Cena pychy

Cena pychy

Weroniko, czy mogłabyś mi pożyczyć kilka rzeczy? weszła do mieszkania siostry z lekką nutą błagania w głosie Maria.

Zatrzymała wzrok na jasnej sieni z designerskimi meblami, na lustrach w złoconych ramach, na gustownym pufie tuż przy drzwiach. Wszystko wyglądało jak z pierwszej strony magazynu wnętrzarskiego. Poczuła w piersi znajome uczucie zazdrości, gorzka nuta niezdrowego podziwu: Weronika zawsze miała wszystko dopięte na ostatni guzik.

Weronika pojawiła się w drzwiach salonu, uważnie przyglądając się siostrze. Nawet w domowym komplecie z miękkiego kaszmiru, w zwykły dzień, prezentowała klasę i niewymuszoną elegancję, do której Maria daremnie od lat aspirowała.

No, opowiadaj, z czym przychodzisz? Weronika zerknęła z lekkim uśmiechem, opierając się o futrynę.

Maria odruchowo poprawiła rękaw swojego płaszcza starego, ale jeszcze w dobrym stanie. Starała się nie patrzeć na ogromny obraz naprzeciwko, na panujący porządek i zapach świeżo parzonej kawy, który wypełniał wnętrze.

To nic takiego… wybąkała, szukając słów.

Weronika nie spuszczała z niej wzroku, więc Maria zrozumiała, że nie da się przemilczeć. Wzięła głęboki oddech i wypaliła:

W sobotę jest zjazd absolwentów. Muszę się tam pojawić! Chcę wyglądać idealnie, rozumiesz? Chcę, żeby wszyscy myśleli, że żyję, jak w bajce.

Po co ci to? spytała spokojnie Weronika, odwracając się bokiem. Dla ludzi, z którymi od lat nie masz kontaktu? Żyjesz przecież nie tylko w innym mieście, ale w innym województwie!

Maria nerwowo przeczesała palcami włosy. Bardzo pragnęła mieć taką samą kuchnię z wyspą, nowoczesnym AGD i stylowymi lampami nad blatem. Tęskniła za spokojnymi porankami i kawą przy jasnym oknie, a nie pośpiechem i domową krzątaniną.

Nie rozumiesz! wyrwało się jej. Dla mnie to ważne. Chcę, by widzieli, że coś osiągnęłam, że mi się udało. Nie chcę, żeby ktoś myślał, że nic ze mnie nie wyszło.

Zawiesiła głos, dostrzegając u Weroniki zrozumienie, ale nie pogardę. Ta, wydawało się, nawet nie zauważa tej nuty zazdrości albo po prostu nie przywiązywała do niej wagi.

Naprawdę chcesz grać kogoś, kim nie jesteś? Weronika usiadła na krześle i spojrzała łagodnie. Myślisz, że to kogoś zachwyci?

Nie o to chodzi, pokręciła głową Maria. Po prostu chcę, żeby wszyscy sądzili, że wszystkie moje marzenia się spełniły.

Dobrze westchnęła po chwili Weronika. Chodź, popatrzymy, co mam. Ale obiecaj, że to pierwszy i ostatni raz, kiedy wprowadzasz ludzi w błąd. To po prostu nieuczciwe.

Po prostu tego nie rozumiesz!

I Maria zaczęła opowiadać…

~~~~~~~~~~~~~~~~

W czasach liceum była gwiazdą klasy wszyscy to przyznawali. Za nią zawsze kręciła się grupka adoratorów, każdy marzył, by choć przez chwilę zdobyć jej zainteresowanie. Nauczyciele, nieświadomi, miękli na widok jej zamyślonego spojrzenia i lekko smutnych oczu, które miały niemal hipnotyzującą moc. Rodzice nie potrafili jej niczego odmówić wystarczyło, by uniosła brwi lub westchnęła, a upragnione rzeczy natychmiast znalazły się w jej rękach.

Przyzwyczaiła się dostawać to, czego zapragnęła. Gdy podobały jej się nowe sneakersy, które dopiero pojawiły się w Warszawie, mama już następnego dnia wracała z nimi w torbie. Gdy w klasie pojawiał się atrakcyjny nowy kolega, po tygodniu już odprowadzał Marię pod dom. Stało się to dla niej swoistą grą sprawdzała, na ile może sobie pozwolić, jak bardzo świat spełni każdą jej zachciankę, ile granic przekroczy.

Bo mogę powtarzała sobie niczym zaklęcie. Te słowa stały się jej mottem, wygodną wymówką na każde zachowanie. Gdy przyjaciółka zaczynała spotykać się z chłopakiem, który jej się podobał, Maria bez skrupułów zaczynała rywalizację i prawie zawsze wygrywała. Nie chodziło jej o uczucie, ale o dreszczyk emocji czy uda się przekierować czyjąś uwagę. Zazwyczaj odpowiedź brzmiała: tak.

Z czasem stare przyjaźnie zaczęły się rozpadać. Najpierw jedna przestała ją zapraszać, potem druga znalazła nowych znajomych. Maria nie przejmowała się tym zbytnio zawsze przecież byli w pobliżu ci, którzy za wszelką cenę pragnęli jej akceptacji. To było dla niej naturalne: jeśli ktoś nie wytrzymywał jej reguł, znaczy, że nie zasługiwał na jej towarzystwo.

Na studniówce czuła się prawdziwą królową. Sala ozdobiona balonami i światełkami wydawała się jej własnym królestwem. Koledzy krążyli wokół, polując na jej spojrzenie lub słowo. Była w centrum uwagi tam, gdzie zawsze chciała być.

Upojona podziwem i władzą nad tym małym światem, pozwoliła sobie na zbyt wiele. Gdy przy wspomnieniach ze szkoły przyszła jej do głowy ostra uwaga, zaczęła wytykać koleżankom dawne błędy przewinienia, potknięcia, dodała kilka cierpkich komentarzy dotyczących wyglądu i kogoś upokorzyła publicznie. W jej oczach zapalił się znajomy błysk: ciekawe, jak zareagują, jak się obronią.

Moje życie będzie wspaniałe! zadeklarowała z dumą, unosząc głowę. Mówiła głośno i pewnie, jakby już wkraczała w to wymarzone, doskonałe jutro.

Z rozkoszą kontynuowała:

Wy już widzę, co was czeka: mąż, który wraca do domu pijany i śpi na kanapie, szara rzeczywistość, żadnych perspektyw… A ja? Ja będę miała willę pod Warszawą, luksusowe samochody, zagraniczne wakacje! Może nawet własną firmę choć raczej nie zamierzam pracować!

Uśmiech nie schodził jej z ust. Tworzyła we własnej wyobraźni świat idealny: kryształowe żyrandole, drogie restauracje, bale, sukienki.

Zwróciła się do cichej, prymuski z pierwszej ławki:

Ty pewnie zostaniesz nauczycielką w wiejskiej szkole albo ekspedientką w sklepie. A twój mąż? Zwykły pracownik fizyczny. Żadnych widoków na szczęście.

Kolejna dziewczyna dostała proroctwo o życiu w bloku z wielkiej płyty i pensji, która nie starcza nawet na lepsze buty. Maria rozdawała te wróżby z uśmiechem, oceną wyglądu, możliwości, stylu. Nikt nie był odporny na jej jadliwe uwagi.

Czuła się wtedy niepokonana mogła ranić słowem, przekreślać marzenia, decydować o cudzych losach.

Po maturze wybrała studia w Krakowie nie dlatego, że interesował ją kierunek, ale dlatego, że duże miasto dawało prestiż i szanse na wpływowych znajomych. Tam, jak myślała, łatwiej spotka zamożnego mężczyznę, krążących między studentami biznesmenów i przedsiębiorców. Dodatkowym plusem było własne mieszkanie po babci. Nie musiała wynajmować pokoju ani mieszkać w akademiku przewaga nad koleżankami była oczywista.

Początkowo wszystko układało się bajkowo. Urządziła kawalerkę według swojego gustu, szybko odnalazła się na imprezach i wydarzeniach towarzyskich. Dalej przyciągała spojrzenia, zbierała komplementy, była pewna, że wkrótce zjawi się odpowiedni adorator.

Ale niedługo po rozpoczęciu zajęć przyszło zderzenie z rzeczywistością. Program okazał się trudniejszy niż sądziła, wykłady wymagały koncentracji, seminaria przygotowania, egzaminy realnej pracy. Nieprzyzwyczajona do wysiłku Maria zaczęła zawalać zajęcia, sądząc, że urok osobisty zastąpi braki w wiedzy.

Pierwsza sesja okazała się katastrofą. Odpadała z przedmiotów jeden po drugim. Wykładowcy, którzy wcześniej przymykali oko na jej spóźnienia, teraz domagali się porządku: Albo zakaszesz rękawy, albo żegnasz się z uczelnią.

Po raz pierwszy poczuła, że jej pewność siebie zaczyna się kruszyć. Otrzeźwiło ją jednak nie na tyle, by coś zmienić. Zamiast rzetelnie pracować, postanowiła jak najszybciej znaleźć męża. Póki uroda jeszcze przyciąga kalkulowała.

Romansowała z różnymi mężczyznami, przystawała na randki z młodymi i starszymi, ubierała się coraz efektowniej. Coraz częściej w rozmowach przewijał się temat stabilizacji i przyszłości. Jednak im bardziej się starała, tym wyraźniej widać było jej rozpacz a to odstraszało potencjalnych partnerów.

Wreszcie pojawił się ktoś, kto mógł spełnić jej oczekiwania.

Wybrany, Szymon, pochodził z rodziny lekarzy, których sieć prywatnych klinik znana była w całej Małopolsce. Rodzice zadbali o jego wykształcenie, planowali dla niego życie i żonę z odpowiedniego domu.

Szymon nie był typowym przystojniakiem: raczej niski, z zaokrągloną twarzą, zgarbiony. Ale Maria odsuwała te szczegóły: Najważniejsze, by miał pieniądze i zapewnił mi wszystko.

Realizowała swój plan pojawiała się w tych samych kawiarniach, na tych samych wydarzeniach, co Szymon, zawsze miała nienaganny wygląd i dowcip. Udało jej się zdobyć jego uwagę. Spotykali się coraz częściej, chodzili na spacery, rozmawiali, kolacje władali w restauracjach.

Wydawało się, że cel jest blisko. Ale na drodze stanęła rodzina Szymona. Rodzice nie zaakceptowali Marii nie taka geneza, nie ten status, nie pasuje do ich wizerunku.

Ale ona jest mądra bronił się Szymon.

Mądrych jest wiele. Myślisz, że ktoś będzie nas szanował, jeśli nasz syn ożeni się z dziewczyną bez rodowodu? My jesteśmy rodziną z tradycją stwierdziła matka stanowczym tonem.

Maria nie zdawała sobie sprawy z ich rozmów. Nadal marzyła o ślubie, nowym mieszkaniu, wspólnych wakacjach. Aż w końcu Szymon zadzwonił i poprosił o spotkanie.

W kawiarni, spuszczając wzrok, powiedział:

Moi rodzice nie chcą, żebyśmy byli razem. Uważają, że pochodzimy z innych światów. Już znaleźli mi odpowiednią kandydatkę. Przepraszam, nie mogę postawić rodzicom się w poprzek.

Po tej rozmowie długo siedziała wpatrzona w filiżankę zimnej kawy. Nie płakała czuła głównie gniew i żal. Dlaczego, skoro wszystko rozegrała poprawnie, świat jest tak niesprawiedliwy?

Los jeszcze raz jej dołożył. Wśród dobrych partii zaczęły krążyć niepochlebne plotki na jej temat o rzekomym polowaniu na bogatych mężczyzn, wykorzystywaniu Szymona dla pieniędzy. Z każdym tygodniem, gdy pojawiała się w nowych miejscach, widziała nieprzyjazne uśmiechy, czuła się coraz bardziej wykluczona.

Coraz mniej było szans na bogate zamążpójście. Powrót do rodzinnego Kielc wydawał się kapitulacją. Rodzicom od lat opowiadała bajki: że świetnie sobie radzi, pracuje przy ciekawych projektach, a już niedługo wyjdzie za mąż za świetnego lekarza. Czerpali z niej dumę, przekazywali historie dalej, a Maria nie chciała ich rozczarowania.

Tylko Weronika znała prawdę bo kiedyś, przypadkowo, weszła do jej mieszkania nie do końca posprzątanego.

Wróć do domu, tu nie czeka cię nic poza rozczarowaniem, stwierdziła poważnie Weronika. Powiedz rodzicom prawdę.

Maria wyprostowała się wtedy z dumą:

Nigdy! Zawsze walczę do końca i sama sobie poradzę!

Do końca wierzyła, że świat się do niej uśmiechnie wystarczy być upartą i nie odpuszczać.

Ale pieniądze z babcinego spadku szybko malały. Przestawała chodzić do kawiarni, ograniczyła zakupy, oszczędzała na wszystkim. Skończyło się na tym, że podjęła pracę jako kasjerka w supermarkecie. Codziennie stawała z podniesioną głową za kasą, słuchała docinków i musiała się uśmiechać powtarzając, że to chwilowe, tymczasowe.

~~~~~~~~~~~~

Wczoraj dostałam zaproszenie na zjazd! zakończyła mrocznie swą opowieść Maria. Nie mogę się nie pojawić, bo wszyscy uznają, że uciekłam ze wstydu!

Weronika odstawiła łyżeczkę i spojrzała uważnie.

A nie myślisz, że może już wiedzą jak naprawdę wygląda twoje życie? Będą chcieli się z ciebie pośmiać za dawne żarty? Pamiętasz, co na studniówce mówiłaś innym dziewczynom?

Maria zarumieniła się.

Co ty opowiadasz! machnęła ręką. Przecież dobrze się ukrywam. Muszę iść i pokazać, kto tu rządzi!

Weronika odsunęła się lekko na krześle, zamyślając się. Po co organizować taką imprezę dla kogoś, kto kiedyś nie wahał się ranić innych? Przecież nikt nie pali się do odnowienia kontaktów, jeśli kiedyś został upokorzony.

Słowem jednak tego nie powiedziała. Nie chciała się narzucać i tak Maria zrobi po swojemu.

Dobrze powiedziała łagodnie. Jeśli już podjęłaś decyzję, to ci pomogę. Sukienka, makijaż zadzwoń, pomogę.

Maria wypuściła powietrze jakby z ulgą.

Dziękuję westchnęła. Naprawdę twoja pomoc mi się przyda. Muszę wyglądać idealnie.

**********************

Maria wybiegła z restauracji, rozmazując tusz po policzkach. Wieczorne, zimne powietrze uderzyło ją w twarz, ale biegła na oślep, byle dalej od sali, gdzie przed chwilą usiłowała zagrać kogoś, kim nie była. Weronika miała rację… Nigdy nie powinnam była tu przychodzić!

Z początku wszystko układało się po myśli. Kiedy weszła do sali bankietowej, wszyscy zwrócili na nią uwagę. Maria zaplanowała każdy gest: powolny krok, lekki uśmiech, niby obojętny rzut oka na zegarek wszystko miało sugerować, że jej czas jest cenny, że ledwo znalazła chwilę dla dawnych znajomych.

Otoczyli ją ci, którzy średnio ją znali z dawnych lat. Rozpoczęła opowieści: mąż biznesmen teraz na delegacji w Berlinie, ogromny dom z ogrodem, podróże cztery razy w roku za granicę. Tak rozkręciła przez własne kłamstwa, że nie zauważała spojrzeń pełnych ironii i ukradkowych uśmieszków.

Czuła się znowu królową wieczoru aż do wymownego komentarza:

Ależ widziałem ostatnio Marię podniósł się głos byłego kolegi. I jej życie trochę się różni od tych opowieści…

W sali zapadła cisza. Maria próbowała uśmiechnąć się, lecz mięśnie odmówiły posłuszeństwa.

Mam nawet zdjęcia dodała szybko inna z dziewczyn, wyjmując telefon.

Na ekranie pojawiały się kolejne fotografie z życia Marii.

Tu za kasą w supermarkecie, w zwykłym fartuszku, z imiennym identyfikatorem. Tam przy regale z promocjami, licząc do ostatniego grosza. Na innym wsiadała do autobusu z torbą zakupów; na kolejnym wchodziła do starej bramy bloku z plastikową torbą.

Najpierw ktoś się zaśmiał, potem coraz głośniej. Ktoś rzucił: No, willa w Krakowie jak nic! Inny: A mąż biznesmen to na której zmianie?

Maria stała jak wryta, z palącymi policzkami. Tak żyje przecież wiele osób ale jeszcze chwilę wcześniej przechwalała się bogactwem, wymyślała szczegóły luksusowego życia, w które sama już zaczęła wierzyć. Teraz zdjęcia okazały się nieubłagane.

Nie czekając na kolejne pytanie, wybiegła na zewnątrz. Nie słyszała docinków, nie widziała, kto próbował ją dogonić. Szła na oślep, rozmazując łzy, aż usiadła na ławce pod latarnią.

Nie zauważyła nawet mężczyzny, który szedł z naprzeciwka i przypadkiem ją potrącił.

Wszystko w porządku? zapytał szczerze przejętym głosem. Wydał się na tyle zwyczajny i zaangażowany, że Maria znowu się rozkleiła.

Nie wyszeptała. Mojego narzeczonego… rzucił mnie tuż przed ślubem

A przecież życie tak długo próbowało ją czegoś nauczyć…

__________

W życiu nie warto budować poczucia własnej wartości na cudzym uznaniu i błyszczącym pozorze. Pycha, nawet jeśli daje chwilową satysfakcję, prędzej czy później prowadzi do samotności i rozczarowania. To, co naprawdę się liczy, to prawda o sobie i o innych. Masz szansę od nowa odnaleźć siebie, gdy przestaniesz udawać i pozwolisz sobie być właśnie tym, kim jesteś.

Rate article
Fajna Tajna
Cena pychy