Tamara dowiedziała się, że jej mąż spotyka się z sąsiadką z działki, gdy przyszła do niej pożyczyć sól do kiszenia ogórków.

Barbara Adamczyk dowiedziała się, że jej mąż spotyka się z sąsiadką z działki, kiedy przyszła pożyczyć sól do kiszenia ogórków. Drzwi otworzył Władysław. Jej Władysław. W szarych kalesonach i podkoszulku jak domowy Zenek.

Władziu? wykrztusiła tylko.

Pobladł, poczerwieniał, znowu pobladł.

Basia ja ci zaraz wszystko wyjaśnię

Za nim pojawiła się Genowefa, sąsiadka-wdowa jeszcze sprzed denominacji złotego. Miała na sobie szlafrok, na oko narzucony na gołe ciało.

Władziu, kto tam? zapytała i zobaczyła Basię. O matko

Trzy osoby patrzyły na siebie z minami jak na serialu Klan, aż Barbara odwróciła się na pięcie i prawie biegiem pognała do furtki.

Basia! Zaczekaj! Władek wybiegł za nią, kompletnie zapomniawszy o tym, że jest odziany jak do spania.

Cała działkowa droga a jest tam dwanaście ogródków wyległa, żeby zobaczyć widowisko.

Władysław Adamczyk, poważany człowiek, prezes rodzinnych ogródków działkowych Róża, biegnie w samej koszulce za żoną, rzucając cień na ogóreczki i reputację.

Cyrk przyjechał rzucił z lewej strony Mietek z numeru trzeciego.

Barbara wbiegła do domku, zamknęła się na zasuwę. Władek próbował wyważyć drzwi.

Basia, otwórz! Pozwól wyjaśnić!

Ile lat?! wrzasnęła zza drzwi.

Co?

Ile lat już się z nią spotykasz?

Zapadła cisza. Po chwili Władek westchnął:

Osiemnaście.

Barbara osunęła się po drzwiach. Osiemnaście lat. Akurat świeżo osiemnaste urodziny miał Krzysiek, ten młodszy syn.

Zgrzytnęła furtka weszła Genowefa. Już ubrana, uczesana, tylko spojrzenie podkrążone.

Basia, wyjdźmy, pogadajmy.

Idź precz, żmijo!

Wiesz, no, jesteśmy dorosłe. Bez histerii.

Barbara się ogarnęła, wyszła. Klapnęły na werandzie. Władek podskakiwał z boku jak karp w galarecie.

Osiemnaście lat! stęknęła. Jak to się stało?

Pamiętasz, jak cię kręgosłup złapał i dwa miesiące byłaś w szpitalu?

No pamiętała. Operacja, potem powrót dożycia. Władek wtedy suszył wszystko na pieprz: ogórki, pomidory, nawet koperek zgnił. Zastanawiała się wtedy, jak on w ogóle przeżył.

Pomagałam mu mówiła Genowefa. Z warzywami, z obiadem. I tak jakoś

I się kręci się do dziś burknął Władek.

Osiemnaście lat! Barbara wstała. Osiemnaście lat robiliście ze mnie idiotkę!

Nigdy cię za idiotkę nie mieliśmy Genowefa też się podniosła. Ty żyłaś swoim życiem, my swoim.

Swoim?! On jest moim mężem! Ojcem moich dzieci!

I co z tego? Przestał być mężem? Dzieci głodne? Działka zaniedbana?

Barbara już miała rzucić czymś w Genowefę, ale Władek zdążył złapać jej rękę.

Basia, daj spokój!

Nie dotykaj mnie!

Wyrwała się, wróciła do domku. Już pod płotem zebrał się komitet śledczy. Plotka na działkach rozchodzi się szybciej niż promocje w Biedronce.

Rozchodzicie się! huknął Władek. Skończone widowisko!

Ale nikt się nie rozejrzał. Stali, debatowali. Ludzia z trzeciej głośno komentowała:

Ja zawsze WOEDZIAŁAM! Widziałam ich razem!

Gadasz jak potłuczona odezwał się jej chłop. Ty ślepa jesteś.

Tyś ślepy, a ja wszystko widzę!

Wieczorem Barbara siedziała na werandzie. Władek dreptał wokół.

Basia, odezwij się

Co mam powiedzieć? Rozwód?!

Jaki rozwód!? Po sześćdziesiątce?!

A co, po sześćdziesiątce nie rozwodzą się!?

Basia, zachowujesz się jak dziecko. Przecież przeżyliśmy razem czterdzieści lat!

Z czego osiemnaście z Genowefą.

Z tobą żyłem! Do niej czasem zachodziłem.

Czasem?!

No dwa razy w tygodniu.

Dwa razy w tygodniu przez osiemnaście lat to nie czasem, Władziu. To instytucjonalnie!

Usiadł naprzeciwko.

Basia, zrozum. Kocham cię. Ale Genia ona jest inna.

Lepsza?

Nie lepsza. Inna. Z tobą jest dom, dzieci, rachunki. Z nią odpoczywam. Od wszystkiego.

Odpoczywa! Ja też bym chciała odpocząć, ale ktoś musi kisić ogórki!

No właśnie! Ty ciągle w robocie! Ogórki, pomidory, dżem! A ja czasem chcę posiedzieć, wypić, pogadać.

Ze mną nie pogadasz?!

Z tobą rozmawiamy o dzieciach, wnukach, warzywach. A z Gienią o życiu, o książkach.

Ona czyta?! zdziwiła się Barbara.

Genia, co do niej przyjechała z Podlasia, wiecznie gumofilce, fartuch…?

Czyta. Nawet wiersze zna. Pozytywistów lubi.

Barbara o mało nie parsknęła. Władek i poezja.

I co teraz?

Nie wiem Jak zdecydujesz.

Ja? A ty?!

Ja Basia, mam sześćdziesiąt dwa lata. Jakie decyzje? Dożyć spokojnie. To wszystko.

Z kim dożyć?! Ze mną czy z nią?!

Milczał. Potem wymruczał:

Może z obiema?

Barbara złapała pierwsze, co miała pod ręką słoik z ogórkami i rzuciła. Nie trafiła. Słoik rozprysnął się na ścianie.

Wypierdzielaj!

Władek poszedł. Oczywiście do Genowefy.

W nocy Barbara nie spała. Myślała. Czterdzieści lat razem. Dwoje dzieci, wnuki. Domek stawiali wspólnie, każdą deskę widziała.

A tu osiemnaście lat mataczenia.

Jednak czy to kłamstwo? Przecież nie ślubował jej wierności na wieki. Po prostu żył. Z nią i z Gienią.

Rano przyszła Zofia z piątego ogródka, z sernikiem i wsparciem.

Barbara, trzymaj się.

Dziękuję.

Jak chcesz, mój Zdzichu może Władka pogonić.

Nie trzeba. Przedszkole to nie jest.

No to co zrobisz? Rozwiedziesz się?

Na razie nic.

Ja bym wyrzuciła. Zdrajca!

Zosiu, a twój Zdzichu nie chadza czasem do Ludki z trzeciego?

Zofia zarumieniła się jak burak.

Dlaczego pytasz?

Widziałam ich w malinach.

To to nie to!

A co?

Dyskutowali o grządkach!

W objęciach?

Zosia wyszła, trzaskając drzwiami.

Przed obiadem przylazł Mietek.

Pani Barbaro mogę zaorać ziemię? Pomóc czymś?

Dzięki, nie trzeba.

Władek prosił tylko przekazać, że wieczorem przyjdzie po walizkę.

Jaką walizkę? Kalesony zabrać?

No nie wiem. Prosił przekazać.

Przekazane. Dzięki.

Mietek postał, poszedł. Kiedy wieczorem Władek faktycznie przyszedł, z miną pokutnika.

Wezmę rzeczy.

Bierz.

Poszedł do środka. Barbara za nim.

Władek, a czemu akurat Genia? Co ona ma, czego ja nie mam?

Zatrzymał się.

Nie wiem. Po prostu z nią łatwo.

Ze mną ciężko?

Nie ciężko. Tylko Ty zawsze wiesz, jak. Kiedy sadzić ziemniaki, jak kisić ogórki, ile dać wnukom na urodziny. A ona nie wie, pyta mnie.

I czujesz się mądrzejszy?

Bardziej potrzebny.

Barbara usiadła na łóżku.

Władek, ja też nie wszystko wiem. Na przykład nie wiem, jak żyć, kiedy mąż osiemnaście lat sypia z sąsiadką.

Basia

Nie wiem, jak spojrzeć dzieciom w oczy, jak wyjaśnić wnukom, że dziadek zamieszkał u cioci za płotem.

Nic nie musisz mówić!

Muszę, Władek. Tomek przyjeżdża z żoną i małym. Co im powiem?

Powiedz, że się pokłóciliśmy.

Władek usiadł obok.

Basia, a może udajmy, że nic się nie stało?

Że jak?

No jakby nigdy nic.

Ta, Genowefa za płotem, ty ją widujesz codziennie i wszystko gra?

A co ty byś chciała?

Barbara wstała, podeszła do okna. Za płotem Genia podlewała ogórki. W tym samym szlafroku.

Wiesz co? Rób, co chcesz. Ale wnukom sam powiesz.

Basia!

I ogórki w tym roku kisz sam.

Nie umiem!

Genia pomoże, ona wykształcona. Poradzi sobie.

Władek wyszedł z tobołkiem. Cała działkowa ulica znów patrzyła.

W nocy Barbara usłyszała hałas. Ktoś chodził po działce, klnąc pod nosem. Wyszła: Władek przy szklarni.

Co robisz?

Sprawdzam pomidory. Jutro ma być upał, trzeba przewietrzyć.

Przecież odszedłeś.

Odszedłem. Ale te pomidory to moje! Hodowałem!

I co?

No, przecież nie pozwolę im zgnić!

Otworzył szklarnię, przeszedł przez płot.

Rano przyjechał Tomek z rodziną.

Mamo, gdzie tata?

U sąsiadki.

W gościach?

Mieszka tam.

Tomek usiadł.

To znaczy?

Barbara powiedziała, jak jest. Bez szczegółów.

Osiemnaście lat?! Mamo, czyli jak Krzysiek się urodził, to już byli razem?

Wygląda na to.

Tomek poszedł do Genowefy. Były krzyki, trzask zamykanych drzwi. Wrócił.

Tata mówi, że was obie kocha.

Taka nam fortuna, co zrobić.

Może faktycznie kocha?

Tomku, ty byś mógł dwie naraz?

Ja? Nie. Ale ja nie tata. On jest jakiś oryginalny.

To fakt.

Wnuczek wbiegł z dworu.

Babciu, czemu dziadek śpi u cioci Genii?

Bo jej pomaga w ogródku odpowiedziała Barbara.

Tomek wybuchnął śmiechem.

Mamo, jesteś niesamowita…

W nocy znów hałas. Władek podlewał grządki.

Władek, poważnie ci odbija?

Susza! Wszystko uschnie!

Masz nową rodzinę, tam podlewaj!

U Genowefy inna działka!

No to ją podlewaj!

Ale tej mi żal!

Barbara złapała wąż.

Dawaj, pomogę. Bo do południa tu będziesz stał.

Podlewali razem. W ciszy. Usiadła na ławce.

Władek, kogo właściwie kochasz bardziej?

Basia, co za pytanie?

Normalne. Kogo?

Myślał.

Was obie. Ale inaczej.

To znaczy?

Ty dla mnie jak prawa ręka. Przyzwyczajenie, stabilność. Bez ciebie nic. A ona jak święto. Rzadziej, ale miło.

A jakby mnie zabrakło?

Uchroń Boże, nie mów tak!

Ale gdyby. Ożeniłbyś się z nią?

Chyba nie. Bo wtedy by stała się ręką, a święto by zniknęło.

Czyli trzeba obie?

Tak wychodzi.

Siedzieli, gapili się w gwiazdy.

Władek, może ja też sobie święto zrobię?

Podskoczył.

Jakie święto?!

Faceta sobie znajdę. Mietek przecież mówił, że chętnie pomoże.

Mietek?! To ja mu…!

Co mu zrobisz? Przecież u Genowefy śpisz.

To co innego!

Niby czym?

Basia, ty nie jesteś taka!

A skąd wiesz? Może też lubię poezję?

Nie lubisz.

To polubię.

Władek stanął.

Basia, poważnie. Co ty chcesz?

A czego ona chciała? Żeby wszystko było jak dawniej? Ale już nie będzie.

Chcę żyć spokojnie. Kisić ogórki. Bawić wnuki.

I?

I nic. Żyj gdzie chcesz.

Że jak?

Chcesz do Genowefy, idź. Chcesz wrócić, wróć. Tylko nie kłam.

A jak Mietek do ciebie przyjdzie?

Nie przyjdzie. Ma już Natalię z dziewiątego.

Skąd wiesz?

Władek, ja nie jestem ślepa. Po prostu nie komentowałam. Jak wszyscy.

Rano Władek przyszedł z rzeczami.

Basia, na pewno mogę wrócić?

Łóżko w szopie. Nadmuchaj materac i śpij. Zmieścisz się.

Postawił tobołek, poszedł po materac.

Sąsiedzi patrzyli, szeptali. Genowefa za płotem lała te ogórki, jakby to był ulubiony serial.

Syn wyszedł na ganek.

Mamo, tata wrócił?

Materac dmucha w szopie.

Ty święta? Wybaczyłaś mu?

Głupia jestem, nie święta. Na zmiany za późno.

Po tygodniu Władek przeprowadził się z szopy do domu. Po miesiącu Barbara przestała zauważać, że dwa razy w tygodniu wychodzi do sąsiadki. Po roku działkowa ulica miała nowe sensacje.

Ludzka poszła do Piotra z piątego, a Zosia zamieszkała z Ludkowym chłopem.

Barbara kisiła ogórki. Władek budował nową szklarnię. Genowefa za płotem czytała książkę.

Czymże jest miłość? Przeżyć czterdzieści lat razem, wychować dzieci, postawić dom, posadzić sad.

I pogodzić się z tym, że idealne nie istnieje. Nawet w miłości.

Szczególnie w miłości.

Rate article
Fajna Tajna
Tamara dowiedziała się, że jej mąż spotyka się z sąsiadką z działki, gdy przyszła do niej pożyczyć sól do kiszenia ogórków.