O tym, że Olek przyjedzie do wioski, wiedziała już dawno cała okolica. Dziewczyny przygotowywały się, układały fryzury. A Ania, sierotka, po co jej te wszystkie dziewczęce sztuczki? Jaka jest, taka jest. A jednak to właśnie w niej Olek od razu się zakochał.

O tym, że przyjedzie Hubert, całe miasteczko już dawno szeptało. Dziewczyny szykowały się, fryzury robiły, w sukienkach kręciły jak maki na wietrze. A Bożenka sierotka, na co jej te całe dziewczęce sztuczki? Taka była, jaka była. I tak właśnie od razu zakochał się w niej Hubert.

Zazdrościły Bożence sąsiadki, bo takiego chłopaka nikomu innemu się nie trafił. Ledwo się pojawił wśród rynku, wszystkie oczy za nim biegały. Postawny, wysoki, twarz jak z obrazka. A jeszcze z dużego miasta, wykształcony, podobno za granicą studiował. Rodzice bogaci, ojciec w biznesach, matka elegancka.

A dziadek był dawniej burmistrzem. Wszystkie dzieci na ludzi wyprowadził, teraz tylko wnuków doczekać się nie może, szykuje pokój, chwali się sukcesami.

Wiedzieli wszyscy o przyjeździe Huberta. Dziewczęta w lusterka zerkając, włosy kręciły nad Odrą. Bożenka nie miała do kogo się przytulić, więc i włosów nie stroiła. I Hubert od razu tylko na nią spojrzał.

Dziewczyny próbowały go oczarować, ale wszystko na nic. Po urlopie zabrał Bożenkę ze sobą do miasta. Dziadek Stanisław na drogę jej rzekł: Niełatwo jej w życiu, więc dobrze ją traktuj. Obiecał.

Miasto inne, ruchliwe, gwar i sznury samochodów jak wijące się węże przez Rynek. Bożenka wierzyła, że Hubert będzie dla niej taki, jaki na początku. Ale los przewrotny. Dopóki przygotowywali ślub, było znośnie, czułość jeszcze żyła.

Po miesiącu miodowym zaczęło robić się dziwacznie. Jakby się swojego szczęścia czy żony się wstydził. Teściowa mówiła przez zaciśnięte zęby, patrząc z góry. Każde jej zdanie niosło ukłucie, że Bożenka jest nie dość dla jej syna, króla światła.

Że zupę źle gotuje, że koszule niewłaściwie pierze, podłogę myje na odwrót wszystko jej nie wychodziło. Bożenka się zamartwiała, ale gdzie tu uciec? W bloku wszyscy pod kluczem. O pracy też nawet nie myślała, bo Hubert zabronił:

Ile ty, Bożenka, zarobisz z tą swoją szkołą? Siedź lepiej w domu.

Siedziała więc. Gdy zaszła w ciążę, Hubert był szczęśliwy. Wydawało się, że wszystko się ułoży. Teściowa mniej wymagała, syna upominała, by szanował żonę. A potem wydarzyło się nieszczęście. Dziecko nie przeżyło. I było tylko gorzej.

Do niczego się nie nadajesz, głowa pusta, słaba jak trzcina. Ładna tylko, ale co z tego wzdychała teściowa. A Hubert stał z boku z zawadiackim uśmieszkiem, jakby to nic go nie dotyczyło.

Druga ciąża już radości nie przyniosła. Czułości ubyło, tylko rozdrażnienie, że figura się zepsuła. Teściowa synowi tłumaczyła: Nie denerwuj jej, dziecko musi się narodzić w miłości.

A tu o żadnej miłości nie było mowy. Bożenka wiedziała, że mężczyzna się od niej odsunął. Osobne pokoje, po pracy nie wracał. Wracał, gdy już zasypiała.

Bożenka płakała cicho, nocami, ale wyjścia nie miała. Rodziców dawno nie było, dla swojego dziecka chciała lepszego losu. Siliła się, żeby rodzinę utrzymać, nie pokazywała łez.

Do szpitala nikt nie miał jej zawieźć Hubert nie pojawiał się od tygodnia. Sama zadzwoniła po karetkę. Urodziła, ale nawet nie dzwoniła, bo nie wiedziała, gdzie wracać. Przed wejściem czekał samochód z balonami. Bożenka ucieszyła się. Wyskoczyła, ale Huberta nie było. Stała teściowa i dziadek Stanisław w odświętnych ubraniach z kwiatami.

Dziękuję ci, wnuczko, za najpiękniejszy prezent. Lepszej prawnuczki nie znajdziesz na świecie cieszył się dziadek. Teściowa chłodna, ale widać, że z wnuczką się rozczuliła. Kręciła się ciągle przy niej.

W domu stół zastawiony. Teściowa upiekła ulubioną szarlotkę Bożenki.

Nigdy nie sądziłam, że mój syn taki łobuz nie powstrzymała się pani Lucyna. Zaczął gdzieś hulać i dziewczynę z dzieckiem zostawił. Ale spokojnie, dasz sobie radę. Bez niego przeżyjesz. Zobaczymy, ile wytrzyma bez nas. Nie dam wam zrobić krzywdy. Go z mieszkania wymelduję, niech żyje, gdzie chce. Bo dla nas będzie za ciasno. Może jeszcze inną żonę przyprowadzi.

Jak ją nazwiemy? zapytał dziadek Stanisław. Może Anusia, jak twoja mama się nazywała?

Bożenka się popłakała. Dawno łez nie puszczała. A teściowa głaskała ją po głowie:

Nie martw się, jeszcze będziesz szczęśliwa. Spójrz, jak ci do twarzy z macierzyństwem. A ten łajdak nie poznał skarbu.

Ja wrócę na wieś, tam będzie nam lepiej.

I słusznie poparł dziadek. Wychowamy razem wnuczkę.

***

Po dwóch latach, kiedy Bożenka wróciła do miasteczka, oświadczył się jej Michał, prosty chłopak ze wsi. Dawniej, zanim poznała Huberta, nawet by nie zerknęła. Teraz jednak miała inne wymagania wobec mężczyzny miał kochać i nie pozwolić, by ktoś ją skrzywdził.

Wyjdź za niego, gdzie znajdziesz lepszego? Dobrze cię zna od dzieciństwa. A jakby Hubert wrócił?

Bożenka przerwała pytanie.

Nie wróci. I już go nie kocham.

I bardzo dobrze uśmiechnął się dziadek. Szykujemy się do wesela.

***

Na ślub przyjechała także pani Lucyna.

Jak ty traktujesz Bożenkę mówiła do Michała, krzywiąc się. Dziś wracała pieszo z pracy. W domu bałagan, rajstopy Anusi nieuprasowane.

A pani kim jest? zdziwił się pan młody.

Przyszła teściowa.

Była teściowa poprawił Michał.

Dajcie spokój, roześmiała się Bożenka, teściowa zawsze zostaje teściową.

To chyba ze zdenerwowania tłumaczyła się pani Lucyna. Boję się tylko, że nie pozwolicie mi widywać wnuczki.

Odwiedzajcie, kiedy chcecie powiedział Michał ale rodzinę budujemy sami, bez obcych rad.

Bożenka spojrzała na Michała z dumą. Ten mnie nie skrzywdzi, pomyślała, i po raz pierwszy od lat uśmiechnęła się jak szczęśliwy sen o lecie na wiejskich łąkach, gdzie wiatr śpiewa własnym imieniem.

Rate article
Fajna Tajna
O tym, że Olek przyjedzie do wioski, wiedziała już dawno cała okolica. Dziewczyny przygotowywały się, układały fryzury. A Ania, sierotka, po co jej te wszystkie dziewczęce sztuczki? Jaka jest, taka jest. A jednak to właśnie w niej Olek od razu się zakochał.