Kobieta w fartuchu sprzątaczki ostrożnie zajrzała do gabinetu właściciela kliniki chirurgii estetycznej Ambra. Nazywała się Joanna i starała się mówić cicho, by nie rozdrażnić szefa.
– Słyszałam, że jest wolne miejsce dla młodszego masażysty…
Tomasz Granek podniósł wzrok i spojrzał na nią surowo. Był rozdrażniony jak nigdy właśnie dowiedział się, że kluczowe negocjacje z inwestorami się nie powiodły, a głowa bolała go od napięcia.
– I co, ty, ze szczotką, chcesz kawalera masować?
– Nie, ale skończyłam kursy online. Mam nawet CV, wyszeptała Joanna, nieśmiało wręczając mu dość pogniecioną kartkę z kieszeni fartucha.
W tym samym momencie do gabinetu wszedł zastępca Granka Leszek Siedlecki. Tomasz, pocierając skronie, warknął:
– Leszku, czemu u mnie sprzątaczki pałętają się kiedy chcą?! Wyrzuć ją stąd natychmiast! Pomponiara się marzy wielkiej masażystki! Niech zjeżdża i niech się więcej nie zjawia z takimi głupotami!
Nie czekając na odpowiedź, wyrwał Joannie papier, podarł na kawałki i rzucił jej pod nogi.
Joanna przyklękła, zaczęła zbierać ścinki, a łzy napływały jej do oczu. Leszek bez ceregieli chwycił ją pod łokieć, wyciągnął na korytarz, przeciągnął przed personelem i pacjentami, po czym wsadził do kantorka z chemią.
Tam, na brzegu starej skrzynki przeciwpożarowej stojącej tam od lat, Joanna usiadła bezradnie i rozpłakała się.
Pracowała w Ambrze od niedawna. Sprzątanie podłóg nie było jej marzeniem tu po prostu płacili lepiej niż gdzie indziej. Tomasz Granek uchodził za człowieka z zasadami, sam się wybił, zbudował klinikę od zera. Mówiono o nim: zapracował na wszystko własnymi rękami.
I to była prawda. Granek dorastał w domu dziecka. Rodziców nigdy nie znał, całe dorosłe życie próbował odkryć ich ślady, ale bez powodzenia. Za to został najpierw chirurgiem, potem mistrzem medycyny estetycznej. Do niego, za duże pieniądze, przyjeżdżały gwiazdy z Warszawy i celebrytki. Co roku podnosił ceny i żył ponad stan.
Właśnie dlatego Joanna zaryzykowała: dowiedziała się o wolnym etacie i postanowiła spróbować.
Marzyła o pracy jako masażystka. Przerobiła podręczniki, ukończyła program medyczny na ile mogła. Nie miała tylko oficjalnego dyplomu. Joanna odkładała na normalną szkołę, ale mąż uciekł z pieniędzmi, zostawiając ją i córeczkę bez złotówki.
Dopiero potem wyszło na jaw, że Sławek był już karany za drobne przestępstwa i okazał się zwykłym kombinatorom, który wymyślił sobie ładny życiorys. Rozwód trwał długo, bo mąż na rozprawy nie przychodził. Dla Jagódki Joanna znosiła wszystko, wtedy zaczęły się jej kłopoty.
Z dzieckiem trudno było znaleźć pracę. Mieszkały we trójkę Joanna, córka i mama Halina w ciasnej kawalerce. Często musiały żyć z emerytury mamy. Halina była niezłomna: była gimnastyczka, silna i uparta. Przejęła opiekę nad wnuczką, dzięki czemu dopiero wtedy Joanna mogła pójść do pracy.
Potem, nie tracąc nadziei, Joanna zrobiła tanie kursy masażu. Certyfikat z nich leżał teraz w strzępach na podłodze.
Otarła łzy, podniosła się i wróciła do sprzątania. Inni patrzyli na nią dziwnie, szeptali. W domu jednak mama przyniosła dobrą wiadomość: Jagódka wygrała konkurs plastyczny w przedszkolu. Córka miała talent, więc Joanna starała się kupować jej dobre farby i bloki. Jagódka chodziła na zajęcia do szkoły plastycznej Joanna cieszyła się z tego jak dziecko.
Wiadro stawało się nie do zniesienia ciężkie. Gdy Joanna szła wylać wodę, spotkała pana Filipa dozorca, jedyny w klinice traktujący ją po ludzku. Starszy już mężczyzna, wobec Tomasza był pobłażliwy, czasem nawet podśmiewał się z jego zadęcia.
Pan Filip nigdy Joanny nie ranił. Raczej karmił własnymi drożdżówkami, pocieszał i motywował. To dzięki niemu Joanna w końcu uwierzyła w siebie i odważyła się podejść do szefa z tym niefortunnym CV.
Na widok pana Filipa znowu popłakała się.
– Oj, dziecko, nie płacz pogładził ją po ramieniu Wszystko się zmieni.
– Lepiej było nie próbować, wychlipiała Joanna jeszcze gorzej tylko sobie narobiłam.
– A Granek dziś sam wściekły. Spróbuj w inny dzień.
– Powiedzieli, żebym się już nie pokazywała, odpowiedziała Joanna z goryczą. Marzyło mi się, że też się kiedyś wybiję. Myślałam, że Granek to ktoś swój, a to zadufek zapatrzony w swój dyplom.
Pan Filip tylko wzruszył ramionami. Joanna schowała sprzęt i wróciła do domu, po drodze zamartwiając się, że znów będą ledwo wiązać koniec z końcem. Jagódka marzyła o drogiej zabawce, której nie była w stanie kupić.
W domu wszystko było nie tak, jak zwykle. Mama siedziała załamana i wycierała ukradkiem łzy. Joannie ścisnęło się serce. Halina była twarda, przeżyła już wiele. Skoro płacze, musiało zdarzyć się coś poważnego.
– Mamo, co się stało? zapytała niepokojąco Joanna.
– Wszystko w porządku próbowała zbyć ją Halina.
– Mamo, powiedz prawdę nalegała Joanna.
Mama rozpłakała się.
– Byłam u lekarza, na badaniach do naszego teatru dziecięcego. Każdy musiał, nawet garderobiane. No i coś znaleźli. Potrzebna operacja. Bez niej rok, góra dwa. Kolejka ogromna. Prywatnie nas nie stać. I badania, i leczenie trzeba zrobić w Warszawie, u nas sprzętu nie mają. Droga, badania, wszystko Widać, przyszła moja pora.
– Mamo, nie mów tak, Joanna zerwała się. Coś wymyślimy.
– Z twojej pensji i mojej emerytury? gorzko uśmiechnęła się Halina. Jakoś damy radę, ale z pustego i Salomon nie naleje.
Joanna całą noc nie spała, szukając wyjścia. Rano wiedziała: musi spróbować jeszcze raz porozmawiać z Grankiem, choćby ryzykując wszystko.
Ale tego dnia nawet nie wpuszczono jej do kliniki. Powiedzieli, że z powodu redukcji jest zwolniona. Dali odprawę trzy minimalne pensje i koniec.
Pan Filip na do widzenia dał jej swój numer. Joanna mechanicznie wpisała cyfry i myślała tylko: co teraz? Miesiąc jakoś przeżyje, ale dalej?
Poddać się nie umiała. O zwolnieniu mamie powiedziała w przelocie, jakby sama odeszła. Potem zaczęła przeglądać ogłoszenia o pracę. Bez kwalifikacji wszędzie płacili mało. W końcu trafiła na ofertę: potrzebna opiekunka do kobiety przygotowywanie posiłków, sprzątanie i pomoc w domu. Wykształcenie medyczne niekonieczne.
Joanna westchnęła: czy to wstydliwsze niż mopowanie podłóg? Wysłała aplikację. Oddzwonili w godzinę. Okazało się, że ogłoszenie zamieściła agencja dla zamożnej, samotnej kobiety.
Joannę poproszono o przyjście z książeczką zdrowia i świadectwami pracy. Wkrótce siedziała już naprzeciw Tamary kierowniczki działu kadr.
– Powiem pani szczerze, żeby nie było złudzeń zaczęła Tamara chłodno Klientka jest trudna. Będzie pani dziesiątą opiekunką w tym roku. Nikt nie wytrzymuje.
Joanna napięła się, ale milczała.
– Nazwisko pani pewnie zna: Emma Dziedzic. Pseudonim artystyczny oczywiście. Nazwisko zmieniała, prawdziwego nigdy nie podaje. Była prymą miejscowej opery. Dziwaczka, ale bardzo bogata. Mówią, że zostawili jej majątki wielbiciele.
– Mi to obojętne, odparła cicho Joanna. Nie miejsce na wybrzydzanie.
– Jeśli ma pani dziecko, niech pani wie: Dziedzic dzieci nie znosi. Zwierząt też nie. Po mieszkaniu porusza się z chodzikiem, ale woli, by pchać ją wózkiem. Uprzedzam: okres próbny trzy miesiące. Jak pani da radę, jest roczny kontrakt i podwójna pensja.
Joanna przytaknęła. Obecna stawka była dwa razy wyższa niż to, co ostatnio zarabiała. To była szansa dla mamy, więc nie zamierzała jej zmarnować.
Pracę zaczynała już nazajutrz o siódmej.
Wieczorem Joanna w Internecie znalazła jedynie parę sprzed lat zapowiedzi i zdjęć Emmy Dziedzic. Na fotografiach: tęga dama z kruczoczarnymi włosami i przeszywającym spojrzeniem. Rzeczywistość okazała się jednak inna.
Drzwi otworzył ochroniarz. Dom Dziedzic był ogromny, stary pałacyk w centrum Krakowa. Joanna nigdy nie widziała takiego bogactwa, onieśmielał ją każdy krok.
– Na co się gapisz? Czego tu szukasz? odezwał się skrzypiący głos.
Do środka wjechał drogi elektryczny wózek, a na nim drobna, siwiutka kobieta o ostrym, nieustępliwym wzroku.
– Dzień dobry, pani Emmo wybąkała Joanna.
– Głośniej. I nie chowaj rąk do kieszeni. Bierz ochraniacze na buty z wiaderka i idziemy. Czas na moje śniadanie.
Joanna pośpiesznie założyła ochraniacze ze specjalnego materiału, po czym pobiegła za Dziedzic.
– Rozczesz mi włosy, ale ostrożnie! rozkazała Emma. O nie, nie tak! Podsiatkę zdejmij, potem perukę i ją uczesz.
– Przepraszam, nie do końca zrozumiałam…
– O rany, znów nieudacznik! Skąd was biorą? Idź po herbatę. Natychmiast!
Joanna ruszyła do kuchni.
– Nie tłucz się! wydarła się Dziedzic podłoga pod tobą zaraz się zawali!
Emma długo przyglądała się herbacie w szklance, po czym zrobiła grymas i chlupnęła gorącym napojem Joannie w twarz.
– Samaś sobie winna, popchnęłaś mnie pod łokieć.
Joanna wzięła głęboki oddech.
– Czy mogę się umyć?
– Łazienka dla personelu jest przy wejściu. Tam są ręczniki, przebierz się w piżamę z pokoju gościnnego. Twoje ubranie do prania.
Joanna wykonała polecenia i wróciła. Do wieczora Emma zabawiała się, wciąż ją poniżając i organizując drobne pułapki. Joanna szybko zorientowała się, że to test wytrzymałości więc milczała i znosiła wszystko. Słusznie wieczorem Dziedzic wyraźnie złagodniała. Przed snem zgodziła się na delikatny masaż. Joanna zrobiła go i upewniła się, że śpi, po czym pożegnała się z ochroniarzem.
Rano przywitał ją zmiennik, który zagadnął z uśmiechem:
– Coś ty jej zrobiła? Śpi do tej pory jak aniołek! Sprzątaczka Jolka mówiła.
– Pewnie zmęczenie, wzruszyła ramionami Joanna.
Emma była rano w lepszym humorze, ale stwierdziła, że Joanna ubiera się zbyt tandetnie i nigdy nie znajdzie męża, bo się nie maluje. Joanna tylko kiwnęła głową, przygotowując kąpiel i poranny ubiór Emmy z peruką już było łatwiej.
Dziedzic zażądała potem zorganizowania wizyty manicurzystki, każąc się przebrać w szlafrok w japońskie wzory i zawieźć do tak zwanej buduaru.
Wkrótce okazało się, dla kogo te wszystkie sztuczki.
Po południu zawitał starannie ubrany, siwy pan z postawą baletmistrza przedstawiła go jako starego przyjaciela Oskara. Kazała Joannie podać kawę z ekspresu. Przy gościu była nienagannie uprzejma.
Wieczorem zaś zapytała:
– Co ty mi tam wczoraj robiłaś wieczorem?
– Masaż, powiedziała cicho Joanna.
– Masz papier? spytała Dziedzic podejrzliwie.
– Nie. Sama się uczyłam.
– Dobrze, rób mi dalej łaskawie pozwoliła.
Kolejny wieczór też zakończył się masażem potem noc, potem znów praca Trzy miesiące prób minęły nie wiadomo kiedy. Joanna miała tylko jeden wolny dzień tygodniowo i prawie nie widywała swej córki. Ale przynajmniej mogła pozwolić mamie nie pracować. Halina szybko się ostatnio męczyła, w teatrze ciężko było dźwigać kostiumy.
Stosunki z Emmą powoli się normowały. Dziedzic testowała Joannę, sprawdzając, jak długo wytrzyma i co potrafi. Potem spytała:
– A twoi bliscy to jak znoszą taki grafik?
– Mam tylko mamę i córkę, odparła Joanna i nie mam wyjścia.
– Ile lat ma dziecko? Coś ją interesuje?
– Prawie sześć. Świetnie rysuje, Joanna pamiętała przestrogę Tamary.
– Przyprowadź ją. Poznamy się, oznajmiła Emma.
Tak Jagódka zaczęła odwiedzać mamę w pracy. Siedziała po cichu z kredkami, rysowała. Raz narysowała portret Dziedzic tak podobny, że Emma kazała go oprawić i powiesić na ścianie.
Stawały się sobie coraz bliższe. Joanna przestała bać się utraty posady.
Emma miała poważną chorobę stawów, operacja nie wchodziła w grę. Gdy bolało, Joanna długo robiła jej masaże i czasem rzeczywiście było lepiej. Któregoś razu Emma poprosiła Joannę z córką o zostanie na noc, dała im pokój gościnny.
Gdy tam zasnęła, Joanna przez chwilę wyobrażała sobie, że to ich dom. To miejsce miało coś z niezwykłego ciepła dawnych lat.
Nazajutrz Emma czuła się wyjątkowo dobrze. Jadła ze swoją wnuczką śniadanie, a Joannę wysłała sprzątać gabinet.
Przy sprzątaniu Joanna znalazła stary, pożółkły album ze zdjęciami. Po pracy przyniosła go do salonu.
– Mogę obejrzeć, pani Emmo?
– Były czasy… była sława, Emma westchnęła. Pokaż. Dawno nie oglądałam.
Usiadły przy stole. Najpierw zdjęcia z dzieciństwa Emmy. W pewnym momencie Jagódka krzyknęła:
– O, babcia! Mamy takie zdjęcie!
Joanna zamarła, widząc młodą Halinę na zdjęciu.
– Skąd pani to ma? zapytała osłupiała.
Dziedzic wpatrzyła się w nią i długo milczała.
– Ty jesteś córka Haliny? wreszcie powiedziała. I ja stara głupia! Cały czas się zastanawiałam, do kogo cię podobna. Teraz rozumiem.
– Dlaczego zdjęcie mojej mamy jest w albumie? Znałyście się? dociekała Joanna.
– Oczywiście! parsknęła Emma. Moja przyjaciółka z młodości. Byłyśmy nierozłączne. Ona z treningów, ja z muzyki chodziłyśmy razem na tańce, mieszkałyśmy w jednym bloku Nawet gimnastykę zaczynałyśmy razem, lecz ona miała lepsze predyspozycje. Ja nie chciałam być drugą w zaprzęgu.
– Czemu przestałyście się widywać? pytała prosto z mostu Jagódka.
– W końcu dorosłyśmy, wzdychała Emma. Twoja babcia wtedy zakochała się w młodym trenerze, przystojnym Igorze. I przez niego się pokłóciłyśmy. Igor został oczywiście ze mną. A twoja babcia przez to odejście straciła miejsce w kadrze.
– Nie miałam pojęcia szepnęła Joanna. Ale miałyście wtedy inne nazwisko?
– Ach, nie. skrzywiła się Emma. Z domu byłam Siedlecka. Wyobraź sobie, a Igor miał cudne nazwisko Dziedzic. Był moim pierwszym mężem. Rozwiedliśmy się po trzech miesiącach, ale nazwisko zostawiłam sobie na zawsze.
Joanna od tego dnia myślała tylko, jak sprowadzić mamę i Emmę do jednego stołu. Świetna okazja nadarzyła się sama.
Emma znowu poprosiła, by zostać na noc. A następnego dnia Jagódka miała wycieczkę w przedszkolu, więc Joanna musiała poprosić Halinę o odebranie wnuczki.
Halina przyszła do domu Dziedzic w swoim codziennym, zniszczonym płaszczu. Emma już szykowała się do snu, gdy Joasia zbierała rzeczy córki do torby.
– Kto tam przyszedł? Nikogo nie zapraszałam! rzuciła Emma.
– Witaj, Emmo, powiedziała lodowato Halina. Nie powiem, żebym się cieszyła.
– Wzajemnie odburknęła Emma. Widzę, życie cię przeczołgało.
– Nie bardziej niż innych, odpowiedziała Halina. Ale mam córkę, wnuczkę, a ty na starość masz wokół siebie tylko obcych. Wielokrotne śluby nic nie dały?
– Ty nawet tego nie miałaś! śmiała się Emma. Nie wiem, czy wiesz, że wróciłaś do panieńskiego nazwiska?
Halina nagle miękko się uśmiechnęła.
– Emciu całe życie śledziłam twoje sukcesy. Byłam nawet dumna, że dziewczyna z naszej kamienicy wyrosła na prymę. I nigdy ci nie zaszkodziłam. Pamiętasz ten telefon pięć lat temu?
Emma pobladła.
– Gdy jeden aktor z naszego teatru usiłował cię uwieść? Już prawie miałaś przepisać na niego mieszkanie. A ja podsłyszałam, jak opowiada koledze za kulisami, że pośle cię do domu opieki, by żyć z zakochaną dziewczyną. Więc zadzwoniłam, zmieniając głos.
– To byłaś ty? wykrztusiła Emma.
– Nigdy nie potrafiłam cię nienawidzić, westchnęła Halina. Po prostu żal mi było ciebie. Artystyczna natura nie masz dla niej miary. Ale wtedy musiałam zareagować.
Emma spuściła wzrok.
– Uratowałaś mnie wtedy, powiedziała cicho. Zdążył mi całkiem zawrócić w głowie. Wynajęłam po tym prywatnego detektywa.
– I dobrze zrobiłaś. No, my już idziemy. Jagódka musi spać.
– Halino, a jak teraz żyjesz? spytała Emma.
– Kawalerka jak podzielili komunałkę. Nie pałac, ale starcza.
– Już postanowione powiedziała stanowczo Emma. Koniec życia przeszłością. Jutro wprowadzacie się tutaj. Za dużo mam pokoi. Dla Jagódki mogę zrobić porządną dziecięcą. I nie kłóć się. Musimy tyle sobie opowiedzieć. Kto wie, ile nam zostało. Znam już swój wyrok.
Halina bezwładnie opadła na ławkę.
– Osiem miesięcy.
– O czym mówisz? Emma zbladła. Rak?
– Serce. Ale mnie nie stać na operację. Zdrowia się nie kupi, a tu jeszcze pieniędzy nie uzbierasz.
– To się ustala, a potem się zobaczy, ucięła Emma. No i nie dyskutuj. Na coś ci jeszcze jestem winna. Poza tym, żałuję do dziś, że odbiłam ci Igora.
– Może wspomnisz jeszcze Wojtka z podstawówki? zaśmiała się Halina. Dzisiaj wracamy do domu, jutro decyzja.
– Mój kierowca was odwiezie, orzekła Emma. Rano przyjedzie po was razem z Joanną.
Tamtej nocy Emma nie mogła spać. Wypytywała Joannę o matkę, wspominała młodość, żałowała zmarnowanego, jak mówiła, życia. Gest Haliny kompletnie stopił żelazne serce starej damy.
Po tygodniu nie poznawało się domu. Kurierzy przywozili próbki tapet, mebli, tkanin, lamp. Emma rozkręciła przeprowadzkę z rozmachem.
Wieczorami z Haliną spędzały czas przy ogromnym stole na herbatkach, opowiadając sobie dawne historie. Kiedy remont się skończył, Emma ogłosiła podczas kolacji:
– Halinko, pokazałam twoje dokumenty doktorowi. Operacja będzie za dwa tygodnie. Świetny młody kardiolog, syn profesora. Tylko uważaj, żebyś mu się nie spodobała.
– Co?! Załatwiłaś miejsce? oniemiała Halina Po co?
– Żadnej kolejki byś się nie doczekała, uśmiechnęła się Emma. Wszystko już opłaciłam. Jest za późno na wykręty. Zostaje ci wrócić do zdrowia i być aktywną babcią, bo ja już na pewno nie będę.
– Emmo, to zbyt wiele Halina ze łzami w oczach nie zmarnuj tego…
– Na co mi pieniądze? Do grobu ich nie zabiorę, Emma odcięła. Tak postanowiłam. Ty idziesz do szpitala, Asia się tobą zajmuje, a ja popilnuję małej. Poza tym, nie uwierzysz, ale od twoich masaży naprawdę czuję się lepiej.
Za dwa tygodnie Halina leżała już w apartamencie najlepszej krakowskiej kliniki. Operował ją dr Walenty Smoliński młody, zdolny kardiolog, syn profesora, który jednak wybrał własną drogę z dala od stolicy. Był skromny i bardzo sympatyczny. Widząc, jak Joanna troszczy się o mamę, pewnego razu powiedział:
Rzadko widuję w rodzinach tyle ciepła. Pani mama ma wielkie szczęście. Jestem przekonany, że i mąż miałby szczęście. A dzieci już na pewno.
Mam tylko córkę, peszyła się Joanna. Ale najlepszą na świecie.
Wcale nie wątpię… Ja jakoś nie miałem szczęścia. W młodości ożeniłem się, rodzice odradzali. Żona myślała, że będzie bogato, a wylądowaliśmy w bloku na obrzeżach miasta. Tam rozpadła się nasza miłość.
Sądzę, że jeszcze spotka pan swoją kobietę, szepnęła Joanna.
Może już spotkałem, odpowiedział cicho Walenty, patrząc przez okno.
Joannie coraz trudniej było patrzeć na niego obojętnie. Nie był efektownym typem jak Sławek, ale miał w oczach godność i ciepło.
Rehabilitacja Haliny trwała tydzień. W tym czasie Emma starała się wszystko robić sama, dodatkowo pilnując Jagódki. Dziewczynka wołała już na nią babciu.
Emma robiła dobrą minę do złej gry, ale wieczorami Joanna zauważała, jak napięte są jej mięśnie. Nawet korzystanie z wózka stawało się trudniejsze.
Któregoś wieczoru Emma powiedziała:
Czas, żebyś znalazła lepszą pracę, Asiu.
Szuka pani nowej opiekunki? Joanna wystraszyła się.
Oj, głuptasie. Po co mi opiekunka, jak w domu jest już tyle ludzi? Chcę, żebyś poszła na prawdziwe kursy masażu i zrobiła uprawnienia. Dasz radę?
Oczywiście! Ale to kosztuje majątek…
Traktuj mnie jak swoją dobrą wróżkę, Emma uśmiechnęła się Opłacę ci dwuletnią szkołę masażu i wszystkie kursy specjalistyczne. Ale mnie nie zawiedź!
Joanna od razu się zgodziła. Emma właściwie przyjęła ich całą rodzinę na swoje utrzymanie, lecz Joanna postanowiła odwdzięczyć się ciężką pracą.
Kursy prowadził pan Szymon reprezentacyjny, doświadczony specjalista. Zwracał uwagę na talent Joanny. Przed wręczeniem dyplomu niespodziewanie zapytał:
Słyszała pani o spa Wanilia?
Oczywiście! Marzenie każdego najlepszy salon w Krakowie. Co prawda świeży.
Jestem właścicielem, uśmiechnął się Szymon. Stawiam na rehabilitację po operacjach, to ciężka praca. Ma pani talent i serce. Podejmie się pani?
Joanna przytaknęła, starając się nie popłakać ze szczęścia.
Uczuła się pilnie, a część następnych kursów Szymon opłacił jako stypendium. Po paru miesiącach pracowała już w Wanilii. Grafik był wygodny: poranne zmiany, reszta dnia dla mamy, Emmy, Jagódki i jej szkółki rysunku.
Szybko klienci zapisywali się wyłącznie do Joanny, nie tylko do szefa.
W tym samym czasie rozkwitała znajomość z Walentym. Najpierw przyjacielska, potem coraz gorętsza. Walenty mieszkał w Krakowie od roku kierował oddziałem kardiochirurgii, chciał zobaczyć coś poza wciąż tymi samymi szpitalnymi ścianami. W weekendy chodzili we troje na spacery, do teatru dla dzieci, do zoo.
Halina wróciła do teatru, ale Emma coraz częściej zostawała w łóżku. Ból narastał, leczenie działało już słabo. Masaże przynosiły ulgę jedynie na chwilę.
Walenty kierował pacjentów na rehabilitację do Joanny. Poznawała coraz lepiej powikłania wśród kardiologicznych chorych. Z Walentym coraz częściej rozmawiali też prywatnie.
Walenty bywał częstym gościem w domu Emmy, który Joanna i Jagódka traktowały jak własny. Wreszcie Emma powiedziała:
Nawet nie próbuj ranić moich dziewczyn, doktorze.


