Pod jarzmem matki
W wieku trzydziestu pięciu lat Weronika była nieśmiałą, wycofaną kobietą. Nigdy nie miała chłopaka, chociaż od dawna pracowała jako księgowa zaraz po szkole średniej znalazła pracę i przez cały ten czas nie zmieniała stanowiska.
Nie dbała szczególnie o siebie, chodziła w workowatych ubraniach, była lekko zaokrąglona, zawsze miała smutny wyraz twarzy i zaciśnięte usta. Weronikę urodziła matka, Mariola, mając zaledwie osiemnaście lat, i do dziś córka nie zna swojego ojca. Wychowywała się na wsi u babci, tam kończyła szkołę, a do matki przeprowadziła się dopiero, gdy poszła do technikum w większym mieście.
Gdy Weronika dorastała na wsi pod okiem surowej babci, Mariola bujnie żyła w Warszawie imprezowała, zmieniała mężczyzn, była atrakcyjna i zupełnie nieodpowiedzialna. Do wsi zaglądała co miesiąc lub dwa, przywoziła córce jakąś drobnostkę, po czym znikała. Miłości ani czułości Weronika nie zaznała ani od babci, ani od matki.
Dziś Weronika nadal mieszka z matką w bloku na jednym z warszawskich osiedli. Sześćdziesięcioletnia Mariola wygląda świetnie, dba o siebie, korzysta z luksusowych kosmetyków, regularnie chodzi do fryzjera, na zabiegi oraz czasem na randki. Weronika jest totalnym przeciwieństwem.
W końcu, kolejny ponury dzień w pracy dobiega końca. Weronika przekazuje dokumenty koleżance, która przejmuje jej obowiązki na czas urlopu, i opuszcza biuro.
Wreszcie urlop myśli Weronika. Premia urlopowa w torebce, ale przecież matka zaraz wszystko zabierze. Znowu urlop spędzę w domu. Mam już dość tego wszystkiego. Dlaczego nie potrafię się postawić? Przecież już dawno nie jestem dzieckiem, a matka trzyma mnie przy sobie i żąda wszystkich pieniędzy co do grosza. Nawet wypłatą nie mogę samodzielnie dysponować. Brak mi perspektyw
Po powrocie do mieszkania Weronika widzi matkę czekającą w korytarzu.
W końcu przyszłaś zaczyna Mariola. No i jak, premia urlopowa wpłynęła? Dawaj tu!
Tak, już daję, tylko się rozbiorę odpowiada Weronika.
Nawet nie zdążysz się rozebrać…
Weronika grzebie nerwowo w torebce, szukając portfela.
Boże, chodzisz z taką starą, brzydką torbą, nie wstyd ci? komentuje matka z pogardą.
Weronika jest zaskoczona, łzy napływają jej do oczu.
Skąd mam mieć pieniądze na nową torbę, skoro wszystko mi wyciągasz? wyrwało się Weronice, sama się dziwi, że w ogóle odważyła się sprzeciwić.
Torba to pół biedy, ale popatrz na siebie! Wyglądasz niechlujnie, jesteś gruba! Weź się za siebie, schudnij! szydzi matka, otwarcie drwiąc. Wstyd mi z tobą wyjść gdziekolwiek.
Wstyd? Weronika wydziera się. A nie wstyd zabierać moje pieniądze? Z tobą i tak nigdzie nie chodzę! krzyczy, po czym z impetem wybiega z mieszkania.
Zasłania twarz dłońmi, siedząc na ławce przed blokiem, płacze. Nie wie, ile minęło czasu, aż z zamyślenia wyrywa ją głos.
Weronika, co Ty tu robisz? podnosi głowę i rozpoznaje sąsiadkę z sąsiedniego klatki, panią Annę Zielińską, która mieszka na parterze. Płaczesz? Anna siada obok i bierze Weronikę za rękę. Co się stało, naprawdę wszystko jest takie złe?
Weronika obnaża całą prawdę Annie.
Mama zabiera mi wszystkie pieniądze i wydaje na luksusowe kosmetyki i ciuchy, a ja chodzę w byle czym. Jestem temu winna, od dziecka taka miękka, nie umiałam sprzeciwić się babci, teraz i matce. Mama jest surowa i władcza…
Anna kiwa głową, a wtedy Weronika zaczyna się wstydzić.
Nie powinnam tak mówić o mamie. Pomyśli pani, że jestem plotkarą, chociaż faktycznie jestem nieudacznicą.
Anna Zielińska dobrze zna Mariolę, szczerze jej nie szanuje, a do Weroniki zawsze czuje współczucie. Doskonale rozumie, w jakim Weronika tkwi poddaństwie.
Weronika, przestań się zamartwiać i płakać. Jesteś dorosła, musisz zadbać o siebie!
Ja dorosła…? Pani Aniu, mnie nikt nigdy nie kochał i ja też nikogo… Nikomu nie jestem potrzebna…
Posłuchaj, musisz jak najszybciej wyprowadzić się od matki Zalękniona Weronika patrzy na sąsiadkę.
Ale co ja zrobię? Z mojej pensji nie wynajmę mieszkania, a mama się wścieknie. Przecież powinnam jej oddać premię urlopową, nie zniosłam jak mnie atakowała, stąd uciekłam z domu…
Powiedziałaś, że masz premie, a matka Ci jej nie zdążyła zabrać. Nie martw się o matkę, poradzi sobie. Musisz myśleć o sobie! Mam dla ciebie propozycję zamieszkaj na mojej działce pod Warszawą. Dom wybudował mój świętej pamięci mąż. Nic Cię nie wyniesie. Jesteś akurat na urlopie, wykorzystaj ten czas, nie chcę od Ciebie pieniędzy.
Naprawdę mogę zamieszkać u pani na działce? pyta nieśmiało Weronika.
Oczywiście, znam Cię dobrze. Poczekaj, przyniosę klucze i zapiszę Ci adres oraz numer telefonu.
Weronika dojeżdża do dworca, kupuje bilet na pociąg podmiejski, i siedząc przy oknie, obserwuje innych pasażerów. Nigdy wcześniej nie opuszczała Warszawy, jej życie to praca i dom. Spokojnie ogląda mijające za oknem pejzaże. Gdy dociera do właściwej stacji, wysiada i przechodzi piechotą na działkę Pani Anny. Otwiera drzwi i wchodzi do pustego domu.
Ogarnia ją cisza, siada w starym fotelu.
Boże, jaka cisza! Jak cudownie być samą, to zupełnie inny świat rozmyśla.
Matka nie komentuje, nie szydzi. Weronika widzi na stole pilot, włącza telewizor wkrótce leci jakieś talk-show. Zazwyczaj matka przełączała na swoje ulubione programy, nie licząc się z potrzebami córki.
Sama jesteś dziwna, takie głupoty oglądasz drwiła Mariola, nie pozwalając Weronice się sprzeciwić, obrażając ją.
Weronika nigdy nie odpowiedziała matce ostrzej, zawsze spuszczała głowę, gdy matka klęła. W jej głowie nie pojawiła się myśl, by się postawić.
Wkrótce Weronika obchodzi dom, wkłada do lodówki kupione wcześniej pierogi ruskie, ser i jogurt. Przed pociągiem zdążyła zrobić szybkie zakupy w sklepie przy dworcu.
Ugotowała pierogi, najadła się i poczuła się spokojna.
Ale dobrze być samemu! cieszyła się.
Nagle dzwoni telefon matka.
Uciekłaś, widziałam, jak siedziałaś z Anną na ławce przed blokiem. No, no, zobaczymy ile wytrzymasz sama. Posłuchałaś obcych ludzi… Nic ci nie pomogą, bo jesteś niezaradna. Zginiesz beze mnie…
Weronika rozłącza, wiedząc, że matka zaraz zacznie wyzywać. Dziwnie nie robi to już na niej wrażenia. Wieczorem dzwoni Pani Anna.
Weroniko, jak się urządziłaś? Rozejrzałaś się po domu?
Tak, pani Aniu, bardzo dziękuję.
Jutro przyjedzie mój siostrzeniec, Stefan, przywiezie Twoje rzeczy.
Jakie rzeczy?
Matka przyniosła dużą torbę i rzuciła: Zabrałaś mi córkę, bierz i jej rzeczy!
Dobrze, jak rozpoznam Stefana?
Wysoki, w okularach, sam zapuka, zna moją działkę, przyjedzie autem.
Czy to na pewno wygodne?
Weronika, skończ już z tymi pytaniami. Jesteś dorosła, czas na samodzielne życie! I pokochaj siebie. Musisz zabrać się za siebie, kupić nowe ubrania, bo tak naprawdę jesteś ładna, tylko o siebie nie dbasz. No, do widzenia!
Rosa skrzy się na trawie, gdzieś w oddali szczeka pies, śpiewają ptaki.
Weronika wsłuchuje się w słowa sąsiadki, podchodzi do lustra.
Rzeczywiście się zaniedbałam, ale jeśli spojrzeć osobno mam ładne oczy, tylko zbyt smutne, gęste włosy, a wiecznie spinam je niedbale, jak babcia. Schudnąć muszę, matka ma rację.
Weronika spała jak dziecko, mocno jak nigdy. Rano promienie wpadają przez firankę, słońce świeci, otwiera okno rosa na trawie, szczeka gdzieś pies, śpiewają ptaki.
Cudowny poranek myśli Weronika, przeciąga się.
Siada na werandzie, popija kawę, którą znalazła w szafce, ogląda telewizję. Po głowie chodzi jej myśl o zmianie pracy, o wynajmie mieszkania w Warszawie przecież z działki do miasta jest utrudniony dojazd. O matce nawet nie pamięta. Czuje, jak w sercu pojawia się radość na myśl o nowym życiu.
W końcu będę żyć na własną rękę, już nie zależę od matki! jej myśli przerywa delikatne pukanie do drzwi.
Kto to może być? z niepokojem otwiera.
W progu stoi wysoki mężczyzna w okularach z dużą torbą.
Dzień dobry uśmiecha się Stefan. Jestem Stefan, siostrzeniec Pani Anny, a pani to Weronika?
Dzień dobry, tak, to ja, zapraszam mówi, wpuszczając Stefana do środka.
Ciocia prosiła, żebym przywiózł rzeczy i pomógł w razie potrzeby. Może chcesz gdzieś pojechać, mam samochód za bramą. Proszę się nie wstydzić, Weroniko mówi ciepło Stefan. Ciocia wspominała, że jesteś bardzo nieśmiała… znam trochę Twoje życie wybacz.
Tak właśnie Weronika poznała swojego przyszłego męża. Stefan naprawdę ją pokochał, tym bardziej że jego pierwsze małżeństwo było kompletną porażką. Od kiedy się zakochała, Weronika przemieniła się diametralnie, zniknęła ostrożność i zrezygnowane spojrzenie. Schudła, zaczęła dbać o siebie dla swojego ukochanego. Poszła do salonu piękności, gdzie przemienili ją całkiem nie do poznania.
To naprawdę ja? śmiała się do siebie w lustrze, oczy błyszczały.
Stefan zabrał ją do siebie do mieszkania w centrum Warszawy.
Weroniko, zawsze marzyłem o takiej kobiecie jak Ty serdecznej, szczerej i opiekuńczej. Nie będziemy się czaić, nie jesteśmy dziećmi, wyjdź za mnie!
Weronika zgodziła się, czuła, że trafiła na wspaniałego człowieka, byli wręcz podobni do siebie. Skromny ślub, do stołu zaproszono także Mariolę, która i tym razem nie mogła się powstrzymać od złośliwych uwag. Ale Anna szybko wyprowadziła ją z równowagi. Mariola wyszła, nikt nawet nie zwrócił na to uwagi, a Weronika nie była tym dotknięta.
Rodzina Stefana bardzo polubiła Weronikę. Stefan patrzył na nią zakochanym wzrokiem, myśląc:
Każdemu w końcu przychodzi szczęście, przyszło i do nas z Weroniką.
Wkrótce Weronika spodziewała się dziecka, była podwójnie szczęśliwa. Może późno, ale jednak jej szczęście się spełniło. Zapomniała już o życiu pod twardą ręką matki, znalazła siłę, by zmienić swoje życie. Odrodziła się nie tylko zewnętrznie, ale i wewnętrznie, bo w końcu pokochała siebie i Stefana.
Dziękuję za przeczytanie i Wasze wsparcie. Powodzenia!



