Wejdź, mamo, czekaliśmy na Ciebie mówi Tomek, a jego żona, Kasia, szybko zdejmuje z Marii płaszcz i podaje jej kapcie. Nagle na twarzy Kasi pojawia się niepokój, mimo uprzedniej szczerej radości.
Maria przeszła do pokoju gościnnego, a Kasia skinęła głową w stronę podłogi. Tomek od razu zauważył to samo mokre ślady zostawione na panelach. Wymienili tylko krótkie spojrzenia, ale uznali, że lepiej na razie ten temat przemilczeć.
U Tomka i Kasi ostatnio było wielkie święto niedawno urodziły im się bliźniaki. Teraz chłopcy trochę podrośli, więc rodzice postanowili zebrać najbliższych i wspólnie uczcić tę wyjątkową okazję.
Maria, emerytka od kilku lat, przyniosła wnukom przepiękne, własnoręcznie zrobione sweterki. Nie miała pieniędzy, żeby coś kupić w sklepie, więc sięgnęła po druty i kłębek włóczki. Twierdziła, że wpadnie innym razem, bo się wstydziła, ale syn z synową nie dawali za wygraną w taki dzień mama po prostu musi być razem z nimi.
Chłopców nazwali Jasiek i Stasiek. Maria nie kryła wzruszenia; te imiona są bardzo ważne dla rodziny jej mąż był Stasiem, a ojciec Jaśkiem. Tomek postanowił, że tradycja w rodzinie będzie trwała dalej, co bardzo ucieszyło i Maria, i jej serce.
Ależ on śliczny, zupełnie jak Ty, Kasiu! śmiała się Maria. A ten to cały Tomek. Albo nie, już się gubię, bo oni przecież są podobni do siebie jak dwie krople wody! biegała wokół łóżeczka, próbując zgadnąć, który to który.
Tomek i Kasia tylko się uśmiechali, widząc radość i zarazem lekką nerwowość babci. Jej ciepło rozjaśniało cały dom.
Kiedy goście już się rozeszli, Maria zaczęła szykować się do wyjścia. Kasia porozumiała się wzrokiem z mężem, a Tomek zaproponował:
Mamo, a może zostaniesz na noc? Jest już późno, nie wiadomo czy autobus jeszcze będzie. No i pomożesz Kasi z chłopcami dziś trzeba ich wykąpać i położyć spać.
Dobrze, synku, jak chcesz odpowiedziała Maria bez wahania.
Pomogła synowej posprzątać po kolacji, pozmywała naczynia i wszystko poukładała. Potem poszli razem wykąpać maluchów. Maria aż rozpromieniała, gdy trzymała wnuka na rękach, choć trochę się bała, że jest za maleńki i wyślizgnie się jej z rąk.
Mamo, przecież Ty Tomka nie upuściłaś ani razu żartuje Kasia.
To było sto lat temu, już prawie zapomniałam jak się nosi takiego malucha! tłumaczy się Maria.
Kasia powierzyła jej na ręce Jaśka, który od razu zasnął przytulony do babci, jakby wyczuwał, że tu jest bezpiecznie. Kasia w tym czasie lulała do snu Stasia.
Dali Marii osobny pokój, żeby mogła się wyspać, ale spać jej się wcale nie chciało. Całą noc nasłuchiwała, czy czasem Jasiek albo Stasiek się nie przebudzają. I tak czuwała do rana, aż w końcu mocno zasnęła ze zmęczenia.
Kiedy się obudziła, Kasia już robiła śniadanie, a chłopcy dalej spali.
A gdzie Tomek? spytała Maria zdziwiona, widząc tylko synową.
Mamo, proszę siadaj do stołu, Tomek zaraz wróci uspokoiła ją ciepło Kasia.
Po paru minutach Tomek rzeczywiście wszedł do mieszkania, niosąc duże pudełko.
Mamo, to dla Ciebie. Otwórz! uśmiechnął się szeroko.
Maria otworzyła pudełko i zaniemówiła w środku stała nowiutka para kozaków. Była tak zaskoczona, że aż łzy jej stanęły w oczach.
Dzieci kochane, to zbyt drogie ja nie mogę tego od Was przyjąć… mówi przez łzy Maria.
Nie są droższe od Ciebie, mamo. Zakładaj i noś na zdrowie, dodał spokojnie Tomek i przytulił matkę.
Maria ubrała nowe buty i nie mogła wyjść z podziwu, skąd dzieci wiedziały, jak bardzo potrzebowała nowego obuwia. Jej stare kozaki już dawno się rozkleiły i nawet szewc stwierdził, że nic się już z nich nie da zrobić, a na nowe zwyczajnie nie miała pieniędzy.
W tej chwili któryś z bliźniaków się rozbudził i zapłakał, więc babcia, już w nowych kozakach, pospieszyła do wnuków.
Kochana jesteś, Kasiu, dziękuję Ci szepnął Tomek do żony. Sam bym na to nie wpadł.
To przecież było oczywiste! Wczoraj jak weszła, widziałam, że jej stopy całe mokre i ślady na podłodze aż prosiły, żeby coś z tym zrobić. Dla nas te 3 tysiące złotych to sporo, ale przecież zarobimy jeszcze, a dla Twojej mamy to przecież pieniądz nie do zdobycia. Niech nosi na zdrowie, powiedziała Kasia, delikatnie go przytulając.
A Maria? Była taka ciepła i szczęśliwa. Czy to z tych nowych butów, czy z tego, że po prostu jest potrzebna swoim dzieciom trudno powiedzieć. Może jedno i drugie?


