Trudne szczęście

Trudne szczęście

Co ty gadasz, rozwodzimy się? Darek, żarty sobie stroisz?

Olga siedziała naprzeciwko męża, świeżo zaparzoną herbatą nawet nie ruszając. Przecież za dwa tygodnie będą mieć srebrne gody! Zaproszenia już rozesłane, sala w Gdańsku zamówiona, rodzina ma przyjechać z całej Polski, prezent od najlepszej przyjaciółki już leży na półce. No, prezent od Julki, bo ona na szóstym miesiącu, więc latać jej się nie wolno niech siedzi w Krakowie. Jeszcze się zdąży pobawić, koniecznie na żywo, bo to ona zapoznała Olgę z Darkiem jeszcze na studiach. A potem na weselu darła się najgłośniej: Gorzko!, chociaż sama się chowała za bukietem ślubnym, który Olga jej po prostu oddała, nie rzucając w tłum.

Nie ogarniam, co ten twój Kamil tak zwleka? Puści taką laskę?

Znam Kamila, nigdzie nie pójdzie, spokojnie! Julka poprawiała Oldze włosy. Wszystko w swoim czasie, Olusiu. On jeszcze nie dojrzał. Po co mi zielony mąż? Tylko się nabawić nerwicy i rozwodu za dwa lata w najlepszym przypadku? A potem ten cyrk: podział pralek, dzieci, teściowej? Dziękuję bardzo! Wolę poczekać na dobry rocznik

Dwa lata? O ja nie mogę, ile ty naraz planów masz! Olga śmiała się do łez, patrząc jak Julka macha pędzelkiem do makijażu prawie rozdrażniona.

Ja nie umiem wszystkiego na pół gwizdka. Jak brać, to wszystko na maksa!

I dzieci też od razu, Julcia? A nie jedno?

Tak! Chcę bliźniaki! Raz się pomęczyć i mieć komplet od ręki! U nas w rodzinie już były przypadki. A potem komplet trzeba jeszcze wychować.

Ale to przecież trudniej niż jedno!

Wcale nie. Jest zdrowa konkurencja, partner do zabawy i medal Mama Roku za wychowanie dwóch z miejsca. Mało? Mogę wymieniać dalej!

Nie trzeba! Olga już się śmiała na całego, przekonana, że jak Julka czegoś chce, to dopnie swego.

I rzeczywiście. Jakby niebiosa miały większe poczucie humoru niż Julka i zamiast bliźniaków, dały jej trojaczki. Los postanowił przetestować, czy jest tak ogarnięta, jak wszyscy zawsze twierdzili.

Julka poradziła sobie jak należy. Pomogły dwie babcie i jeden dziadek (ojca Julki już dawno nie było), więc kiedy trzeba było pilnować maluchów, wsparcie miała na zawołanie. Sama była do ludzi równa, pomocna i wszyscy ją szanowali. Szczególnie, że jej pomoc często polegała na zmotywowaniu męża, który za działalnością społeczną nigdy szczególnie nie przepadał.

Przyjdzie taki dzień, że nam pomoc będzie potrzebna ostrzegała męża. Chcesz pyrki z grzybami na kolację? To jedź do mamy i skręć jej nową szafę. Tobie to zajmie dwie godziny, a teściowej da radość. I powiedz, że okna umyję za tydzień.

Dzięki takim układom, kiedy Julka potrzebowała opieki do dzieci, wystarczył jeden telefon. Potem jeszcze podjęła studia bo przecież mózg matki w macierzyńskim zardzewieje od braku wyzwań.

Julka, oszalałaś? Kiedy ty chcesz to wszystko pogodzić? Olga prawie straciła mowę ze zdumienia.

Komu przyszłoby do głowy postawić dwóję matce trójki dzieci? Przynajmniej nie zamienię się w amebę, a za parę lat szef mnie po rękach będzie całować! Papierki to nie wszystko liczy się doświadczenie!

Julka dyplom odebrała, pracę dostała błyskawicznie i przekonała szefa, że na opiekunkę wystarczy jej pensji. Olga patrzyła i się dziwiła, bo sama zawsze bała się decyzji. Nawet czy założyć niebieskie czy czerwone rajstopy do przedszkola było dylematem.

Ale przynajmniej jak już coś wybierzesz, to trafiasz w punkt! A ja wiecznie się szarpię Julka pocieszała przyjaciółkę. Ty jesteś konserwatystka i dzięki Bogu, bo na was zawsze można polegać.

Można Świetnie, aż za dobrze! Darek chyba docenił tę defensywną pewność. Jak on śmie? Normalnie żyli! Jasne, brak dzieci był problemem, ale już się z tym pogodzili skoro nie ma być, to nie będzie. Olga wolontariatowała w domach dziecka, ale wiedziała, że nie potrafiłaby adoptować cudzego dziecka. To nie brak sił, raczej strach, że nie pokocha tak, jak trzeba. Co to znaczy jak trzeba Olga nie miała pojęcia, ale czuła, że to coś więcej niż tylko chęć.

Nie spotkała pani swojego dziecka jeszcze stwierdziła dyrektorka domu dziecka, pani Jadwiga. Stała obok choinki i obserwowała, jak dzieci łapią się za ręce. Olga ze smutkiem patrzyła na maluchy.

A co, jak nie spotkam? Może nie jestem matką z przeznaczenia?

To znaczy, że nie. I lepiej tak niż wziąć odpowiedzialność i potem nie podołać. Wtedy są dwie ofiary pani i dziecko. Lepiej już nie próbować.

A tego chłopczyka? Ktoś go już dwa razy oddał.

Michaś? Tak. Raz pojawiło się własne dziecko niestety klasyka. Druga rodzina miała swoją dwójkę i trójkę przyjętych na głowę Michaś był czwarty. Już nie mieli dla niego miłości. Zaszył się w kącie i przestał jeść. Nawet wodę odmówił. Pytał, czy mogą go odwieźć do domu dziecka, bo go nie kochają.

Tego samego dnia Olga chciała już prawie składać podanie na Michała, ale przywróciły ją do rzeczywistości słowa Julki:

Upewnij się, że to miłość, nie litość. Jeśli tylko żal, nie rób tego, Olka. Albo będziesz kolejną osobą, która go porzuci. Potrzebujesz próbki? Pożyczę ci jedno moje dziecko na test.

Odwołała dyżury w domu dziecka, ale o Michale myślała długo. Stał się jej wewnętrznym znakiem stop nie rób nikomu krzywdy. Zapamiętała tę lekcję do końca życia.

Zebrała się w sobie i obeszła po domu jak duch, zastanawiając się, czy Darkowi pomóc pakować walizki. Jakie ciuchy? Ciepłe czy cienkie? Przecież to Polska raz gorąco, raz śnieg w maju. No chyba, że u mamy na Dolnym Śląsku, tam latem zawsze cieplej Olga aż zapragnęła uciec do mamy, pochodzić po górach, zamknąć za sobą świat. Tylko że mamy już nie było. I Darka zaraz też nie będzie.

Nie, ta wolność by jej do szczęścia nie wystarczyła. Chciała mieć obok męża kawę rano i w środku nocy, kiedy spać się nie da, rozmowy do świtu i wypady do kina albo za miasto, kiedy tylko wpadnie im fanaberia. U nich nigdy nic nie było planowane najpiękniejsze chwile były z zaskoczenia. Darek dzwonił w środku dnia:

Ola, co robisz?

Zwariowałeś? Mam dwa spotkania i bank!

Olej to wszystko. Chodź, połażymy po lesie?

I ona rzucała wszystko. Godzinę później snuli się po lesie, rozmawiając albo milcząc byle razem. Tego już nie będzie. On będzie miał nowe życie, kogoś, kto czeka dziecka. To oto się rozchodzi? Czy przez te lata wszystko było jedną wielką ułudą?

Olga tuliła kolana do gorącego kaloryfera, nie mogąc się ruszyć. Słyszała, jak Darek przechodzi z pokoju do pokoju: szuflady trzaskają, drzwi trzeszczą. Dygotała, aż doniczka z jedyną rośliną prezentem od Julki niemal spadła z parapetu. Kiedy zatrzasnęły się drzwi, Olga wyprostowała się, zsunęła doniczkę na podłogę i wydarła się na całą kuchnię.

Nie pomogło. Czarna ziemia i potłuczone szkło po całym pomieszczeniu dodały jej autoironii. Teraz wszystko wokół było dokładnie takie czarne, pełne ubytków. Światło wyszło i nie zamierza wracać.

Zebrała się w sobie, przeszła przez szkło do sypialni i podniosła telefon.

Juuulka

Nie, to nie był płacz. To było jak dźwięk rannych wilków. Nie musiała mówić więcej.

Darek odszedł?

Taaak

Dobra. Jutro przyjeżdżam.

Oszalałaś?! Nigdzie nie przyjeżdżaj! Ja się zamartwię, dziecko masz nosić, a nie po Polsce latać! Nagle coś ją tknęło. Ty wiedziałaś?

Podejrzewałam. Jak ostatnio byliście, Darek unikał mi wzroku. Wtedy nie rozumiałam.

Julka, ale mnie już nic nie zostało. Całe życie na marne.

Kup sobie sukienkę!

Że co?! Chyba śnisz?

Tak! Tę czerwoną, na którą szkoda ci było złotówek. Teraz idź i kup. Pokaż mi potem. Nie siedź i nie wyj, bo to nic nie zmieni. Kup sukienkę, potem wsiadaj w pociąg do mnie. Pójdziemy w góry. Nie przesadzaj czuję się świetnie, hotel z łazienką, spacery blisko. Tylko mi nie każ czekać! Za pół godziny czekam na SMS z numerem pociągu!

Julka się rozłączyła, a Olga zrobiła coś szokującego: rzeczywiście poszła do sklepu po tę sukienkę. Czerwony żar jak ogień, zupełnie inny niż wszystko, w czym chodziła w ostatnich latach. Do tej pory wolała być niewidzialna, a tu naraz poczuła, że wcale nie chce się ukrywać.

W lustrze zobaczyła kobietę zmęczoną, załamaną, ale nie złamaną. Może w tym własnie rzecz jeszcze płonie w niej jakaś iskra? W końcu Darek był jej najlepszym przyjacielem a zdrada przyjaciela boli najbardziej.

Pociąg się opóźnił, była przesiadka, ale to nawet lepiej. Myślenie o czymś innym rozpraszało zły nastrój.

W górach z Julką przeszły pół Beskidów, rozmawiając o wszystkim i o niczym, czasem milcząc. Julka umiała rzucić takie argumenty, że Olga zaczęła się znowu cieszyć nawet śmiać. Po powrocie do codzienności podjęła decyzję: sprzedaje mieszkanie, samochód, domyka firmę. Skoro życie tu się skończyło, otworzy nowe. Zaprzyjaźnioną restaurację odwołała kilkoma telefonami, tak samo kawalerski brata Darka i wspólne wyjazdy.

Przeprowadzka do Trójmiasta, zakup własnego kąta nieopodal ojca. Żadnych awantur: nowa partnerka taty sympatyczna pani Barbara przywitała ją z herbatą w ręce i serdecznym uśmiechem. Olga się tylko cieszyła, że tata odżył i znowu mu się chce żyć. Miłości trzeba doświadczać całe życie czasem później, czasem wcześniej.

Miasto powitało ją kwitnącymi jabłoniami i morzem słońca. Olga rzuciła się w wir pracy otworzyła dwa kluby malucha w nowych osiedlach. Przygarnęła też psa wreszcie! Zmieniła fryzurę, garderobę ni stąd, ni zowąd dorosła do czerwonego lakieru na paznokciach.

A jednak melancholia czasem ją przyduszała. Były wieczory, że siadała w kuchni z chłodną herbatą i myślała, ile by oddała, gdyby Darek wszedł i zapytał: Zrobić ci gorącą? Pogadamy?.

Życie toczyło się dalej i wszystko układało jako tako, aż po półtora roku telefon z urzędu skarbowego. Trzeba jechać do Warszawy, coś załatwić. No to w drogę.

Po wszystkim zostało jej pół dnia wolnego. Pojechała na stare osiedle, żeby po latach zobaczyć, co zostało. Jej dawny klub malucha jeden już nie istnieje, ale drugi tętni życiem: dzieci malują misia z młodym nauczycielem, który wydaje się mieć w nich autentyczną radość. Pomyślała, że o to właśnie chodzi: żeby dla tych małych świat się kręcił, żeby było wesoło.

Przeszła pod dawny blok, park pełen nowych ławek. Poszła na spacer coś ją tam ciągnęło. Przed fontanną na ławce zobaczyła sylwetkę znajomą aż do bólu. Darek, niemal schowany w ramionach, bujał wózek i patrzył w dal. Głowa posiwiała mocniej, ale to rodzinny numer u nich. Nagle Olga poczuła, że wszystko jej jedno, co się stało. Ona po prostu wiedziała, jak pomóc, jeśli on pozwoli:

Darek

Podniósł głowę, usłyszał głos, a potem tylko cicho, trochę wstydliwie:

Cześć, Olka.

Usiadła obok.

Jak tam?

Groteskowe pytanie, szybko żałowała, ale nie uciekła. Darek zatrzymał wózek, spojrzał jej w oczy.

Źle. Straciłem wszystko dobre przez własną głupotę.

Przesadzasz Olga czuła, że nie wytrzyma, jeśli nie dowie się, jak naprawdę wygląda jego życie.

Została mi tylko córka, Ewa.

A żona?

Nie żyje. Poród był ciężki.

Olga zaniemówiła. Nie przyszło jej do głowy, by oceniać. Było jej po prostu szczerze smutno. Darek znowu zaczął bujać wózek dziewczynka spała.

Gadali długo, przepracowując te dwa lata rozłąki w ciągu jednej rozmowy, a kiedy Ewa się obudziła, wyciągnęli ją z wózka i pooglądali w pełnym świetle latarni parkowych.

Pół roku później w gabinecie pani Jadwigi znowu siedziała Olga i Michał, poważny, wycofany, z tym swoim starszym spojrzeniem.

Przyszłaś po mnie?

Tak. Chcesz ze mną zamieszkać?

Nie wiem. Wszyscy mnie oddają.

Ja nie oddam. Wiesz dlaczego?

Bo wiesz, jak to jest nie mieć nikogo?

Dokładnie.

Malec długo nic nie mówił, patrzył na Olgę i wreszcie dotknął lekko jej czerwonej sukienki.

Ładna

Bardzo ją lubię. A ty? Zostajesz ze mną?

Michał skinął głową, a Olga w końcu miała poczucie, że któreś jej tak naprawdę się liczy.

Kilka lat później leśną ścieżką wędrowała rodzina: wysoki, chudy chłopak pilnował żywiołowej dziewczynki. Ta co chwila gdzieś prowadziła całą ekipę.

Ewa, za krzakami są wilki!

Ja nie wierzę! I tak ich nakarmię.

A misie?

Jak nie lubią kaszy z grudkami, to się w życiu nie odnajdą, bo nasza mama tylko taką gotuje!

Oddamy im moją, co zostanie rano! I może jeszcze miód!

Olga chichocząc, przygarnęła dzieci, oddając Ewę Darkowi.

Synu, lepiej pilnuj siostry, ona wszystkich z lasu do domu przyprowadzi!

Może i yeti! dodał Michał ze śmiechem.

Wesoły śmiech poniósł się po leśnej polanie, a słońce wyzierało zza drzew, obiecując, że dzień będzie dobry i kto wie, może nawet szczęśliwy.

Rate article
Fajna Tajna
Trudne szczęście