Mama tuliła ją do siebie, całowała i zastanawiała się: „Do kogo ona jest podobna?” I wzdychała. Znajomi dziwili się i zadawali to samo pytanie. Czy to ktoś ze znajomych podsunął coś mężowi, czy teściowa coś podejrzewała, czy może sam Wiktor zwątpił w wierność żony, ale pewnego dnia wrócił z pracy posępny.

Mama przytulała ją mocno, całowała i myślała: Do kogo ona właściwie jest podobna? Aż westchnęła. Znajomi też się dziwili i zadawali dokładnie to samo pytanie. Czy to ktoś zasiał w mężu ziarno niepokoju? A może sama mama coś podejrzewała, czy Jan sam się zaczął w siebie i żonę wątpić? Bo pewnego razu wrócił z pracy naburmuszony.

Janku, co my teraz zrobimy? Za wcześnie Magdusi dopiero trzeci rok leci, właśnie odstawiła pieluchy. A ja nawet oddechu nie złapałam po pierwszym macierzyńskim westchnęła Agnieszka. Z jednego urlopu na drugi, Magdusia ciągle malutka, na ręce się domaga. Jak ja będę ją nosić z brzuchem?

Nas będzie czworo, a pracujesz tylko ty. Może poczekamy z drugim dzieckiem? spytała Agnieszka sama wystraszona tym pomysłem.

Co ty wygadujesz? Wyrzuć to z głowy. Jan spojrzał na żonę surowo, jednak zaraz złagodniał. Przepraszam, to moja wina, ale damy sobie radę. Wezmę dodatkową robotę.

Jeśli będzie dziewczynka, to przecież problem z głowy. Ubrań po starszej siostrze cała szafa. Nawet wózka kupować nie potrzeba. Różnica wieku mała, dogadają się. A jak chłopiec Jan zrobił pauzę, po czym, uśmiechając się, dodał: Złożę wniosek o powiększenie mieszkania.

I tak postanowili. Agnieszka rozpieszczała Magdusię przecież pierwsza córka, wymarzona.

Nie mogła się powstrzymać, by nie brać jej na ręce, tulić i całować, nawet gdy ciążowy brzuszek już był wyraźnie widoczny. Po cichu miała nadzieję, że może tym razem nie donosi i ta druga, co się aż tak śpieszy na świat, jednak nie przyjdzie choć nawet przed sobą by się do tego nie przyznała.

Ale natura jest przekorna. Ciąża lekka jak piórko, w terminie w rodzinie Nowaków pojawiła się kolejna dziewczynka.

Kiedy pierwszy raz przynieśli ją Agnieszce do karmienia, trochę ją zbił z tropu jasny meszek na głowie noworodka. Bo i Agnieszka, i Jan byli ciemnowłosi.

Magdusia, fakt, urodziła się z kruczoczarnymi włosami, które później trochę zjaśniały. Pewnie tej drugiej jeszcze pociemnieją, pomyślała Agnieszka.

Niebieskooka, bladziutka dziewczynka wzbudzała zachwyt u wszystkich, którzy ją widzieli. Co do imienia nie szukali głębiej ochrzczono ją Łucja.

Imię rzadkie, inicjały się siostrom będą zgadzać. Rodzice widzieli w tym ukryte znaczenie znane tylko im.

Jak to się stało, że w jednej rodzinie urodziły się dwie zupełnie różne dziewczynki, nikt nie potrafił wyjaśnić. Łucja nie przypominała ani siostry, ani rodziców.

Z czasem ich różnica stała się jeszcze bardziej widoczna. Jakby przypadkiem trafiła do nich z podmuchu nieznanego wiatru.

Włosy jej rzeczywiście trochę pociemniały do płowego blondu. Spokojna i pyzata, patrzyła na świat zaciekawionymi niebieskimi oczami.

Mama tuliła ją, całowała i myślała: No do kogo ona jest podobna?. A potem westchnienie. Znajomi pod nosem szeptali to samo pytanie.

Może ktoś napuścił Jana, może Agnieszka coś podejrzewała, a może Jan sam zwątpił w wierność żony bo pewnego dnia zjawił się z pracy burkliwy.

Długo milczał, czym bardzo zaniepokoił Agnieszkę, aż w końcu zażądał wyjaśnień i oskarżył ją o zdradę.

Przypomniał sobie, że kiedyś Agnieszką kręcił przystojny blondyn. Może coś wtedy było? A może dzieci zamieniono w szpitalu? Czasem się zdarza.

Z nikim cię nie zdradziłam. To nasza córka, nikt jej nie podmienił Agnieszka płakała i tłumaczyła się na niesprawiedliwe, bezpodstawne podejrzenia męża.

Od tego dnia awantury robiły się codziennością. Było blisko do rozwodu. Agnieszka zaczęła się pakować. I wtedy Jan się opamiętał.

Kochał żonę. Gdyby odeszła i zabrała dzieci, zostałby sam a od tego robiło mu się słabo. Chciał tylko znać prawdę.

Wstydził się tych wszystkich spojrzeń i komentarzy: A po kimż to ona taka jasna? Ani do mamy, ani do taty.

Wydawało mu się, że wszyscy mu wytykają coś na czole. Przekonał Agnieszkę, żeby została, ale zapowiedział, że zrobi test na ojcostwo. Agnieszka znów w płacz.

Jak mam zostać, jeśli mi nie wierzysz? Może od razu zrób test i Magdusi a nuż obie nie twoje! Lepiej od razu się rozstańmy.

Jan własnoręcznie zebrał ślinę Łucji i włosy Magdusi, sam zaniósł materiał do laboratorium.

Męczył techników, czy się na pewno nie pomylą, czy nie można przestawić próbek, czy ktoś nie podmieni wyniku.

Zapewnił go, że to niemożliwe. Jan nieco się uspokoił.

Dziewczynki słyszały kłótnie. Łucja miała cztery lata, ale rozumiała, że mama i tata kłócą się przez nią.

A Magdusia powiedziała prosto z mostu:

Ty nie jesteś moją siostrą. Przyszyli cię. Przez ciebie mama i tata chcą się rozwieść.

Łucja rozryczała się, a mama, choć tuliła ją długo, nie mogła jej uspokoić.

Magdusia kombinowała, jakby tu się pozbyć siostry. Jak nie będzie Łucji, rodzice przestaną się kłócić i nie rozwiodą.

Pewnego razu mama wyskoczyła na zakupy, zostawiła dziewczynki same, a tata był w pracy. Magdusia ubrała siostrę i na spacer. Im dalej od bloku tym lepiej.

Gdy Agnieszka wróciła i nie znalazła dzieci, wybiegła na dwór, ale tam też ich nie było.

Sąsiadka z parteru widziała, jak dziewczynki gdzieś poszły, ale spieszyła się na swój ulubiony serial, więc nie dopytała.

Zrozpaczona mama biegała po osiedlu. Jan wrócił i też szukał. Wieczór się zbliżał, dziewczynek nie było.

Zadzwonili na policję. Po godzinie odnaleziono obie. Najpierw Łucję: do komisariatu zadzwoniła starsza pani, powiedziała, że po jej podwórku błąka się zapłakana dziewczynka.

Niedługo potem odnaleziono Magdusię zgubiła się w ciemnościach i nie mogła znaleźć drogi do domu.

Rodzice zamiast ochrzanić córki, ucieszyli się tak, że aż nie wiedzieli, co powiedzieć. Magdusia, rzecz jasna, nie przyznała się, że chciała podrzucić siostrę jak najdalej.

Rodzice znów się kłócili. Tata wyrzucał mamie, że zostawiła córki same, a ona mu że nigdy nie ma go w domu.

A jakby wpadły pod samochód, albo ktoś na organy by je porwał…

Wreszcie, przyszły wyniki testu. Wynikało z nich, że Jan jest ojcem Magdusi i Łucji. Zdrady nie było.

Wyjaśniono mu, że to po prostu takie ukryte geny się ujawniają. Nawet bardzo jasne mamy potrafią rodzić ciemnoskóre dzieci. Ot, grzechy przodków wracają w nowej wersji.

Rodzinny spokój powoli powrócił. Ale Łucja i tak czuła się piątym kołem u wozu.

Siostry nie przyjaźniły się. W Magdusi została niechęć do Łucji, w kłótniach wytykała jej, że nikt jej nie kocha i nie jest prawdziwą siostrą.

Mnie kupują nowe sukienki, a ty tylko moje stare bo nie jesteś z naszej rodziny! rzucała nie do zbicia.

Łucja płakała, ale mamie nigdy nie donosiła. Magdusia często ją wrabiała nabroiła, a zwalała winę na młodszą.

A po kim ty taka? Bierz przykład z Magdusi ona siedzi spokojnie, nie rozrabia westchnęła mama.

Po tych słowach Łucja już wiedziała, że z żaleniem nie ma sensu mama kocha tylko Magdusię.

Chowała się w kąciku i zamykała oczy, udając, że jak jej nie widać, to nie istnieje. Tak chroniła się przed niesprawiedliwością.

Magdusia pierwsza skończyła szkołę, ale na studia nie poszła bo i po co ładnej dziewczynie studia?

Na potańcówce poznała chłopaka i zaraz za niego wyszła. Miał mieszkanie, z ojcem prowadził komis samochodowy.

Mama, choć kochała Łucję, nieświadomie ciągle stawiała za wzór starszą córkę.

Łucja przez całe życie czuła, że ją porównują, i zawsze na jej niekorzyść. Zabiły ją w głowie te słowa Magdusi z dzieciństwa faktycznie donaszała po niej ubrania.

Magda to dopiero szczęściara jakiego chłopaka złapała. Ucz się, córeczko! A ty tylko siedzisz w domu i rysujesz. Poszłabyś gdzieś potańczyć mówiła mama.

Kiedy w liceum zainteresował się nią chłopak, Łucja od razu otworzyła serce tak bardzo chciała być przez kogoś kochana.

Nie od razu zauważyła, że jest w ciąży. A gdy się zorientowała, przeraziła się i powiedziała chłopakowi.

On lubił Łucję, postanowił pogadać z rodzicami. I tak cały sekret wyszedł na jaw.

Mama chłopaka przyleciała do Nowaków przekonać ich, by ratować przyszłość jej jedynego syna i namawiać Łucję na usunięcie ciąży.

W obronie córki nieoczekiwanie stanął ojciec być może próbował w ten sposób naprawić dawne błędy, a może po prostu mu było żal Łucji.

Niech rodzi powiedział. Nie pozwolę zniszczyć jej życia, już się wystarczająco nacierpiała. Jak wam nie pasuje, wychowamy dziecko sami.

Chłopaka odesłano na studia do Gdańska. Łucji zaś pozwolono przejść na nauczanie domowe.

W szkole starano się uciszyć sprawę, żeby się nie rozniosła na kuratorium bo w razie czego wina spada na nauczycieli.

Nawet maturę pisała w domu pod okiem nauczycieli żeby inni nie musieli oglądać koleżanki w takim stanie.

Nauczycielka angielskiego pomogła Łucji zdobyć świetną ocenę z egzaminu.

Tylko co z tego? Przecież zaraz będzie musiała zajmować się dzieckiem zamiast nauką.

Niedługo potem ojciec nieoczekiwanie zmarł. Za dużo pracy, za dużo problemów serce tego nie wytrzymało.

Położył się, by odpocząć przy telewizji, i zasnął na zawsze. Mama przyszła go obudzić na kolację, a on jeszcze ciepły…

Krzyki, płacz, przyjechała karetka, potem zakład pogrzebowy. Łucji od tych emocji zaczęły się przedwczesne bóle.

Tak się złożyło, że w dzień pogrzebu Tata urodziła synka. Tak jasnego jak ona z jasnym meszkiem na czole i niebieskimi oczami, jak niebo.

Na pogrzeb nie poszła, bo leżała w szpitalu. Na wypis zjawiła się mama, czarna jak noc z rozpaczy. W domu mruknęła tylko, że to Łucja doprowadziła ojca do grobu.

Całe życie z nią same kłopoty. Ale wnuczka pokochała.

No bo jak nie kochać uroczego malucha, który wygląda jak aniołek? Martwiła się tylko, że teraz młodsza córka nikomu się nie spodoba na męża.

Ja nikogo nie chcę Skoro własny ojciec we mnie wątpił, to obcy tym bardziej nie pokocha mojego syna powiedziała Łucja.

Synek rósł mądry, spokojny, przerastał rówieśników rozumem. Gdy miał pięć lat, w los Łucji znów wmieszała się Magda.

Magda dzieci mieć nie mogła, mimo starań. A rodzice jej męża domagali się wnuka więc chłopak zaczął chodzić na boki. Magda nie odchodziła bo niby dokąd? Do mamy, do biedy? Zwłaszcza, że tam znienawidzona Łucja z synkiem.

Synek Łucji Staś chodził do przedszkola, ona skończyła kursy fryzjerskie i pracowała w salonie.

Magda znów uknuła, jakby się pozbyć siostry. Ale tej już za rękę do rynsztoka nie zaprowadzi Postanowiła znaleźć jej faceta.

U nich bywał młody informatyk, co naprawiał komputer. Młody, przystojny, wolny Magda sama chętnie by go przetestowała, aby mężowi na złość, ale informatyk ją spławił.

No to wymyśliła, że zeswata go z Łucją jakby co, to wróci do mamy na pokój.

Powiedziała Łucji, że chce ją poznać z fajnym chłopakiem w kawiarni bo nie można przecież być całe życie samej, dziecku potrzeba ojca.

Była przekonana, że Łucja go nie zauroczy, speszy się i tylko Magdzie zostanie.

A jeśli spodoba mu się, to Magda wróci do mamy, bo Łucja z dzieckiem wyprowadzi się do nowego.

Łucja ubrała się schludnie, włosy ładnie spięte, bez makijażu niech zobaczy ją w naturze.

W kawiarni od razu go poznała siedział przy stole, wpatrzony w telefon.

Pan Paweł? spytała.

Tak, a pani to?

Siostra Magdy. Łucja.

Paweł trochę się zdziwił, ale zaprosił na kawę. Tutejsze ciasta warte grzechu zaproponował.

Skąd pan wie?

Hmm, często tu umawiam się z klientami odparł i znów zerkał w smartfona, próbując złapać Magdę.

Łucja mu się przyglądała zapadnięte oczy, kilkudniowy zarost, rozczochrane włosy.

Aż ją świerzbiło, żeby chwycić za nożyczki. Ale zachowywała się grzecznie. Za to Paweł nie zwracał na nią specjalnej uwagi.

Przeszkadzam panu? spytała w końcu.

Ależ nie. A Magda nie przyjdzie?

Nie wiem Ona mi powiedziała, że pan miał tu na mnie czekać. Może lepiej już pójdę.

Wtedy kelner przyniósł kawę.

To chociaż wypijmy kawę, skoro pani już przyszła.

Nie, dziękuję Łucja odsunęła swoje ciastko.

Boisz się przytyć? Wyglądasz bardzo dobrze. To ci pasuje powiedział Paweł.

Mężczyźni lubią szczupłe dziewczyny

Kto ci to powiedział? Co ty wiesz o facetach?

Niewiele przyznała się Łucja. Mam synka, pięć lat. Magda nic nie mówiła?

A musiała? zdziwił się Paweł.

Mimo wszystko, choć Łucja podejrzewała, że Magda znów ją wkręciła, Paweł nalegał, by ją odprowadzić do domu.

Podczas drogi rozmawiali głównie Paweł mówił, a Łucja słuchała z uwagą. Przed blokiem poprosił o jej numer telefonu.

Po co? zapytała zdumiona.

Chciałbym kontynuować znajomość. Dużo o sobie opowiadałem, a o tobie nic nie wiem. Zadzwonię.

Ale zadzwonił dopiero po tygodniu.

Praca Wiesz, dziś wieczorem mam czas, może wyjdziemy?

Łucja była trochę zaskoczona. Przecież ona ma synka, wszystko kręci się wokół Staśka, a Paweł się pyta jak gdyby nigdy nic. Ale zdecydowała się dać mu szansę.

Siedzieli w kawiarni, powoli zaczęła mu opowiadać o swoim dzieciństwie i rodzinnych perypetiach.

Im więcej mówiła, tym lepiej rozumiała samą siebie, patrząc na swoje własne życie jego oczami.

Gdy wyszli z kawiarni, dołączył do nich bezpański kundel. Weszli do sklepu, Paweł kupił psu kajzerkę i parówki.

Przy kasie starsza pani liczyła grosze na zakupy. Paweł zapłacił za nią, dokupując czekoladę i lody.

A po co lody? zapytała Łucja.

Wiesz, moja babcia uwielbiała lody, ale rzadko sobie kupowała, bo szkoda jej było pieniędzy.

A ja to co, pies czy staruszka, trzymasz się ze mną z litości? parsknęła Łucja.

Skąd! Bardzo mi się podobasz. Jesteś jasna, dobra, inna niż wszystkie. A zwierzęta i starszych ludzi po prostu jest mi szkoda, mam pieniądze, czemu mam nie pomóc.

Pies połknął chleb i parówki niegryząc i pobiegł, gdzie miał pobiec.

No i jak, jak poszło? zadzwoniła wieczorem Magda.

Dobrze odpowiedziała Łucja.

Co dobrze?

Spotykam się z Pawłem. Dzięki, że nas poznałaś.

Co? Ten gburek ci się podoba?

On jest bardzo dobry. Naprawdę ciekawy. Powiedział, że mu się podobam.

Magda coś tam mruknęła i się rozłączyła. Wkrótce zjawiła się u nich w domu.

Łucja położyła Staśka spać i szła do kuchni do siostry i mamy, ale zatrzymała się za drzwiami, słysząc siostrzaną konfidencję.

Tej głupiej zawsze się udaje. Chciałam go wkręcić, a on zakochał się w tej cielęcinie.

Co ty wygadujesz? Masz przecież męża! mama była oburzona.

Jaki tam mąż i tak mnie zostawi, to tylko kwestia czasu. Co ja mam robić, mamo?

Może sobie coś wmawiasz?

Nie, mamo Czemu tak jest? Tłusta, głupia, grzebie ludziom we włosach. Nawet bachora ma, a ja urodzić nie mogę To mnie powinien pokochać. To mnie zawdzięcza ich znajomość. Lepiej byłoby ją wtedy wrzucić do studzienki.

Jakiej studzienki? Co ty

Mamo, co ci krzyknęła Magda, bo mama chwyciła się za serce.

Łucja wbiegła do kuchni, wezwała pogotowie.

Lekarze pomogli na czas, skutki udaru były niewielkie.

Dwa miesiące później Łucja wyszła za Pawła i zamieszkała z nim i synem.

Mamę odwiedzała niemal codziennie. Magda pokłóciła się z całą rodziną i wyjechała szukać szczęścia

Rodzice myślą, że dzieci nic nie widzą ale wszystko słyszą i wyciągają wnioski.

Często walka o rodzicielską miłość i rywalizacja sióstr o uwagę facetów bywa okrutna. A zemsta zwykle obraca się przeciwko sprawcy.

Dzieci nigdy nie słuchają starszych, ale nigdy się nie mylą, naśladując ich.

James Baldwin

Słowa, które słyszy córka czy to troska, czy uszczypliwość chłonie jak prawdy o sobie samej i tym, jak ludzie się kochają.Łucja długo patrzyła w okno. Kiedy Paweł usypiał Staśka obok w pokoju, ona robiła herbatę i dzieliła się z ciszą wszystkimi niewypowiedzianymi dotąd myślami. Mama, choć nigdy nie potrafiła dać jej bezwarunkowej pewności, ostatnio coraz częściej patrzyła na wnuka z łagodnym rozrzewnieniem może coś zrozumiała, może było już za późno na przeprosiny, ale nigdy na miłość.

Któregoś dnia Łucja, rozpakowując pudełka po przeprowadzce, natrafiła na worek ze starymi dziecięcymi sukienkami. Usiadła na dywanie i przesuwała dłonią po dobrze znanych koronach, falbanach, kokardach. Przez chwilę poczuła tamtą samotność, ale zaraz pomyślała o Staśku jej chłopczyku urodzonym wbrew lękom i wstydowi; synku, dla którego stała się światem. Uśmiechnęła się do własnych łez.

Może nawet Magda kiedyś zrozumie, pomyślała. A jeśli nie? Jakoś przetrwamy. Moje dziecko będzie wiedzieć, że kocham je zawsze.

Położyła sukienki z powrotem do pudła, wstała i zdmuchnęła kurz przeszłości. Było już późno Paweł spał na kanapie z książką na piersi. Podeszła, przykryła go kocem i zanim zgasiła światło, spojrzała mu w twarz. Był spokojny, jak ktoś, kto nie boi się ani długich wieczorów, ani rodzinnych sekretów.

W tej chwili Łucja zrozumiała, że życie nie wybiela każdego żalu, ale daje szansę na własny nowy start. Nie musimy być powieleniem cudzych rozczarowań każdy z nas może spróbować od nowa, choćby nieufnie, odważnie, z blizną.

Staś, skulony pod kołdrą, mruknął przez sen: Mamusiu… kocham cię najbardziej na świecie.

Uśmiechnęła się przez cień dawnych smutków. Światło w kuchni zgasło. Zostały tylko noc i ta pewność: nawet jeśli przyszło nam być innym, można być czyimś domem i znaleźć własną miłość, która nie porównuje, nie ocenia, tylko trwa i rozświetla, tak jak świt w niebieskich oczach dziecka.

Rate article
Fajna Tajna
Mama tuliła ją do siebie, całowała i zastanawiała się: „Do kogo ona jest podobna?” I wzdychała. Znajomi dziwili się i zadawali to samo pytanie. Czy to ktoś ze znajomych podsunął coś mężowi, czy teściowa coś podejrzewała, czy może sam Wiktor zwątpił w wierność żony, ale pewnego dnia wrócił z pracy posępny.