Elena spędziła cały dzień przy kuchni. Zadzwonił dzwonek do drzwi. Rodzina Tolka przyjechała i rozsiadła się przy stole.

31 grudnia

Cały dzień spędziłam w kuchni. W końcu zabrzmiał dzwonek do drzwi. Rodzina Tomka już przyjechała, wszyscy rozsiadali się przy stole.

A gdzie mięso? spytała ciotka.

Przecież jest gęś nadziewana odpowiedziałam z uśmiechem.

Ciotka ostentacyjnie wstała od stołu:

Tego się jeść nie da. Jedziemy do domu.

Tomek wstał za nią:

No to żyj sobie sama, skoro gotować nie potrafisz! mruknął, po czym zaczął w pośpiechu pakować swoje rzeczy do torby.

***

Halo, Haniu? To ja, Jolanta. Co? Jolka mówię. Słaby zasięg Czemu dzwonię? Powiem wprost, Haniu, w tym roku do was nie przyjadę na święta. Nie jadę, mówię przecież. Po co? Ty z Wiktorem będziesz, córka z mężem i dziećmi. A ja co? Najem się sałatki i pojadę taksówką za podwójną stawkę? Wiesz dobrze, że nie lubię spać w cudzym mieszkaniu. Co będę robić? Nic, położę się spać i już mamrocze przez trzaski i szumy na linii. Hania to przyjaciółka, u której co roku, od pięciu lat po rozwodzie, świętowałam Nowy Rok i inne ważne dni.

Co? Sama chciałaś dzwonić? Wyjeżdżacie? Dokąd? Do Krakowa, do cioci Wiktora? Szerokiej drogi i miłego pobytu. Problem? Jaki? Kto przyjeżdża? Sandra? Jaka Sandra? Siostrzenica? Halo? Co oni wyprawiają z tym zasięgiem? Przygarnąć na kilka dni? Wiesz przecież, że nie przepadam za obcymi w domu No dobrze, niech przyjeżdża, w końcu dam radę. Co za dzień… Znowu rozłączyło rzuciłam słuchawkę z niecierpliwością.

Siedziałam przez chwilę, rozmyślając, czy może dobrze się stało, że jednak nie będę sama w święta. Pomyślałam, że przynajmniej muszę przygotować jakąś sałatkę. Sama na bułce bym przeżyła, ale gościa trzeba poczęstować. Dałam gotować warzywa, sięgnęłam po koper i zaczęłam rozmyślać.

Za czasów, gdy byłam żoną Tomka, nie było tak spokojnie. Już trzydziestego cała jego rodzina zjeżdżała się do nas z okolicznych miejscowości i zaczynał się szał. Kuchnia zamieniała się w parującą pralnię żadne otwarte okno nie pomagało. Gotował się chłodnik, pieczono serniki, smażone były kotlety wszystko tłuste, wszystko ociekające smalcem. Ja tylko biegałam od garnka do talerza, raz wyniosłam chłodnik na balkon, kiedy indziej obierałam warzywa do jarzynowej. I tak do roboty mnie nie dopuszczali po tym, jak zrobiłam sałatkę z awokado.

Co to za świństwo rzuciła ciotka Tomka, a cała rodzina z aprobatą pokiwała głowami.

A przecież ich świąteczne rarytasy to żadna finezja, wszystko zatopione w majonezie, aż łyżka kapie. A faceci co? Od razu do stołu, żeby próbować domowych nalewek. Do dwunastej ledwo dobijali.

A drugiego już odjeżdżali, zostawiając po sobie bałagan i pustą lodówkę. Ja sprzątałam potem tydzień, mycie, szorowanie, zbieranie resztek. A Tomek? On już świętował na wsi u swoich. Wracał ponury, nieogolony i drażliwy, bo nasłuchał się od rodziny, że żona nawet gotować nie potrafi. Wszystko kończyło się kłótnią. Zawsze wypominał mi Weronikę, którą rzekomo mu odebrałam. Znosiłam te wyrzuty, bo może faktycznie nie byłam kuchenną boginią. Nie umiałam gotować tych tłustych potraw, do których był przyzwyczajony od dziecka.

Pozostawało mi tylko wygadać się Hani, przyjaciółce z dzieciństwa. Była impulsywna i kiedy w końcu znudziły jej się moje utyskiwania, wpadła na pomysł. Kazała mi obdzwonić rodzinę i postawić warunek: wszystko przyrządzam sama. Ich prosiła, by przyjechali przed Sylwestrem. Razem z Hanią całą noc robiłyśmy sycące, ale lekkie przekąski. Goście pojawili się, rozsiadają

A gdzie tu mięso? rozczarowana ciotka.

Gęś nadziewana, proszę powtarzam uprzejmie.

A puree? nie odpuszcza ciotka.

Wstała ostentacyjnie.

To jakiś pasternak czy inne siano. Fedziu, zabieraj mnie do domu!

Wszyscy zerwali się, ubrali i odeszli z hukiem.

No ty warknął Tomek, unosząc rękę.

Poczekajcie, idę z wami! krzyknął za nimi.

Rzeczy nie zapomnij dodałam, podając mu torbę.

Żyj sobie sama, marudo. Ja samotny nie zostanę, ale ty? rzucił, wychodząc.

Gdy z garnka zaczęło kipieć, ocknęłam się. Odchyliłam pokrywkę, usłyszałam dzwonek. Sandra pewnie pomyślałam, otwierając. Patrzę, a tam nie żadna dziewczyna, tylko mężczyzna czterdziestka, uśmiechnięty.

To ja, Aleksander Ignacy Dębowski, siostrzeniec Wiktora. Przyjechałem w odwiedziny, a oni wyjechali do Krakowa. Pani pewnie Jolanta?

Skinęłam głową jak automat.

Ale Hania mówiła o siostrzenicy wymamrotałam.

Uśmiechnął się.

Może się nie dosłyszeliście?

Przypomniałam sobie szumy na linii i przyznałam mu rację.

Wejdźcie, skoro już przyjechaliście.

Proszę się nie martwić, mam bilet powrotny na pierwszy wieczór, więc długo się nie zatrzymam.

Wróciłam do kuchni, odcedziłam warzywa. Aleksander zakpił:

To jednym sałatką będziecie świętować?

Niezwykle szorstko odparłam:

A pan marzy o całym stole mięsiwa? Wielka micha sałatki jarzynowej być musi?

Zaśmiał się:

Ależ skąd. Wolę ryby niż mięsa.

Ryby nie mam, a na gotowaniu ryby się nie znam wzruszyłam ramionami.

Wziął płaszcz i wołając z przedpokoju:

Bez obaw, zaraz wszystko będzie! zamknął za sobą drzwi, zanim zdążyłam zaprotestować.

Cała sytuacja wydała mi się absurdalnie śmieszna. Czekałam kobiety w średnim wieku, a tu przyjeżdża energiczny facet.

Aleksandra nie było półtorej godziny. Zaczęłam się martwić, w końcu to obcy w mieście. Jak wrócił, poszłam otworzyć.

Co się z panem stało? Bałam się już zaczęłam narzekać i nagle zamilkłam.

W drzwiach stanęła pachnąca świeżością jodełka, a potem Aleksander z siatkami zakupów.

Po co to wszystko?

Proszę pani, jakiż Nowy Rok bez choinki!

Wciągnęłam iglasty zapach i ucieszyłam się.

Jeszcze tylko brak mandarynek.

A jakże, są i mandarynki, i szampan! śmiał się Aleksander. Zabieramy się do pracy.

Śmialiśmy się, dekorując drzewko, przygotowując jedzenie. Pod jego kierunkiem obierałam krewetki, a on przygotowywał pieczonego karpia.

Przed północą wszystko było gotowe. Otworzyliśmy prosecco, bąbelki strzelały w kieliszkach. Po dwunastej stuknęliśmy się i wypiliśmy do dna, składając sobie życzenia: Za Nowy Rok, za nowe szczęście!.

Później długo rozmawialiśmy.

Wie pan, kiedy się pobieraliśmy, Tomek był inny dobry, ciepły albo może mi się wydawało? Zakochani nie widzą wad. Potem została tylko szorstkość, pretensje. Nie tak gotujesz, nie tak robisz. Dosyć o mnie, proszę opowiedzieć o sobie. Jest pan żonaty?

Aleksander westchnął.

Już nie. Banalna historia ja z pracy, ona z innym. Po powrocie od razu się rozwiodłem. Co my tak ponuro? Przejdźmy na ty i powspominajmy dzieciństwo.

Wdrapałam się kiedyś z chłopakami na wysoką topolę i nie umiałam zejść. Siedziałam, płakałam, aż wujek Roman z trzeciego piętra po mnie przyszedł. Potem w kącie stałam całą godzinę zaśmiałam się.

A ja przykleiłem krzesło do podłogi dyrektora. Tato urządził mi potem niezłą szkołę rechotał Aleksander.

Przegadaliśmy do rana, wspominając różne głupoty. Ziewnęłam, a Aleksander rzekł:

Przegadaliśmy się. Pora spać.

Jakie tam spać, trzeba sprzątnąć!

Sprzątnę wszystko, niech się pani nie martwi!

Uległam i poszłam do pokoju zasnęłam w sekundę.

Rano Aleksander obudził mnie cicho.

Jolanto, muszę już iść. Zamkniesz za mną drzwi?

Zrywając się, mruknęłam:

Już wieczór? Czemu pan mnie nie obudził wcześniej?

Poprawił mi kosmyk włosów i ciepło uśmiechnął się:

Tak słodko spałaś… Nie chciałem przeszkadzać, ale muszę się zbierać, zanim dostanę się na dworzec.

Odprowadziłam go do drzwi.

Dziękuję za wspaniałe święta powiedziałam smutno.

Aleksander chwilę stał niepewnie, po czym zapytał zdecydowanie:

Mogę do ciebie przyjechać jeszcze? Jak będę wolny?

Ucieszyłam się:

Jasne, będę czekać.

Pocałował mnie, a potem szepnął pod nosem:

W takim razie do zobaczenia!

Jeszcze długo potem stałam pod drzwiami, dotykając ust i uśmiechając się szeroko. Bo czasem zna się kogoś całe życie i nagle okazuje się nie tym, za kogo go mieliśmy. A z kimś innym znajomość jednego dnia zmienia wszystko.

Nie ma co, cuda na Nowy Rok się zdarzają. Przypadek, szczęśliwy zbieg okoliczności i pojawia się nowe uczucie. A z nim nowe życie.

Rate article
Fajna Tajna
Elena spędziła cały dzień przy kuchni. Zadzwonił dzwonek do drzwi. Rodzina Tolka przyjechała i rozsiadła się przy stole.