła wszystko to do niej.
A pani była kiedyś na manicure, pani Zosiu? nie wytrzymała Jagoda.
Ja? zająknęła się Zosia. Nigdy. Sama jakoś dłonie pilnuję, żeby były czyste, po co więcej.
Nikt nie zwrócił na ten krótki dialog uwagi. Ale Jagodzie aż się przykro zrobiło. Jak to wychować dwóch synów, z których żaden na biedę nie narzeka, i żałować każdej złotówki na siebie?
Grzesiu, czy twoja mama w ogóle coś robi dla siebie? spytała, wracając do domu.
No, gotuje, patrz jak nas podejmuje. Telewizję ogląda, do sąsiadek chodzi. A co?
Nic, tylko czasem dobrze byłoby zaprowadzić ją do kina, teatru, czy gdzieś do restauracji…
Oj tam, ona tego nie potrzebuje, nie wydziwiaj.
Jagoda się zamyśliła. Porównała teściową do swojej mamy nawet mając mało pieniędzy, zawsze znalazła coś dla siebie: nową fryzurę, sukienkę, i obowiązkowy bilet do teatru na cały sezon.
Synowa postanowiła, że teściowa choć raz musi spróbować żyć dla siebie, nie siedzieć przed telewizorem w oczekiwaniu na wnuki, którym odda kolejne serce i życie.
Minęło kilka dni, Jagoda zadzwoniła do Zosi i zaczęła ją namawiać na spacer, kawę… i na szybki wypad do salonu przy okazji swojej wizyty zaproponowała teściowej dowolny zabieg.
Daj spokój wystraszyła się Zosia. Ciebie tam potrzeba, to ja poczekam w poczekalni albo na dworze.
Po co czekać? Godzina, pół można coś dla siebie zrobić. Chociaż manicure czy masaż dłoni?
Udało jej się namówić teściową. Jagoda zadzwoniła wcześniej do salonu, gdzie ją dobrze znano, wyjaśniła sytuację.
Dziewczyny, proszę zróbcie wszystko z klasą i delikatnie zaproponujcie coś jeszcze: pedicure, maseczkę, cokolwiek. Gdyby pytała o cenę powiedzcie, że wszystko już zapłacone. Na was liczę! Jak się spodoba będziecie mieć wierną klientkę.
W umówionym czasie przyszły razem, niezadowolona Zosia trafiła w ręce specjalistek.
Tylko na pół godziny, prawda, Jagoda? I ile płacę?
Gdy pracowniczka odprowadziła teściową, Jagoda usiadła w poczekalni i wyjęła telefon na żadne zabiegi dla siebie się nie umawiała.
Choć był weekend, odpisała na kilka służbowych maili. Tak upłynęły dwie godziny.
Zosia wyszła odmieniona, zrelaksowana, uśmiechnięta. Dziewczyny wiedziały, co robią.
Jejku, Jagoda, tyle mi zrobili! opowiadała Zosia. Kawa, herbata ziołowa i wszystkie te cuda! Ale pewnie to kosztuje fortunę…
A dzisiaj jest promocja! szybko wtrąciła się recepcjonistka. Przyprowadziła pani koleżankę, więc wszystkie zabiegi za darmo. Nic płacić nie trzeba!
Jagoda z radosną teściową wybrały się do kawiarni niedaleko. Zosia napiła się cappuccino i rozsiadła się wygodnie.
Może teraz razem będziemy urządzać takie babskie wyjścia? zaproponowała Jagoda. Przecież zawsze są promocje dla stałych klientek. Spodobało się pani?
Bardzo przyznała Zosia. Nie wiedziałam nawet, że to tyle daje przyjemności.
Wcześniej było trzeba spróbować!
Kiedy? Dzieci były małe, śp. mąż pilnował budżetu, nie pochwalał wydatków. Potem już nie było potrzeby…
Ale teraz można. Dla towarzystwa chociaż.
No, czasem można.
Tak już zostało. Zosia zaczęła z synową dbać o siebie. Dyplomatyczna Jagoda delikatnie odświeżyła jej garderobę, każdorazowo podając na rachunku mniejsze sumy.
Namówiła męża, by zaprosił mamę do restauracji. Potem razem poszli do kina. Na święta Jagoda podarowała teściowej karnet do teatru.
Odmłodniałaś! chwaliły sąsiadki Zosię.
Och, młodzi uczą, jak żyć uśmiechała się skromnie.
Naprawdę czuła, że to właśnie teraz, na emeryturze, mama dwóch dorosłych synów, zaczyna swoją młodość od nowa.
Dziś wiem: czasem trzeba dać komuś zachętę i okazję, żeby przypomniał sobie o sobie samym. I nie wolno bać się nawet drobnych przyjemności bo życie jest jedno, i naprawdę warto czasem je poczuć pełnią.


