Elena spędziła cały dzień przy kuchni. Zadzwonił dzwonek do drzwi. Przyjechali krewni Tolka i zasiedli przy stole.

Kiedyś, wiele lat temu, Jadwiga spędziła cały dzień przy kuchence. Nagle rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. Rodzina Staszka przyjechała, zajęli miejsca przy stole. A gdzie mięso? zapytała ciotka. Przecież tu jest nadziewana gęś, odpowiedziała uprzejmie Jadwiga. Ciotka teatralnie wstała od stołu: Tego się nie da jeść. Jedziemy do domu. Staszek również zerwał się z miejsca za ciotką: No ty to… Mieszkaj sama, skoro nie potrafisz gotować! Zaczął zbierać rzeczy do torby.

Halo, Haniu, to ja, Jadwiga. Co? Jadwiga mówię, słabo mnie słychać. Czemu dzwonię? Wiesz co, Haniu, w tym roku do was nie przyjadę. Mówię, że na święta nie przyjadę. Dlaczego? A po co? Ty będziesz z Janem, córka twoja z rodziną. A ja co? Najem się sałatek i na taksówkę wydam dwa razy więcej, żeby wrócić? Nie potrafię spać w czyimś domu, przecież wiesz. Co będę robiła? Położę się spać i tyle przez trzaski i szumy Jadwiga dzwoniła do przyjaciółki, u której od pięciu lat po rozwodzie świętowała Nowy Rok i inne święta.

Co? Ty też właśnie chciałaś zadzwonić? Wyjeżdżacie? Gdzie? Do Lublina, do ciotki Jana. Szerokiej drogi i dobrego humoru! Problem? Jaki? Kto jeszcze przyjeżdża? Zosia? Jaka Zosia? Siostrzenica? Halo? Co tam się dzieje z tym połączeniem? Przyjąć kogoś na kilka dni? Wiesz przecież, że nie przepadam za obcymi w domu. No dobrze, pomogę, niech przyjeżdża. Co za pech, znowu zerwało połączenie rzuciła Jadwiga z irytacją.

Usiadła i zadumała się. Może to i dobrze, że nie będzie całkiem sama w święta. Przypomniała sobie, że wypadałoby przynajmniej sałatkę przygotować. Sama najadłaby się kanapkami, ale gościa przecież trzeba czymś poczęstować. Wstawiła warzywa na gotowanie, przygotowała zieleninę i zamilkła na chwilę.

Dawniej, gdy jeszcze była żoną Staszka, nie miała takiego spokoju. Już trzydziestego cała jego wiejska rodzina zjeżdżała do nich do mieszkania. I zaczynało się. Kuchni nie sposób było poznać. Para, zapachy, otwarte okno nie dawało ulgi. Gotowała się galareta, pieczono pierogi, smażono kotlety. A to wszystko tłuste że aż. Jadwiga tylko biegała z półmiskami raz wynosiła galaretę na balkon, raz obierała warzywa na sałatkę jarzynową. Gotować nie pozwalali jej od czasu, gdy zrobiła sałatkę z awokado.

Okropieństwo jakieś zauważyła ciotka Staszka i wszyscy ochoczo przytaknęli.

A u nich nie było to “okropieństwo”, oburzała się potem Jadwiga, tylko wszystko tonęło w majonezie, aż z łyżki kapało. Mężczyźni zaraz siadali do stołu, próbować bimber domowej roboty. Do Sylwestra ledwie dobijali do dwunastej.

A drugiego stycznia wyjeżdżali, oczywiście po opróżnieniu lodówki i barku. Jadwidze zostawał tylko bałagan. Sprzątała przez cały tydzień, wycierała i prała. Staszek wtedy przedłużał święta na wsi. Wracał ponury, nieogolony i zły. Nasyłuchał się od rodziny, że poślubił kobietę, która nawet gotować nie potrafi. I wybuchała awantura. Wciąż wypominał Weronikę, z którą niby to Jadwiga go “zabrała”. Przez lata cierpliwie znosiła docinki, sądząc, że może rzeczywiście nie potrafi gotować tak, jak on był przyzwyczajony od dziecka tłusto i ze słoniną.

Zostawało jej tylko skarżyć się swojej przyjaciółce Hani. Ta pełna energii, gdy już miała dosyć narzekań Jadwigi, zaproponowała plan. Kazała obdzwonić rodzinę i postawić warunek że to ona wszystko przygotuje na święto, ale przyjechać mogli dopiero w Nowy Rok. Razem z Hanią spędziły cały dzień, przyrządzając syte, ale lekkie przekąski. Rodzina zjechała, usiedli do stołu.

A gdzie mięso? spytała zawiedziona ciotka.

Oto nadziewana gęś odpowiedziała Jadwiga życzliwie.

A gdzie puree? nie dawała za wygraną ciotka.

Po czym ciotka teatralnie odsunęła się od stołu: Nawarzyłaś jakiejś kiszonki, a nie porządnej strawy. Franiu, zabieraj mnie do domu.

Wszyscy naraz poderwali się, ubrali i trzasnęli drzwiami.

No wydusił Staszek, jakby groził.

Poczekajcie, idę z wami krzyknął za rodziną, zbierając swoje rzeczy.

Nie zapomnij zabrać bagażu! dorzuciła Jadwiga i podała mu torbę.

Mieszkaj sama, marudo. Ja sam nie zostanę, ale ciekawe tylko, jak ty sobie poradzisz? Staszek wrzucił rzeczy do torby i odszedł.

Gdy warzywa zaczęły kipieć, Jadwiga otrząsnęła się z zamyślenia i odsunęła pokrywkę. Znów rozległ się dzwonek. “Pewnie Zosia” pomyślała, idąc do drzwi. Otworzyła i zapytała z zaskoczeniem: A gdzie Zosia?

Przed nią stał mężczyzna około czterdziestki, uśmiechnął się: To ja. Pozwoli pani, przedstawię się, Aleksander Igorowicz Malinowski, siostrzeniec Jana. Przyjechałem niespodziewanie w gości, a oni pojechali do Lublina. A pani to chyba Jadwiga?

Ta skinęła głową i powiedziała bezwiednie: Ale Hania mówiła o siostrzenicy.

Aleksander z uśmiechem odparł: Może się pani przesłyszała, tak bywa.

Jadwiga wspomniała szumy na linii i przytaknęła: Możliwe. Skoro już przyszedł pan, niech pan wejdzie.

Proszę się nie martwić. Mam bilet na pierwszy wieczorem, wcześniej nie było miejsc, więc długo nie będę przeszkadzał.

Jadwiga wróciła do kuchni, odcedziła warzywa i odstawiła je do ostygnięcia.

Aleksander z lekkim uśmieszkiem spytał: Chce pani Sylwestra świętować tylko jedną sałatką?

Jadwiga, sama nie wiedząc czemu, odpowiedziała nieco szorstko: A co, pełny serwis być musi? Mięso i wielka misa sałatki jarzynowej?

Zaśmiał się: Wcale nie. Ja bardziej ryby lubię.

Wzruszyła ramionami: Nie mam niestety ryby, a zresztą gotować je prawidłowo też nie umiem.

Aleksander szybko się ubrał i rzucił: Proszę się tym nie przejmować, zaraz coś załatwię i zanim Jadwiga zdążyła zaprotestować, zamknął za sobą drzwi.

Sytuacja była tak absurdalna, że aż wybuchnęła śmiechem. Spodziewała się starszej kobiety, pojawił się pełen energii mężczyzna.

Nie było go półtorej godziny. Jadwiga już zaczęła się niepokoić człowiek z innego miasta, mógł się zgubić. Wreszcie, gdy znów zadzwonił dzwonek, pospieszyła do drzwi.

Gdzież się pan zapodział? Już się niepokoiłam zaczęła z wyrzutem, lecz zamilkła. W drzwiach pojawiła się pachnąca lasem choinka, a za nią Aleksander z pełnymi torbami.

Po co to wszystko? zapytała zaskoczona.

Aleksander postawił choinkę pod ścianą i z uśmiechem odpowiedział: No bo co to za Sylwester bez choinki?

Jadwiga zaciągnęła się zapachem i roześmiała: Brakuje jeszcze tylko mandarynek.

Pani żartuje? Mandarynki i szampan muszą być! Wszystko kupiłem. Proszę pomóc, przenieśmy torby do kuchni i zaczynamy przygotowania.

Potem, żartując i śmiejąc się, przystroili choinkę, gotowali potrawy. Jadwiga, poprowadzona przez Aleksandra, obierała krewetki i rybę. Patrzyła, jak przygotowuje pieczonego karpia.

Na dwunastą mieli już wszystko gotowe. Otworzyli szampana, bąbelki tańczyły w kieliszkach. Po północy stuknęli się kieliszkami i zawołali: Nowy Rok, nowe szczęście! wypili do dna. Potem rozmawiali.

Wie pan, kiedy się pobraliśmy, był zupełnie inny. Milutki, serdeczny albo mi się wydawało? Zakochani nie widzą wad. A potem tylko zrzędzenie i pretensje. Wszystko źle, wszystko nie tak. Ale dosyć o mnie, niech pan opowie o sobie. Jest pan żonaty? zapytała.

Aleksander westchnął: Już nie. Banalna historia, był statek, była inna, wróciłem, rozwód. Ale koniec o smutkach! Przechodzimy na “ty” i powspominajmy dzieciństwo.

Ja raz, przez zakład, wspięłam się na wielkie drzewo i nie mogłam zejść. Siedziałam i płakałam, aż wujek Zbyszek z trzeciego piętra mnie ściągnął. W domu potem pół wieczoru stałam w kącie Jadwiga śmiała się z dawnych wspomnień.

A ja kiedyś wbiłem w szkolnym gabinecie u dyrektora krzesło do podłogi. Ojciec potem porządnie mnie wychłostał, śmiał się Aleksander.

Tak do rana wspominali wesołe historie. W końcu Jadwiga ziewnęła, a Aleksander powiedział: Rozgadaliśmy się. Proszę, idź już spać.

Jakie spanie, trzeba jeszcze posprzątać broniła się.

Ja wszystko posprzątam! powiedział stanowczo.

Jadwiga uległa i poszła do pokoju, po chwili już spała.

Obudził ją Aleksander.

Jadwigo, wstawaj. Czas mi już iść, zamkniesz drzwi za mną?

Jadwiga zerwała się: Już wieczór? Mogłeś wcześniej mnie obudzić.

Poprawił jej kosmyk włosów i uśmiechnął się: Tak słodko spałaś, nie chciałem budzić. Ale naprawdę muszę już wychodzić, zanim dotrę na dworzec…

Jadwiga odprowadziła go do drzwi: No to… dziękuję ci za święto powiedziała ze smutkiem.

Aleksander przez chwilę się zawahał, po czym zapytał: Mogę jeszcze kiedyś do ciebie przyjechać? Jak będę wolny?

Jadwiga rozpromieniła się: Przyjedź, będę czekać…

Pocałował ją szybko w usta i szepnął: No to do zobaczenia!

I Jadwiga jeszcze długo stała pod zamkniętymi drzwiami, dotykając swoich ust i uśmiechając się do siebie. Bo bywa tak, że kogoś znała całe życie, a okazał się nie tym, za kogo brała. Innym razem poznajesz kogoś na chwilę, a czujesz, jakbyś znała go od zawsze.

Nie ma co mówić cuda w Nowy Rok się zdarzają. Zbieg okoliczności i nagle pojawia się nowe uczucie, a z nim i nowe życie.

Rate article
Fajna Tajna
Elena spędziła cały dzień przy kuchni. Zadzwonił dzwonek do drzwi. Przyjechali krewni Tolka i zasiedli przy stole.