Jestem z Tobą
Paweł, ja już nie wiem, co robić! Ona nikogo słuchać nie chce! Uparła się, że będzie rodzić! Jaki dzieciak, Pawełku? No jaki? Ma dopiero dziewiętnaście lat! Całe życie przed nią! Teraz rzuci uniwersytet i co? Zostanie sprzątaczką? Trzeba jakoś rozwiązać ten problem! I ty musisz mi pomóc!
Czym, mamo?
Głos Pawła był tak chłodny, że Irena mało nie upuściła telefonu. Syn nigdy wcześniej w ten sposób z nią nie rozmawiał! Zawsze był dobry, ciepły, jej kochany chłopiec A teraz? Co zrobiła źle? Przecież winna tej sytuacji nie jest ona, tylko Lalka! Zakochała się, widzisz, dorosła panna! Głupia dziewczyna! Lepiej by matki posłuchała! Ale co tu teraz narzekać? Sama wychowywała ją, dawała wszystko, próbowała być dla niej koleżanką, a teraz wychowanie się odezwało! No, proszę bardzo, Ireno Pawłowno, oto twoje efekty! Ale dlaczego? Dlaczego tak? Przecież Paweł to wspaniały syn! Mądry, grzeczny, posłuszny! Zawsze pomoże i wesprze! Choć mieszka już osobno. No bo przecież to dorosły mężczyzna, samodzielny, tylko jeszcze nieżonaty. Ile mu powtarzała, że czas już zakładać rodzinę, a on swoje A ona tak chciałaby już mieć wnuki! Ile można czekać? No dobrze, jak Lalka była jeszcze mała wieczne bieganie po sekcjach, zawody sportowe. Na refleksje i przejmowanie się wiekiem nie było czasu. A teraz? Córka już dawno jest samodzielna. Sport porzuciła, w domu prawie jej nie ma. Ciągle gdzieś biegnie. To zajęcia, to znajomi, to grupa poszukiwawcza, a teraz jeszcze ten on się pojawił! Gdzie ona go znalazła, to niepojęte! Dla Ireny to przecież ameba, a Lalka zakochana! Nigdy nie potrafiła ludzi rozpoznawać! Zawsze jej się wydawało, że wszyscy są dobrzy! Ile matka nie tłumaczyła, że takich dobrych ze świecą szukać, nie docierało. No i do czego to doprowadziło? Jak to teraz wszystko poukładać? A tu zaraz święta, a ona ma tylko ból głowy. I jeszcze teraz Paweł! Co za ton? Dlaczego tak z nią rozmawia?!
Pawle, jak ty się do mnie odzywasz?
Gdzie ona, mamo? Paweł skręcił gwałtownie w boczną uliczkę, zaparkował. Spokój, z którego słynął, skończył się, gdy matka powiedziała dziecko. Zadrżały mu ręce, ciemno zrobiło się przed oczami i miał ochotę wykrzyczeć wszystko, co czuł, tak jak wtedy Ale przecież krzyk wtedy nic nie pomógł, więc i teraz nic nie zmieni. Trzeba się opanować i zrobić coś, żeby choć ten mały, jeśli nie jego własny syn czy córka, bo Pawłowi do dziś nikt nie powiedział, kogo spodziewała się Sylwia, to przynajmniej to dziecko, Laleczki, zostało przy życiu. Ach, mamo! Co ty wyprawiasz! Przecież zawsze bardziej kochałaś Lalę niż mnie. Jak mogło być inaczej dziewczynka, późne dziecko! Kto by się nie rozczulał, nie kochał tego niebieskookiego cudu z jasnymi loczkami? Lalka od zawsze była piękna. Już od pierwszego dnia. Do tego czasu Paweł widział już wielu noworodków, bo w ich wielkiej rodzinie, gdzie roiło się od cioć i kuzynek, co chwila pojawiało się nowe dziecko i świętowano chrzciny. Wszystkie dzieci były podobne, Matysowe szerokie szare oczy, korpulentne ciałka, pulchne rączki i nóżki, którymi chwaliły się przed rodziną. Im grubsze, tym lepiej. Tylko Lala wszystkich zaskoczyła. Oczy dostała rodowe, ale cała reszta Skąd ta łabędzia szyja, marmurowe, delikatne kończyny, jakby wyrzeźbione przez mistrza? Matka nawet przez jakiś czas bała się patrzeć na własne dziecko. Potem patrzyła z dumą, gdy Lala krążyła jak motyl wśród kuzynek na spotkaniach rodzinnych. Tak wyróżniała się, że wszyscy mimowolnie patrzyli tylko na nią.
Piękność się urodziła! wzdychały z zazdrością ciocie, poprawiając kokardy i sukienki własnym córkom.
A kiedy Lala po raz pierwszy wyszła na matę, w pięknym stroju gimnastycznym, wyciągając paluszki z największą starannością, było jasne ta dziewczyna jest stworzona do czegoś więcej.
Matka rzuciła się w karierę sportową córki, a Paweł w końcu mógł się zająć własnym życiem, wolny od nachalnej troski matki. Owszem, kochała go, ale przede wszystkim była dumna i nie dawała o tym zapomnieć:
Pawełek wygrał olimpiadę z fizyki. Tak, tę najważniejszą! O jego przyszłość nie musimy się bać. Geniusz rośnie! Zaraz będą wyniki z matematyki, też będzie świetnie! Ach, to nic trudnego, wychowanie dziecka, wystarczy zajmować się nimi.
Irena nie zauważała, jak jej rozmówczynie marszczyły brwi i zaciskały usta. Ona żyła swoim światem genialne i piękne dzieci, kochający mąż, praca, którą lubiła. Uczyła angielskiego robiła to znakomicie, do tego stopnia, że nawet słabego ucznia umiała w rok nauczyć do matury i dostać się na studia. Ceniono ją, polecano sobie znajomi, mimo warunków finansowych brała dwa razy więcej niż inni w Krakowie.
Zależy, co dla kogo ważniejsze pieniądze czy efekt. Jeśli nie szczędzisz na dzieciaku, masz gwarancję, że zrobię wszystko.
Paweł podziwiał, jak matka wszystko ogarnia treningi Lalki, dom, pracę. Była świetnym organizatorem i tego też jego nauczyła. I teraz mu to pomagało.
Dziś też miał dzień wypełniony po brzegi. Dobrze, że był wieczór. Wiadomość od matki wybiła go całkowicie z rytmu.
Ile lat minęło odkąd tamto usłyszał?
Jestem w ciąży. Nie chcę rodzić. Jestem za młoda i nie wezmę na siebie takiej odpowiedzialności. To twoja wina! Ty masz to załatwić. Klinikę już znalazłam, reszta należy do ciebie.
Boże, jak oni wtedy pokłócili się z Sylwią Po raz pierwszy przez trzy lata Paweł krzyczał, aż szyby dygotały. Był wściekły i nie rozumiał czemu to jego wina? Przecież nieraz proponował jej ślub, rodzinę, mieli już mieszkanie, samochód, pierwszy dochodowy biznes. Czego chcieć więcej? Nie, nie był bogaczem, ale i Sylwia nie była księżniczką. Zwykła dziewczyna z sąsiedniej grupy, przyjechała uczyć się z małego miasteczka w Małopolsce o dziwnej nazwie. Śmiała się zawsze, jak próbował ją wymówić. Poznali się szybko biegła korytarzem, wpadła na Pawła, który rozwiązywał zadanie, bazgrając ołówkiem po ścianie.
Co tu stoisz? Przejść nie można! Papieru mało w kraju? Musisz ściany mazać? W domu też tak masz?
Warknęła, zrywając pantofel z krzywym obcasem, i dalej pognała boso, spóźniona na egzamin. Paweł poczuł jakby coś go zaczarowało, popędził za nią.
Po egzaminie Sylwia zaczepiła go:
Piątka! Trzeba uczcić! Masz pomysł?
Spotykali się ponad rok, zanim się wprowadzili razem. W tym czasie Paweł mieszkał z dziadkiem, którym się opiekował, bo mama ciągle w rozjazdach, a ojciec prawie nie bywał w domu. Rok później dziadka zabrakło, a rodzice uznali, że mieszkanie po nim za ciasne, choć Paweł nie narzekał. Kiedy nie było już dziadka, nawet jemu odechciało się tam mieszkać. Zgodził się na zamianę na coś większego. Bardzo tęsknił za dziadkiem, pamiętał jego zrzędzenie rano:
Chodź, studenciku! Zrobiłem ci śniadanie.
Dziadek był twardy, jak kuter, który prowadził przez wiele lat po Wiśle.
Niedługo i ja odejdę. Co mam bez babci tu robić?
Dziadku! A ja? A Lalka?
Dla was jeszcze trochę pożyję. Chcę zobaczyć, kim będziecie. Ale potem tam. Bo ona na mnie czeka.
Babcię nazwał gołąbeczką od dnia poznania.
Delikatna była Takich kobiet już nie ma, Paśka. Ja, dureń, ją krzywdziłem, a ona tylko się uśmiechała, kiwała głową i mówiła: “Co ty, Pawełku, tak szalejesz”. I tyle! Ani pretensji, ani krzyku! Choćby raz na serio zrugała byłoby mi łatwiej.
A było za co?
A jakże? Życie długie. Ale wiesz, Paweł, jak jest co wybaczać, to bardziej się tęskni. Bez tego wszystko przygniata.
Paweł to widział. Widział, jak dziadek gasł, jak świeczka. Wtedy zrozumiał, co to tak naprawdę miłość. Taką chciał mieć ze Sylwią, ale widział, że to niemożliwe, gdy spojrzała na niego chłodno, wyciągając rękę po kartę w celu opłacenia kliniki.
Sama zabrała kartę, po kłótni zgarnęła szybko swoje ubrania, wyciągnęła z kieszeni portfel Pawła i wyszła. Paweł ocknął się dopiero, gdy dostał SMS z banku duża suma zniknęła. Zablokował kartę, pojechał do rodziców.
Matka lamentowała, ojciec uciął awanturę i powiedział:
Jak będzie trzeba pomóc jesteśmy blisko.
O tym, co się stało, Paweł rodzicom nie powiedział. Tylko że rozstali się z Sylwią. Wiedział, że matka by się denerwowała i zniszczyła dziewczynę wspomnieniami dla przyszłych wnuków Lalki. Po co? Lepiej niech myślą, że Paweł zerwał. Nie dogadali się. Łatwiej
Zamknął się w swoim pokoju, długo siedział na starej, niemodnej wersalce, której rodzice nie chcieli zmienić na nową. W środku miał czarno, myśli zalepiały mu mózg niczym smoła. Gdzie znaleźć światło?
Światło przyszło samo. Laleczka weszła do pokoju, postała. Usiadła cicho na dywaniku, ułożyła zgrabnie nogi, wytarła palcami łzy z jego policzków, a potem powiedziała:
Źle ci, prawda? Paweł, co mam zrobić? Tak bardzo chcę ci pomóc, ale nie wiem jak
Po prostu posiedź obok. Żebym głupot nie zrobił.
Została. Tak przesiedzieli do rana, aż nie zadzwonił budzik i matka nie zauważyła braku córki w pokoju. Myślała pewnie, że ta przez nerwy wstała wcześniej w końcu miała zawody. Nie wiedziała, że większość nocy po prostu milczeli, a potem nagle zaczęli rozmawiać i nie mogli skończyć. Młodsza siostrzyczka okazała się nagle kimś dużo głębszym i mądrzejszym, niż wszyscy sądzili. To była prawdziwa mądrość. Lala wyciągnęła z Pawła wszystko, co czuł, i prosto, zwyczajnie wytłumaczyła, co robić. Bez banałów i recept, ale Paweł poczuł, że życie się nie skończyło, coś jeszcze dobrego może być przed nim.
Lala, powinnaś studiować psychologię!
Sądząc po tym, jak się zarumieniła, trafił w punkt. Ale jej marzenie zupełnie nie odpowiadało wizji matki, która widziała w córce słynną sportsmenkę i robiła wszystko, by tak było. Nawet teraz wbiegła do pokoju, zganiła córkę, że nie jest jeszcze umyta, pogłaskała syna po głowie co go zawsze denerwowało i pognała szykować śniadanie.
Na tych zawodach Lalka wygrała. Latała po macie tak, że sędziowie kręcili z niedowierzaniem głowami. Skąd u tej dziewczyny takie poczucie muzyki? Habanera brzmiała z głośników, a Lala tańcem opowiadała całą noc brata ból, niezrozumienie i siłę. Siłę, która ożywi zgliszcza.
To mogło być wielką przepustką nawet planowano przenieść ją do Warszawy, ale wydarzył się nieszczęśliwy wypadek. Wracając wieczorem z treningu pieszo (ojciec się spóźnił w pracy, brata nie chciała fatygować), nie zauważyła podążających za nią dwóch chłopaków.
Dziewczyno, poczekaj! Co tak biegniesz? Mamy pieska, zobacz jaki słodki!
Lalka od dziecka bała się psów, nie odważyła się spojrzeć za siebie. Wiedziała, że nie wolno biec, bo pies pogoni. Klatka bloku była o dwa kroki, w holu światło, ludzie. Szybkim krokiem, opanowując panikę, ruszyła do schodów i zapomniała, że wieczorem był mróz. Poślizgnęła się na oblodzonym stopniu, upadła i zemdlała.
Ocknęła się w szpitalu, obok blada jak ściana matka, nieprzytomna spojrzeniem. Głowa kręciła się, nogi bolały bardziej niż po treningu.
Mamo
Obudziłaś się? Irena odwróciła się od ściany, Lalka widziała, ile matka płakała oczy były tak opuchnięte, że zrobiły się szparki. Jak to się stało, Laleczko? Jak?
Nie wiedziała, czy matka żałowała bardziej skomplikowanych złamań, które zamknęły jej karierę sportową na zawsze, czy utraconej szansy na sukces. Próżno było szukać współczucia nie że go chciała, ale przez chwilę marzyła, by matka po prostu ją przytuliła ze słowami: “Wytrzymaj, mała, będzie dobrze!”
Paweł to zrobił. Myszko, trzymaj się! Wiem, że boli. Chcesz tort? Teraz na pewno już możesz! Będziemy jeść, aż nas brzuchy rozbolą! Albo wezmę cię na ręce pójdziemy na spacer, porzucasz we mnie śnieżkami z ławki. I nie marudź, kupię ci piękne kule, a ty będziesz się uczyć do matury. Nadal chcesz być psychologiem?
Przytulał ją, a ona chowała się w jego ramionach jak w kokonie. Tak było trochę lżej i nawet ból ustępował.
Rehabilitacja trwała, ale pod koniec pierwszego roku studiów Lalka chodziła już prawie swobodnie, choć nie tak lekko jak kiedyś. Kule różowe, perłowe brat sam pomalował jej w warsztacie. Miała je zachować na pamiątkę, ale potem, poznając ludzi ze stowarzyszenia poszukiwawczego, zrozumiała, że są tacy, którym jest znacznie trudniej. Przekazała kule Lenie dziewczynie na wózku, która prowadziła coś w rodzaju sztabu wolontariuszy. Lalka zaparzała w kółko herbatę, kroiła chleb na kanapki dla tych, którzy o tej porze byli już w lesie, szukając zaginionego chłopca.
Lena, ty w ogóle nie masz w tym spokoju!
Po co mi spokój? Wolę być potrzebna, niż taka samotna.
Tam właśnie Lalka poznała Maksymiliana.
Matka w czymś miała rację: niewyróżniający się, trochę jakby wymazany, był tłem, ale robił więcej niż kilku ludzi razem. Lalka znała jego historię, nie opowiadała jej jednak matce ta by nie zrozumiała. Według niej Maks nie był odpowiednią partią dla jej córki.
Do grupy trafił, kiedy zaginął jego ojczym. Szukał go na własną rękę prawie dobę, dopiero potem zadzwonił do wolontariuszy, bo policja nie przyjęła zgłoszenia.
Ma cukrzycę! Coś się stało! Sam by nie zniknął! Maks krzyczał, ale nikt go nie słuchał.
Ojczym, Gienek, był trzecim mężem matki Maksa i dla chłopaka stał się prawdziwym ojcem. Pierwszy mąż zostawił Zofię, gdy tylko zaszła w ciążę. Niby razem przez rok, ale jak syna odbierali dziadkowie. Matka wyjechała zarabiać, Maks został z dziadkami. Do matki wrócił jako dziesięciolatek z nowym mężem. Życie z nim nie poszło najlepiej, był surowy. Po kłótni o wybite okno w szkole uciekł na ulicę. Dziadek znalazł go dopiero wieczorem.
Z nami zamieszkasz. Tam więcej nie wrócisz.
Z matką nie wrócił nawet ona nie nalegała. Rok później wyszła za Gienka, wdowca dobry człowiek, nie pije, spokojny. Nawet z dzieckiem chciał się zająć. Maks się zaprzyjaźnił z nim dopiero po wspólnej wyprawie na ryby.
Byli osobno na łódce, ale jakieś zwyczajne słowa, cisza, świt, to wszystko zmieniło jego życie. Od tej pory już nigdy Gienek nie łowił sam.
Pojawił się potem w życiu Maksa, stał się dla niego kimś bliskim, nawet kiedy matka odeszła na onkologię. Formalnie go przysposobił.
Jeśli nie masz nic przeciwko przytulił chłopaka. Nie jesteś sam. Zawsze będę przy tobie.
Gienek zaginął wracając z pracy wieczorem. Zadzwonił do Maksa, poprosił o chleb i zniknął.
Maks znalazł kierowcę autobusu, rozpoznał go, bo kurtka ta sama. Faktem jest, że nikt nie zareagował na człowieka leżącego na ziemi niedaleko parku. Można go było uratować Zamiast przystanku poszedł na skróty przez park i tam zmarzł.
Na drugi dzień po pogrzebie Maks zgłosił się do Leny:
Powiedz, co mam robić. Chcę pomagać.
Z Pawłem Lalka poznała Maksa niemal od razu.
Lubię go, Paweł. Może nawet bardziej niż lubię.
To chyba dobrze?
Chyba.
Kim jest?
Wydaje mi się, że dobrym człowiekiem
Paweł poznał Maksa lepiej i przyznał, że siostra ma rację. Wyglądali obok siebie niecodziennie piękna, wysoka Lalka i niezauważalny Maks. Rodziców nie zachwycił, Paweł pośpieszył więc z poparciem siostry.
Najważniejsze, żeby był dobrym człowiekiem! Prawda?
Irena cmoknęła niezadowolona, ale się nie odezwała, ojciec spojrzał pytająco znad okularów i pokiwał głową.
Zobaczymy.
No i zobaczyli
Paweł odpalił silnik i ostrożnie wyjechał na ulicę. Musi znaleźć Lalę. Raczej po kłótni z matką nie pobiegnie się utopić, ale różnie bywa Irena, niemal pewny, nie chciała jej słuchać, a przecież nie wie, że Maksa już nie ma. A dziecko, jak się okazuje, jest
Przypadek, zupełnie głupi, kosztował życie tego cichego, jasnego chłopaka. Późnym wieczorem wracając do domu, przez telefon z Lalą zagadał się, wszedł na jezdnię przed przejściem i zapomniał, że ma na sobie ciemną zimową kurtkę zamiast jasnej. Nie można było winić kierowcy sam Paweł jeździł tą ulicą i wiedział, że oświetlenie jest tam fatalne. Ciemna postać w mroku jest niewidoczna.
Dwa dni temu. Jutro pogrzeb, Lalka nie powiedziała nic rodzicom. Zamknęła się w sobie, nie chce mówić, nie może płakać.
Łzy nie lecą, Pawciu. Nie umiem Tylko cicho szlocham w poduszkę, by rodzice nie słyszeli
Nie powiedziałaś im?
Nie mogę. Mama zacznie Sama wiesz A teraz tego nie zniosę
Paweł nie rozumiał, dlaczego siostra nie powiedziała mu o dziecku. Może sama jeszcze nie wiedziała? A jak już się dowiedziała dlaczego nie zadzwoniła?
Pytań mnóstwo, odpowiedzi żadnej.
Drzwi mieszkania Leny, jak zwykle, były otwarte. Paweł ostrożnie zastukał w framugę kuchni i zapytał:
Lena, gdzie Lala?
U mnie w pokoju. Idź. Czekała na ciebie.
Było ciemno, Paweł odruchowo cofnął rękę od światła. Jeśli Lala płakała, światło bolałoby ją w oczy.
Paweł…
Jestem.
Dobrze…
Westchnienie było ciche i pełne rozpaczy, Paweł podszedł do łóżka, objął siostrę razem z kocem najczulej, jak potrafił.
Nie bój się, mała, jestem z tobą! Damy radę! Wiem, że teraz myślisz, że już nic dobrego cię nie spotka ale to nieprawda! Będzie dziecko, będzie nowe życie! Na pewno będzie wspaniałe, bo ma taką mamę i tatę, jakich ze świecą szukać!
Lala cicho zaszlochała i w końcu rozkleiła się, wtulając rozczochraną główkę w ramię brata.
Ty też powinieneś studiować psychologię, Paweł Wyszłoby ci Tak mi źle! Gdybyś wiedział…
Tego wieczoru Paweł zabrał siostrę do siebie. Rodzicom powiedział, że Lalka będzie mieszkać teraz u niego. Jeśli nie chcą stracić obojga dzieci, muszą pogodzić się z tym, że ona sama już będzie decydować o swoim życiu.
A potem wszystko było trudne. I ciąża Lalki z wyczerpującymi nudnościami prawie do samego porodu, i pertraktacje z rodzicami, którzy ciężko przeszli do porządku, że ich dzieci dorosły. Głównie dogadywał się z Ireną, ojciec Pawła i Lalki potajemnie przyjeżdżał przez cały czas, pomagał przygotowywać się do porodu, znalazł świetną lekarkę, która bardzo ulżyła Lali.
Mała Wiktoria pojawiła się na świecie o świcie, wykańczając mamę i swoim basowym wrzaskiem rozśmieszając położną:
No, jaka głośna! Mama baletnica, a córka basem! Po kim to?
Po tacie Lalka patrzyła na czerwone, naburmuszone buźki córki i się uśmiechała. To nowe życie W Maksie będzie teraz trwać dalej, bo Wiktoria nie ma oczu Matysów. Więc ten ród przedłuży Paweł, a ona Maksa
Trzy lata później.
Wiki! Chodź tu! Mam dla ciebie prezent!
Paweł! Znowu? Lalka wychyla się z kuchni, obtarta mąką po łokcie. To jest Nowy Rok, nie urodziny. Nie rozpuszczaj mi dziecka!
Mam prawo! Od czego są wujkowie i chrzestni? Tamten prezent był od rodziny, a ten od chrzestnego!
Wiki puściła ogon kota, który wyciągnięty na dywanie, w pokoju służącym i za salon, i za sypialnię maleńkiej kawalerki kupionej przez Pawła dla Lalki, znosił jej gryzienie cierpliwie. Paweł sprzedał własne mieszkanie, dołożył trochę pieniędzy i kupił dwie jednakowe kawalerki w nowym bloku, żeby być blisko siostry i chrześnicy.
Uważne, całkiem jak u Maksa, oczy spojrzały na pudełko u Pawła, a gdy je otworzył błyszczały jak lampki choinki.
Podoba ci się?
Wiki ostrożnie dotykała szklanych ozdób w pudełku.
Mogę?
Oczywiście! Przecież ci je przywiozłem. Wieszajmy razem na choince!
Lalka, wycierając ręce w fartuch, weszła, gdy Paweł podnosił Wiki, by zawiesiła Dziadka do Orzechów.
Ale bajka! Paweł, jakie piękne! Ale przecież to szkło! Co, jak się rozbije?
Nic się nie stało! Teraz wiem, gdzie takie kupić. Ale patrz, jak Wiktorii się podoba!
Mała siedzi na podłodze przy choince, obejmuje kota, coś mu szybko opowiada, połykając zgłoski. Bajka była tak długa, że Wiki bała się, by kot nie zdrzemnął się i nie przegapił końca tej pięknej historii. Znała ją już dobrze dopiero co byli w teatrze, dzięki Pawłowi. Dzisiaj cały dzień tańczyła, próbując naśladować baletnice ze sceny.
Chyba już się tu nie przydajemy uśmiechnął się Paweł. Widzisz, a mówiłaś, że jej się nie spodoba!
Myślałam, że jest za mała i nie wysiedzi. No to się przeliczyłam. Skąd mogłam wiedzieć, że moja córka taka spokojna?
Paweł spojrzał sceptycznie na siostrę i się roześmiał.
Przypomnę ci te słowa, jak będziesz ją kładła dziś wieczorem spać! Poratujesz mnie obiadem? Muszę jeszcze zdążyć do pracy.
Zostaniesz później? Rodzice mają przyjechać!
Niech się nacieszą wnuczką. Wieczorem wrócę. Trzeba kota trochę odciążyć, bo ona go wykończy.
Wiesz, że mama znalazła dla Wiki studio baletowe?
O!
No właśnie. Co robimy?
Damy radę! Skierujemy energię kochającej babci w dobrą stronę.
A jeśli się nie uda?
To pamiętaj, że jesteś matką, a ja reprezentuję twoje interesy. We dwójkę na pewno sobie poradzimy.
Myślisz?
Jestem pewien! No to, mogę liczyć na obiad?
Dostaniesz! Ale ty jesteś niemożliwy! Kiedy cię ktoś wreszcie przygarnie na stałe?
Lalka śmignęła z kuchni ze śmiechem.
Zmatkowałyście się z mamą? Jeszcze ty zaczynasz! Takie skarby się marnują!
Nie doczekam się tych bratanków!
Ach, kobiety
Figurka Klary obróciła się na gałązce, szturchnięta cienkim paluszkiem. Wiki zamruczała pod nosem melodię i wpadła w taniec. Kot cofnął się, robiąc miejsce małej baletnicy kto wie, może przyszłej polskiej PliścieckiejZa oknem śnieg już przestał padać i miasto nagle oddychało ciszą, którą słychać tylko w święta albo w chwili, gdy dziecko zasypia w ramionach ukochanej osoby. Lalka spojrzała na Pawła, a on na nią. Pomimo bólu, straty, zmęczenia w tej zwyczajnej kuchni, pełnej zapachu pierników i ciasta drożdżowego, poczuli, że życie zbudowało im nowy dom, wcale nie z cegieł i dachu nad głową, lecz z obecności, czułości, codziennego jestem z tobą.
Trzeba było przejść przez stratę, żeby to zrozumieć.
Paweł pocałował Lalę w czoło szybko, jak robił to, gdy była dzieckiem.
Damy radę, Myszko. My zawsze.
Gdy dzwonek oznajmił przyjazd rodziców, Lalka otarła szybko dłonie i pobiegła do drzwi, a Paweł jeszcze raz zerknął na Wikę, która zasypiała przy choince, wtulona w kota i Dziadka do Orzechów w świątecznym blasku lampek.
I wtedy wiedział już na pewno: to właśnie jest szczęście kruche, ulotne, zwyczajne, i że wystarczy po prostu być nawet wtedy, a może zwłaszcza wtedy, gdy wszystko inne zawiodło.
Za oknem rozbłysły pierwsze sztuczne ognie Nowego Roku. Wiki poruszyła się lekko, jakby wyczuła, że coś się zaczyna. Paweł zamknął drzwi balkonowe ciszej niż zwykle i szepnął do siebie:
Maks, zobacz, jaką masz piękną córkę. Obiecuję ci, że nie wypuszczę jej z rąk. Jesteśmy tu. Zawsze.
A Lalka, stojąc w progu, cicho się uśmiechała bo nareszcie nie była już sama.



