Dzisiaj wieczorem, gdy wróciłem do mieszkania, wszedłem do kuchni i zobaczyłem, że na stole już czeka na mnie kolacja. Zdziwiło mnie jednak, że nie było Ani. Zawołałem ją, ale dom był cichy. Zajrzałem do sypialni żona siedziała na podłodze, układając rzeczy do torby.
Wyjeżdżasz gdzieś? zapytałem.
Dostałam skierowanie do szpitala wojewódzkiego, na badania. Są pewne poważne podejrzenia odezwała się, nie patrząc mi w oczy.
Jakie podejrzenia? zapytałem zaniepokojony. Masz… to samo, co twoja mama?
Popatrzyłem w jej zatroskane oczy i zrozumiałem, że sprawa może być poważna. Przez kolejnych kilka dni nie potrafiłem znaleźć sobie miejsca. Wyobrażałem sobie najgorsze scenariusze i drżałem na myśl o tym, co może się stać z Anią.
Ona nigdy nie narzekała na nic, więc zawsze żyłem w przeświadczeniu, że jest zdrowa i wszystko jest w porządku. Przeżyliśmy razem już trzydzieści lat, wychowaliśmy dwóch synów. Cały dom spoczywał praktycznie na jej barkach. Gotowanie, sprzątanie, pranie Ja uważałem, że to kobiece obowiązki. Przecież facet nie powinien zmywać naczyń czy gotować.
Ani jednak nie można było nazwać zwykłą gospodynią domową, bo pracowała jako księgowa w tej samej firmie co ja. Zawsze, gdy wracaliśmy z pracy, narzekałem jej na ciężki dzień, a potem kładłem się na kanapie z pilotem, żeby obejrzeć wiadomości. A Ania szybko szła do kuchni, przygotowywała obiad na jutro, sprzątała, prasowała… Zawsze uważałem, że tak powinno być i nie przyszło mi do głowy, by jej pomóc. Bo po co? To przecież nie przystoi mężczyźnie.
Gdy któregoś dnia wzięła wolne w pracy, by pójść do lekarza, byłem zaskoczony.
Wszystko w porządku? spytałem z niepokojem.
Mam nadzieję, że tak odpowiedziała cicho. Ostatnio jednak źle się czuję.
Może powinnaś zacząć brać jakieś witaminy? Wiesz, wiosna, organizm osłabiony zaproponowałem.
Może… odpowiedziała bez przekonania.
Wieczorem, gdy wróciłem do domu, powiedziała mi, że lekarz wysłał ją na konsultację do Poznania.
Ale dlaczego aż tam? nie dowierzałem.
Są podejrzenia co do mojego zdrowia. Dostałam skierowanie do szpitala wojewódzkiego.
Patrzyłem na nią zdumiony, a ona, próbując mnie uspokoić, dodała, że to tylko podejrzenia i pewnie wszystko będzie w porządku. W drodze do pracy długo o tym myślałem. Ania była zawsze pełna energii, nigdy nie narzekała. I nagle… wszystko może się zmienić.
Ułożyłam chyba wszystko, co będzie mi potrzebne powiedziała wieczorem.
Nie zapomnij ładowarki do telefonu przypomniałem.
Dzięki, Tomku Przepraszam, że cię zmartwiłam.
Usiadłem na brzegu łóżka, wpatrując się w torbę, do której Ania układała rzeczy. Przypomniało mi się, jak cztery lata temu szykowaliśmy się do pierwszych od wielu lat wakacji nad morzem. Właśnie wtedy żona kupiła tę samą torbę. Była taka szczęśliwa! Miała już spakowaną nową sukienkę, dwa kostiumy kąpielowe i kapelusz. Jednak nie dane nam było wtedy pojechać. W pracy zaproponowano mi zastępstwo chorego kolegi, a szef obiecał porządną premię. Pomyślałem wtedy, że to świetna okazja premie mogliśmy wydać na remont sypialni, o którym od dawna myśleliśmy.
Wydawało mi się, że Ania się zgodziła i nawet cieszyła. Dopiero później, kiedy słyszałem w nocy jej cichy płacz, zrozumiałem, jak bardzo jej było żal tej nieudanej podróży. W kolejnych latach już przestała o niej wspominać. A ja byłem tylko zadowolony jestem domatorem, lubię czas wolny spędzać na działce przy grillu i nad rzeką. Po co wyjeżdżać daleko, wydawać pieniądze, skoro w domu jest przyjemnie?
Dziś Ania pakowała tę samą torbę, ale nie na wymarzone wakacje, tylko do szpitala. Strach i żal ścisnęły mi serce. Tamtej nocy wcale nie zjadłem kolacji, a długo nie mogłem zmrużyć oka. Leżałem obok Ani, słysząc jej ciche szlochy… Chciałem ją przytulić, ale jakoś nie umiałem się zdobyć na taki gest.
Rano odprowadziłem Anię na dworzec autobusowy. Przed wejściem do autobusu uściskaliśmy się mocno. Nie chciałem jej puszczać… patrzyłem długo za odjeżdżającym autobusem i nagle poczułem łzy pod powiekami.
Aniu oby wszystko było dobrze wyszeptałem niemal bezgłośnie.
Czułem się pusty, ali musiałem wziąć się w garść i pójść do pracy. Starałem się jakoś zająć myśli obowiązkami, ale po powrocie do mieszkania wszystko wydawało się jeszcze bardziej puste i przerażająco ciche. Zmusiłem się, by podgrzać wczorajszą kolację i trochę zjeść.
Żeby się uspokoić, sięgnąłem po stary album ze zdjęciami. Na pierwszych fotografiach byliśmy jeszcze młodzi… Ania była wtedy taka piękna, szczupła, z uśmiechem na twarzy. Poznaliśmy się na imieninach mojego przyjaciela. Przyszła wtedy z kimś innym, ja także z dziewczyną. Ale kiedy zobaczyłem Anię po raz pierwszy, zrozumiałem, że to właśnie ona jest tą jedyną.
Miłość od pierwszego wejrzenia pomyślałem wtedy, że to jakieś bzdury. A jednak, stało się. Jeszcze tego samego wieczora pokłóciłem się z Asią, moją dziewczyną. Wyszła z płaczem, ale już tydzień później spotykała się z Witkiem. A ja długo musiałem zabiegać o Anię, zanim mi zaufała i pokochała.
Przeglądając te stare zdjęcia, poczułem falę ciepłych i smutnych wspomnień. Ile szczęścia dała mi Ania przez te wszystkie lata… A czy ja ją doceniałem? Kiedy ostatni raz powiedziałem jej, że ją kocham? Czy dziękowałem za smaczną kolację? Chyba uważałem, że wszystko jej obowiązkiem, taka jest rola żony.
Teraz dopiero uświadomiłem sobie, jak obciążyłem Anię tym wszystkim dom, praca, dzieci… Ja sądziłem, że jest niezniszczalna, nie zna zmęczenia. Kiedy ja byłem chory, opiekowała się mną, gotowała rosół, robiła herbatę, słuchała moich narzekań… A gdy sama chorowała, brała tabletkę i szła do pracy.
Przerażała mnie myśl, że mógłbym ją stracić. Dni oczekiwania na jej telefon były niczym życie na autopilocie. Rozmawialiśmy codziennie, ale nie mówiła mi nic konkretnego. Czułem się zupełnie bezradny.
Obwiniałem się, że byłem egoistycznym, niewystarczająco uważnym mężem. Zastanawiałem się, co by było, gdybym mógł cofnąć czas
Pewnego wieczoru zadzwoniła:
Tomek, mam dobre wiadomości! Podejrzenia się nie potwierdziły. Owszem, muszę na siebie uważać, ale nie jest tak źle.
Naprawdę? Boże, jaki jestem szczęśliwy! wykrzyknąłem.
Kilka dni później odebrałem ją z dworca. W rękach trzymałem bukiet jej ulubionych białych lilii.
Tomku, po co ci było wydawać pieniądze na kwiaty? Ale… dziękuję, to bardzo miłe
Objąłem ją mocno.
Tęskniłem. Tak bardzo cię kocham… Przepraszam.
Za co, Tomku?
Byłem kiepskim mężem przez te wszystkie lata…
Co ty opowiadasz? Myślisz, że cię zdradzałam?
Ależ nie! Po prostu za mało ci pomagałem, za mało się starałem Ale teraz będzie inaczej. Mam dla ciebie niespodziankę.
Jaka to niespodzianka?
Kupiłem bilety! Za miesiąc mamy urlop i pojedziemy nad Bałtyk. Tak, jak zawsze marzyłaś.
Nad morze? A co z działką?
Działka może poczekać! Może nawet ją sprzedamy Warzywa można kupić na targu.
Nie poznaję cię
Sam siebie nie poznaję, Aniu. Tak się bałem, że cię mogę stracić. Teraz będę cię chronił jak największy skarb. Kocham cię.
Ojej, Tomku Pewnie wszystko musiało się wydarzyć, abym usłyszała od ciebie takie słowa. Chodźmy już do domu Ja też cię bardzo kocham.


