Diagnoza zdrada
Wasze relacje są już naprawdę poważne z naciskiem i pewnym wymaganiem w głosie odezwała się Wanda Januszewska, spoglądając badawczo na potencjalną przyszłą synową. Kiedy planujecie ślub?
Myślę, że to jeszcze nie czas odpowiedziała dziewczyna z wymuszonym uśmiechem, dobierając słowa ostrożnie, by nie urazić przyszłej teściowej. Mieszkamy razem dopiero od miesiąca Poczekajmy chwilę, lepiej się poznamy w codzienności. Może okaże się, że kłócimy się o byle co?
Wanda nieznacznie uniosła brwi, ale nie zamierzała rezygnować z wypytywania. Właściwie, Pola, bo tak nazywała się dziewczyna jej syna, bardzo przypadła jej do gustu dużo bardziej niż poprzednia wybranka Tomka. Olga była nie do wytrzymania i zbyt pewna siebie! Dobrze, że Tomek ją zostawił.
A jak układa ci się z Michałkiem? zmieniła temat, nadal przyglądając się Poli. Chłopak już duży, ale jednak
Pola poczuła ciepło na sercu na myśl o synu Tomka. Przypomniała sobie pierwsze dni po przeprowadzce, pełne niepokoju: jak nastolatek przyjmie ją pod swój dach? Czy nie będzie widział w niej zagrożenia, kogoś, kto próbuje zastąpić mamę?
Jest cudowny odpowiedziała szczerze i tym razem jej uśmiech był szczerszy. Na początku się bałam. Myślałam, że Michałka będzie denerwować moja obecność, albo potraktuje mnie z rezerwą. Okazało się, że zupełnie niepotrzebnie! Jest bardzo otwartym i sympatycznym chłopakiem.
Na chwilę zamilkła, wspominając, jak Michałek któregoś dnia po powrocie ze szkoły spróbował jej placka drożdżowego i zachwycony stwierdził, że od teraz w domu będzie pyszne jedzenie.
Co więcej dodała Pola z lekkim rozbawieniem Michałek wyraźnie się cieszył, że obiady będzie gotować ktoś, kto umie lepiej gotować niż tata. Czasem nawet prosi, żebym go czegoś nauczyła.
Tomek, do tej pory milczący, kiwnął głową, jakby potwierdzając jej słowa. Na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech, jakby cieszył się, że relacje Poli z synem tak dobrze się układają.
A nie dopytuje już o rodzeństwo? zupełnie bez ogródek spytała Wanda.
Tomek skrzywił się lekko i rzucił matce karcące spojrzenie. Znał dobrze jej nawyki nie zamierzała odpuścić, nawet jeśli temat był niedelikatny.
Przecież to nic dziwnego Wanda wzruszyła ramionami, z lekko żartobliwym tonem. Michał lubi dzieci, ciągle bawi się z kuzynami. Ty masz dopiero trzydzieści pięć lat, Pola, spokojnie wychowałabyś jeszcze dwójkę szkrabów.
W stoliku pod kuchennym obrusem Pola ścisnęła dłonie, próbując zachować spokój.
Niestety, to wykluczone odpowiedziała ugładzonym głosem. Lekarze kategorycznie mi odradzają zajście w ciążę.
Przy stole zapadła na moment cisza. Wanda nieznacznie się wyprostowała, jej twarz zmiękła, a potem nałożyła sztuczną uprzejmość w tonie.
Problemy kobiece? spytała z udawanym współczuciem, ale z nutą wyższości. Nie trać nadziei, Pola. Medycyna idzie do przodu.
Pola westchnęła. Chciała już zamknąć temat, ale wiedziała, że Wanda i tak sobie coś dopowie.
W moim przypadku to nie ma znaczenia powiedziała cicho, patrząc w bok. Mam poważne problemy ze wzrokiem. Diagnozę usłyszałam jeszcze w wieku osiemnastu lat. Przez te lata nauczyłam się z tym żyć dzieci po prostu nie są mi pisane.
Wanda wyraźnie się zdziwiła.
Ale co ma wzrok do posiadania dzieci? zapytała, szczerze nie rozumiejąc. Podejrzewała, że to wymówka.
Pola przez chwilę ważyła słowa.
Istnieje dziewięćdziesiąt procent ryzyka, że całkiem stracę wzrok wyznała spokojnie. Ciąża to dla mnie ogromne obciążenie, zbyt duże niebezpieczeństwo. Co to za radość macierzyństwa, jeśli własnego dziecka bym potem nawet nie zobaczyła?
Nastąpiła wymowna cisza. Pola poprawiła okulary, chcąc podkreślić powagę sytuacji. Musiała, żeby Wanda wreszcie zrozumiała, że to nie jest fanaberia, ale realny strach o życie i zdrowie.
Już po chwili Pola wyczuła, że Wanda jest jeszcze bardziej rozczarowana. Przyszła teściowa nie ukrywała już, że córka jej się nie podoba wolała przyszłą synową zdrową i gotową szybko urodzić wnuka.
Nie czuła jednak wyrzutów sumienia. Z Tomkiem dawno już wszystko ustalili. Długie rozmowy z lekarzami, noce spędzone na czytaniu artykułów, szczere dyskusje we dwoje to wszystko skłoniło ich do tej decyzji. Żadne z nich nie chciało ryzykować zdrowia Poli. Zawsze zostaje adopcja albo surogacja i wcale nie trzeba tego się wstydzić.
Gdy zbierali się do wyjścia, atmosfera trochę się rozluźniła. Wanda pożegnała syna i tylko delikatnie skinęła głową Poli. W tym geście było jedynie poczucie obowiązku, żadnej czułości. W przedpokoju Pola uchwyciła wzrok Tomka przepraszam było w nim nie do przeoczenia.
Na zewnątrz oboje odetchnęli z ulgą. Świeże powietrze wydało się raz jeszcze przyjemne po niełatwej rozmowie. Pola ścisnęła dłoń Tomka, a on natychmiast odwzajemnił uścisk. Żadne z nich nie mówiło już o tym, co się wydarzyło, ale wiedzieli, że to, co najważniejsze, zależy tylko od nich, a nie od oczekiwań innych ludzi.
*************************
Trzy miesiące później
Pola coraz częściej czuła się dziwnie. Początkowo zrzucała zmęczenie na pracę albo przeziębienie. Jednak gdy dolegliwości nie mijały przez kilka dni, zaczęła się niepokoić.
Była ospała, codziennie rano męczyły ją mdłości, a dotąd neutralne zapachy zaczęły drażnić ją nieznośnie. Próbowała dać sobie radę kupiła w aptece leki na odporność, piła mnóstwo wody, kładła się wcześniej spać. Bez rezultatu. Coraz częściej rozpraszała się w pracy, a po południu padała z nóg, choć nie miała wymagających obowiązków.
W czasie rozmowy z mamą przez telefon wypaplała się przypadkowo o swoich samopoczuciu. Głos jej matki był pełen niepokoju i troski.
Pola, a jesteś pewna, że nie jesteś w ciąży? spytała z wyczuciem.
Pola aż się zdziwiła.
Absolutnie. Nie robię przerw z tabletkami, wszystko zapisane przez lekarza, stosuję się do zaleceń odpowiedziała przekonana.
Mama nie naciskała, ale w jej głosie było coś, co sprawiło, że dziewczyna postanowiła sprawdzić.
Dla własnego spokoju kup test, dobrze? To zbyt poważna sprawa, żeby ją bagatelizować.
Rzeczywiście, test nic nie kosztuje, a Pola będzie mieć pewność.
Dobrze, pójdę teraz do apteki. Tomek jest w pracy, więc mam chwilę dla siebie powiedziała, kończąc rozmowę.
Założyła płaszcz i wyszła. Apteka była zaraz za rogiem. Pola szła szybkim krokiem, goniąc myśli: A co jeśli mama ma rację? Ale przecież to niemożliwe
Pod półką z testami przez chwilę nie mogła się zdecydować było ich tak wiele. Wzięła dwa średniej klasy. Wolała mieć pewność. Zapłaciła kilkanaście złotych, schowała opakowania i wróciła do domu.
Siedząc w łazience, ledwie drżącymi rękami czekała na wynik.
Po paru minutach była już pewna: dwie kreski na obydwu testach. Popatrzyła na nie ze zdumieniem.
Niemożliwe Przestrzegałam zaleceń! szepnęła.
Wtedy rozległ się dzwonek do drzwi. Pola aż podskoczyła, spojrzała na zegarek to mógł być tylko Michał, który znów zgubił klucze.
Szybko schowała testy do kosza, poprawiła włosy i poszła otworzyć drzwi.
Zapomniałeś znowu kluczy? zaśmiała się.
Tak, w pośpiechu, przepraszam. Michał wszedł do środka, ściągnął buty i rzucił plecak na podłogę.
Pola pobiegła do kuchni musiała zająć się głodnym nastolatkiem. Nie wiedziała jeszcze, że jeden z testów przeoczyła i został na podłodze
*****************
Tomek, pojadę na tydzień do mamy. Źle się czuje rzuciła Pola, unikając wzroku swojego narzeczonego. Przykro jej było okłamywać ukochanego, ale w tej chwili nie mogła inaczej. Decyzja już zapadła
Tomek automatycznie oderwał się od komputera.
Może pojechać z tobą albo coś załatwić? Potrzebujesz pomocy? zapytał z troską.
Uśmiechnęła się ciepło, lekko skruszona, bo jego oddanie bardzo ją wzruszało, lecz teraz tylko wszystko komplikowało.
Na razie nie trzeba, dziękuję. Zadzwonię, jakby co odpowiedziała łagodnie.
Odwróciła się i zaczęła pakować do walizki sweter, parę dżinsów, podkoszulki, bieliznę, szczoteczkę do zębów Czas uciekał, a ona miała kilkadziesiąt minut na dotarcie na dworzec. Mama już na nią czekała jej obecność dawała poczucie bezpieczeństwa.
Daj znać, jakby coś się działo. Przyjadę, kiedy będzie trzeba rzucił Tomek.
Wrócę szybciej, niż się obejrzysz uśmiechnęła się Pola i przytuliła go na pożegnanie.
Droga na dworzec upłynęła jej jak we śnie. Sprawdzała telefon, martwiła się i próbowała zebrać myśli. Miała plan: pojechać, potwierdzić, wrócić. I potem, gdy kurz opadnie, szczerze porozmawiać z Tomkiem.
Następnego dnia trafiła do prywatnej kliniki. Przypadkowa, szybka wizyta, badanie, USG. Lekarka średniego wieku pewnym głosem potwierdziła:
Jest pani w ciąży. To około piąty-szósty tydzień.
Pola tylko pokiwała głową. Liczyła, że to pomyłka, że testy były wadliwe, wyniki się pomieszały. Ale wszystko się potwierdziło.
Przecież brałam tabletki! Jak to się stało?! w jej głosie zabrzmiała panika.
Może zawiodły, może inne leki wpłynęły na działanie antykoncepcji, może wchłanianie było zaburzone. Tak czasem się zdarza spokojnie tłumaczyła lekarka.
Po krótkiej pauzie dodała łagodnie:
Rozumiem, że raczej nie będzie pani kontynuować tej ciąży?
Pola zamknęła na chwilę oczy. Przez myśl przewinęły się dziesiątki rozważań i rozmów lekarzy sprzed lat. Przełknęła ślinę i odpowiedziała zdecydowanie:
Dziewięćdziesiąt procent szans na całkowitą utratę wzroku. Czy mogę się na to zdecydować?
Rozumiem pani decyzję. To bardzo trudna sytuacja. Zlecam szczegółowe badania, które pozwolą dobrać najrozsądniejsze postępowanie. Proszę przyjść jutro po wyniki głosem wolnym od zbędnych komentarzy zapewniła lekarka. Jeśli będzie cokolwiek niepokojącego, proszę dzwonić.
Pola podziękowała, zebrała papiery i jeszcze długo stała potem przy oknie, czekając, aż świat znowu nabierze ostrości. Przed nią był nowy dzień i bardzo trudna decyzja…
**********************
Pola! Tomek zadzwonił do niej z takim entuzjazmem, że dziewczyna od razu się zaniepokoiła. Dlaczego mi nie powiedziałaś?
O czym? spytała ostrożnie, hamując drżenie głosu.
Że jesteś w ciąży! odpowiedział aż zbyt szczęśliwie. Pola zamknęła na sekundę oczy.
Skąd wiesz? spróbowała zyskać na czasie.
Znalazłem test z dwoma kreskami. Zapisałem nas do dobrego lekarza. Pójdziemy razem na wizytę?
Pola wzięła kilka wdechów, zanim odpowiedziała:
Nie ma się z czego cieszyć. To jakaś pomyłka. Brałam cały czas tabletki, nic nie zaniedbałam. To musi być błąd.
W słuchawce zapadła cisza. A po chwili Tomek odezwał się coraz bardziej niepewnie:
Wiesz mama przyszła ostatnio, zobaczyła twoje leki i zaczęła mi tłumaczyć, że twój stan wcale nie jest taki beznadziejny. Że wiele kobiet rodzi mimo różnych chorób. Dała mnóstwo przykładów, przekonywała o nowych metodach… Tak mnie nakręciła, że no, uległem jej namowom.
Pola poczuła, jak ogarnia ją chłód.
Chcesz powiedzieć, że coś zrobiłeś z moimi lekami?
Nie, nie! Tylko przez przypadek rozsypałem twoje tabletki. Uznałem, że może to znak. Podmieniłem je na witaminy. Mama przekonała mnie, że wszystko będzie dobrze
Świat Poli dosłownie zawirował. Milion razy tłumaczyła, jak ważne jest przyjmowanie leków, jak groźny może być nawet krótkotrwały brak!
Serio?! Jej głos aż drżał. Wiedziałeś o ryzyku, a mimo to podjąłeś decyzję za mnie?
Tomek nie próbował zaprzeczać.
Chciałem mieć dziecko myślałem, że razem przez wszystko przejdziemy.
Pola wzięła się w garść.
Nie mam teraz czasu na rozmowy. Spotkajmy się w parku, pojutrze, w samo południe powiedziała stanowczo.
Dobrze, będzie jak chcesz zgodził się Tomek, nie kryjąc nadziei na jeszcze jedną szansę.
Po rozmowie Pola długo nie mogła się uspokoić. Rozpacz, złość, rozczarowanie. Wiedziała już, że z takim podejściem lekceważeniem zaufania i zdrowia bliskiego nie da się stworzyć prawdziwej rodziny.
W umówiony dzień Tomek przyszedł przed czasem z bukietem białych róż wiedział, że Pola je lubi. Stał niepewnie przy wejściu do parku, czekając, całą nadzieję pokładając w tej rozmowie.
Pola zjawiła się punktualnie, pod rękę ze swoim bratem, Pawłem. Nawet nie zerknęła na róże.
Pola, co jest? Zrobiłem coś nie tak? spytał zbity z tropu.
Wyjęła z torebki kartkę.
To wynik zabiegu. Nie będzie dziecka. Wiedziałeś o mojej chorobie, słyszałeś o ryzyku i postanowiłeś za mnie. Nigdy ci tego nie wybaczę. Jutro przyjadę po swoje rzeczy. Będę z bratem.
Tomek chciał ją zatrzymać, ale Paweł stanął między nimi, jasno pokazując, że nie zamierza dopuścić do kolejnej rozmowy.
Kłamiesz! krzyknął z rozpaczą Tomek. Konsultowałem się z lekarzem! Powiedzieli, że to nie takie duże ryzyko! Po prostu nie chciałaś tego dziecka!
Pola zatrzymała się na moment.
Poszedłeś do lekarza bez mojej wiedzy? Opowiadałeś obcemu człowiekowi o moim zdrowiu? Nawet nie znasz dokładnej nazwy mojej choroby! Myślałeś tylko o tym, co chciałeś usłyszeć, a nie o mnie!
Chciał jej przerwać, chciał ją jeszcze jakoś przekonać.
Pragnąłem rodziny. Jego głos był już pełen żalu. Przecież rozmawialiśmy o adopcji, surogatce
Ale ja ryzykowałabym swoim życiem i zdrowiem! Ciąża nie jest czymś, co można zaplanować za kogoś, wymusić czy zaryzykować cudzym kosztem! Pola była stanowcza i nieugięta.
Brat Poli pokiwał głową. Przerażała go łatwość, z jaką Tomek potraktował życie jego siostry.
Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego dodała Pola chłodno. Nie chcę się bać, co jeszcze wymyślisz. To definitywny koniec.
Tomek patrzył, jak odchodzi, przez dłuższą chwilę, zanim opadł bezradnie na ławkę. W zaciśniętej dłoni trzymał bukiet białych róż, coraz bardziej więdnących.
Po raz pierwszy naprawdę zrozumiał, ile stracił. A głęboko w duszy zadźwięczało mu pytanie: A jeśli ona ma rację?
W życiu nie ma miejsca na kompromisy, jeśli chodzi o zaufanie, szacunek i bezpieczeństwo drugiego człowieka. Miłość bez odpowiedzialności zamienia się w zdradę i zostaje po niej tylko żal.



