Cena wyniosłości
Magdo, możesz mi pożyczyć parę rzeczy? z prośbą w głosie zapytała Justyna, przekraczając próg eleganckiego mieszkania swojej siostry.
Jej wzrok zatrzymał się mimowolnie na przestronnym korytarzu z designerskimi meblami, lustrami w kunsztownych ramach, na pufie przy wejściu wszystko wyglądało jak z okładki magazynu o wnętrzarstwie. W piersi ścisnęła ją dawno znajoma, ale wciąż bolesna zazdrość: u Magdy zawsze wszystko było idealne.
Magda pojawiła się w drzwiach salonu, bacznie spoglądając na siostrę. W swoim domowym stroju z miękkiego kaszmiru wyglądała nonszalancko elegancko nawet w zwykły dzień tej lekkości Justyna przez lata nie potrafiła zdobyć.
Opowiadaj, co to za tajemnica powiedziała spokojnie Magda, opierając się o framugę.
Justyna odruchowo poprawiła rękaw płaszcza już nie najnowszego, ale wciąż w porządku. Starała się nie patrzeć na dużą grafikę naprzeciw, na nienaganny porządek i zapach świeżo parzonej kawy roznoszący się po mieszkaniu.
To nic pilnego… mruknęła, próbując zebrać myśli.
Magda nie odwróciła wzroku, więc Justyna wiedziała, że milczenie tu nie przejdzie. Westchnęła głęboko i wyrzuciła z siebie jednym tchem:
W sobotę jest zjazd absolwentów. Po prostu muszę się tam pojawić! I muszę wyglądać perfekcyjnie, rozumiesz? Chcę, żeby wszyscy myśleli, że żyję jak w bajce!
Po co ci to? zapytała Magda, odwracając się nieco. Po co starać się dla ludzi, z którymi nie masz kontaktu i pewnie nigdy nie będziesz miała? Ty nawet nie mieszkasz już w tej dzielnicy, tylko w innym województwie!
Justyna nerwowo przeczesała włosy palcami. Przez moment mocno zapragnęła mieć taką samą kuchnię z barkiem, nowoczesnym AGD i tymi designerskimi lampami. Chciałaby zaczynać dzień nie od pośpiechu i chaosu, ale od spokojnej kawy w pięknym wnętrzu.
Ty NIC nie rozumiesz! wyrwało jej się. Dla mnie to ważne. Chcę, żeby widzieli, że odniosłam sukces. Żeby nikt nie pomyślał… no, że się nie udało.
Zamilkła, przyłapując się na tym, że patrzy na Magdę z zawiścią, której nie potrafiła ukryć. Tamta zdawała się tego nie zauważać albo po prostu nie przywiązywała do tego wagi.
Naprawdę chcesz udawać kogoś, kim nie jesteś? spytała łagodnie Magda, siadając na stołku. Myślisz, że ktoś się tak naprawdę tym przejmie?
Nie o to chodzi pokręciła głową Justyna. Chcę tylko, żeby moi koledzy z klasy myśleli, że moje marzenia się spełniły!
Dobra westchnęła Magda. Chodź, popatrzymy, co mam w szafie. Ale obiecaj to pierwszy i ostatni raz, gdy oszukujesz ludzi w ten sposób. To, delikatnie mówiąc, nieuczciwe.
Ty po prostu nic nie rozumiesz!
I Justyna zaczęła swoją historię…
~~~~~~~~~~~~~~~~~~
W szkole była prawdziwą królową klasy nikt z tym nie dyskutował. Na przerwach towarzyszył jej wianuszek chłopaków, każdy liczył na chwilę jej uwagi. Nauczyciele łagodnieli widząc jej zamyślony wzrok i ten charakterystyczny smutek, działał na dorosłych niemal hipnotycznie. Rodzice również nigdy jej niczego nie odmawiali wystarczyło jedno westchnięcie albo uniesiona brew, a to, czego chciała, natychmiast trafiało w jej ręce.
Była przyzwyczajona, że wszystko dostaje bez wysiłku. Jeśli spodobały jej się nowe trampki, które dopiero weszły do sklepów, już następnego dnia mama wręczała jej je w ozdobnym pudełku. Jeśli w klasie pojawiał się przystojny nowy kolega, w ciągu tygodnia odprowadzał Justynę pod dom. Stało się to jej grą sprawdzić, jak daleko może się posunąć, ile zachcianek da się spełnić, ile granic przekroczyć.
Bo mogę powtarzała sobie w myślach, jakby to był amulet. To stało się jej mottem i wymówką. Jeżeli koleżanka zaczynała rozmawiać z chłopakiem, który podobał się Justynie, ta od razu podejmowała wyzwanie i zazwyczaj wygrywała. Nie chodziło o prawdziwe zakochanie tylko o dreszczyk emocji, czy uda się przyciągnąć czyjąś uwagę. I prawie zawsze się udawało.
Z czasem dawne przyjaciółki zaczęły się oddalać. Najpierw jedna przestała zapraszać na spacery, potem druga znalazła sobie nowe koleżanki. Justynie to za bardzo nie przeszkadzało zawsze wokół niej krążyli tacy, którzy zabiegali o jej względy, chcieli trafić do grona wybranych. Przyjmowała to za rzecz naturalną: jeśli ktoś nie wytrzymał jej zasad gry, to znaczy, że nie zasługiwał na jej towarzystwo.
Na studniówce czuła się jak autentyczna monarchini. Sala pełna świateł i balonów zdawała się być jej osobistym, prywatnym królestwem. Koledzy i koleżanki krążyli wokół, łapiąc każdy jej uśmiech, każde słowo. Była w centrum uwagi dokładnie tam, gdzie czuła się najlepiej.
Upojona zachwytem innych i przekonana o własnej nieomylności, Justyna pozwoliła sobie na zbyt wiele. Podczas rozmów o szkolnych czasach niespodziewanie zaczęła obrzucać koleżanki złośliwościami. Przypomniała im drobne potknięcia, wytknęła wygląd. Słowa padały bez wysiłku, z jej oczu bił dawny zapał czekała na reakcję, obserwowała, jak będą się bronić.
Moje życie będzie cudowne! zadeklarowała z arogancją, podnosząc dumnie głowę i omiatając wzrokiem całe towarzystwo. Jej głos brzmiał mocno i pewnie, jakby już czekała na progu idealnej przyszłości.
Zatrzymała się na moment, rozkoszując się skupioną uwagą, i kontynuowała bardziej ożywiona:
Już widzę siebie: mąż z wielkimi pieniędzmi, który spełni każde moje życzenie, willa z ogrodem… Może nawet własna firma, chociaż wątpię nie zamierzam przecież pracować ani dnia, po co się męczyć? Wszystko samo z siebie, rozumiecie? Pieniądze, luksus, podziw to wszystko będzie moje!
Z jej ust nie schodził lekko kpiący uśmiech, wyobrażała już sobie błyszczące żyrandole, nowe samochody, wieczory w ekskluzywnych restauracjach.
A was czeka zupełnie inny los! zmieniła ton, zwracając się do cichej prymuski, która zawsze miała nienaganne notatki i siedziała w pierwszej ławce.
Dziewczyna spiekła raka pod jej spojrzeniem, ale Justyna była nie do zatrzymania:
Ty zostaniesz nauczycielką w zapomnianej szkole pod miastem. Albo będziesz sprzedawać w sklepie. Bo co? Bo szara myszka nie potrafi zadbać o siebie! rzuciła z lekceważeniem. Twój mąż to pewnie jakiś robotnik, który wróci po nocce, upije się i będzie cię wyzywać.
Słowa lały się obficie, jakby od dawna je przygotowywała. Nie było w nich tylko kpiny Justyna jawnie delektowała się swoim wyjątkowym położeniem.
Nie czekając na odpowiedź, zwróciła się do innej:
A ty? Ty będziesz w jakimś biurze, ciułać złotówki na sukienkę marzeń. I nie stać cię będzie na to, co ja uzyskam bez żadnego wysiłku!
Przechodziła od dziewczyny do dziewczyny, z łatwością rozdając przepowiednie każda coraz bardziej ponura. Jednej wróżyła życie w storkowym bloku z komunalną łazienką, innej udrękę przy dzieciach, bez widoku na własną karierę. Każdemu dołożyła coś o wyglądzie lub manierach.
Dziewczyny spuszczały głowy, nerwowo zerkały po sobie, ktoś próbował się uśmiechnąć, udając, że to tylko żarty. W powietrzu czuć było narastające napięcie słowa raniły mocniej, niż Justyna chciała przyznać, nawet sama przed sobą.
A ona śmiała się, patrząc na ich przygasłe miny, chłonąc reakcje. Chłopcy stojący obok, chcąc nie chcąc, dołączali do śmiechu czasem z solidarności, czasem z lęku przed wykluczeniem.
W tym momencie czuła się wszechmocna jakby naprawdę mogła decydować o losach wszystkich obecnych.
Na studia wybrała się do innego województwa nie dlatego, by interesował ją konkretny kierunek, tylko dlatego, że tak wypadało. Wyższy prestiż, więcej możliwości. W dużym mieście łatwiej poznać tego właściwego: studenci z zamożnych rodzin, młodzi przedsiębiorcy, ambitni karierowicze wszyscy bujali się w jednym środowisku, a dla Justyny to był główny cel. Czekało na nią również mieszkanie po babci, co już dawało przewagę nad innymi.
Na początku wszystko wyglądało jak w marzeniu. Justyna urządziła mieszkanie po swojemu, szybko poznała nowych ludzi, bywała na imprezach. Wciąż przyciągała spojrzenia uśmiech, zadbany wygląd, pewność siebie robiły swoje. Czuła się rozchwytywana i przekonana, że lada dzień znajdzie tego jedynego.
Niestety, rzeczywistość szybko okazała się trudniejsza. Program studiów nie pozwalał na lenistwo. Były trudne wykłady, wymagające seminaria, egzaminy. Justyna liczyła na to, że jak zawsze przepłynie na urodzie i sprycie, ale nauka okazała się bezlitosna powtarzające się nieobecności, nieoddane prace skutkowały coraz gorszymi ocenami.
Już po pierwszej sesji prawda wyszła na jaw. Oblała większość egzaminów. Prowadzący, którzy początkowo byli wyrozumiali, teraz stawiali sprawę jasno: Albo się pani przyłoży, albo do widzenia. Po raz pierwszy Justyna poczuła, jak pewność siebie wyparowuje.
Powoli docierało do niej, że beztroskie czasy się skończyły. Tu było mnóstwo pięknych, mądrych, ambitnych dziewczyn przy nich Justyna nie była niczym wyjątkowym. Wiele z nich nie tylko studiowało, lecz także pracowało, zaplanowało przyszłość. A ona wciąż żyła wyobrażeniem o sobie sprzed lat.
Radząc się samej siebie, czy zabrać się za studia na poważnie, postanowiła pójść skrótem. Jej głównym celem stało się jak najszybciej znaleźć męża. Zanim uroda minie, myślała, wyliczając lata, jakie jej jeszcze zostały.
Chodziła na randki, spotykała się z facetami, którzy mieli potencjał szczególnie tymi starszymi i bardziej majętnymi. Z rozmów przebijało coraz więcej wskazówek, jak ważne dla niej jest znalezienie porządnego człowieka. Ale czym więcej się starała, tym mocniej było widać jej niepokój co odstraszało ludzi, którzy mogliby się nią naprawdę zainteresować.
Pewnego dnia pojawił się ktoś, kto wydał jej się idealnym kandydatem: Michał syn właścicieli prywatnych klinik, mieszkający w nowoczesnej dzielnicy Krakowa, obracający się wśród znanej elity. Był jedynakiem, wykształcony, miał świetną pracę w rodzinnej firmie. Wyglądał zwyczajnie trochę niski, nieco oklapłe ramiona, lekko okrągła twarz ale Justyna nie uważała tego za wadę. Po co mi przystojniak bez grosza? Z takim mężem wszystko będę mieć: dom, pieniądze, swobodę kalkulowała.
Przemyślała plan: najpierw przypadkiem wpadała na Michała tam, gdzie bywał po pracy na siłowni, w kawiarni. Potem prezentowała się od najlepszej strony zamieniała kilka żartów, pokazywała swoją wiedzę, czarowała uśmiechem i ciałem. Sukcesywnie zdobywała jego uwagę.
W pewnym momencie udało się nawiązać bliższą znajomość. Spotykali się coraz częściej, chodzili na spacery, kolacje. Justyna czuła, że chłopak jest zainteresowany. Powoli, od niechcenia rzucała aluzje, że pragnie czegoś stałego: mówiła o rodzinie, o wspólnej przyszłości.
Nie przewidziała jednak jednego w rodzinie Michała pochodzenie i przeszłość przyszłej żony miały duże znaczenie. Rodzice chłopaka od dawna dyskutowali, z kim się warto wiązać. Widzieli przy synu kogoś z ich środowiska, z odpowiednimi korzeniami i kontaktami.
Gdy Michał wspomniał o Justynie matce, ta ledwie uniosła brew:
Kim ona jest? Z jakiej rodziny?
Studjuje. Rodzice są zwyczajni, gdzieś z południa Polski odparł Michał.
Zwyczajni? skrzywiła się mama. Przemyśl, co rodzina mówi o nas: Syn właścicieli klinik ożenił się z nikim, bez rodowodu i nazwiska?
Michał próbował protestować:
Ale ona jest mądra, fajna…
Mądrych nie brakuje ucięła matka. Potrzebujemy kogoś, kto dorówna nam statusem. Nie komplikuj.
Tymczasem Justyna nie wiedząc o tym, snuła wizje przyszłości planowała zapoznać Michała z rodzicami, wybierała w myślach apartament. Ale pewnego dnia chłopak zadzwonił: Musimy porozmawiać.
W kawiarni był sztywny, długo szukał słów:
Moi rodzice są przeciwko Uważają, że jesteśmy z różnych światów.
Serce Justyny ścisnęło się, ale próbowała się uśmiechnąć:
Czy to takie ważne? Sami decydujemy o naszym życiu.
Dla nich bardzo. Znaleźli mi już dziewczynę, która im pasuje. Nie jestem gotowy postawić się rodzinie. Przepraszam.
Justyna długo siedziała potem sama z pustą filiżanką. Łzy się nie pojawiły, tylko gniew mieszał się z bezsilnością.
Dlaczego? Wszystko robiłam, jak trzeba! Dlaczego on tak słucha matki? Szkoda, że nie udało się z ciążą… wtedy byłby mój na zawsze!
Najgorsze miało dopiero nadejść. Po kilku tygodniach rozeszły się o niej plotki. Mówiono, że poluje na bogatych, że Michała traktuje instrumentalnie. Te pogłoski bardzo szybko docierały do wszystkich elita Krakowa nie wybaczała takich ekscesów.
Kiedy Justyna pojawiała się na imprezach czy w kawiarniach, czuła wzrok innych, słyszała szepty, widziała wymuszone uśmiechy. Niektórzy dawni adoratorzy trzymali się z daleka. Jeden z nich, mijając ją w restauracji, tylko skinął głową i szybko wyszedł.
Starała się po sobie nie pokazywać, jak ją to boli. Wewnątrz rosło poczucie, że jej reputacja już na dobre legła w gruzach. O dobrym mężu mogła na razie zapomnieć.
Wracać do rodzinnego miasta Justyna nie chciała musiałaby przyznać się do porażki. Przez ostatnie lata naplotkowała rodzicom tyle bzdur, że nie wyobrażała sobie, jak wyjaśni, jak jest naprawdę. Przez telefon podtrzymywała bajkę: opowiadała o świetnych wynikach na uczelni, o prestiżowych projektach, o adoratorze z dobrej rodziny.
Rodzice słuchali z dumą, chwalili się jej sukcesami okolicznym znajomym. Tylko Magda znała prawdę dowiedziała się przez przypadek, wpadając w nieodpowiednim momencie z wizytą.
Wróć do domu, tutaj nie znajdziesz szczęścia powiedziała siostra. Po prostu powiedz rodzicom prawdę.
Justyna usiadła wyprostowana, otarła łzy i odpowiedziała twardo:
Przyznać się do kłamstwa? Nigdy! Muszę walczyć dalej i urządzić sobie życie najlepiej, jak się da!
W tamtej chwili naprawdę wierzyła, że jeśli tylko się uprze, wszystko się ułoży.
Ciągle chodziła na randki, szukała sposobów dotarcia do właściwych ludzi. Ale czas mijał, a bogaty mąż nie pojawiał się. Ci, którzy wykazywali zainteresowanie, szybko rezygnowali, łapiąc jej wygórowane wymagania i brak kompromisów.
Tymczasem spadek po babci oszczędności zebranie niezależnie od mieszkania topniały błyskawicznie. Początkowo oszczędzała, potem rezygnowała z drobnych przyjemności: przestała wychodzić do kawiarni, ograniczała zakupy, zrezygnowała z karnetu na siłownię. Jednak rachunki i ceny rosły.
Pewnego dnia, licząc resztę pieniędzy, zdała sobie sprawę nie da się już odwlekać pracy. Przebierała ogłoszenia, szukając czegoś odpowiedniego, ale bez dyplomu i doświadczenia nikt nie był zainteresowany. Była królowa klasy musiała podjąć pracę kasjerki w supermarkecie.
Pierwsze tygodnie były szczególnie ciężkie. Za kasą słyszała, że nie wygląda jak typowa kasjerka, czuła ciekawskie spojrzenia klientów, musiała się uśmiechać i być uprzejma, choć wszystko ją bolało. Przypominała sobie wtedy, że to tylko przejściowe…
~~~~~~~~~~~~~~~~
Wczoraj dostałam zaproszenie na zjazd absolwentów! zakończyła opowieść Justyna, pochmurnie wpatrując się w Magdę. Muszę tam iść! Jak nie przyjdę, pomyślą, że mi się nie powiodło i uciekłam ze wstydu!
Magda odłożyła łyżeczkę i spojrzała poważnie na siostrę.
A nie pomyślałaś, że już wiedzą, jak wygląda twoje życie? Może zaprosili cię, żeby się pośmiać za te wszystkie krzywdy i złośliwości? Nie wszyscy tak łatwo zapominają
Twarz Justyny zaczerwieniła się.
Głupota! prychnęła. Nikt się nie domyśla. Muszę iść! Chcę pokazać im, kto tu rządzi!
Magda oparła się o krzesło, uderzając się palcami o filiżankę. Przyjęła neutralny ton wiedziała, że siostra i tak zrobi po swojemu.
Rób, jak chcesz, tylko przemyśl, czy jesteś gotowa na wszystko, co może tam się wydarzyć.
Co się niby ma wydarzyć? Przyszykuję sukienkę, fryzurę Nikt nawet się nie domyśli, że nie układa mi się tak jak opowiadam.
Jeśli będziesz potrzebować pomocy daj znać. Pomogę ci się przygotować.
Justyna wyraźnie się rozluźniła, słysząc to.
Dziękuję, naprawdę przyda mi się twoja rada. Chcę wyglądać bez zastrzeżeń. Żeby nikt nie pomyślał, że coś u mnie nie w porządku.
**********************
Justyna wybiegła z restauracji, rozmazując łzy na policzkach. Chłodne wieczorne powietrze szczypało ją w twarz, ale tego nie czuła nogi niosły ją jak najdalej stamtąd, gdzie jeszcze pół godziny wcześniej próbowała grać kogoś, kim nie była. Magda miała rację! huczało jej w głowie.
A przecież początek był obiecujący. Po wejściu na salę wszystkie spojrzenia padły na nią. Miała zaplanowany każdy gest: spokojny chód, delikatny uśmiech, pobłażliwe spojrzenie. Wszystko miało sugerować, że jest spełnioną i zapracowaną kobietą sukcesu.
Wybrała towarzystwo, które nie pamiętało jej zbyt dobrze ze szkoły. Rozpoczęła fantazje: mąż-biznesmen w delegacji w Norwegii, willa pod Krakowem, coroczne wczasy na Mazurach czy we Włoszech. Tak bardzo zaplątała się w swoje kłamstwa, że nie widziała wymiany spojrzeń między dawnymi koleżankami, ukrywanych półuśmiechów i sarkastycznych spojrzeń.
Czuła się królową wieczoru. Ale nagle padło pytanie:
Hej, widziałem ostatnio Justynę odezwał się jeden z dawnych kolegów, którego niemal nie pamiętała. Jej życie chyba wygląda inaczej, niż tu opowiada
W sali zapadła cisza. Wszystkie oczy powędrowały na Justynę. Próbowała się uśmiechnąć, ale podniesione wargi drżały.
Ja mam nawet zdjęcia dołożyła inna koleżanka, sięgając po telefon. Zupełnie przypadkiem spotkałam cię w Lidlu miesiąc temu.
I się zaczęło. Na rzutniku, na który ktoś błyskawicznie przesłał zdjęcia z telefonu, pojawiły się obrazy z codziennego życia Justyny.
Oto stoi za kasą w supermarkecie, z wymuszonym uśmiechem obsługuje zniecierpliwioną klientkę, w uniformie, z plakietką. Oto pochyla się nad regałem z promocjami, dokładnie przeliczając złotówki. Oto wsiada do zatłoczonego autobusu, ściskając siatki z zakupami. I jeszcze moment, który bolał najbardziej ciężkie torby wnoszone do obskurnej klatki schodowej jej bloku.
Ktoś parsknął śmiechem. Zaraz kolejna osoba. Najpierw nieśmiało, potem coraz odważniej. No patrz, a mówiła o willi!, A ten mąż z delegacji to chyba też kasjer w Biedronce?
Justyna stała jak skamieniała, czując, jak płoną jej policzki. Przeciętna praca, zwyczajne zakupy tyle, że przez ostatnie pół godziny opowiadała o luksusach, w które sama zaczęła wierzyć. A teraz te zdjęcia odbierały jej całą iluzję.
Nie czekając na kolejne pytania, wbiegła na zewnątrz. Słyszała krzyki za sobą, ale nie oglądała się. Biegła aż do ławki, przy której mogła przysiąść, odetchnąć, poukładać myśli.
Nie zauważyła, jak wpadła na przechodnia. Omal się nie przewróciła.
Wszystko w porządku? usłyszała troskliwy męski głos. Był tak pełen współczucia i ciepła, że Justyna aż zamarła.
Uniósła wzrok. Stał przed nią zupełnie zwyczajny mężczyzna, w zimowej kurtce, ze zwykłą siatką z zakupami. Jednak w jego oczach było tyle zrozumienia, że poczuła, jak puszczają ostatnie resztki opanowania.
Nie wyszeptała cicho, zagryzając wargi. Narzeczony zostawił mnie przed ślubem
No cóż życie uczy najtrudniej tych, którzy nie chcą słuchać.
Czasem pycha sprawia, że chcemy udawać kogoś lepszego, dopasować się do wyobrażeń innych i gubimy siebie. Prawdziwa wartość nie tkwi w pozorach, tylko w autentyczności i lojalności wobec siebie i innych. Kto nie zrozumie tej lekcji, temu świat pokaże prawdziwe życie, bez pudru i złudzeń.



