Barbara Nowacka dowiedziała się, że jej mąż spotyka się z sąsiadką z działki wtedy, gdy przyszła do niej pożyczyć sól do kiszenia ogórków.
Drzwi otworzył Wacław. Jej Wacław. W familijnych slipkach i podkoszulku.
Wacek? tylko tyle zdołała wykrztusić.
Zbladł, potem się zaczerwienił, na końcu znów zbladł.
Basia zaraz wszystko ci wyjaśnię
Za jego plecami pojawiła się Klaudia sąsiadka, wdowa od lat. Miała na sobie szlafrok, narzucony na gołe ciało.
Wacek, kto to tam? spytała i zobaczyła Basię. Oj
Trójka ludzi stała i patrzyła na siebie. Potem Barbara odwróciła się i ruszyła ku furtce. Szybko, niemal biegiem.
Basia! Czekaj! Wacław pobiegł za nią, zapominając o stroju.
Cała uliczka z dwunastoma ogródkami działkowymi wysypała się, żeby obejrzeć scenę.
Wacław Nowacki, szanowany człowiek, prezes ogrodu działkowego, biegnie boso za żoną bez spodni.
Cyrk przyjechał mruknął sąsiad z lewej, Michał.
Barbara wbiegła do domu i zamknęła się od środka. Wacław walił w drzwi.
Basia, otwórz! Pozwól mi się wytłumaczyć!
Ile lat? krzyknęła zza drzwi.
Co?
Ile lat już się z nią spotykasz?
Wacław zamilkł. Dopiero po chwili, cicho:
Osiemnaście.
Barbara zsunęła się po drzwiach na podłogę. Osiemnaście lat. Ich młodszy syn, Marcin, właśnie skończył osiemnaście.
Furtka skrzypnęła i do ogrodu weszła Klaudia, już zdążyła się ubrać i uczesać.
Barbara, wyjdź. Musimy porozmawiać.
Idź stąd, żmijo!
Daj spokój, Basia. Jesteśmy dorosłe. Bez histerii.
Barbara z trudem opanowała emocje. Wyszła, siadła na ganku. Klaudia usiadła obok. Wacław stał z boku, niepewnie.
Osiemnaście lat powiedziała Barbara. Jak to się stało?
Pamiętasz, jak cię plecy bolały? Leżałaś dwa miesiące w szpitalu?
Pamiętała. Operacja, długie leczenie. Wacław wtedy przypalił wszystkie ogórki, pomidory zgnili. Dziwiła się, jak w ogóle sobie radził.
Pomagałam mu kontynuowała Klaudia. W ogrodzie, z gotowaniem. No i
I się zaczęło burknął Wacław.
Osiemnaście lat! Barbara wstała. Osiemnaście lat robiliście ze mnie idiotkę!
Nikt nie uważał cię za idiotkę Klaudia też wstała. Ty żyłaś swoim życiem, my swoim.
Swoim?! Przecież to mój mąż! Ojciec moich dzieci!
I co z tego? Przestał być ojcem? Dzieci głodne? Działka zaniedbana?
Barbara zamachnęła się, ale Wacław złapał ją za rękę.
Basia, nie trzeba
Nie dotykaj mnie!
Wyrwała się i weszła do domu. Na uliczce już tłumek. Nowiny na ogródkach rozchodzą się szybko.
Rozejdźcie się! ryknął Wacław. Koniec przedstawienia!
Ale nikt się nie rozchodził. Stali i szeptali. Ludka z trzeciej działki krzyczała:
Ja zawsze wiedziałam! Widziałam ich razem!
Kłamiesz odpowiedział jej mąż. Jesteś ślepa jak kret.
Sam jesteś kret! Wszystko widzę!
Wieczorem Barbara siedziała na werandzie. Wacław krążył wokół.
Basia, powiedz coś.
Co mam powiedzieć? Rozwód?
Jaki rozwód? Mamy po sześćdziesiątce!
I? Po sześćdziesiątce nie wolno się rozwodzić?
No Basia, daj spokój. Przeżyliśmy razem czterdzieści lat!
Z czego osiemnaście lat żyłeś z Klaudią.
Z tobą mieszkałem! Tylko czasem do niej chodziłem.
Czasem?!
No dwa razy na tydzień.
Dwa razy w tygodniu przez osiemnaście lat to nie czasem, Wacek. To system.
Usiadł naprzeciwko.
Basia, rozumiesz. Kocham cię. Ale Klaudia ona jest inna.
Lepsza?
Nie lepsza. Po prostu inna. Z tobą mam dom, dzieci, obowiązki. Z nią odpoczywam. Od wszystkiego.
Też bym chciała odpocząć! Ale ogórki muszę kisić!
No właśnie! Ty zawsze pracujesz! Ogórki, pomidory, dżemy! Czasem mam ochotę usiąść, wypić kieliszek, pogadać.
Ze mną nie pogadasz?
Z tobą rozmowy o dzieciach, wnukach, ogrodzie. Z nią o życiu, książkach.
Ona czyta?! zdziwiła się Barbara.
Znała ją jako prostą kobietę ze wsi.
Czyta. I poezję zna! Klasyków lubi.
Barbara prawie parsknęła śmiechem. Wacław i klasyków.
I co teraz?
Nie wiem. Jak zdecydujesz.
Ja? A ty?
Ja mam sześćdziesiąt dwa lata. Jakie decyzje? Trzeba spokojnie dożyć.
Z kim? Ze mną czy z nią?
Wacław milczał. Potem:
A może z obiema?
Barbara chwyciła pierwsze z brzegu. Akurat słoik ogórków. Rzuciła w niego. Nie trafiła. Słoik rozbił się o ścianę.
Wynoś się!
Wacław poszedł oczywiście do Klaudii.
W nocy Barbara nie spała. Myślała. Czterdzieści lat razem. Dwójka dzieci, wnuki. Działka budowana razem.
I osiemnaście lat kłamstwa.
A czy to było kłamstwo? Przecież nie przysięgał jej wierności. Po prostu żył. I z nią, i z Klaudią.
Rano przyszła Zofia z piątej działki, przyniosła placek.
Barbara, trzymaj się.
Dzięki.
Jak chcesz, mój Zbyszek może Wackowi w mordę dać.
Nie trzeba. Przecież nie jesteśmy w przedszkolu.
A co postanowiłaś? Co zrobisz?
Na razie nic.
Ja bym wygoniła. Zdrajca!
Zosiu, a twój Zbyszek nie chodzi przypadkiem do Ludki z trzeciej działki?
Zofia poczerwieniała.
Skąd ten pomysł?
Widziałam ich razem w malinach.
To to nie to!
A co?
Grządki omawiali!
W objęciach?
Zofia poszła, trzaskając drzwiami.
Do południa przyszedł Michał.
Pani Barbaro, może ziemię przewrócić? Pomóc w czym?
Dzięki, nie trzeba.
A Wacław prosił przekazać, że wieczorem przyjdzie po rzeczy.
Jakie rzeczy? Slipki?
No nie wiem. Miał przekazać.
Przekazałeś, dziękuję.
Michał postał i poszedł.
Wieczorem Wacław rzeczywiście przyszedł, z pokorną miną.
Odbiorę rzeczy.
Zabieraj.
Wszedł do domu. Barbara za nim.
Wacek, a czemu właśnie Klaudia? Co w niej szczególnego?
Zatrzymał się.
Nie wiem. Po prostu z nią jest łatwo.
Ze mną trudno?
Nie Ale ty zawsze wszystko wiesz najlepiej jak ogórki kisić, kiedy ziemniaki sadzić, ile dać wnukom na urodziny. Ona nie wie. Pyta mnie.
I czujesz się mądry?
Raczej potrzebny.
Barbara siadła na łóżku.
Wacek, ja też nie wszystko wiem. Na przykład nie wiem, jak żyje się z myślą, że mąż przez osiemnaście lat spotyka się z sąsiadką.
Basia
Nie wiem, jak spojrzeć dzieciom w oczy. Wnukom wytłumaczyć, czemu dziadek mieszka u sąsiadki.
Nie trzeba tłumaczyć!
Trzeba, Wacek. Jutro przyjeżdża Piotr z rodziną. Co powiem?
Powiedz, że się pokłóciliśmy.
Usiadł obok.
Basia, może załatwmy to zapomnieć?
Jak to?
Udawajmy, że nic się nie stało.
Jasne. Klaudia za płotem, ty ją widujesz codziennie, a my udajemy?
A co proponujesz?
Barbara podeszła do okna. Za płotem Klaudia podlewa ogórki. W tym samym szlafroku.
Wiesz co? Mieszkaj gdzie chcesz. Ale wnukom sam powiesz.
Basia!
I ogórki w tym roku sam zakisisz.
Ja nie potrafię!
Klaudia pomoże. Przecież taka oczytana. Z ogórkami też sobie poradzi.
Wacław wyszedł z tobołkiem. Cała uliczka znowu patrzyła.
W nocy Barbara się obudziła przez hałasy. Ktoś chodził po działce, mamrotał. Wyszła na dwór. Przy szklarni stał Wacław.
Co ty tu robisz?
Sprawdzam pomidory. Jutro upał, trzeba otworzyć.
Przecież odszedłeś.
Odszedłem. Ale pomidory moje! Ja je sadziłem!
I co z tego?
Nie dam im zmarnieć!
Otworzył szklarnię i wrócił przez płot.
Rano przyjechał Piotr z rodziną.
Mamo, gdzie tata?
U sąsiadki.
W odwiedzinach?
Tam mieszka.
Piotr usiadł ciężko.
Jak to?
Barbara opowiedziała krótko, bez szczegółów.
Osiemnaście lat?! Mamo, to
No co?
To znaczy, jak Marcin się urodził, to oni już?
Tak wychodzi.
Piotr poszedł do Klaudii. Barbara słyszała krzyki, potem trzasnęła furtka. Syn wrócił.
Tata mówi, że was obie kocha.
Ale szczęściary z nas.
Mamo, nie bądź taka. Może naprawdę kocha.
Piotrek, ty byś potrafił? Kochać dwie kobiety?
Ja? Nie. Ale ja nie tata. Tata jest… osobliwy.
To prawda.
Wnuczek wbiegł z podwórka.
Babciu, a dlaczego dziadek mieszka u cioci Klaudii?
Bo dziadek jej pomaga w ogrodzie odpowiedziała Barbara.
Piotr się zaśmiał.
Mamo, jesteś niesamowita
W nocy znowu hałasu. Barbara wychodzi Wacław podlewa grządki.
Wacek, oszalałeś?
Susza! Wszystko padnie!
Twoja nowa rodzina czeka, tam podlewaj!
Klaudia ma swój ogród!
No to podlewaj!
Ale ten mi żal!
Barbara chwyciła wąż.
Daj, pomogę. Bo do południa się z tym nie uwiniesz.
Podlewali razem. W milczeniu. Potem usiedli na ławeczce.
Wacek, szczerze kogo bardziej kochasz?
Basia, co to za pytanie?
Zwykłe. Kogo?
Wacław zamyślił się.
Was obie. Ale inaczej.
Jak to?
Ty jesteś jak prawa ręka. Stała, niezawodna. Bez ciebie nie umiem. A Klaudia to jak święto. Rzadkie, ale radosne.
A gdyby mnie zabrakło?
Phi! Co ty gadasz!
Gdyby. Ożeniłbyś się z nią?
Pewnie nie.
Czemu?
Bo wtedy stałaby się prawą ręką. A święta by nie było.
Czyli potrzebujesz obie?
Tak wychodzi.
Siedzieli i patrzyli na gwiazdy.
Wacek, a może ja też sobie urządzę święto?
Wacław podskoczył.
Co?! Jakie święto?
Może jakiegoś faceta. Michał proponował pomoc.
Michał?! Zaraz mu pokażę…
I co zrobisz? Przecież mieszkasz u Klaudii.
To co innego!
Czym?
Basia, ty nie jesteś taka!
Skąd wiesz jaka jestem? Może też czytam literaturę klasyczną.
Nie czytasz.
To zacznę.
Wacław wstał.
Basia, poważnie. Czego chcesz?
Czego ona chciała? Żeby znów było jak dawniej? Ale nie będzie. Już nigdy.
Chcę spokojnie żyć. Kiszę ogórki. Bawię wnuki.
I?
Nic więcej. Żyj gdzie chcesz.
To znaczy?
Chcesz u Klaudii mieszkaj. Chcesz wracaj. Tylko nie kłam.
A jak do ciebie Michał przyjdzie?
Nie przyjdzie. Ma Natalię z dziewiątej działki.
Skąd wiesz?
Wacek, nie jestem ślepa. Po prostu milczałam. Jak wszyscy.
Rano Wacław przyszedł z tobołkiem.
Basia, na pewno mogę wrócić?
Łóżko jest w szopie. Nadmuchaj materac i śpij tam. Dasz radę się zmieścić.
Odłożył tobołek i poszedł po materac.
Sąsiedzi patrzyli, szeptali. Klaudia podlewała ogórki, udając, że nic się nie dzieje.
Syn wyszedł na ganek.
Mamo, wrócił?
Nadmuchuje materac w szopie.
Święta jesteś? Przebaczyłaś mu?
Głupia, nie święta. A zmieniać się już za późno.
Po tygodniu Wacław przeniósł się z szopy do domu. Po miesiącu Barbara przestała zauważać, że dwa razy w tygodniu znika do sąsiadki. Po roku nikt na ogródkowej uliczce już tej historii nie pamiętał.
Pojawiły się nowe plotki. Ludka z trzeciej działki przeniosła się do Piotra z piątej, a Zofia do męża Ludki.
Barbara kisi ogórki. Wacław buduje nową szklarnię. Klaudia za płotem czyta książkę.
Czym jest miłość? Przeżyć czterdzieści lat, wychować dzieci, postawić dom, posadzić sad.
I pogodzić się z tym, że nic nie jest idealne. Nawet miłość.
Szczególnie miłość.



