Wyobraź sobie, Kasia, taką sytuację: siedzisz cały dzień w domu i ktoś ci mówi, że nic nie robisz po tych słowach postanowiłam, że mojego męża nauczę rozumu.
Jeszcze zanim wyszłam za mąż, koleżanki ostrzegały mnie, że kiedy facet włoży ci obrączkę na palec, momentalnie uznaje cię za swoją własność i pokazuje zupełnie inną twarz. Ale ja, jak to młoda i naiwna Polka, wierzyłam, że mój Marek taki nie będzie. Przed ślubem był cudowny dbał o mnie, nie powiedział mi ani jednego złego słowa, nawet odrobinę bał się, że mógłby mnie urazić, marzył tylko o tym, abym zawsze była przy nim.
No ale, jak to często bywa, rzeczywistość mnie boleśnie zweryfikowała. Okazało się, że wszyscy ci faceci, nawet ci najmilsi, po ślubie się zmieniają. Najpierw, już po kilku miesiącach od ślubu, Marek zaczął krytykować moją mamę że po co do mnie dzwoni tak często, że dlaczego raz w tygodniu do nas wpada. Próbowałam być rozsądna, bałam się o nasze małżeństwo, więc poprosiłam mamę, żeby tak często się nie kontaktowała, a sama dzwoniłam do niej tylko wtedy, gdy byłam sama w domu.
Ale na tym się nie skończyło. Zaszłam w ciążę i straciłam pracę, bo mój lekarz kazał mi leżeć ciąża była zagrożona i nie przedłużyli mi umowy. I wtedy zaczęły się teksty Marka: Cały dzień siedzisz w domu i kompletnie nic nie robisz! Naprawdę, znów milczałam, bo byłam w ciąży i bałam się, że jeśli wybuchnę, zostanę sama.
Minęło półtora roku od narodzin naszej małej Zosi i nagle mój mąż zaczął się domagać traktowania jak jakiegoś króla. Jak wracał z pracy, miałam stać w progu, podawać mu kapcie, na stole musiał czekać ciepły obiad, wszystko pięknie podane i oczywiście żadnych zajęć przy dziecku bo przecież to baby są od dzieci.
Byłam wykończona, autentycznie. Spakowałam siebie i Zosię i pojechałam do mamy. Przez dwa miesiące nie odzywaliśmy się do siebie w ogóle. Życie toczyło się dalej, wróciłam do pracy, zaczęłam lepiej wyglądać, nabrałam pewności siebie.
I wyobraź sobie pewnego dnia przychodzi do nas Marek: schudł, ubrany byle jak, dosłownie błagał na kolanach o wybaczenie. Wtedy powiedziałam mu, że jeśli chce zacząć od nowa, to najpierw musi pójść na kurs gotowania. Poza tym, jak wrócimy do niego, to on będzie musiał gotować i sprzątać na zmianę ze mną. Uzgodnił to, ale zobaczymy, czy naprawdę się zmieni.



