Piłkarski hit: FIFA – pasja, emocje i niezapomniane chwile na polskich boiskach

Luksusowa

Patrzcie no, jak się wystroiła! Normalni ludzie, jak trzeba, z rana pędzą do pracy, a ona?! Kto w takich białych spodniach po tym naszym błocie chodzi?!

Ależ ona pieszo nie chodzi! Wszystko załatwia tą swoją furą! Cały autobus to bym powiedziała!

Podziękuj jeszcze, że jest ubrana! Widziałaś, co ma na szyi?!

Nie. Co takiego?

Tatuaż, no! Ktoś to w ogóle robi?! Jak po wyroku, przysięgam! Młoda jeszcze, a już cała “zrobiona”! Ciekawe, co by matka powiedziała, gdyby zobaczyła?! Ehh, bez nadzoru stracona dusza

Ławka pod blokiem aż huczała, spoglądając za Julią.

A co niby mają nie plotkować, jak siaty z zakupami już u nóg, a do domu iść nie chce się, bo tam tylko rutyna czeka? Chociaż tu można odetchnąć tam wszystko to samo Czy dzieci duże, czy małe, gotowanie, sprzątanie I już żadnej radości, prócz rzadkich świąt, bo gdzie niby wytrzasnąć tę radość? Zwykłym ludziom nieczęsto się trafia. Ciągle tylko zmartwienia i myśli jak dzieci nakarmić i pomóc, jeśli trzeba. Jak wnukom przynieść coś słodkiego i wycałować ich ciepłe główki. Całe szczęście w tych maluchach Ale też nie każdy ma to szczęście. U tej Grygierowej dzieci ogłosiły, żeby na wnuki nie liczyła, bo teraz rodzić nie wypada. Teraz modnie latać po kurortach, nie dbać o nic. Jak im to się udaje?! Takie same, jak ta Julka, córka Natalii.

A przecież była normalna dziewczyna! Do szkoły biegała, uczyła się świetnie, zawsze dzień dobry powiedziała. A teraz?! Odkąd matki nie ma, całkiem się popsuła. Włóczy się nie wiadomo gdzie całymi dniami. Nie pracuje. Dobrze by chociaż studiowała a tu nic! Córka Iwony mówiła, że Julka się czymś dziwnym zajęła! Tatuaże robi! Podobno salon otworzyła. Do czego to doszło?!

Jak parę lat temu ojciec Julki się pojawił, to myśleli, że dziewuchę na prostą sprowadzi. Pogada, pokaże jak trzeba żyć. A co wyszło? Kupił jej to swoje straszydło, które pół podwórka zajmuje i wyjechał, porzucając dziewczynę. A ona młoda jeszcze, ledwo dwadzieścia lat! Jak można dziecko tak zostawić?! Jeszcze kogoś nieodpowiedniego do domu wprowadzi i co? Straci mieszkanie po matce i tę nieszczęsną furę, co wszystkim sen spędza z powiek.

O! Pojechała! Gdzie? Po co? Kto to wie! Nawet się nie obejrzała! Luksusowa, jak się patrzy! W białych spodniach

Julii nie było czasu ani ochoty przejmować się opiniami sąsiadek. Swoich problemów miała dość. Dzisiaj znowu dzień rozpisany na sekundy, tyle spraw, że marzyła, by doba była choć kilka godzin dłuższa! Mama zawsze jej tłumaczyła, że Julia nie umie dobrze organizować czasu, ale koniecznie musi się tego nauczyć.

Jula, od tego wszystko zależy! Jedni ciągle się spieszą i nic nie zdążą, potem narzekają, zazdroszczą tym, którzy dają radę. A sekret sukcesu jest banalny. Ten, kto dobrze zarządza czasem zrobi wszystko, a może i więcej.

Mamo, jak się z nim zaprzyjaźnić?

Nie obrażaj go. Nie marnuj. Zastanów się, co w życiu najważniejsze i daj temu tyle czasu, ile uważasz za stosowne. Zostaw trochę także na relaks i zabawę. To ważne. Nie można zajmować się tylko obowiązkami. Czasem trzeba odpocząć albo się powygłupiać. Gdy tego zabraknie, źle się poczujesz.

A czemu?

Przecież nie jesteś z żelaza! Zapędzisz się i co dalej? Komu z tego pożytek? Tobie? Nie. Zmęczona, zła Tak się skończy. Kto nie odpoczywa cierpi. A jak ktoś powtarza, że trzeba myśleć tylko o obowiązkach to bzdura! Zawsze znajdą się nowe sprawy. Ale i sam relaks do przesady to też nie dobrze staniesz się nijaka, zgubisz siebie. Ustal te kilka godzin i nie przekraczaj. Sama zobaczysz, że dobrze, jak wszystko ma swoje miejsce A mnie będzie spokojniej

Julia doskonale pamiętała rady mamy, ale stosować się do nich nie zawsze potrafiła. Nawet kupiła kalendarz, ale i to nie zawsze pomagało. Co zrobić, jeśli wszystko pilne a swoje miejsce znajdzie samo? Dzisiaj znowu trzy wykłady, a zdąży tylko na jeden bo dwóch klientów zapisało się do niej, a do Kasi też musi wpaść. Gdzie Kasia, tam i Ola, więc nie na pięć minut. Potem jeszcze po rzeczy do Arka I z nowymi się zapoznać, bo wyjeżdżają w przyszłym tygodniu, a ona nawet imion nie zna. Żeby tylko zdążyć!

Korek się trochę ruszył, Julia dodała gazu. Samochód odpowiedział miękko i lekko, jakby ją uspokajał: nie martw się, ze wszystkim zdążymy! Po coś mnie tata zostawił, żebyś czas oszczędzała.

Julia pogładziła kierownicę.

Dzięki, tato!

Gdyby ktoś jej jeszcze dwa trzy lata wcześniej powiedział, że będzie dziękować ojcu, Julia by się roześmiała prosto w twarz. Swego ojca prawie nigdy nie znosiła sama nie wie, od kiedy.

Mama nigdy złego słowa o nim nie powiedziała. Wręcz przeciwnie powtarzała, jak bardzo jest mądry i że Julia wdała się w niego.

Tylko Julia nie mogła pojąć, jak taki mądry człowiek potrafił zostawić dziecko w pieluchach, wyjechać tak daleko i ani razu nie spytać o córkę.

Wiele lat myślała o tym i żal do tego, który powinien być obok, rósł w niej i zatruwał serce.

W przedszkolu siedziała w kącie, gdy inne dziewczynki tańczyły z tatusiami. Sama była bez partnera i tak mocno ją to bolało, że nawet płakać nie potrafiła. Z suchymi oczami patrzyła, jak wirują, i nie pozwalała sobie odwrócić wzroku.

W podstawówce, gdy ktoś ją dokuczał, zaciskała zęby i oddawała, patrząc zazdrośnie na dziewczyny krzyczące: Powiem tacie, zobaczysz!.

Gdy kończyła liceum, zupełnie pokłóciła się z Kamilą, najlepszą przyjaciółką, kiedy ta na temat studiów rzuciła z obojętnością:

Tata powiedział, że mogę wybrać każdą uczelnię, on i tak za wszystko zapłaci. A jak się dostanę, kupi mi samochód za zaoszczędzone pieniądze.

Z Kamilą znały się od przedszkola, ale wtedy Julia poczuła, że to już koniec przyjaźni.

To nie była zazdrość. Bardziej paląca, nie do zniesienia przykrość. Kamila znała Julię jak nikt i wiedziała, że ona marzy o ojcu I zawsze umiała tym dogryźć.

Ale w ogóle, Julka nikomu nie zazdrościła. Bo niby czego? Z mamą miała wszystko, jak inne wyjazdy za granicę, modne ciuchy, porządny telefon na szesnaste urodziny.

Ten prezent jednak nie był najważniejszy. Gdy kręciła w dłoniach eleganckie pudełko, na progu stanął ktoś, kogo tak bardzo chciała choć raz zobaczyć.

Wywołała wtedy straszną awanturę Krzyczała, płakała, odtrącała mamę, która próbowała ją uspokoić. Odpychała jej ręce i krzyczała z pianą na ustach:

Ty Zdradziłaś mnie! Po co on tu jest?! Nie chcę go widzieć!

Skąd miała wiedzieć, że mama właśnie trzyma już badania w ręku i że ich życie zaraz stanie na szczycie wielkiej, ciemnej góry, a zaraz potem runie w dół, zabierając wszystko, co wydawało się pewne. Że nie zostanie już nic trwałego. Jakby pod nogami rozlał się różowy kisiel, którego Julia nie cierpiała w dzieciństwie. Ta wstrętna substancja, która powoli wciągała ich przyszłość, aż nie zostanie żadnej nadziei, a mama złapie Julię za rękę, wymagając słuchania.

To przeze mnie, Julka! Przez mnie nie masz ojca, to ja mu zabroniłam się z tobą kontaktować Ja, rozumiesz? Mnie winić!

Dlaczego? palce mamy były zimne, sztywne, ale Julia nie wyrwała ręki, czując, że zaraz dowie się wszystkiego.

Byłam obrażona

Ale o co?! Mamo, powiedz mi! Jak można dziecku odebrać ojca

Opowiem ci. Tylko nie przerywaj. Ciężko mi mówić

I Julia się dowiedziała

Jak się pobrali zbyt młodo, pochopnie. Jak mama, nosząc Julię, codziennie słuchała wyrzutów z obu stron swojej rodziny i teściów.

Julii nie chciano. Nikt jej nie pragnął. Była przeszkodą, która popsuła wszystkim plany. Ojciec musiał porzucić studia, by utrzymać rodzinę. Mama nie wznowiła nauki po urlopie z dzieckiem, przez co dostała kolejną falę wyrzutów. Narastały żale, rozczarowanie i to nieszczęsne rozczarowanie, że urodziła się dziewczynka, nie chłopiec. I już mama Julii jechała do ciotki, która zgodziła się przyjąć ją z dzieckiem, a ojciec nawet się nie zorientował, że już córki nie zobaczy

Szukał cię. Pisał, dzwonił Ale powiedziałam, że nie jesteś jego córką.

Jezu, mamo! Dlaczego?!

Tyle razy mi to powtarzano, że pozwoliłam im wierzyć w swoje

Kto mówił?! Kto chciał?!

Wszyscy Przepraszam, już nie mogę Dziś wiem, że to źle, ale wtedy wierzyłam, że chronię cię przed nienawiścią. Dziecko nie może rosnąć w chorobliwym domu! Broniłam cię jak umiałam Teraz wiem, że źle. Wtedy robiłam, co wydawało mi się słuszne

Julia, wyrywając rękę z uścisku mamy, podeszła do okna i uderzyła pięścią w parapet. Doniczka z jej kaktusem podskoczyła, ziemia się rozsypała. Na białej powierzchni parapetu każda grudka wyglądała jak kolejne ciężkie słowo Raz, dwa i bałagan teraz posprzątać, chociaż tę ziemię trudno usunąć, trzeba dobrze pogrzebać, by wszystko było czyste

Julia przyniosła szmatkę. Starła ziemię. Potem usiadła przy łóżku matki, jak w dzieciństwie, już nie płakała. Rozkazała:

Opowiadaj wszystko, tylko prawdę. Nie kłam mi już.

Nie będę

I tak Julia dowiedziała się, jak było naprawdę. Miała jeszcze więcej pytań niż odpowiedzi, ale zrozumiała jedno życie to dziwna rzecz. Dziś wszystko jest jasne, a jutro nowy fakt i cały ten idealny, odpicowany świat zaczyna pękać. I coś z tym trzeba zrobić. Tylko co? Tego nikt nie powie. Ty decydujesz

Nie umiała powiedzieć, czy wybaczyła mamie. Może tak Ale nie była pewna.

Jedno wiedziała na pewno czuła wdzięczność, że mama nie zabrała ze sobą tajemnic do grobu. Może nie wszystkich Najważniejsze, to, co się wydarzyło w nocy, gdy ojciec trzymał jej coraz chudsze nadgarstki, gdy przestawały działać środki przeciwbólowe, Julia widziała jego łzy rzadkie, skrywane.

O tym, co powiedzieli wtedy, Julia ojca już nie pytała. Nie chciała rozdrapywać.

Zresztą nie było czasu na rozpamiętywanie. Musieli nauczyć się żyć razem. Ojciec wbrew rodzinie nie zostawił Juli u ciotki.

Wyjadę. Kiedy tylko powiesz. Ale po tym, jak skończysz osiemnaście. Póki co, dam ci spokój.

Nie ma mowy! Tyle lat cię nie było! Dam ci spokój bardzo śmieszne! Bądź przy mnie! Tato

Natalia, mama Julii, żyła dużo dłużej, niż zapowiadali lekarze. Ale, choć to był trudny czas, Julia mogła powiedzieć, że to najlepszy i najgorszy okres w jej życiu. Bolało ją, że czasu mieli tak mało

To wtedy zaczęła rysować.

Dlaczego nie wcześniej? Sama nie wie. Czasem bazgrała coś w starych zeszytach lub marginesach, ale serio nigdy nie myślała o rękodziele.

No patrz, niezłe!

Ojciec pewnego dnia obejrzał jej prace i gwizdnął z podziwem.

Zobacz!

Ściągnął koszulkę, a Julii oniemiała. Na jego plecach rozkwitał kolorowy tatuaż, tak piękny, że jej rysunki wyglądały przy nim jak dziecięce bohomazy.

Kolega mi to robił. Chcesz, załatwię ci lekcje? Może cię weźmie?

Chcę!

Sąsiadki nawet nie zauważyły, że Julka wyjechała. Rok mieszkała z ojcem w Warszawie, ucząc się fachu. Ale potem zatęskniła do rodzinnego miasta.

Chcę do domu, tato

Ojciec zrozumiał. Nie namawiał, by została. Poprosił tylko o parę tygodni i gdzieś wyjechał. Gdy wrócił, pomógł jej zapakować rzeczy, a na stole kuchennym położył kluczyki od swojego auta.

Masz. Twoje. I jeszcze to.

Teczka z dokumentami wylądowała obok kluczyków. Julka spojrzała pytająco.

A to twój salon. Sprzedałem swoje mieszkanie i kupiłem ci lokal w centrum. Mały, ale wystarczy. Leszek, twój nauczyciel, pomógł zamówić sprzęt. Dojdzie wkrótce. Pracuj, ucz się. Fach masz, ale wykształcenie się przyda. Sama szkoła to nie wszystko, rozumiesz?

Julia nie wierzyła uszom. Nawet, gdy wszystko już działało, posłuchała sąsiada Kostka, który został motocyklistą mimo protestów żony, i przyjęła gratulacje z niedowierzaniem.

Ojciec zadbał o wszystko, dopilnował remontu i reklamy, a potem spakował rzeczy.

Dokąd idziesz?!

Do rodziców, Julka. Jest ciężko, muszę być tam. Ale, wiesz przecież, jestem z tobą

Wiem, ale chcę, byś był tu tato!

Kochanie muszę

Po odjeździe ojca, Julka rzuciła się w wir pracy i nauki. Miała tyle klientek, że musiała zatrudnić dwie osoby.

W tym szalonym czasie poznała Kasię.

Pojawiła się popołudniu, kiedy Julia już nerwowo patrzyła na zegarek, czekając na spóźnioną klientkę.

Przepraszam Czy mogę porozmawiać z mistrzem?

Julia oderwała wzrok od laptopa i notatek. Kiwnęła głową.

Jasne, to ja.

Dziewczyno, bez żartów. Zawołaj kogoś dorosłego.

Julia popatrzyła na nią dokładniej. Rzeczywiście droga odzież i fryzura porządna, ale reszta Zero makijażu, podkrążone oczy, połamane paznokcie, w oku zmęczenie i smutek Ten smutek Julii był już znany, więc bez słowa wstała, wyjęła swój album i podała klientce.

Moje projekty. Jeśli odpowiada proszę powiedzieć, co pani by chciała.

Imię Tutaj

Kasia podwinęła rękaw i pokazała przedramię.

By zawsze widzieć

Tam się skończyła jej wytrzymałość. Julia widząc, jak klientka zagryza wargę i by nie rozpłakać się, zaczęła opuszczać rolety i zamknęła drzwi, gdy właśnie parkowała klientka, która godzinę się spóźniła.

Siadaj! poleciła. Zrobimy to.

To będzie bolało? Wiem.

Kasia osiadła w fotelu, wydusiła tylko jedno:

Ola

Julia nie pytała dalej. O tej Oli dowiedziała się dwa dni później, kiedy w szpitalu powiatowym spotkała Kasię, przychodząc do ciotki.

To pani?

Tak. Dziękuję

Nie ma za co. Ładnie wyszedł wzór.

Bardzo Oli spodobałby się

A ona

Ona. Moja córka.

Kasia wyciągnęła rękę do Julii.

Kasia.

Julia.

A może poznasz Olę?

Julia się nie zawahała, nie wiedząc jeszcze, że ta znajomość zmieni jej życie.

Mała dziewczynka w okularach z plastrem podbiła Julię momentalnie. Bez skrępowania chwyciła ją za rękę i pociągnęła za sobą, wołając:

Masz orzechy? Słonecznik? Nic nie masz?! A czym karmisz wiewiórki?!

Jakie wiewiórki?

No te! Z ogonami! W parku są! Z mamą szukamy ich codziennie! Nakarmiłam ich już tyle, że spadają z drzew z przejedzenia!

Nie spadną. Ciągle skaczą, więc się nie utuczą.

Tak? Ola popatrzyła na nią i roześmiała się. Jakaś ty mądra!

Nie bardzo.

Czemu?

Bo się jeszcze uczę.

Aaa, to jasne! O, zapomniałam!

Ola poważnie podała dłoń Julii.

Aleksandra Katarzyna Nowak.

Piękne imię Julia uścisnęła jej rękę, starając się nie dotknąć plastra. Julia Anna Bartoszewska.

Teraz jesteśmy znajome!

Pod sosem szpitalnego parku zabrzmiał dziecięcy śmiech, a Julia zobaczyła, jak Kasia nagle się uśmiechnęła.

Za drugim razem Julia przyszła z kieszeniami pełnymi orzechów

O tym, jak idzie leczenie, Kasia mówiła bardzo powoli. Poznały się bliżej, powoli, ostrożnie, zyskując zaufanie od zera.

Jest szansa?

Tak. To już nie wyrok. Kasia ogrzewała dłonie o filiżankę herbaty w kawiarni koło salonu. Gdy przyszłam do ciebie wtedy, lekarze mówili, że nie ma już szans.

Rozumiem

Potem pojawił się nowy chirurg. Artur Bieńkowski Powiedział, że to nie koniec

I czemu płaczesz? Kasiu Przecież to dobrze!

Wczoraj operowali Olę. Jest na OIOM-ie Nie chcą mnie wpuścić Mam przyjść jutro Boję się, jak nigdy w życiu, a z nikim o tym pogadać nie mogę.

Jesteś z Olą sama? A jej ojciec?

Zostawił nas jeszcze zanim się urodziła. Nie jestem bez winy. Urodziłam ją dla siebie, wybierając ojca. Nie kochałam go, on o tym się przekonał, kiedy byłam już w ciąży. Dlatego go nie ma przy nas. Rozumiesz?

Nie bardzo, ale to nieważne. Już było, minęło. Jest Ola.

Jest

Nie waż się się poddawać! Popatrz na ręce! Czy nie widać napisu? Dobrze dobrałam kolory? Julia złapała Kasię za nadgarstek. Musisz, musisz zrobić wszystko, żeby imię twojej córki nie pozostało tylko wspomnieniem, rozumiesz?!

Nie krzycz Rozumiem

To nie narzekaj, bo to ci nic nie da! Robić trzeba!

Kasia płakała jak dziecko, nie patrząc już na Julię, a ona czuła, że nadszedł moment przełomu. Kazała przynieść wodę dla przyjaciółki.

Tamten wieczór i noc spędziły w salonie. Przegadały, popłakały, pośmiały się A rano Julia zawiozła Kasię do szpitala.

Pójdę z tobą.

Masz czas?

Ty naprawdę Julia wyjęła z torby szczotkę. Weź, uczesz się! Bo dziecko cię się wystraszy!

Z Olą wszystko dobrze się skończyło. Ręce Artura, lekarza Julii, zrobiły cud.

Kiedy zobaczę wiewiórki? Ola była marudna, siedząc w łóżku.

Niedługo. Jak cię wypiszą, pojedziesz z Julią do Warszawy. Tam są w parku całe stada.

A czemu?

Po operacji musisz uczyć się widzieć, a to najlepiej w Warszawie. Leszek, kolega Julii, już wszystko załatwił.

Na re co? Nie, nie mów! Julii się zapytam!

Oli już było wszystko jedno, co powie mama. Tamto dziwne słowo znaczyło jedno pojedzie z Julią gdzieś daleko, a tam będzie fajnie, bo wszystko będzie lepsze niż szpital i szare drzewa, na których nie widać żadnej wiewiórki

Mamo!

Hę?

A Artur z nami pojedzie?

Nie, musi pracować! I już mówiłam ci, żeby nie mówić do dorosłego po imieniu!

Ja mogę!

A czemu?

Bo on kocha moją Julię! Ola zaśmiała się, gdy Kasia zaniemówiła.

Zmyślasz! Skąd wiesz?

Przecież to widać! Mamo Ty jak dziecko! I Julia też! Mówię jej, a nie wierzy! Ola pokręciła głową, wzruszona tym, jak dzieci dużo widzą.

Nie zauważyć uczucia Artura do Julii było faktycznie trudno. Ale oni oboje chowali to nawet przed sobą. Rozmawiali poważnie, o zdrowiu i pogodzie, a potem rozchodzili się każdy w swoją stronę, nie robiąc pierwszego kroku.

Kontakt mieli i po wyjeździe Oli z mamą. Julia, pomagając wyjechać kolejnym dzieciom, pomyślała, że można pomagać wszystkim takim jak Ola. Leszek pomógł, a Artur już żegnał kolejnych małych pacjentów, patrząc na Julię, która z uśmiechem usadzała ich w dużym czarnym samochodzie.

Wygodnie? A mamie? Super, to jazda!

Rzadko które dziecko chciało pociągiem, więc samochód Julii stał się prawie domem na kółkach ściereczki, tablet i bajki.

Artur podziwiał Julię, ale o uczuciach milczał. I ona milczała. Żadne nie robiło pierwszego kroku.

Może nigdy by go nie postawili, gdyby nie Ola. Gdy po powrocie z rehabilitacji przekonała mamę na wizytę u lekarza.

Po co, Olu?

Chcę coś Arturowi powiedzieć.

Co?!

Jak nie rozumiesz! On musi to usłyszeć!

A ja?

Ty później!

Artur przyjął prośbę Oli serio.

No to mów.

Kasia obserwowała gesty córki, zgadując, co ją tak przejmuje. Odpowiedź była prosta.

Czemu nie powiesz jej?

Komu? Co, Olu?

Julii, że ci się podoba.

To trudne

Co trudnego? Dorośli jacyś dziwni! Przecież ty jej też!

Widzę.

To czemu milczysz?

Olu, jak ci to powiedzieć Sam mieszkam kątem. W malutkim pokoiku niedaleko szpitala, jeszcze długo nie kupię mieszkania. A Julia? Ona ma wszystko poukładane. Ja widziałem jej samochód.

I co z tego?

Mężczyzna musi coś zaoferować

Miłość nie wystarczy? Ola patrzyła ciekawie. Nie?

Czasem za mało

Ola już nie słuchała. Szarpnęła lekarza za kitel, przyciągnęła do siebie i szepnęła mu coś, co rozbawiło Artura do łez.

Ty łobuziaro!

Inaczej się nie da! Idę!

Chwyciła mamę za rękę:

Jedziemy!

Gdzie?!

Do Julii!

Ola! Ona pracuje!

Nic nie szkodzi! Ucieszy się na mój widok!

Kasia tylko westchnęła i zadzwoniła po taksówkę.

Z Julią Ola też pogadała. Efekty były szybkie.

Zamykając salon wieczorem, Julia nagle poczuła, że nie ma sensu marnować czasu. Skoro dziecko widzi coś, co ona ukrywa, może czas działać?

Artura zauważyła dopiero, gdy z ciemności wyłoniła się znajoma sylwetka i zabrzmiało zwykłe:

Cześć!

Kilka miesięcy później ławka pod blokiem znów szalała.

Faceta sobie znalazła! Kto zacz?! Przywiózł rzeczy, a nawet go nie znamy! Młoda dziewczyna, nie da się zwieść!

Wygląda na porządnego!

Ach, Grygierowa, co ty wiesz! Twoje to też wyglądają na porządnych, a potem… Słyszałam, co mówiłaś!

Może z tatą Julii trzeba porozmawiać! Niech przyjedzie i sprawę wyjaśni!

Ależ on tu jest!

Kiedy przyjechał?

Parę dni temu go widziałam. Będzie się działo, mówię wam!

Co niby?

Zobaczymy!

I zobaczyli.

Julię w białej, oszałamiającej sukni, która pozwoliła wszystkim w końcu obejrzeć jej tatuaż na plecach, wywołując westchnienie nawet u światowej Grygierowej.

I Artura, prowadzącego pannę młodą, który groził palcem śmiejącej się Oli, która właśnie sprzedała mu Julię i była z siebie bardzo dumna.

I Kasię, która płakała ze szczęścia, poprawiając Julii welon i odganiając ciekawskich.

Dajcie mi popłakać z radości, no! To dobre łzy Dobre

I dziwnych ludzi z kwiatami, którzy przyszli, obejmując Julię, jakby była kimś najbliższym.

Nikt nie wiedział, skąd się wzięli.

I nikt nie zrozumiał, czemu Julia, zanim wsiadła do auta, podwinęła suknię i zrzuciła szpilki, oświadczając, że do samochodu dla młodej, to tylko trampki. Bo na tych ślubnych prowadzić się przecież nie da!

I dlaczego Artur, podnosząc pannę młodą, sam wiązał jej sznurówki, które z bagażnika wyjęła przezorna Kasia.

U niej zawsze wszystko na opak! mruczała ławka, patrząc za ruszającymi samochodami.

Ha! Luksusowa!

I to jak!

Rate article
Fajna Tajna
Piłkarski hit: FIFA – pasja, emocje i niezapomniane chwile na polskich boiskach