Zmierz duszą, sprawdź rozumem

Zmierzyć duszą, sprawdzić rozumem

Dziewczyny, moja teściowa chyba całkiem zwariowała! Wczoraj przyszła do nas z garnkiem barszczu! Wyobrażacie sobie?! Jej mój barszcz nie smakuje. Bo jej synek przyzwyczajony do jej smaku! Sonia odsunęła filiżankę kawy i przysunęła kieliszek. Powiedzcie mi, skąd biorą się takie kobiety? Czy my też takie kiedyś będziemy? Jeśli tak, to wyślijcie mnie do lasu, żebym drogi do domu nie znalazła!

Soniu, spokojnie szepnęła uspokajająco Liza, głaszcząc ją po ręce. Może przeżywa zmianę życia, albo się nudzi. Twój Michał to jej jedyny syn. Nie wiesz, co ma robić, jak nie dobijać się i troszczyć? Ty się przejmujesz barszczem Powinnaś podziękować i zamówić jeszcze jeden garnek! Mniej gotowania dla ciebie, niech się stara kobieta.

A jeszcze czego! Zaraz się przeprowadzi do nas na stałe! Mam już dość tego, co teraz wyprawia. Pamiętasz ten komplet bielizny, który kupiłyśmy przed nowym rokiem?

Prezent dla niego?

Tak. Wyrzuciła go do śmieci!

Jak to? Liza nalewała herbatę, po czym oblała obrus na żółto.

Bo szkodliwy dla zdrowia. Majtki niby nie takie Sonia nerwowo się zaśmiała. Nawet się nie przyznałam ile kosztowało, bo by chyba na miejscu zemdlała.

Czego ty chcesz? Dba o twoje zdrowie, a wszystko źle Liza ryknęła śmiechem, zaraz jednak spoważniała Ale czemu ona ci grzebie w szafie?

Zapytaj ją! Sonia rzuciła serwetkę na stół i zaczęła wycierać plamę. No proszę cię! Co ja robię Przecież tego się nie spiera.

Siadaj odezwała się Olga, zabierając serwetkę i podsuwając Soni kawę. Tylko się nakręcasz. Tak się nie da żyć.

Jak się nie nakręcać! Póki wynajmowaliśmy kawalerkę, był spokój. Zastanawiałam się nad zleceniami, robiłam swoje. Nikt nie przychodził. Ona nie rozumie pojęcia praca w domu, wszystko dla niej to nieróbstwo. I jeszcze jak sobie uświadomiła, że zarabiam prawie tyle, co jej Michał. Tragedia. Odkąd mamy własne mieszkanie, czuję się jak pantofelek pod lupą. Przyjdzie, kiedy jej się podoba, robi co chce, przekonana, że po tym jak dołożyła się do wkładu własnego, teraz moje życie należy do niej. Teściowa-patrona. Sonia z trudem powstrzymuje łzy.

Zmień zamek.

Jasne… Zaraz Michał jej przyniesie nowy klucz! Mama! Potem się na mnie pogniewa na lata! Najlepiej się rozwieść!

Ty to wymyślisz Przez taki powód?! Soniu nie poznaję cię! W szkole byłaś największą zołzą z całej klasy. Co się z tobą stało? Liza prychnęła z oburzeniem.

W czeluść niespełnionych nadziei… Sonia wypiła łyk wina i wydechnęła. Dobra! Koniec użalania. Trzeba coś radykalnie postanowić, bo już wariuję. Zaraz moje dziecko zacznie się mnie bać. Wczoraj pyta, czemu jestem taka zła. Co mu powiem? Że babcia mi nerwy psuje? Macie rację, tak nie można

Pewnie! Liza skinęła na kelnerkę Dajmy sobie po kawałku ciasta na ukojenie.

Jasne Sonia wytarła kąciki oczu serwetką i uśmiechnęła się lekko. Chcecie zobaczyć, jaki tort zrobiłam ostatnio na wesele? Sama siebie zadziwiłam!

Połączyły głowy nad jej telefonem, a przyjaciółki wybałuszyły oczy.

No nieźle!

Sonia! Jak to wisi? Wygląda niesamowicie!

Tajemnica pracowni! Mój syn wymyślił ten patent. Składał swoje klocki, ja podpatrzyłam. Nawet nie chcę wspominać jak go wieźliśmy śmiała się, ale już mam sześć zamówień na następne dwa miesiące. Tylko nie wiem, jak to pogodzę.

Oddaj teściowej wnuka na pół dnia niech się czymś zajmie.

Liza, jesteś naiwna odpowiedziała Sonia ze śmiechem. Przy nim od razu słabnie i ją wszystko boli.

A wyślij ich z ojcem do babci na weekend?

Sonia zastygła z filiżanką.

Olga! Ty jesteś genialna! Będą mieć swój czas, ona na swoim terenie, Michał zje barszcz mamy. Tylko trzeba Małemu dać parę cukierków na wzmocnienie akcji.

Dziewczyny zachichotały, pamiętając, że po słodyczach syn Soni zamienia się w małego diablika. Na wszystkich dziecięcych imprezach Sonia pilnowała, by nie przesadził.

Olcia, a u ciebie jak? Liza spojrzała na Olgę. Jadzia daje ci popalić?

Lizka, kiedy? Ja przecież dopiero co wyszłam za mąż Sonia oblizała łyżeczkę od bezy z grymasem. Po co tyle cukru w bezie?

Idź i ich poucz! Liza wybuchła śmiechem, ale zaraz zamilkła patrząc na Olgę. Co się stało?

Sama nie wiem, dziewczyny Tak cicho, aż dziwnie. Słucham Soni i myślę, że tak chyba nie powinno być.

Czemu? Może dostałaś szczęśliwy los normalną teściową! Nie każdemu trafia się taka fajerwerkowa jak Soni To unikat.

Nie wiem Olga nagle przypomniała sobie rozmowę z Jadwigą Zarębską, świeżo po ślubie.

Olka, nie jestem ani piernikiem, ani złotówką, żebym musiała ci się podobać. Jeszcze mnie nie znasz. Jestem uparta i drażliwa. Znaleźć wspólny język łatwo nie będzie, ale pamiętaj: dla mnie najważniejsza jest rodzina i szczęście mojego syna powiedziała wtedy teściowa. Skoro cię wybrał, widocznie miał powód. Poza tym, że ładna, no i chyba mądra, skoro skończyłaś studia z wyróżnieniem. Resztę czas pokaże. Rad nie będę wam udzielać, nie jesteście dziećmi. Pomogę, jeśli będziecie potrzebować. Reszta zobaczymy.

Olga była zaskoczona tą szczerością. Rzadko ktoś tak o sobie mówi, zwłaszcza kobieta, którą widziała tylko parę razy.

Olga i Aleksander poznali się na weselu wspólnych znajomych. Stała wtedy z boku, nie podskakiwała na parkiecie jak inne dziewczyny. Podeszedł do niej niewysoki, krępy chłopak. Olga, w szpilkach, była od niego wyższa o pół głowy.

Dlaczego nie próbujesz złapać bukietu? Nie chcesz wyjść za mąż?

Nie chcę.

A dlaczego? Podobno wszystkie o tym marzą.

Może niektóre, ale większość chce kochać i być kochaną. O, o to chodzi.

I dlatego nie bierzesz udziału w tych zabawach?

Nie, nie dlatego.

Więc dlaczego?

Bo ledwo stoję na tych szpilkach, a skakać nie zamierzam zaśmiała się Olga.

Rozmawiali cały wieczór, wyszli razem. Sławek odprowadził ją do domu i, całując ją w rękę, poprosił o numer telefonu.

Olga pół nocy nie przespała, głaszcząc miejsce po pocałunku i zastanawiając się, co powiedziałaby o tym jej babcia.

W końcu znalazłaś swojego! zachichotała, wspominając miękki półuśmiech babci Heleny, która wychowywała ją po śmierci syna i wyjeździe matki na zarobek do Warszawy. Przez pierwsze lata pisała listy i przysyłała drobiazgi, a potem zniknęła. Helena już miała zgłosić zaginięcie, gdy przyszło pismo, że matka Olgi wyszła ponownie za mąż i spodziewa się dziecka. Olga cieszyła się na początku, ale w końcu zrozumiała, że ma tylko babcię matka wymazała ją z życia. Przez lat nic, nawet telefonu. Wstydziła się tego czasu, bo wszystkie żale wyładowywała wtedy na babci. A jednak zawsze czekał na nią talerz zupy i miękkie dłonie, które głaskały kontrastowe, czarne włosy.

Babcia zachorowała, gdy Olga miała piętnaście lat. Jej świat przewrócił się do góry nogami zamiast spotkań i imprez był szpital i nauka. Wtedy się opamiętała. Słuchała babci, która z trudem mówiła: Ucz się, teraz jesteś sama, musisz być silna. Daj mi odejść ze spokojem. Helena mimo złych rokowań przeżyła jeszcze trzy lata, odchodząc, kiedy Olga już studiowała.

Matka przyjechała dwa miesiące po pogrzebie.

Nie mogłam zostawić dzieci spuściła wzrok. Zdziwiła się, że mieszkanie i działkę babcia zapisała Oldze.

To nie fair, powinnaś się podzielić wypaliła.

Olga, płacząc i krzycząc, wyrzuciła z siebie wszystko, czego nie mówiła latami. W głowie słyszała słaby oddech babci i powtarzała sobie: Walcz! Nie wolno ci odejść!. Wiedziała, że to egoizm, ale bała się być sama.

Matka przyjęła zarzuty bez słowa, spakowała się i z hukiem wyszła, już nigdy nie wrócając.

Początkowo Olga była zagubiona, ale potem wzięła się w garść. Musiała dotrzymać obietnic. Nauka nie była problemem, ale łączenie jej z pracą już tak. Liza jej ojciec prowadził duże przedsiębiorstwo meblowe pomogła jej znaleźć etat, bo ufała przyjaciółce jak nikomu. Liza, piękna i przebojowa, świetnie radziła sobie w pracy, ale w życiu prywatnym miała same pechowe relacje.

Zawsze tylko jacyś dziwni faceci! Gdzie ten mój?! Już powinnam trzecie dziecko mieć! narzekała, machając wyimaginowaną szabelką.

Dom i rodzina były dla niej wymarzonym celem, dla którego oddałaby kancelarię prawną bez żalu.

Przyjaciółki: Liza, Sonia i Olga od podstawówki trzymały się razem, przekraczając wszelkie różnice w statusie. Liza, córka bogaczy. Sonia, wychowywana tylko przez matkę, czasem bez chleba na obiad. Olga. Sonia niemal mieszkała u Olgi, razem z Lizą jadły babcine pierogi, a Liza gdy matka Olgi chciała zabrać działkę groziła jej sądowym rozprawieniem się.

Nie warto, Liza. Myślę, że matka zrozumiała.

Ale Liza przeprowadziła z nią poważną rozmowę i matka Olgi już więcej się nie pojawiła.

Pojawił się za to Sławek. Dwa lata chodzili, w końcu ślub. Liza złapała bukiet rzucony przez Olgę i z miejsca wyciągnęła pod ramię najbliższego przyjaciela Sławka.

Zatańczmy?

Olga i Sonia śmiały się, obserwując, jak Liza flirtuje, po cichu trzymając kciuki. Niestety nie wyszło. Liza spotykała się z Maksymilianem miesiąc i zerwała z nim bez słowa wyjaśnienia.

Nie mój typ! odcięła się ostrzej, niż zwykle, i dziewczyny wiedziały, że nic z tego nie będzie.

Maks pojawiał się u Olgi i Sławka często, wyraźnie unikał Lizy. Olga nie rozumiała, czemu ta jest taka podejrzliwa.

Bądź ostrożna z tym dobrym chłopcem. Ktoś taki nie jest szczery ostrzegła Liza.

Olga nie wiedziała, co miała na myśli. Maks był zabawny, pomocny, chwalił Olgę przy teściowej, która tylko prychała z niezadowoleniem.

Mijały lata, aż w końcu Olga spodziewała się dziecka. Radość była ogromna, bo szykowała się już do in-vitro. Lekarze nie dawali szans na naturalne zajście, a jednak się udało. Sławek wspierał ją w tym wszystkim i nagle taka niespodzianka!

Cud, Sławek! płakała, nawet przy teściowej, która przyszła na urodziny syna. Najlepszy prezent!

I najważniejszy mówił Sławek, tuląc żonę, ale patrzył na matkę, która kręciła głową.

Co jest nie tak, mamo? pytał, prowadząc ją późno wieczorem do domu.

Sama nie wiem To wszystko bardzo niespodziewane.

Co chcesz przez to powiedzieć?

Teściowa patrzyła wprost na niego:

Ufaj swojej żonie?

Mamo!

Ufaj jej? powtórzyła nieustępliwie.

W pełni! Nie chcę słyszeć takich tekstów. Sławek gwałtownie skręcił na skrzyżowaniu.

Ciesz się wnuczkiem, mamo! syknął.

Cieszę się… Teraz naprawdę się cieszę Jadwiga patrzy przez okno bez wyrazu.

Na świat przyszedł Jarek, a Olga zatopiła się w macierzyństwie. Teściowa nie wtrącała się, ale nigdy też nie odmówiła pomocy, gdy Olga jej potrzebowała.

Olga! Ogarnij się! Liza macha przed jej twarzą, wyrwana z zamyślenia. Co jest?

Zamysliłam się. Olga potrząsnęła głową, odpędzając czarne myśli. Dajcie spokój mojej teściowej, lepiej opowiedz, co u twoich adoratorów, Liza.

Przekierowując uwagę z siebie, zerknęła na telefon. Minęły już dwie godziny, a Jadwiga nawet raz nie zadzwoniła, żeby zapytać, o której wróci. Idealna teściowa? Na to spotkanie z przyjaciółkami sama ją wypchnęła:

Idź, pobądź z dziewczynami! Posiedzę z Jarkiem.

Dziękuję nie umiała się przełamać. Między nią a Jadwigą zawsze był jakiś kamień. Mały, niemal niewidoczny, ale ostry. Nie wiedziała, co to jest.

Słuchając półuchem jak Liza śmieje się z nowego adoratora, Olga wierciła się niespokojnie. Niby wszystko dobrze, a jednak coś ją gryzło.

Telefon zadzwonił tak nagle, że prawie upuściła kieliszek.

Olga głos teściowej był tak matowy, że ledwie ją poznała. Olga…

To, co stało się dalej, wypadło z jej pamięci. Nie pamiętała, jak dziewczyny ją policzkowały, jak wzywały taksówkę, jak Liza gdzieś dzwoniła, a Sonia poiła ją lodowatą wodą. Nie pamiętała drogi do domu, gdzie Jadwiga postarzona z dnia na dzień o pół wieku oddała Lizie Jarka i zwróciła się do Olgi:

Pojedziesz ze mną? Boję się

Sławek zginął. Auto wjechało w otwartą studzienkę, odbiło się i wpadło pod ciężarówkę.

Olga pogrążyła się w bólu, płakała po kątach, by nie widział syn, godzinami szorowała mieszkanie, żeby czymkolwiek zająć czas. Zaoferowała Jadwidze wspólne zamieszkanie, lecz ta odmówiła.

Nie mogę. Tu są jego rzeczy. Jego pokój. Często mi się wydaje, że zaraz wejdzie i poprosi o naleśniki.

U mnie nie prosił…

Każda z nas powinna mieć coś swojego. Jadwiga posłała jej smutny uśmiech. U mnie naleśników nie jadł, wolał twoje.

Mały Jarek biegał między nimi, głaszcząc twarze dłonią, nie rozumiejąc, gdzie jest tata i dlaczego wszyscy są tacy smutni.

Olga obserwowała, jak Jadwiga rozkwita przy wnuku, prosiła ją coraz częściej o opiekę. Widząc, jak Jarek przytula się do babci, wiedziała, że robi dobrze.

Mijały miesiące, zbliżało się Boże Narodzenie, a Olga czuła się coraz gorzej. To miał być ich pierwszy wyjazd w góry spełnienie marzenia Sławka o nartach.

Ja na stoku, wy z Jarkiem bałwany śmiał się.

Najpierw naucz się stać na nartach!

Ciebie przekonałem, góry też przekonam!

Chociaż czuła rozpacz, postanowiła zrezygnować z wyjazdu, ale wtedy interweniowała Jadwiga.

To może po prostu gdzieś pojedziemy razem, całą trójką? Myślę, że i tak będzie nam lżej. A Jarek może coś zapamięta z tego święta…

Po namyśle Olga się zgodziła.

Zima w Gdańsku przywitała ich deszczem i wichurą. Jedynie raz udało się wyjść nad morze i podziwiać szare, burzliwe fale. Jarek skakał z radością, gdy cofala się do stóp woda i patrzył, jak zapatrzona jest mama.

Mocne, Olgo, jak życie Jadwiga siłą woli nie spuszczała oczu z Bałtyku. Olga, zaskoczona tym gestem, objęła nagle teściową.

Ta oparła głowę o jej ramię.

Cieszę się, że zostałyście ze mną.

Zostałyśmy?

Tak. Przecież prawie was straciłam po Sławku.

Nie rozumiem! Olga spojrzała zdziwiona.

Maks Jadwiga niemal wypluła to imię. Olga aż wzdrygnęła się.

Co Maks?

Przyszedł tydzień po pogrzebie. Chciał powiedzieć, że Jarek nie jest synem Sławka. Sugerował, że to jego dziecko.

Olga poczuła, jak jej ręce bezwładnie opadają.

I uwierzyła mu pani? zapytała zimno.

Gdybym uwierzyła, nie byłoby mnie z wami. Wyrzuciłam go z domu.

Milczały. W końcu Jadwiga objęła synową.

Bo on kłamał, widziałam to. Sławek ci wierzył. Jeśli się zgodzisz, chcę być z wami. Może to mnie bardziej potrzebne niż tobie. Dlatego proszę

Nie trzeba prosić ani się martwić. Jesteśmy rodziną. Babcia powtarzała, że rodzina jest jak sól jeśli przestaje być razem, nie ma smaku.

Też nie chcę żebyśmy byli… pustką Jadwiga przytuliła Jarka. Zmarzłeś? Idziemy już na kolację. Opowiesz mi o swojej babci, Olgo.

Idąc po mokrym bruku, zaczęły rozmawiać szczerze, zupełnie inaczej niż dotąd. W końcu Olga zapytała:

Po co Maksymilian to zrobił?

Nie wiem. Czasem ludziom zawiść wykrzywia duszę. Chyba był zazdrosny Sławek odnosił w życiu sukcesy, Maks nie. Może to o to chodziło.

Olga nie mówiła Jadwidze o wizycie Maksa do niej po pogrzebie. Liza potraktowała go ostro i kazała nigdy więcej się nie pojawiać.

Co się stało? spytała wtedy z łóżka.

Nie pytaj! Jeśli się pojawi, przegonisz go bez sentymentów. To ktoś gorszy niż wróg.

Teraz Olga rozumiała, co miała na myśli.

Resztę wyjazdu spędziły na rozmowach. Jarek przytulał się to do jednej, to do drugiej i uśmiechał, a one wspominały Sławka, marząc, że będzie lepiej

Po pół roku Olga wyciągnęła z szafy zapomniane szpilki, stanęła i jęknęła:

Chyba dałam się torturować! To prawdziwa chińska męczarnia!

Wytrzymaj! Kto chce być piękny, musi cierpieć żartowała Jadwiga, zapięła sukienkę.

A w balerinach nie mogę wyglądać pięknie?

Zamiatasz suknią po ziemi małe buty się nie sprawdzą.

Wzięła wnuczka za rękę i podała wiązankę kwiatów.

Idziemy, bo się spóźnimy.

O nie! Liza by mi tego nie wybaczyła! Całe życie czekała na ten dzień. Jakbym przegapiła moment, nie miała by mi za złe.

Wesele Lizy było ogromne i nieco chaotyczne. Czekały na urzędnika, który się spóźnił, wymieniały obrączki, które Jarek dumnie trzymał. Goście siedli, podarunki przyjęte wreszcie można było odetchnąć. Olga, jako świadkowa, podeszła do zabieganej Soni z powiększającym się brzuszkiem.

Jak się czujesz?

Najlepiej! Pogodziłam się z teściową, bo Liza nie miałaby tortu. Sonia ustawiała tort. Nic nie da robić się na zapas, sama muszę być nad wszystkim.

Co się stało?

Patrz! Narobili bałaganu podczas transportu. Szkoda trzech dni pracy!

Jest wspaniały, Sonia! Liza podeszła z uśmiechem.

Matko, prawie mnie odstraszyłaś! Chcesz zostać chrzestną przed czasem?

Nie dzisiaj! Dziś mój dzień. Szczęścia nie upuściłam!

Już lecę tańczyć! Liza zwiewnie uciekła do pana młodego.

I co z nią zrobić?! Sonia machnęła ręką.

Opadła na krzesło.

A gdzie twoi?

Tańczą.

Jak się trzymasz, Olgo?

Dobrze, Soniu. Coraz lepiej.

Mówisz już do Jadwigi mamo?

Jeszcze się wstydzę.

Dziwactwo! Gdybym ja miała taką teściową…

Olga zadumała się. Patrząc, jak Jadwiga śmieje się tańcząc z Jarkiem, pomyślała, że Sonia ma rację. To słowo, pełne znaczenia, pasuje do niej najlepiej.

Mamo powiedziała cicho. Zaraz spojrzała na Sonię, kiwnęła głową i już odważnie: Mamo!

Rate article
Fajna Tajna
Zmierz duszą, sprawdź rozumem