Dziennik osobisty Warszawa, 27 listopada
Czasem naprawdę trudno znaleźć właściwe słowa, kiedy człowiek wpada w wir refleksji. Dziś budzę się z czymś na kształt cudu w sercu. Niecały tydzień temu właściwie nie wiem, jak to się stało. Gdy myślałam, że to mój ostatni dzień, zatrzymało mi się serce dosłownie i w przenośni. Między jednym oddechem a drugim, zjawia się przede mną anioł i oznajmia spokojnie, że nie czas jeszcze na wieczność. Komisja moich uczynków nie dała mi przepustki do nieba. Dostałam kilka dni, aby poprawić to, co powinnam, by bilans dobrych czynów przeważył. Zgodziłam się, bo czy miałam wyjście?
Wróciłam do naszego mieszkania na Żoliborzu, do Henryka. Od miesięcy byliśmy jak dwa odległe światy. Nasza codzienność wyzuta z rozmów, on śpiący na sofie, a ja nie gotująca mu już obiadu. Dziś widząc, jak prasuje koszulę do pracy, coś mnie tknęło: może spróbuję. Może przygotuję dla niego niespodziankę, coś, co kiedyś było dla nas naturalne.
Kiedy Henryk wyszedł do pracy, zaczęłam prać jego koszule, spodnie, nawet te znoszone swetry, których nigdy nie lubiłam. Przygotowałam barszcz z uszkami, jego ulubione ziemniaki i schabowy, ułożyłam kwiaty na stole, zapaliłam świece, a na kanapie zostawiłam liścik:
Myślę, że wygodniej będzie ci spać w dawnym łóżku tym, w którym zrodziły się nasze dzieci, gdzie tuliłeś mnie podczas ciężkich nocy. Może tej bliskości nam dziś najbardziej brakuje. Ta miłość tam wciąż jest tylko czeka, byśmy pozwolili jej wrócić. Jeśli potrafisz wybaczyć mi wszystko czekam na ciebie w naszym łóżku.
Zawsze Twoja,
Żona
Dopisując zdanie: Jeśli potrafisz wybaczyć wszystkie moje błędy, poczułam bunt. Czy naprawdę powinnam przepraszać? To Henryk wracał zły po zwolnieniu z Huty Warszawa, ja liczyłam resztki złotych, a musiałam jeszcze znosić jego gniew. Zaczął popijać, siedział godzinami w ciszy, uciszał dzieci, które tylko chciały się bawić. Coraz więcej złości Więc dlaczego ja mam prosić o przebaczenie?
Zdenerwowana, podarłam list. Wtedy znowu pojawił się anioł w troskliwym szepcie przypomniał: Brakuje ci niewiele na wagę dobrych uczynków, spróbuj jeszcze. Zawahałam się. Czy to wszystko ma sens? Ale napisałam list raz jeszcze, tym razem bardziej z serca, bo zrozumiałam za dużo, żeby milczeć:
Nie dostrzegałam wtedy twojego strachu po zwolnieniu. Przez lata planowałeś wspólną emeryturę, a ja kazałam ci wozić obcych ludzi taksówką, chociaż tego nie znosiłeś. Pamiętam, jak w gniewie spaliłam twoje obrazy i zniszczyłam listy bo nie rozumiałam, jak ważna była dla ciebie twoja sztuka, farby, wiersze. Bałam się razem z tobą, żyłam tylko wtedy spokojnie, gdy miałeś stabilną pracę. Przepraszam, że tego nie widziałam. Dziś proszę: wybacz mi. Obiecuję już zawsze będę z tobą inaczej. Kocham cię.
Twoja Zofia
Gdy Henryk wrócił, od razu wyczuł zmianę. Zapach domowego obiadu, świece i jego ulubiony Stare Dobre Małżeństwo lecące z głośników. Zauważył kartkę na kanapie. Wyszłam z kuchni z półmiskiem pierogów, zobaczyłam go zasłaniającego twarz dłońmi i cicho szlochającego. Postawiłam jedzenie, podeszłam i po prostu go przytuliłam. Nie potrzebowaliśmy słów. Razem płakaliśmy. Potem zaniósł mnie do łóżka. Kochaliśmy się, jakby świat miał się skończyć tyle lat, a to mogło być dziś pierwszy raz.
Kolację zjedliśmy razem, śmiejąc się z wygłupów naszych dzieci z czasów, kiedy byli mali. Wieczorem, sprzątając kuchnię, spojrzałam przez okno a tam, w ogrodzie, anioł. Wybiegłam do niego, cała zapłakana:
Proszę, pozwól mi zostać. Chcę jeszcze naprawić, odbudować to, co zniszczyłam. Muszę pomóc Henrykowi odzyskać radość ze sztuki, sprawić, by znów uwierzył w siebie.
Usłyszałam ciepły głos:
Już nie musisz nigdzie odchodzić. Jesteś w niebie. Sama je sobie wypracowałaś. Niech pamięć o tym, przez jakie piekło przeszliście, pozostanie, ale pamiętaj: raj czasem jest bliżej, niż myślisz.
W tym momencie z domu dobiegł mnie głos Henryka:
Zosiu, zimno, chodź już do łóżka. Jutro znowu będziemy mieli nowy dzień.
I pomyślałam: Tak na szczęście jutro będzie nowy dzień.
Refleksja:
Ty, który narzekasz, że ci ciągle czegoś brakuje ile sam z siebie dałeś innym?
Ty, który czujesz ból widzisz, ile zadajesz go obok siebie?
Ty, który mówisz, że inni nie wiedzą nic czy potrafisz spojrzeć na swoją niewiedzę?
Ty, który wytykasz błędy co z twoimi potknięciami?
Ty, mówiący o szczerości w przyjaźni czy jesteś uczciwy wobec siebie?
Ty, który narzekasz na brak czy potrafisz dostrzec, co masz?
Ty, krytykujący świat co zrobiłeś, by był choć trochę lepszy?
Ty, marzący o niebie co czynisz, by było tu choć odrobinę mniej piekła?
Ty, który mówisz o pokorze czy naprawdę jesteś skromny?
Ty, potępiający zło czy szerzysz dobro?
Ty, narzekający na obojętność czy dajesz miłość?
Ty, bojący się biedy czy szanujesz to, co masz?
Ty, którego ranią kolce czy sadzisz róże?
Ty, bojący się ciemności czy zapalasz światło?
Ty, skupiony na sobie czy interesujesz się kimś innym?
Ty, którzy czujesz się mały czy próbowałeś wzrastać?
Ty, bojący się samotności czy ofiarowujesz komuś swoją obecność?
Ty, bojący się choroby czy dbasz o swoje zdrowie?
Ty, który pragniesz zgody czy choć raz zbudowałeś most nad podziałami?


