Wiesz, wchodząc do mieszkania, zatrzymałam się. Przy drzwiach, tuż obok mojego i Jankowego obuwia, stały piękne szpilki. Od razu je poznałam to buty jego siostry, Agnieszki. Drogie, na wysokim obcasie, takie z tych, których sama nigdy bym nie kupiła. Ale po co ona tutaj? Nie przypominam sobie, żeby Janek mówił, że Agnieszka wpadnie.
Maryla, twój znowu wyjechał w interesach? dogonił mnie kolega z pracy, Paweł, kiedy szłam na przystanek. Może wyskoczymy do kawiarni? Napijemy się twojego ulubionego kakao z wanilią, pogadamy, bo zwykle tylko mijamy się: cześć, pa.
Przepraszam, Pawle, dziś nie dam rady. Janek obiecał, że wróci wcześniej, mamy w planach wybrać kuchenne meble, bo po remoncie nadal mamy to wszystko na pół gwizdka. Zresztą, w delegacje już dawno nie jeździł.
I zawsze wraca na czas? zapytał Paweł z lekką złośliwością w głosie, której nie potrafił ukryć.
Nie zawsze uśmiechnęłam się, kręcąc głową. Teraz potrzebujemy każdej złotówki, więc Janek pracuje dłużej. Jak już wszystko będzie ogarnięte, może i wcześniej zacznie wracać.
Paweł się tylko uśmiechnął, życzył miłej reszty dnia i odbił w swoją stronę.
Trafiłam na szybki autobus, co ostatnio rzadko się zdarza, zazwyczaj sterczę na zimnie, a tu elegancko, jeszcze z pracy udało się wyjść wcześniej. Znalazłam miejsce przy oknie, myśli zaczęły kręcić się w głowie.
Kiedyś Z Pawłem to przecież prawie miało dojść do zaręczyn, rozstaliśmy się głupio, nawet nie pamiętam o co. A potem szybko pojawił się Janek, z którym do ślubu poszłam w sumie trochę na przekór Pawłowi tak w stylu: patrz, nie jestem sama, ha, a ty teraz żałuj.
On próbował się pogodzić: przepraszał, obiecywał szczęście, wierność, że nigdy mnie nie skrzywdzi. Ale ja była już totalnie zakręcona na punkcie Janka, myślałam, że Pawła nigdy naprawdę nie kochałam, tak mi się przynajmniej wydawało.
Potem kompletnie przestałam o nim myśleć, aż do niedawna, gdy przenieśli go z centrali do naszego oddziału.
Udawał zdziwionego tym przypadkiem, a ja podejrzewałam, że celowo się tu przepchnął, wiedząc, że tu pracuję. Ale było mi miło, że Paweł wciąż jest sam i patrzy na mnie z tą samą ciepłą tęsknotą w oczach.
W głębi duszy życzyłam mu szczęścia, a nawet odrobinę zazdrościłam jego przyszłej żonie Paweł to urodzony romantyk, potrafił zadbać o atmosferę jak mało kto.
Sama nie mogę powiedzieć, że nie wyszłam dobrze za mąż, tylko Janek ostatnio ciągle zasuwa w pracy. Jasne, robi to dla nas, żebyśmy mieli wygodnie, ale czasu dla mnie wcale nie zostaje.
A do tego mieszkamy z grzeczności akurat w mieszkaniu Agnieszki, jego siostry. Dała nam je, póki jej dzieci jeszcze dorastają.
Ona i jej mąż nie wiedzą, co to problemy finansowe Agnieszka nawet dnia nie przepracowała, mieszkania kupują tak po prostu, inwestycja dla przyszłych pokoleń. Żadnego wynajmu, po prostu kiedy jej maluchy dorosną, będą już mieć gdzie mieszkać.
Janek zafascynowany pomysłem, rzucił się w remont, a ja często myślę, że lepiej byłoby wynająć coś już wyposażonego. Przecież ile my tu kasy wpakowaliśmy, wystarczyłoby na kilka lat czynszu! Albo na pierwszą wpłatę na kredyt hipoteczny, tak na start. Ale Janek się uparł błysk w oku, gdy siostra zaproponowała mieszkanie.
Wysiadłam z autobusu, przeszłam przez ulicę i ruszyłam do kamienicy. Czuć już było ten charakterystyczny zapach zwiastujący deszcz, ale jakoś nie mogłam się na nim skupić.
Myśli krążyły, ale żadna długo nie zostawała, każda ustępowała miejsca następnej. Ile czasu minęło, odkąd zamieszkaliśmy tu z Jankiem? Rok, półtora?
Nie mogłam sobie przypomnieć. Ale poczucie tymczasowości tego miejsca nie dawało mi spokoju ciągły remont, urządzanie, wyczekiwanie czegoś lepszego. Jakby prawdziwe życie miało dopiero się zacząć, tylko kiedy?
Im bliżej domu, tym wolniej szłam. Otworzyłam klatkę schodową, weszłam do ciemnego korytarza, wspięłam się na czwarte piętro.
Schody migały jak w filmie. Z każdym krokiem dziwne napięcie narastało.
Wchodząc do mieszkania, zamarłam w drzwiach. Przy wejściu, obok naszego obuwia, buty.
Od razu poznałam szpilki Agnieszki. Co ona tu robi? Przecież Janek nic nie mówił, że będzie w gościach.
Już miałam zawołać, że jestem, ale coś mnie powstrzymało. Instynkt nakazał nasłuchiwać, zamiast od razu wejść. I usłyszałam:
Z Michałem planowaliśmy wyjazd, powiedziała Agnieszka, ale jemu nie pasuje urlop i pomyślałam, że oddam wam te vouchery, ale pod jednym warunkiem. Jej ton się wyraźnie zmienił. Nie z żoną, tylko z Weroniką.
Zamarłam. Weroniką? Przypomniałam sobie, że Janek kiedyś mimochodem wspomniał to imię, mówił, że Agnieszka próbowała go zeswatać z koleżanką.
Wtedy nie przejęłam się tym wcale. Ale teraz, gdy usłyszałam imię, zimny niepokój ścisnął mi wnętrzności.
Nie chcę żadnej Weroniki! Janek był wyraźnie poddenerwowany. Ile razy mam mówić, że jestem z Marylą! Ona jest moją żoną, daj już spokój!
Odetchnęłam. Wszystko jasne, Agnieszka znowu próbuje rozstawiać ludzi po kątach, jak to ona. Już miałam wejść do salonu, żeby dać znać, że wróciłam, ale Agnieszka znowu zaczęła:
Przestań się okłamywać! Pamiętam, jak kochałeś Weronikę. Chcieliście się zaręczyć, a potem obraziłeś się o głupstwo. Maryla nie jest dla ciebie, Weronika to inna liga.
Zamarłam, przetrawiając słowa. Kochał? Zaręczyć się? A mi mówił, że Weronika go w ogóle nie interesuje. Patrzyłam w podłogę, próbując pozbierać myśli, ale słowa Agnieszki nie dawały mi spokoju.
I co z tego? odpowiedział Janek. To było, minęło. Tak, miałem romans, ale to przeszłość. Kocham żonę!
Kochasz? Bajki opowiadasz, Janku! Agnieszka nie odpuszczała. Z Marylą pobrałeś się tylko po to, by Weronika żałowała, że odeszła. A potem, gdy chciała wrócić, już byłeś żonaty czysta zemsta!
Zrobiło mi się źle. Zemsta? To po to się pobraliśmy? Nagle wszystko zaczęło boleć przecież sama po rozstaniu z Pawłem rzuciłam się w małżeństwo z Jankiem.
Nawet jeśli na początku chodziło tylko o rewanż, to co z tego? Przecież teraz jest miłość! Lepiej, żeby Janek coś powiedział.
Było, minęło odezwał się w końcu Janek. Jestem żonaty, mam obowiązki wobec Maryli.
O, jakie obowiązki? parsknęła Agnieszka. Dzieci nie macie, jak dobrze! A przecież gdzie wy dalej będziecie mieszkać, ciągle na cudzym? Weronika dostała od rodziców trzypokojowe nowe mieszkanie, i dalej na ciebie czeka.
Oparłam się o chłodną ścianę, drżąca od emocji. Jak ona może takie rzeczy mówić? Ale jeszcze bardziej martwiło mnie, co powie Janek. Nasłuchiwałam jego odpowiedzi z zapartym tchem.
Agnieszka, skończ już, Janek próbował być stanowczy, ale czułam jego niepewność. Ważne, że mamy gdzie być, a potem jakoś kupimy własne.
Ona niestety nie odpuszczała:
Ty po prostu boisz się zmian. Weronika była dla ciebie idealna. Przez głupią urazę wszystko straciłeś, ale da się to jeszcze naprawić! Z nią będziesz miał stabilizację, własny dom, to, na co zasługujesz. Sam nie widzisz, że z Marylą nigdy nie będziesz prawdziwie szczęśliwy?
Poza tym dodała Agnieszka mieszkanie będę musiała wam niedługo zabrać. Mam swoje plany, więc musicie się wyprowadzić.
A Weronika wie, co kombinujesz? zapytał Janek.
Oczywiście, że wie! odpowiedziała natychmiast. Sama mnie poprosiła o tę przysługę. Wie, że ją dalej kochasz. To ona wymyśliła te vouchery.
Zapadła cisza. Poczułam, że wszystko we mnie wiruje. Czemu Janek milczy? Czy naprawdę rozważa tę propozycję?
A co powiem Maryli? zapytał cicho.
Powiesz, że pomagasz mi na działce. Remont i te sprawy, odpowiedziała z takim luzem, że aż mną zatrzęsło. A sam pojedziesz z Weroniką nad morze. Proste!
Już nie mogłam tego słuchać. Wymknęłam się cicho z mieszkania, nie oglądając się.
Nogi same poniosły mnie do ulubionej kawiarni na Mokotowie. Wewnątrz cicho grała muzyka, a za oknem zaczynało się robić szaro i padał deszcz. Zmęczona, zdezorientowana, usiadłam przy oknie i niemal automatycznie zamówiłam kakao z wanilią. Natłok myśli nie dawał mi spokoju ciągle słyszałam w głowie fragmenty rozmowy.
Co chwila wracały mi słowa Agnieszki. Jak Janek mógł ukrywać przede mną, że z Weroniką planował zaręczyny? Że to była przyjaciółka jego siostry! Czułam się oszukana, a jeszcze bardziej rozżalona. Czy moje życie, moje małżeństwo, to tylko zemsta na jego ex? Myślałam, że Janek mnie wybrał z serca, a tu okazuje się, że kierował nim zupełnie czymś innym. Owszem, ja też wtedy chciałam Pawłowi pokazać, ale przecież naprawdę pokochałam Janka nie wyobrażam sobie nawet wyjścia z Pawłem na zwykłą herbatę, nie mówiąc o wspólnym wyjeździe!
Za oknem już zrobiło się całkiem ciemno, ja dalej siedziałam w kawiarni, patrząc na światła za mokrym od deszczu szkłem. Nawet nie spróbowałam kakao. Czas jakby się zatrzymał.
Janek nie zadzwonił, nie zapytał, gdzie jestem. Pewnie pakują się z Weroniką na wyjazd, nawet nie myśli, gdzie ja… pomyślałam z goryczą.
Sięgnęłam po telefon, ale był rozładowany.
Westchnęłam ciężko, nie ma co odwlekać powrotu. Zebrałam się, narzuciłam płaszcz i wyszłam w noc. Przenikliwy wiatr uderzył mi w twarz, coraz trudniej mi się szło, z każdym krokiem przekonując siebie, że z Jankiem to już koniec. Rozstanie wydawało się nieuniknione.
Przy wejściu do klatki czułam się okropnie. Wdrapałam się powoli po schodach, przekręciłam klucz i weszłam do mieszkania. Cisza Brak telewizora, żadnych odgłosów kuchni. Za to w dużym pokoju walizki, torby z ubraniami. Janek pakował rzeczy. No tak, wybiera się, pomyślałam z rezygnacją.
Co robisz? zapytałam bezwiednie, choć doskonale wiedziałam. Zaraz powie, że jedzie pomóc Agnieszce na działce. Janek jednak zaskoczył mnie zupełnie:
Maryla, wyprowadzamy się. Znalazłem mieszkanie na wynajem, na jakiś czas. Potem spróbujemy kredyt hipoteczny. Przerwał na chwilę i spojrzał na mnie z troską. Czemu tak długo cię nie było? Próbowałem się dodzwonić, miałaś wyłączony telefon. Pracowałaś dłużej?
Nie mogłam uwierzyć. Wszystko to, co chciałam mu wygarnąć, nagle straciło sens. Pokiwałam głową, nie wiedząc, jak się zachować.
Wyprowadzamy się? powtórzyłam cicho, nie do końca rozumiejąc.
Janek odłożył rzeczy i podszedł bliżej.
Pokłóciłem się z Agnieszką, westchnął. Mam dosyć zależności. Potrzebujemy własnego kąta.
O dziwo poczułam ulgę, choć przecież to nie był jeszcze koniec. Usiadłam na kanapie, Janek usiadł obok i opowiedział o wszystkim, bez ogródek.
Powinienem ci powiedzieć wcześniej, dodał łagodnie. Rzeczywiście, byłem z Weroniką, nawet planowałem zaręczyny. Z tobą ożeniłem się przez złość… Ale, Maryla, ty jesteś jedyna, którą naprawdę pokochałem i nie chcę cię stracić.
Słuchałam i obok bólu czułam ulgę. Ważne, że możemy rozmawiać szczerze.
Przepraszam, że nie mówiłem od początku, dodał Janek. Ale jak opowiadałaś mi o Pawle, pomyślałem, że moja historia zabrzmi głupio… Potem już nie chciałem do tego wracać.
Westchnęłam, łzy same popłynęły, ale to była ulga.
Dobrze wydusiłam. Co było, minęło. Wynająłeś mieszkanie?
Tak, potwierdził. Tymczasowo, ale w końcu będziemy u siebie. Bez Agnieszki, na własnych warunkach. Przetrwamy, obiecuję. Potem spróbujemy o kredyt.
Pokiwałam głową. Czułam, że idziemy w dobrym kierunku. Nareszcie dla siebie, bez cudzych rad i planów.
No dobra, uśmiechnął się Janek, czas się pakować?
Znów kiwnęłam głową, nie mogąc powiedzieć nic więcej. Zostało tylko jedno uwierzyć, że od teraz wszystko potoczy się po nowemu, bez starych historii. Czas zacząć naprawdę żyć.



