Zazdrość na krawędzi

Zazdrość na granicy

Tak, to właśnie to! On nigdy się nie domyśli, że przede nim nie jego narzeczona

Agnieszka stała naprzeciwko lustra, uważnie przyglądając się swojemu odbiciu. Powolnym ruchem poprawiła niesforne pasmo włosów, założyła je za ucho. Serce przyspieszyło to, co zobaczyła, przekroczyło jej najśmielsze oczekiwania! Makijaż, fryzura, wyraz twarzy wszystko dopracowane w najdrobniejszych szczegółach, do złudzenia przypominające Karolinę. Gdyby jeszcze założyła ulubioną sukienkę siostry, nawet mama miałaby trudność, by odróżnić je od siebie.

Na tę myśl uśmiechnęła się lekko, lecz zaraz zerkła nerwowo na zegar na półce. Strzałki zbliżały się nieubłaganie do umówionej godziny za dwadzieścia minut miał przyjść Piotr. Agnieszkę ogarnęło lekkie zdenerwowanie wszystko musiało pójść perfekcyjnie: żadnego fałszywego ruchu, żadnej podejrzanej nuty głosu! Jeśli Piotr choćby na moment poczuje, że coś jest nie tak, jej misterny plan legnie w gruzach. A to znaczyłoby jedno: siostra znowu wygra, jak wiele razy wcześniej.

Zacisnęła pięści, głęboko wciągnęła powietrze i zbliżyła się do drzwi. Nim rozległ się dzwonek, już stała w progu, gotowa odegrać swoją rolę. Otworzyła drzwi i, widząc Piotra, natychmiast zmieniła wyraz twarzy na ciepły uśmiech, którym promieniała Karolina. Oczy błyszczały przyjaznymi iskierkami.

Piotruś, cześć! rzuciła łagodnym, miękkim głosem, jakby każde słowo miało za sobą długą próbę.

Nie czekając na odpowiedź, lekko podniosła się na palcach i musnęła jego policzek ustami dokładnie tak, jak to zwykła robić Karolina. Żadnych zbędnych gestów, wszystko według scenariusza.

Wejdź, może wypijesz kawę? zaproponowała, cofając się o krok i zapraszając go gestem do środka. W głosie brzmiała swobodna troska jakby to był zwyczajny wieczór, a nie z góry zaplanowana intryga.

Piotr zmarszczył brwi na moment, wyraźnie próbując wyłapać sens w tym, co obserwował. Po chwili jednak na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech najwyraźniej zrozumiał, co się dzieje. Nie zdradzając po sobie niczego, kiwnął głową i ruszył za Agnieszką do kuchni.

Tymczasem Agnieszka krzątała się przy ekspresie. Policzki zaczęły boleć od nietypowej dla niej, łagodnej miny, którą uparcie trzymała. Dłonie były trochę zbyt nerwowe, ustawiając filiżanki, talerzyki i łyżeczki, a czasem zerkały w stronę butelki drogiego wina, która czekała cierpliwie na swoją kolej.

Agnieszka dobrze wiedziała, że Piotr rzadko pije nawet lampka wina to dla niego dużo. Ale od czasu do czasu, w miłym towarzystwie, zgadzał się na jeden kieliszek. Właśnie tego Agnieszka potrzebowała by trochę się rozluźnił, by opadła jego naturalna czujność. Wtedy miała szansę przeprowadzić swój plan do końca.

Podczas gdy ona parzyła kawę, Piotr siedział przy stole, skrzyżowawszy ręce na piersiach i spokojnie ją obserwując. W jego wzroku czaiła się mieszanka zdziwienia i rozbawienia. W końcu, nie wytrzymując napięcia, przerwał ciszę:

Agnieszko, powiedz mi, po co to wszystko? zapytał spokojnie. I gdzie jest Karolina? Jeśli to żart, to nie jest szczególnie śmieszny.

Dziewczyna na moment się zawahała, jakby próbowała znaleźć odpowiednie słowa. W jej oczach przemknęło zakłopotanie, lecz szybko się pozbierała i odpowiedziała lekkim głosem, wykrzywiając usta w uśmiechu:

Skąd się domyśliłeś? Nie, to nie żart. Bardziej eksperyment. Karolina o niczym nie wie.

Piotr lekko uniósł brwi, obracając w dłoniach filiżankę z kawą. Był ciekawy, co zamierza Agnieszka, ale nie dawał tego po sobie poznać. Wolał, by sama wszystko odkryła.

Przecież jesteście zupełnie różne, mimo że bliźniaczki zauważył, przekrzywiając lekko głowę. Jak można was pomylić?

Zanim zdążyła odpowiedzieć, wyjął telefon i szybko napisał wiadomość do narzeczonej, pytając, gdzie jest. Ekran na chwilę rozświetlił jego twarz, po czym urządzenie wróciło do kieszeni.

Więc na czym właściwie polega ten eksperyment? dopytywał, chowając telefon.

Agnieszka usiadła sztywno przy stole, spuściła wzrok na herbatę i upiła łyk, jakby szukając odwagi. W końcu odezwała się z zaskakującym ożywieniem:

Ciągle nas mylą. Twierdzisz, że jesteśmy inne, ale gdy założymy te same sukienki i identycznie się uczeszemy nawet mama nas nie rozpoznaje. Wyobraź sobie identyczne ubrania, podobna fryzura i stajemy się jak dwie krople wody.

Przerwała na moment, jakby przypominając sobie nieprzyjemne sytuacje z przeszłości:

Czasem to trudne, zwłaszcza gdy w grę wchodzi uczucie. Już kilka razy były z tego nieprzyjemne sytuacje. Mój chłopak kiedyś zaprosił mnie na randkę, a podszedł do Karoliny, bo akurat stała bliżej. Zdarzało się też odwrotnie Karolina chciała pogadać z twoim kolegą, a on zaczął jej opowiadać moje sekrety, bo sądził, że to ja. To bywa naprawdę krępujące

To po prostu zmieńcie fryzury? zasugerował Piotr, lekko przechylając głowę. Przypomniał sobie słowa Karoliny: Agnieszka zawsze była przeciwna zmianom. Wydawało się nawet, że lubi to zamieszanie, a Karolina zwykle jej ulegała.

Agnieszka wzdrygnęła się lekko, jakby usłyszała coś niesmacznego.

Nudne! kręciła głową z uśmiechem. Obiecałyśmy sobie, że do końca studiów nie będziemy się różnić wyglądem. To takie nasze małe siostrzane prawo. Poza tym przerwała na moment i spojrzała porozumiewawczo, czasem bywa to całkiem wygodne. Profesorowie nas mylą, a my korzystamy z tego, jak się da.

Zaśmiała się krótko i dźwięcznie, wyraźnie zadowolona z tego, jak potrafią sprytnie wykorzystać sytuację.

Rozumiem Piotr zamyślił się, patrząc na nią uważnie. W tym momencie telefon wydał cichy sygnał. Szybko przeczytał odpowiedź i kiwnął głową. Karolina czeka na mnie w naszej kawiarni. Wygląda na to, że nie wie, gdzie jestem.

Spojrzał na Agnieszkę z czymś na kształt współczucia w oczach.

Spokojnie, nie powiem jej o twoim eksperymencie. Widzę, że ci na niej zależy. Nie chcę żadnych nieporozumień między wami przez moją gadatliwość.

Agnieszka wyraźnie się rozluźniła, z wdzięcznym uśmiechem skinęła głową.

Dziękuję, Piotrze. Jesteś naprawdę w porządku.

Do zobaczenia rzucił, wstając od stołu. Lepiej pójdę, żeby Karolina się nie zamartwiała.

Gdy drzwi z cichym kliknięciem zamknęły się za nim, Agnieszka została sama. Cisza w mieszkaniu wybrzmiała wyjątkowo dotkliwie jakby cały świat zamarł, pozostawiając ją wśród rozczarowania. Usiedła ciężko, mocno ścisnęła krawędź stołu, by powstrzymać łzy. Czemu to nie wyszło? Czemu on nie uwierzył? Nawet jej starannie przygotowany plan rozpadł się w jednej chwili.

Myśli kłębiły się w jej głowie, prowadząc ją do dnia, gdy Piotr pojawił się pierwszy raz w ich życiu. Już wtedy ujął ją swoją pewnością siebie, pogodą ducha, swobodą gestów. Serca Agnieszki biło szybciej przy nim, a dłonie robiły się wilgotne od nerwów. Długo ćwiczyła w myślach słowa, które chciałaby mu powiedzieć, wyobrażała sobie rozmowy, wspólne spacery Ale zawsze powstrzymywał ją strach. Strach przed odrzuceniem, niepewność siebie, lęk o to, co stanie się z relacją z siostrą.

A Karolina Karolina była odważniejsza. Pewnego dnia po prostu przyprowadziła Piotra do domu jakby mimochodem, naturalnie. Poznajcie się, to Piotrek rzuciła swobodnie, a rodzice aż promienieli radością, że ich córka znalazła takiego chłopaka.

Agnieszka pamiętała tamten wieczór co do szczegółu. Stała w drzwiach salonu, obserwując jak Piotr błyskotliwie opowiada, śmieje się z żartów taty, grzecznie rozmawia z mamą o studiach. W środku kipiała, ale na twarzy miała przyklejony uprzejmy uśmiech. Jak trudno było udawać spokojną, gdy w środku szalała burza!

To ona przecież pierwsza dostrzegła Piotra, pierwsza poczuła to dziwne przyciąganie! Ona nocami myślała o nim, wyobrażała ich wspólną przyszłość A Karolina po prostu wzięła i go sobie przywłaszczyła, nie myśląc, że jej siostra też może kochać

Agnieszka wciągnęła głęboko powietrze, próbując opanować drżenie rąk. Miała świadomość, że nie może pozwolić, by te uczucia całkowicie nią zawładnęły. Powinna się pozbierać, ale jak, gdy serce bolało od zawodu i żalu?

Karolina była zawsze tą bardziej otwartą, towarzyską, uśmiechniętą promieniem słońca. Uwielbiała imprezy i spotkania z przyjaciółmi, a jednocześnie, o dziwo, zaliczała egzaminy z najlepszymi ocenami. Agnieszka była inna zamknięta w sobie, rozważna, wszystko wolała mieć pod kontrolą. Dla niej odpoczynek to książka i cisza, a na imprezy raczej nie chadzała. “Na zabawie tylko czas stracę” myślała z uporem.

Coraz częściej zastanawiała się: może powinna była chociaż raz pójść z Karoliną na przyjęcie, nawiązać luźną rozmowę? Może wtedy Piotr dostrzegłby ją poważną, skupioną na nauce, wytrwałą dziewczynę? Ale nie, on wybrał Karolinę energiczną, pełną uroku i tak łatwo przyciągającą uwagę.

Wiedziała już, że to nie tylko charakter przesądził o ich losie. Karolina umiała skupić na sobie wzrok bez wysiłku. Po prostu była sobą i to wystarczało. Agnieszka zbyt dużo analizowała, bała się każdego głupstwa, przez co zwykle zostawała w cieniu.

To myśli nie dawały jej spokoju. Próbowała sobie tłumaczyć, że jej droga też jest ważna. Że jej powaga i rozsądek z czasem zostaną docenione. Ale nocami, gdy za oknem panowała ciemność, wyobrażała sobie, że mogłoby być inaczej, gdyby miała w sobie choć trochę lekkości Karoliny.

Gdy Karolina w czasie kolacji ogłosiła, że wychodzi za mąż, Agnieszka poczuła, jakby świat jej się zawalił. Uśmiechnęła się, pogratulowała, objęła siostrę, ale w środku miała pustkę i jedno powtarzające się pytanie: “To się nie dzieje naprawdę”.

Przez kolejne dni prawie nie spała. Wciąż analizowała sytuację i nagle wymyśliła plan wydawałoby się idealny.

Jeżeli Piotr zobaczy mnie w roli Karoliny i ulegnie kiedy potem ona ich przyłapie, wszystko się skończy. Siostra nigdy tego nie wybaczy. I wtedy nikt nie będzie szczęśliwy. To będzie sprawiedliwe.

Dopracowała każdy szczegół: wybrała odpowiednie wino, zaplanowała gesty, spojrzenia, nawet światło w pokoju. Przed lustrem powtarzała półuśmiech, swobodną postawę, ruch dłoni odrzucający włosy.

W dniu “operacji” Agnieszka denerwowała się tak bardzo, że dłonie miała spocone, a w ustach sucho. Zdecydowała jednak: pójdzie do końca. Wszystko szło zgodnie z planem aż do chwili, gdy Piotr od razu domyślił się podstępu.

Plan runął w sekundę. Piotr grzecznie, stanowczo zakończył spotkanie i poszedł do prawdziwej narzeczonej.

Agnieszka siedziała, wpatrzona w jeden punkt, czuła jakby świat się na nią zawalił. W głowie kłębiły się myśli: czas uciekał, do ślubu coraz bliżej, a ona wciąż nie miała planu, który mógłby coś zmienić.

“Należy szybko wymyślić coś nowego” powtarzała sobie, nie widząc żadnej idealnej opcji. Wiedziała: kolejna próba musi być perfekcyjna, bo drugiej szansy już nie dostanie.

***************

Kilka tygodni później, Karolina, rozpromieniona szczęściem, ogłosiła rodzinie podczas uroczystego obiadu, że spodziewa się dziecka. W oku miała łzę szczęścia, rodzice byli wzruszeni, gratulowali, szeptali plany na przyszłość.

Agnieszka siedziała cicho, kurczowo ściskając zimną już filiżankę herbaty. Dusiła w sobie emocje, zmuszając się do uśmiechu i uprzejmych potakiwań. Żal ściskał ją coraz mocniej. Wyobrażała sobie, jak teraz wszystko się zmieni rodzinne obiady z Piotrem, wspólne święta, przy których trzyma za rękę Karolinę i podziwia ciążowy brzuszek Było to nie do zniesienia.

W głowie rodziły się ponure myśli trzeba działać. Zanim będzie za późno. Zanim sytuacja stanie się nieodwracalna.

I wtedy pojawił się nowy pomysł ostry, wyraźny, jakby cała złość zamieniła się w zimną kalkulację. Co może zaboleć bardziej niż strata wyczekiwanego dziecka? Myśl okrutna, ale Agnieszce w jej rozpaczy wydawała się jedyną nadzieją na zmianę.

Spojrzała w oczy Karoliny pełne czułości i miłości do nienarodzonego dziecka. Serce zatrzepotało, lecz tłumiła je w sobie. W głowie układała plan: znała jednego lekarza, który za odpowiednią kwotę wypisałby właściwe tabletki Nic nielegalnego, zwykły lek, który mógłby wywołać komplikacje

Zacisnęła usta w nerwowym półuśmiechu. Karolina odwzajemniła uśmiech, przekonana, że siostra podziela jej radość.

“Twoje szczęście nie potrwa długo” powtarzała Agnieszka w myślach, patrząc chłodnym wzrokiem na zakochanych przyszłych rodziców. W jej oczach zamigotała determinacja osoby, która już podjęła decyzję.

******************

Napijesz się soku? zapytała Agnieszka zwykłym tonem, starając się brzmieć spokojnie i naturalnie. Nawet się uśmiechnęła tym lekkim uśmiechem, którego tyle razy uczyła się przed lustrem. Kupiłam twój ulubiony.

Dziękuję! Karolina od razu odpowiedziała z radością i ścisnęła jej dłoń. Jesteś najlepszą siostrą na świecie!

Agnieszka na chwilę zastygła, czując jak coś w niej pęka. Lecz zaraz wróciła do siebie.

Już podaję rzuciła, opanowując głos.

Weszła do kuchni, wyjęła sok z lodówki, nalała do szklanki. Dłoń automatycznie powędrowała do kieszeni po niewielką tabletkę. Ścisnęła ją mocno. I nagle się zawahała.

Co ona robi? Spojrzała na sok, potem na lek w dłoni. Przed oczami stanęły jej obrazy: szczęśliwa Karolina, rodzice dumni z wnuczki, Piotr obejmujący żonę.

Czy naprawdę jest zdolna do takiego czynu? Do prawdziwego zła? Nie, to nie ona. To tylko cień, który latami w niej narastał.

Powoli rozluźniła dłoń, a tabletka upadła cicho na blat. Głośno odetchnęła, próbując opanować drżenie.

Agnieszka? Coś się stało? Karolina stała delikatnie w drzwiach kuchni, szukając spojrzenia siostry. W jej oczach była troska. Jesteś blada, może zadzwonić po lekarza?

Agnieszka spojrzała na siostrę. W jednej chwili zobaczyła prawdę: Karolina ją kocha, ufa jej, cieszy się ich bliskością. To wszystko było takie proste, takie prawdziwe i takie cenne.

Nie, po prostu zakręciło mi się w głowie wymusiła uśmiech. Wszystko gra. Już daję ci sok, a sobie zrobię herbatę.

Odwróciła się do zlewu, nalała wody do filiżanki. Ręce się trzęsły, lecz nie zwracała na to uwagi. Każdy ruch był jak przechodzenie przez gęsty dym.

Ciągle wracała myślami do chwili z tabletką. Jak blisko była, by przekroczyć granicę, zza której nie ma powrotu Jak łatwo zatracić się w ponurych myślach, jeśli pozwala się im rozrastać.

Nasypała herbaty, zalała ją wrzątkiem i powoli mieszała. Znajomy zapach nieco ją uspokoił. Patrzyła, jak siostra pije sok i coś opowiada o weekendowych planach. Była taka radosna I właśnie to bolało najbardziej.

Jak mogłam? pomyślała Agnieszka. Jak w ogóle przez chwilę mogłam o tym pomyśleć? To moja siostra

W tej chwili jasno do niej dotarło: to nie był nagły impuls. Latami tłumiła w sobie zazdrość, żal, poczucie krzywdy, aż w końcu gotowa była zniszczyć wszystko, co kochała.

Głęboko odetchnęła. Musiała przyznać, że zaszła za daleko. Potrzebowała pomocy. Może powinna z kimś porozmawiać, spojrzeć na siebie oczami kogoś obiektywnego.

Nad czym się tak zamyśliłaś? spytała z uśmiechem Karolina. Jesteś dziś jakaś nieobecna.

Tak po prostu, pracy mam dużo. Może powinnam skonsultować się z kimś, żeby lepiej się zorganizować wymamrotała. Trochę minęła się z prawdą, ale Karolina uznała odpowiedź za wystarczającą.

Opowiadała dalej o swoich planach, a Agnieszka słuchała jednym uchem, czasem przytakując. Czuła, że w jej wnętrzu zachodzi zmiana. To nie było jeszcze ukojenie, raczej stanowczość: nie pozwolę już, by te myśli mną rządziły. Zbyt wiele jest do stracenia relacja z siostrą, własny spokój, przyszłość.

Pierwszym krokiem była szczerość przyznanie, że potrzebuje pomocy. Że zagubiła się i chce to zmienić.

*******************

Przyszedł dzień, gdy Karolina urodziła cudną, zdrową dziewczynkę. Maleńka przyszła na świat w ciepłą, czerwcową noc, a rankiem rodzina mogła oglądać ją przez szybę szpitalnej sali. Miała pulchne policzki, czarne rzęsy i maleńkie usta. Każdy, kto ją widział, nie mógł się oprzeć uśmiechowi.

Pierwsze dni w domu przepełnione były wzruszeniami. Karolina z Piotrem na zmianę pielęgnowali córeczkę, uczyli się przewijać, kąpać, uspokajać jej płacz. Młodzi rodzice byli przejęci, a rodzice Karoliny z dumą przynosili ubranka i zabawki. Babcia dziergała kolorowe buciki, dziadek wszystkim w okolicy chwalił się, że został dziadkiem.

Szczególną więź zyskała ciocia Agnieszka. Po tym, jak w jej duszy zaszła przemiana, coraz częściej odwiedzała siostrę, coraz chętniej pomagała przy dziecku. Początkowo tylko po to, by odciążyć Karolinę: potrzymać małą, gdy mama odpoczywała, ugotować obiad, zrobić zakupy. Z czasem zaczęła zostawać dłużej, obserwując malutkie rączki i nóżki, podziwiając uśmiech córeczki, jej grymasy, gdy była niezadowolona, i pierwsze uśmiechy.

Nauczyła się nosić dziecko, śpiewać jej cicho do snu piosenkę, która sama wymyśliła. Kupowała śliczne ubranka raz różowy pajacyk z kwiatkami, innym razem niebieski komplecik z misiami z radością patrzyła, jak dziewczynka pięknie w nich wygląda.

Z biegiem miesięcy Agnieszka stała się nie tylko ciocią, ale prawdziwą przyjaciółką małej urządzała herbatki z zabawkową zastawą, oglądały kolorowe książeczki, ćwiczyły pierwsze słowa. Kiedy dziewczynka zaczęła stawiać kroki, Agnieszka cierpliwie ją wspierała, cieszyła się każdym postępem, klaskała za każdym razem, gdy dotarła sama do zabawki.

Karolina widziała tę ciepłą relację i była naprawdę wdzięczna siostrze. Pewnego wieczoru, gdy córeczka spała, a Agnieszka zbierała z podłogi zabawki, Karolina podeszła i powiedziała cicho:

Dziękuję ci. Widzę, jak ją kochasz. Dla niej to ogromnie ważne, że ma taką ciocię.

Agnieszka tylko się uśmiechnęła, trochę zakłopotana. Sama była zaskoczona, ile radości przyniosła jej troska o siostrzenicę. W tych prostych chwilach gdy mała się śmiała, przytulała, wypowiadała pierwsze słowa odnalazła prawdziwe szczęście i czułość, których tak długo szukała.

Teraz, patrząc na rozpromienioną dziewczynkę, Agnieszka rozumiała: los czasami przygotowuje nam niespodzianki. Często właśnie troszcząc się o innych, odnajdujemy drogę do własnego szczęścia.

W życiu zawsze pojawią się chwile zazdrości i zawodu kluczowe jest jednak, co z nimi zrobimy. Dopiero, gdy potrafimy się z nimi zmierzyć i wybrać dobro, znajdujemy wewnętrzny spokój, a w sercu miejsce na prawdziwą radość.

Rate article
Fajna Tajna
Zazdrość na krawędzi