PREZENT
No, synku, opowiedz, jak ci minął dzień? Co u ciebie słychać?
Tato, Tomasz, wróciwszy z pracy, podniósł pięcioletniego Jasia i posadził obok siebie na kanapie, rozczochrał mu delikatne, jasnobrązowe włosy. Mama, Bożena, w kuchni kończyła przygotowania do kolacji i całe mieszkanie pachniało pieczonym kurczakiem. W salonie było przytulnie i ciepło, a na honorowym miejscu, pomiędzy szafą a cicho mruczącym telewizorem, błyszczała kolorowymi światełkami niewielka, ale bardzo ładnie ubrana choinka. Do Sylwestra zostawała już tylko jedna doba.
Wszystko dobrze! oznajmił syn dziedzica. Tylko mój kolega Kuba ma kiepsko.
Co się stało Kubie? zainteresował się Tomasz. To ten Kuba, co mieszka w klatce obok?
Tak, to właśnie on kiwał głową Jaś.
Nie dostał dziś prezentu na przedszkolnej zabawie noworocznej wtrąciła Bożena, zerkając z kuchni otoczona zapachem przypraw. Biedny chłopiec… Chodźcie, panowie, umyjcie ręce i siadajcie do stołu. Kolacja gotowa.
Ale jak to nie dostał? zdziwił się Tomasz, podnosząc się z kanapy. Każdy dostał, a właśnie Kuba nie? Coś tu nie gra.
Tak, każdy dostał, tylko Kuba nie potwierdził Jaś, zsuwając się za ojcem z kanapy. Pani Zima z Mikołajem rozdali paczki wszystkim, tylko nie jemu. On czekał do końca.
Co to za Pani Zima i Mikołaj, którzy potrafili tak skrzywdzić dziecko? już z gniewem odezwał się Tomasz i usiadł do stołu.
Oni nie są winni wzruszyła ramionami Bożena. Może mama Kuby zapomniała zapłacić za prezent, albo po prostu nie miała wystarczająco pieniędzy. Tak bywa. Jaś, umyłeś ręce?
Tak, razem z tatą byliśmy w łazience odpowiedział Tomasz, rozdzielając chrupiącego kurczaka i nakładając porcje na talerze. No dobrze, załóżmy, że nie zapłacono za niego. Ale jak to pani kierowniczka, pani Anna Nowak, mogła dopuścić do tego, żeby wszyscy dostali prezent, tylko jeden chłopiec został pominięty?
Pani Anna była właśnie Panią Zimą wyjaśnił Jaś. A Mikołajem był nasz woźny!
Tym bardziej! nie mógł się uspokoić Tomasz. Przecież można było jeden prezent znaleźć dla chłopca, a potem rodzice by się rozliczyli. Co za brak serca…
Widocznie nie mogli westchnęła Bożena. Ale ja, na ich miejscu, zrobiłabym wszystko, żeby Kuba dostał swoją paczkę.
A rodzice Kuby? Dlaczego pozwolili, by ich syn nie dostał prezentu? dopytywał Tomasz. Nie rozumiem… A ty, synu?
Tomasz spojrzał pytająco na Jasia, który z zapałem objadał kurzą pałkę.
Podzieliłeś się swoim prezentem z Kubą? zapytał.
Syn spojrzał na ojca z lekkim wyrzutem.
Tak, próbowałem. Nawet Zbyszek, Ola, Dawid i jeszcze parę osób. Ale Kuba od nikogo nie chciał wziąć.
To dumny chłopiec zdziwił się Tomasz. Ciekawe, czy nie płakał?
Nie wiem, nie widziałem odparł Jaś uczciwie.
No to rzeczywiście nie zasłużył na takie traktowanie stwierdził Tomasz. Szkoda Kuby.
Naprawdę szkoda zgodziła się Bożena. Musiało mu być bardzo przykro.
Proponuję naprawić tę niesprawiedliwość! oznajmił nagle stanowczo Tomasz. Z jego twarzy wyraźnie biły emocje.
I jak zamierzasz to zrobić? zapytała Bożena, wycierając usta serwetką, a Jaś spojrzał z zaciekawieniem.
To proste! odpowiedział tajemniczo Tomasz. Kto wie, gdzie Kuba mieszka? Jaś, znasz adres?
Nie wiem pokręcił głową chłopiec. Nigdy nie byłem u niego, tylko bawimy się razem w przedszkolu i na podwórku.
Może uda mi się dowiedzieć zastanowiła się Bożena. Mam koleżankę, Grażynę, ona prawie wszystkich w naszym bloku zna. Zadzwonię do niej i zapytam. Ale po co?
Zadzwoń, jeśli możesz, i to od razu nalegał Tomasz.
No dobrze zgodziła się Bożena. Ale wtedy sami posprzątacie po kolacji!
Mieszkają w trzydziestym piątym, nazwisko Szmit zameldowała Bożena po kilku minutach. Mama nazywa się Weronika. Ojca nie ma, tzn. był, ale odszedł. Chyba z powodu kłótni… Żyją tylko we dwójkę.
Skąd takie informacje? zażartował Tomasz.
Grażyna, jak Alicja z Krainy Czarów, wszystko wie! uśmiechnęła się Bożena. No ale serio, jest w komitecie mieszkańców, więc wszystko do niej trafia.
Teraz wszystko jasne podsumował Tomasz. Jaś, zjadłeś już cały prezent?
Jeszcze nie, mama mówi, że nie wolno tyle słodyczy poskarżył się chłopiec.
Ma rację pochwalił ojciec. Masz woreczek po prezencie?
Mam, otworzyłem go starannie odparł Jaś.
Świetnie znów poczochrał go tata. Przełóż swoje słodycze do innego woreczka, a te oddaj mi.
A po co? zapytał Jaś niepewnie, ale poszedł do pokoju i przyniósł kolorowy worek, już trochę lżejszy. Zawartość rozsypała się po stole cukierki, ciasteczka w błyszczących papierkach.
Mama przez chwilę patrzyła w milczeniu, a potem zapytała:
Więc chcecie obdarować Kubę prezentem? Kiedy? I kto zaniesie?
Najlepiej dziś! odpowiedział Tomasz. Co myślisz, Jasiu?
Jasne! Zróbmy to dzisiaj! z entuzjazmem podchwycił chłopiec. Dam mu trochę swoich cukierków!
Jeśli nie żal ci słodyczy uśmiechnął się Tomasz.
Pójdziemy razem? zapytał Jaś, znów pakując słodycze.
A przecież już dziś proponowałeś mu cukierki i nie chciał zauważył tata. Duma… Zrobimy inaczej…
Poszedł do pokoju i po chwili wrócił… jako Mikołaj! W białych filcowych butach, czerwonym płaszczu obszytym futrem, z czapką, białą brodą i wyjątkowym, ozdobionym złotymi gwiazdami workiem. Tyle że worek był pusty.
Jaś spojrzał zaskoczony, po czym powiedział:
To ty byłeś Mikołajem w zeszłym roku, tato? I jeszcze wcześniej?
Tak przyznał Tomasz. Przepraszam, że nie powiedziałem ci wcześniej, ale i tak byś się dowiedział. Poprosili mnie raz w pracy na Wigilię, żeby zostać Mikołajem spodobało się, robię to już trzeci rok, przy okazji zawsze dla ciebie i mamy. Jak ci się podobał zeszłoroczny Mikołaj?
Był najlepszy! pochwalił Jaś. Fajnie, że mamy własnego Mikołaja!
Chłopiec wtulił się w ojca. Bożena dorzuciła jeszcze kilka cukierków, ozdobiła worek kolorową wstążką, a Tomasz schował go do prezentowego worka.
Poprawiając brodę, Tomasz spytał:
Nie macie nic przeciwko, że odwiedzę Kubę?
Nieee! zgodnym chórem odpowiedzieli Bożena i Jaś.
Mogę pójść z tobą do Kuby, tato? poprosił Jaś.
Zamiast Pani Zimy? zaśmiał się Tomasz.
Zajączkiem! wykrzyknął Jaś i pobiegł do swojego pokoju. Rodzice wymienili spojrzenia, śmiejąc się. Wrócił w stroju zajączka, w którym był dziś na przedszkolnej imprezie: biały kombinezon, odstające uszy, pomponik ogonka, kartonowa maska z wąsikami pod noskiem.
Dobrze, idziemy! zgodził się Tomasz. Ale kurteczkę włóż, bo zima!
Ojciec z synem ruszyli w stronę drzwi. Bożena ledwo powstrzymała śmiech, widząc, jak obok wysokiego Mikołaja z berłem podąża mały zajączek w kurtce, niosąc prawie po ziemi worek pełen słodkości.
Po dziesięciu minutach Tomasz wrócił sam, wyraźnie zakłopotany.
A Jaś? zaniepokoiła się Bożena.
Spokojnie, bawi się z Kubą, zaraz go odbiorę odpowiedział Tomasz, wycierając spocone czoło fałszywą brodą, siadając na kanapie.
Dziwna sprawa! zaczął. Okazało się, że byliśmy z Jasiem już… szóstymi, którzy tego wieczoru przynieśli prezent Kubie! I raczej nie ostatnimi… Przed nami wyszła sama pani kierowniczka Anna Nowak, już bez stroju Pani Zimy.
Naprawdę? zdziwiła się Bożena.
Tak przepraszała Kubę i jego mamę, nie wiedziała, gdzie się podziać… Okazuje się, że ktoś nagrał scenę z przedszkola i wrzucił filmik na nasz miejski portal. W kilka godzin obejrzało go tysiące ludzi, a komentarze były miażdżące.
Muszę zobaczyć! uśmiechnęła się Bożena.
Ale to nie najważniejsze Tomasz kontynuował. Okazało się, że mama Kuby wpłaciła pieniądze na prezent ciut za późno…
Winna, ale życie różnie się układa przerwała Bożena. Sama z dzieckiem, bywa trudno. Przedszkolu powinno zależeć na szczęściu dzieci.
Kierownictwo się nie przejęło, po prostu skreślili Kubę z listy wzburzył się Tomasz. I niewinny chłopiec dostał lekcję od dorosłych…
Ach, gdyby to ja była przełożoną tej pani Nowak… rozmarzyła się Bożena. Nie można zatrudniać ludzi bez serca do pracy z dziećmi…
Może ją zwolnią, a może zrozumie i poprawi się… Jednak osoby pracujące z najmłodszymi powinny mieć serce dodał Tomasz.
Zamyślił się chwilę, potem spojrzał na Bożenę i powiedział:
I jeszcze coś przyszedł nawet ojciec Kuby! Przyniósł prezenty, przepraszał, prawie płakał…
Naprawdę? ucieszyła się Bożena.
W drzwiach rozległ się dzwonek. To wrócił Jaś.
Czemu sam wróciłeś, synku? spytał Tomasz. Miałem cię odebrać…
Przecież nie jestem już malutki! oburzył się Jaś. Poza tym zrobiło mi się nudno.
Dlaczego? dopytał tato.
Kuba z rodzicami kłócili się, potem płakali. Weszliśmy do kuchni, a oni się już obejmowali. Kuba też do nich dołączył i razem płakali. Jacyś dziwni… Nawet nie zauważyli, jak wyszedłem…
Rodzice uśmiechali się ze wzruszeniem.
Dobra, chodźmy napić się herbaty zaproponowała Bożena. Za chwilę sylwester, będzie szczęśliwy dla każdego!
Oby! z radością zgodził się Jaś.
Bo w życiu najważniejsze jest serce, wrażliwość i gotowość do pomocy. Dobry gest potrafi naprawić więcej niż setki kar i słów. Jeśli chcesz odmieniać świat zacznij od pojedynczego uśmiechu lub prezentu dla tego, kto akurat go najbardziej potrzebuje.



