Niania dla brata, czyli jak Lera postanowiła, że nie będzie opiekunką Sashy, a rodzice kazali jej pł…

Niania dla brata

Co się stało, Julka? Znowu nie odbiera?

Nie odbiera! Julia rzuciła telefon na blat kuchenny. Nie odbiera od szóstej! Przez nią nie pojechałam do mamy… Muszę i tu gotować, i tam gotować, a Szymona nie ma z kim zostawić… Myślałam, że wychowałam sobie pomocnicę!

W tym momencie rozległ się trzask zamka.

O, jeszcze nie śpicie? rzuciła Lena przez ramię, nie wyjmując nawet słuchawek z uszu, i skierowała się prosto do swojego pokoju, niespecjalnie przejęta rodzicami.

Ale mama nie zamierzała tak łatwo odpuścić.

Lena! Stój! krzyk mamy zatrzymał Lenę, chociaż nie obejrzała się za siebie. Gdzie się wybierasz? Spóźniłaś się… ile? Sześć godzin! I nawet nie masz nam nic do powiedzenia?

Lena wyciągnęła słuchawki.

O co tyle hałasu?

Przecież obiecałaś! jęknęła Julia. Obiecałaś, że posiedzisz z Szymonem!

Lena, która marzyła, żeby już tylko paść na łóżko i zasnąć, wykrztusiła przez zęby:

Nie udało się. Wszyscy żyją. Byłaś przecież w domu.

Uprzedzałam cię tydzień temu, że dzisiaj musisz zostać z bratem! Tata na popołudniowej zmianie, nie zdąży, a ja muszę do babci. Nie żal ci ani brata, ani babci! I matki też!

No nie dała rady Lena! Przysiadła z ludźmi z roku, potem Michał zaprosił wszystkich do siebie na imprezę… Bez mrugnięcia minęło kilka godzin. Zapomniała się.

Wszystko to Lena opowiadała sobie w głowie na własne usprawiedliwienie.

Bo przecież telefon miała naładowany. Sama go wyciszyła.

Obiecałam, mamo, ale potem pojawiły się inne plany.

No pokaż, czym oddychasz, podejrzliwie powiedziała mama.

Co, mamy tu teraz oddechy sprawdzać jak w areszcie? zapytała Lena ironicznie.

Piłaś, skwitowała mama. Imprezy ważniejsze od rodziny, wiadomo.

Lena nie wytrzymała.

Tak, ważniejsze! Nie wynajęliście sobie niani, a ja waszym dzieckiem się zajmować nie zamierzam. Sami się nim bawcie. Chcieliście poczuć się jak rodzice po czterdziestce proszę bardzo. Ja mam własne życie.

Tata, który nigdy na Lenę nie krzyczał ani nie miał zwyczaju się kłócić, wysłuchał wszystkiego i w końcu się odezwał.

Przecież nikt cię nie zmusza, żebyś była nianią na etat. Rzadko cię o coś prosimy. Ale dzisiaj to było naprawdę ważne i obiecałaś… Lena, sześć godzin! Wyłączyłaś telefon. A teraz jeszcze mówisz, że to nasza wina?

Nie mówię, że wasza, ale Szymon to wasza sprawa. Byłam w gościach, wszyscy poszli co, ja gorsza?

Rodzice bardzo starali się nie obarczać Leny domowymi obowiązkami. Przecież jeszcze niedawno była uczennicą, teraz ledwo zaczęła trudny kierunek na Uniwersytecie Jagiellońskim. Rozumieli ją i bronili.

Ale Lena nie szczególnie chciała kogokolwiek rozumieć.

Wiesz, co jest gorsze? wtrąciła się mama. To, że przez ciebie nie pojechałam do swojej mamy. Nie może nawet sobie jedzenia zrobić! A ja muszę się rozdwoić między trzylatkiem a schorowaną babcią!

Lena, zdejmując misterne sploty z głowy, które nawinęła jej koleżanka, rzuciła zimno:

To twój problem, mamo. Ty chciałaś dziecka na stare lata. Zajmuj się nim. Ja nic wam nie jestem winna.

To było powiedziane tak bezdusznie, że nawet tata się wzdrygnął.

Lena, trochę przesadziłaś!

Dlaczego? Uczę się, muszę mieć znajomych, poznawać ludzi, chłopaka szukać! Nie będę całe życie z wami i bratem siedzieć!

Ojciec posadził ją na krześle.

Lena, usiądź… Posłuchaj. Nikt nie prosi cię o bycie nianią na etat. Poprosiliśmy o przysługę, nie o pracę. Sama się zgodziłaś.

Lena, która skoro już zaczęła kłócić się, nie zamierzała ustępować:

Zgodziłam się, ale potem zmieniły się plany. Życie to życie.

Życie się zmienia, ale tu sama zmieniłaś plany bez słowa uprzedzenia, odpowiedział ojciec. Wiem, że się uczysz. Masz znajomych. Ale Lena, jesteś częścią tej rodziny. Nie trzymamy cię pod kluczem. Ale powinnaś zrozumieć, że czasem po prostu potrzebujemy pomocy. Znajdziesz choćby parę godzin w tygodniu na Szymona? Dla nas to czasem być albo nie być choćby pójść do lekarza, czy jak ostatnio do babci.

Lena nawet nie dała mu skończyć. Prychnęła, wyrzucając z włosów wsuwki, których nie zdążyła wyjąć.

Nie.

Dlaczego?

Bo to nie moja odpowiedzialność, tato. Nie zamierzam poświęcać życia dla waszych fanaberii.

W środku Lena już się szykowała na kłótnię stulecia. Przecież za chwilę zabiorą jej komórkę i przypomną o wszystkich rodzinnych wartościach od piastów po PRL.

Dobrze, powiedział ojciec niespodziewanie spokojnie. Zrozumiałem.

Eeee? Usłyszał? Gdzie awantura? Gdzie dramat o rodzinie i sumieniu, o których Lena miała usłyszeć przez następne dziesięć lat?

I to wszystko? upewniła się Lena.

Wszystko. Na dziś wystarczy.

Trochę zdezorientowana tym, jak łatwo ją odpuścili, Lena pognała do łazienki zmywać makijaż, a potem do łóżka. Potworny dzień! Jeszcze rodzice muszą się przyczepić…

Rodzice w swojej sypialni nie zakończyli rozmowy.

Andrzej, jak ona może być taka bezduszna? już bez złości, ale z bólem spytała Julia. Wychowywaliśmy ją przecież normalnie. Wszystko jej dawaliśmy, nie zabranialiśmy bez powodu, nie tyranizowaliśmy! A teraz serce mnie boli, bo jakby nas wcale nie kochała… I co teraz? Mamy ją błagać, żeby została z Szymonem jak będzie potrzeba?

Nie, Andrzej pokręcił głową. Nie będziemy prosić. Jeśli uważa, że nam nic nie jest winna my też nie mamy wobec niej obowiązków. Przynajmniej dopóki nie zrozumie, co to znaczy dorosłe życie.

***

Rano nikt nie zaczął dnia od kawy, tylko od nieprzyjemnego uczucia, że wczorajszy spór tak naprawdę się nie skończył.

Lena wyszła do kuchni pierwsza. Napiła się wody. Skubnęła niezbyt świeże kanapki z lodówki. Kiedy weszła mama z Szymonem na rękach, Lena od razu sięgnęła po telefon, żeby przypadkiem nie usłyszeć kazania. Ale mama śniadanie zjadła w milczeniu. Zaraz dołączył ojciec, który, co więcej, nawet się przywitał:

Dzień dobry, rzucił do Leny.

O! Mówią do mnie, odparła Lena prześmiewczo.

Tata otworzył zapiski z domowym budżetem.

Lena, musimy pogadać.

Lena przewróciła oczami.

Znowu o mojej odpowiedzialności? Przecież już mówiłam, nie…

Nie, nie o odpowiedzialności, przerwał jej, choć o niej też. Ale dziś bardziej o pieniądzach. Od tego miesiąca, czekamy na twoją część za jedzenie i czynsz. W sensie za media, prąd, wszystko.

Lena prychnęła, przekonana, że to kiepski żart taty chce się odgryźć po wczorajszym. Wieczorem ja wam podniosłam ciśnienie, rano wy wy windowaliście mi stabilność to ważna rzecz, prawda?

Ha, tata. Ty nigdy nie miałeś talentu komediowego. Nie dam się nabrać.

Ale tata był przygotowany.

To nie żart, Lena. Od dzisiaj, jako dorosła osoba, płacisz własną część wydatków. Od początku do końca.

Nawet Szymon, rozsmarowujący śniadanie po stole, zaskoczony wytrzeszczył policzki, choć nie kumał jeszcze tematu rachunków.

Co? wykrztusiła Lena.

Powiedziałaś, że nic nam nie jesteś winna. Proszę bardzo. Od dziś nie jesteś już od nas ekonomicznie zależna. Od tego miesiąca płacisz za swoje jedzenie, swoją część czynszu, no i co kluczowe za studia.

Lena już wyczuła, że tata nie żartuje, tylko serio zamierza trzepać ją po kieszeni. Chyba serio się obrazili.

Tata, słyszysz siebie? Nie chcecie mnie karmić ok, ale studia to jednak świętość. Bez dyplomu nie przeżyjesz tego bardziej niż ja. Nie dasz rady nie zapłacić, znam cię.

Zobaczymy, odpowiedział ojciec. Jesteś pełnoletnia, Lena. Masz dziewiętnaście lat. Dorośli ludzie płacą za siebie sami. Mówiliśmy będziemy cię wspierać, póki się uczysz i tu mieszkasz, ale to wsparcie opiera się na wzajemnym szacunku i zaangażowaniu w rodzinę. Ty pomocy odmówiłaś. Czyli nie korzystasz też z naszego wsparcia pod żadnym względem.

Julia spojrzała na męża: “Nie przesadziliśmy…?”

Lena rzuciła plasterek sera na talerz i wstała gwałtownie:

To ja już nie będę jadła! Bo zaraz jeszcze mi rachunek przyniesiecie!

Resztę śniadania zjedli we troje. Lena ubrała się w swoim pokoju, celowo trzasnęła wszystkim co się dało i wybiegła na wykłady, które póki co były opłacone.

Nie przesadziliśmy? szepnęła Julia.

Andrzej gryzł ser, który ledwo ładował się mu do gardła.

Warknął tylko:

W sam raz, Julka. Jak nie mam być rodzicem, to niech będzie dorosła. Może ją zaboli, ale czas nauczyć się, że nikt nie jest sam na świecie.

Lena z rodzicami widywała się teraz rzadko. Wychodziła wcześnie, wracała późno. W domu nie jadała w ogóle. Julia, choć Andrzej zabronił, nieśmiało dopytywała, czy Lena nie głoduje, ale Lena tylko patrzyła urażonym wzrokiem i szła dalej.

Trafiła jej się praca w kawiarni, kiedy raz zastąpiła koleżankę, a ta niemal natychmiast zdezerterowała. Teraz Lena cztery godziny po zajęciach biegała z tacą, ale za to miała własne pieniądze.

Rodzice się martwili, ale twardo trzymali się swego.

Znowu nie przyszła nawet na kolację, Andrzej. Przecież jest głodna. Wychowanie wychowaniem, ale jak długo tak pociągnie… martwiła się Julia.

To duma, Julka. Przestanie się obrażać, zrozumie, że w rodzinie się wzajemnie pomaga, to wróci. Narazie gra twardą.

I w trzecim miesiącu tej rodzinnej zimnej wojny Lena powiedziała:

No dobrze, uznajmy, że wygraliście. Nie dam rady po wykładach jeszcze zasuwać w pracy a płacą grosze. Zgadzam się siedzieć z Szymonem. Kilka razy w tygodniu, po trzy godziny. Niech będzie, że to teraz moja “praca”. Wygraliście. Tu macie też kasę za mieszkanie, co odłożyłam.

Wyłożyła na stół dziesięć tysięcy złotych. Więcej się nie udało. Ale rodzice pieniędzy nie przyjęli.

Lena… my nie chcieliśmy cię szantażować. Nie jesteśmy bandą z mafii, powiedziała mama. Dbaliśmy o ciebie nie dlatego, że musimy, tylko dlatego, że jesteśmy twoimi rodzicami i cię kochamy. Odpowiedz nam chociaż tym samym: troską.

Już rozumiem, przepraszam… Lena sama ich przytuliła.

Rate article
Fajna Tajna
Niania dla brata, czyli jak Lera postanowiła, że nie będzie opiekunką Sashy, a rodzice kazali jej pł…