Matka tuliła ją do siebie, całowała i zastanawiała się: „Do kogo ona jest podobna?” I wzdychała. Znajomi również się dziwili i zadawali to samo pytanie. Czy ktoś z przyjaciół podpuścił męża, czy może matka coś podejrzewała, albo sam Wiktor zwątpił w wierność żony, ale pewnego dnia wrócił z pracy ponury.

Mama tuliła ją do siebie, całowała i myślała: Do kogo ona właściwie jest podobna? Westchnęła ciężko. Znajomi także pytali, do kogo córka jest podobna. Czy to ktoś z przyjaciół wpłynął na mojego męża, czy może sama coś zaczęłam podejrzewać, czy też Artur sam zwątpił w moją wierność nie wiem. Pewnego dnia wrócił z pracy wyraźnie przybity.

Artur, co dalej robimy? Za wcześnie… Hania ma dopiero dwa i pół roku, dopiero co pożegnałyśmy się z pieluchami, a ja nawet nie zdążyłam odsapnąć od pierwszego urlopu macierzyńskiego zmartwiła się Iwona. Hania jest jeszcze taka malutka, wciąż chce na ręce. Jak ja ją będę dźwigać z brzuchem?

Będzie nas czworo, a ty ciągle w domu, pracuję tylko ja. Może poczekamy z drugim dzieckiem? zaproponowała z wahaniem. Sama przestraszyła się własnych słów.

Co ty opowiadasz? Wyrzuć to z głowy. Artur spojrzał na mnie surowo. Po chwili mówi już łagodniej: Przepraszam, to ja byłem nie w sosie, damy sobie radę. Poszukam kolejnej pracy dorywczej.

Jeżeli znów będzie dziewczynka, to nie widzę problemu. Ubrań po starszej wystarczy, nawet wózka kupować nie trzeba.

Różnica wieku niewielka, będą ze sobą trzymać. A jak chłopiec… Artur zrobił pauzę to złożę wniosek o przydział na większe mieszkanie zaśmiał się do Iwony.

Zostawiliśmy to na później. Hanię kochałam bardzo, rozpieszczałam, była moją wymarzoną pierwszą córką. Często brałam ją na ręce, tuliłam, całowałam, nawet kiedy brzuszek już się wyraźnie zaokrąglił.

Nie ukrywam, że czasem łapałam się na myśli: Może nie donoszę drugiej? Przecież tak szybko się pojawiła… Tej myśli nawet sama przed sobą nie chciałam przyznać.

Ale los zdecydował inaczej. Ciąża przebiegła spokojnie, a kiedy nadszedł czas, w naszej warszawskiej rodzinie Borkowskich pojawiła się kolejna córeczka. Gdy pierwszy raz ją przynieśli na karmienie, zdziwił mnie jasny meszek na jej głowie. I ja, i Artur oboje ciemnowłosi.

Włosy Hani przy urodzeniu też były zupełnie czarne, choć potem trochę pojaśniały. Może u tej z czasem ściemnieją? pomyślałam.

Niebieskooka, śnieżnobiała dziewczynka wzbudzała zachwyt wszystkich. Nad imieniem nie debatowaliśmy długo nazwaliśmy ją Jagoda. Imię stosunkowo rzadkie, a siostry miały te same inicjały. Uznaliśmy to za dobry znak.

Z czasem różnice między siostrami były coraz wyraźniejsze. Jagoda nie przypominała ani nas, ani Hani. Czułam się nieswojo, przytulając tę jasnowłosą istotkę, myśląc: Do kogo ona jest podobna? Znajomi także pytali.

Czy ktoś podsunął Arturowi złe myśli, czy sama dałam powód, czy może on sam zaczął się wahać? Do domu wrócił któregoś dnia z ponurą miną. Długo milczał, aż w końcu zarzucił mi zdradę, przypominając, że zanim zaczęliśmy być razem, kręcił się wokół mnie taki jeden jasnowłosy kolega…

Może go zdradziłam? A jeśli nie, to może dzieci w szpitalu zamieniono? To się rzadko zdarza, ale przecież możliwe.

Nikogo nie zdradziłam, to nasza córka. Nie podmienili jej płakałam, tłumaczyłam się, czułam niesprawiedliwe oskarżenia bolały mnie strasznie.

Od tego czasu codzienne kłótnie rozpaliły się na dobre. Sprawa szła ku rozwodowi. Chciałam odejść, już nawet rzeczy zbierałam. I wtedy Artur się opamiętał. Kochał mnie, bał się zostać sam. Chciał tylko znać prawdę.

Wstydził się uwag obcych: Taka jasna ta córka, ani do mamy, ani do taty… Czuł, jakby wszyscy widzieli jego rzekome rogi. Poprosił, żebym została, ale zapowiedział, że zrobi test na ojcostwo. Znowu płakałam.

Jak zostać, gdy nie ufasz mi? Test chcesz? To zrób i Hani też, może i ją na lewo zrobiłam… Lepiej już się rozstańmy odpowiedziałam przez łzy.

Artur sam zebrał ślinę Jagody i włosy Hani, zaniósł do laboratorium. Dopytywał się, czy można coś pomylić. Zapewniano go, że nie.

Dzieci słyszały nasze sprzeczki, nawet czteroletnia Jagoda. Rozumiała, że przez nią kłócą się rodzice. Hania powiedziała wprost:

Ty nie jesteś moją siostrą, podrzucili cię. Przez ciebie rodzice się kłócą i się rozwiodą.

Jagoda rozpłakała się. Nawet mama nie mogła jej od razu uspokoić.

Hania zastanawiała się nawet, jak usunąć siostrę, by pokój wrócił do domu. Pewnego dnia, gdy matka poszła do sklepu, a ojciec był w pracy, Hania ubrała Jagodę i wyszły na spacer coraz dalej od domu.

Gdy wróciłam, dzieci nie było. Sąsiadka z parteru widziała je wychodzące, ale się spieszyła i nie zatrzymała ich.

W panice biegałam po osiedlu, Artur też wrócił i szukał. Wieczór się zbliżał, dzieci nie było. Zgłosiliśmy na policję. Po godzinie odnaleźli obie. Najpierw Jagodę w komisariacie zadzwoniła pani, że jakieś dziecko płacze na ławce. Hanię znaleźli błąkającą się w parku.

Tak się cieszyliśmy, że nie krzyczeliśmy na nie. Hania nigdy się nie przyznała, że chciała zostawić siostrę. Znowu w domu kłótnie: Artur winił mnie, że zostawiłam dzieci same, ja jego, że wiecznie w pracy. A co by było, gdyby coś im się stało?

Po jakimś czasie przyszły wyniki testów Artur był biologicznym ojcem obu dziewczynek. Laborantka wyjaśniła, że czasem ukryte geny wychodzą po latach stąd nietypowy wygląd dziecka. Przodkowie czasem odzywają się w nieoczekiwany sposób.

Rodzina trochę się uspokoiła, choć Jagoda nigdy nie poczuła się do końca swoja. W relacjach z Hanią nie zapanowała prawdziwa bliskość. Hania przy każdej okazji potrafiła jej wypomnieć: Noszę nowe sukienki, a ty moje stare, bo nie jesteś nasza. Jagoda często płakała, choć mamie się nie skarżyła.

Mama nieświadomie wciąż stawiała mi starszą za wzór, choć kochała obie. Mi wciąż w uszach siedziały słowa Hani z dzieciństwa naprawdę donaszałam po niej ubrania. Mama powtarzała: Popatrz na Hanię, jakiego chłopaka sobie upolowała, a ty tylko siedzisz w domu, rysujesz, marzysz.

W klasie maturalnej, gdy zwrócił na mnie uwagę chłopak, zachłysnęłam się tym uczuciem. Tak bardzo chciałam być przez kogoś kochana. Nie od razu zorientowałam się, że jestem w ciąży. Gdy się dowiedziałam, powiedziałam chłopakowi.

Postanowił porozmawiać z rodzicami. Sprawa szybko się wydała. Jego matka przyszła do nas i błagała mnie, żebym nie komplikowała życia jej synowi, sugerowała aborcję.

Po raz pierwszy mój ojciec, Artur, stanął za mną murem. Może chciał odkupić dawne winy, a może po prostu zrobiło mu się żal.

Niech rodzi, nie pozwolę na grzech. I tak już swoje przeżyła. A jak wam nie pasuje, to wychowamy dziecko sami powiedział twardo.

Chłopaka wysłano do rodziny do Gdańska, a mnie przeniesiono na nauczanie indywidualne. W szkole to wyciszono, żebym nie była przykładem złego wychowania.

Ojciec dużo pracował, brał też dodatkowe zlecenia, a w domu narastały kłopoty. W końcu nie wytrzymał serce go zawiodło. Zasnął przed telewizorem i już się nie obudził. Gdy mama to odkryła, krzyk, rozpacz… Jednocześnie miałam przedwczesny poród na świat przyszedł synek Staś. Światło włosów, niebieskie oczy identyczny jak ja.

Na pogrzeb nie mogłam iść, leżałam w szpitalu. Po powrocie do domu mama wyglądała jak cień człowieka. Niechcący rzuciła pod moim adresem, że to ja doprowadziłam ojca do grobu. Z mojej winy ciągle są tylko kłopoty odkąd się urodziłam. Ale wnuka pokochała bez pamięci taki śliczny, jasny, jak aniołek.

Teraz nikt cię już nie zechce, Jagodo martwiła się.

Nie chcę nikogo. Skoro własny ojciec wątpił, to obcy na pewno nie pokocha mnie i Stasia odpowiedziałam.

Staś rósł spokojnym, mądrym dzieckiem. Gdy miał pięć lat, los znów zetknął mnie z siostrą. Hania całkiem nie mogła mieć dzieci. Rodzice jej męża pragnęli wnuka, więc szukał on innej żony. Hania się zamartwiała, ale nie wróciła do matki nie chciała życia w biedzie. Zresztą tam mieszkały nielubiane Jagoda z synem.

Zdecydowała więc zeswatać mnie z ich informatykiem, który często przychodził naprawiać im komputer. Hania sama chciała z nim być, żeby zrobić na złość mężowi, ale nie odwzajemnił zainteresowania.

Uknuła plan: Nie chcesz mnie poznaj moją głupią siostrę z dzieckiem. Napisała mu, że chce się spotkać i zaprosiła mnie do kawiarni, mówiąc, że ktoś chce mnie poznać. Była pewna, że się mu nie spodobam.

Wyszykowałam się, uczesałam, ale nie malowałam. Chciałam, by zobaczył mnie taką, jaka jestem. Kiedy weszłam, siedział sam przy stoliku.

Pan Tomek? zapytałam.

Tak. A pani?

Jestem siostrą Hani. Jagoda.

Był zaskoczony, ale zaproponował kawę. Opowiadał trochę o sobie, ja coraz śmielej zaczęłam mówić o swoim życiu.

W pewnym momencie do naszego stolika podszedł bezpański kundelek spod kawiarni. Tomek obszedł się z nim ciepło, wszedł do sklepu, kupił mu parówkę i chleb. W kolejce stara pani długo przeliczała grosze, więc Tomek zapłacił za nią i dorzucił czekoladkę, wędlinę i loda.

Po co jej lód? zapytałam.

Babcia zawsze mi powtarzała, jak marzy o lodach, ale nie kupowała sobie, bo żal jej było pieniędzy uśmiechnął się.

Ze mną też jesteś z litości? spytałam drżąco.

Wcale nie. Jesteś wyjątkowa. Pomóc komuś, kiedy możesz czemu nie?

Pies zjadł jedzenie i odszedł. Po chwili zadzwoniła Hania. Jak było? zapytała.

Super. Jesteśmy z Tomkiem razem. Dziękuję ci! odpowiedziałam szczerze.

Niedługo potem Hania przyszła do domu. Usłyszałam rozmowę z mamą: Ta Jagoda to ma szczęście. Chciałam mu się przypodobać, a on się zakochał w tej tępej owcy. To ja powinnam była wtedy zepchnąć ją do studzienki! syczała przez łzy.

W kuchni stojąc, mama złapała się za serce i zatoczyła. Wezwałam pogotowie, na szczęście pomoc przyszła na czas. Odetchnęłam z ulgą.

Dwa miesiące później wyszłam za Tomka, przeprowadziłam się z synkiem do jego mieszkania. Mamę odwiedzałam prawie codziennie. Hania urwała wszelki kontakt i wyjechała.

Rodzice często myślą, że dzieci nic nie rozumieją, ale wszystko słyszą i wyciągają wnioski. Rywalizacja o miłość bywa okrutna, a chęć odwetu często obraca się przeciw temu, kto ją planuje.

Dziś wiem, że nasze słowa i gesty mocno zakorzeniają się w sercach dzieci. Słyszą i uczą się od nas nie tego, co mówimy ale tego, jak żyjemy. Czasem trudno się z tym pogodzić, ale tylko prawda i sprawiedliwość prowadzą do pokoju. Ja to już wiem i trzymam się tej nauki każdego kolejnego dnia.

Rate article
Fajna Tajna
Matka tuliła ją do siebie, całowała i zastanawiała się: „Do kogo ona jest podobna?” I wzdychała. Znajomi również się dziwili i zadawali to samo pytanie. Czy ktoś z przyjaciół podpuścił męża, czy może matka coś podejrzewała, albo sam Wiktor zwątpił w wierność żony, ale pewnego dnia wrócił z pracy ponury.