Olek ożenił się z Nadzieją na złość swojej ukochanej. Chciał jej udowodnić, że nie cierpi po tym, jak go rzuciła.

Szymon ożenił się z Kingą na przekór swojej dawnej ukochanej. Chciał jej udowodnić, że nie cierpi po tym, jak go zostawiła. Z Alicją spotykał się prawie dwa lata. Kochał ją do szaleństwa: chciał nosić ją na rękach i przenosić góry. Był przekonany, że idzie to do ślubu. Właściwie nie podobało mu się tylko, gdy ona odwlekała sprawę:

Po co nam teraz ślub? Jeszcze nie skończyłam studiów, u ciebie w firmie wszystko się chwieje. Nie masz jeszcze porządnego auta, ani własnego mieszkania. Oczywiście, Marta to moja najbliższa przyjaciółka, ale nie chcę spotykać jej na kuchni codziennie rano. Gdybyś nie sprzedał domu po rodzicach, moglibyśmy tam mieszkać.

To trochę raniło Szymona. Ale Alicja miała rację: razem z siostrą żyli w mieszkaniu po rodzicach, a rodzinny biznes dopiero ogarniał. Kto mógł przewidzieć, że tak prędko będzie musiał przejąć obowiązki głowy rodziny, nie kończąc jeszcze studiów? Szymon i tak się rozdwajał: próbował ratować firmę i zdobyć dyplom.

Dom sprzedali z Martą za pełną zgodą. Stwierdzili, że ważniejsze, by utrzymać biznes. Przez pół roku zanim przejęli spadek narosło sporo długów. On był na ostatnim roku, Marta właśnie zaczynała trzeci. Sprzedaż pozwoliła wyjść na zero, część zysków przeznaczyli na towar dla sklepu i jeszcze została poduszka bezpieczeństwa.

Alicja uważała, że trzeba umieć korzystać z chwili i nie czekać na nieistniejące jutro. Łatwo jej mówić, chronionej przez dach rodziców. Ale gdy nagle zostajesz filarem dla młodszej siostry, zaczynasz myśleć inaczej. Szymon wierzył, że jak wszystko poukłada, będzie dom, dobre auto, ogród i pełna lodówka.

Lecz wtedy rzeczywistość przybrała dziwną, senno-surrealistyczną postać. Czekał na Alicję pod starym kinem Kinoteka. Przez telefon sama powiedziała, by nie podjeżdżał po nią. Zdziwił się, bo nie cierpiała jeździć tramwajem. Dojrzał ją, gdy wyłoniła się zza mgły miasta, wysiadając z błyszczącego auta. Z miną, jakby była aktorką w nierealnym filmie.

Przepraszam, więcej się nie spotkamy. Wychodzę za mąż powiedziała, wręczając mu jakiś notes, a potem rozpłynęła się w nowym samochodzie.

Szymon stał, jakby zapadł się w most Trzech Krzyży. Co mogło się stać przez te trzy dni, gdy był służbowo w innym mieście?

Marta dostrzegła wszystko na jego twarzy:

Już wiesz?

Skinął głową, nie mogąc wykrztusić słowa.

Znalazła bogatego panicza. Dwudziestego piątego ślub. Miałam być świadkową, odmówiłam. To była podłość! Za twoimi plecami się umawiała! Marta popłakała się z żalu za bratem.

Cicho, spokój gładził ją po włosach, jak dawniej, gdy byli dziećmi. Niech jej się powodzi, nam będzie jeszcze lepiej.

Przez całą dobę nie wychodził z pokoju. Marta co chwila pukała:

Zjedz coś, usmażyłam racuszki.

Pod wieczór wyszedł z oczyma jak rozżarzone węgielki:

Szykuj się rzucił siostrze.

Co wymyśliłeś?

Ożenię się z pierwszą dziewczyną, która się zgodzi. Jego głos brzmiał twardo, a cienie na ścianach układały się w dziwaczne figury.

Nie można tak próbowała przekonać go Marta. Tu chodzi nie tylko o twoje życie.

Ale było już postanowione.

Nie chcesz, to idę sam.

W parku przewijał się tłum ludzi. Zapytał raz stuknęła się w czoło, drugi raz odsunęła się, trzecia dziewczyna, spojrzawszy mu w oczy, przyjęła propozycję.

A jak masz na imię, śliczna? spytał.

Kinga odparła wybranka.

Musimy to uczcić Szymon pchnął Kingę i Martę do kawiarni, która w śnie wyglądała jak ulotny ogród zimowy.

Przy stoliku zapadło ciężkie milczenie, jakby słowa kruszyły się między szklankami herbaty z hibiskusem. Szymon miał w głowie tylko rewanż.

Już wiedział, że zorganizuje ślub dokładnie dwudziestego piątego.

Chyba jest jakiś powód, przez który proponuje się ślub obcej osobie przerwała ciszę Kinga. Jeżeli to impuls, nie obrażę się, tylko odejdę.

Słowo się rzekło. Jutro składamy papiery, idziemy poznać twoich rodziców odparł poważnie.

Mrugnął porozumiewawczo:

Ale zacznijmy mówić sobie na ty.

Każdy dzień do ślubu spędzali razem, poznając się w dziwnym tempie czasoprzestrzeni snu.

Powiesz mi kiedyś, dlaczego? spytała w końcu Kinga.

Każdy ma swoje trupy w szafie wymigał się Szymon.

Ważne, by nie rzucały cienia na życie.

A ty czemu się zgodziłaś?

Poczułam się jak Złota Kaczka na warszawskiej Syrenie zażartowała. Bohaterki polskich bajek na końcu żyją długo i szczęśliwie. Też chciałam spróbować.

Prawda była mniej bajkowa. Wielka miłość przyniosła jej złamane serce i straciła trochę oszczędności, ale nauczyła się ludzi rozpoznawać z daleka. Uganiających się za nią obiboków odpierała bez trudu.

Kinga nie szukała desperacko miłości, ale dobrze wiedziała, że potrzebuje kogoś inteligentnego, samodzielnego, gotowego na decyzje. W Szymonie dostrzegła siłę i odpowiedzialność. Gdyby był tam z kumplami, przeszłaby obojętnie.

Co z ciebie za królewna zamyślił się Szymon Wanda? Jagienka? A może Rusałka?

Ucałuj mnie, to się dowiesz uśmiechnęła się tajemniczo.

Nie było jednak ani pocałunków, ani czegoś więcej.

Szymon wszystkiego dopilnował sam. Kinga miała tylko wybierać spośród tego, co proponował. Nawet suknię wybrał sam, nie powierzając tego matce ani przyjaciółkom.

Będziesz najpiękniejsza powtarzał.

W pałacowym Urzędzie Stanu Cywilnego, oczekując rejestracji, spotkali się z Alicją i jej narzeczonym. Szymon wykrzesał z siebie sztuczny uśmiech:

Pozwól, że ci pogratuluję pocałował byłą w policzek Bądź szczęśliwa ze swoim portfelem na nogach!

Nie rób teatrzyku wycedziła przez zęby Alicja.

Popatrzyła na Kingę z ukosa. Wysoka, zjawiskowa, z królewska postawą. Alicja bladła przy niej zazdrość wiła się jak pajęczyna. Nie czuła szczęścia, tylko gorycz i poczucie, że wypuściła coś, na co liczyła.

Szymon wrócił do Kingi:

Wszystko gra rzucił sucho.

Wciąż możesz się wycofać szepnęła.

Nie, gramy do końca.

I dopiero wtedy, patrząc w jej smutne, a jednocześnie ufne oczy, zrozumiał, co przeskrobał.

Uczynię cię najpiękniej szczęśliwą obiecał i po raz pierwszy poczuł, że to nie blef.

Wspólne życie zaczęło płynąć jak senna rzeka. Marta i Kinga się zaprzyjaźniły Marta opanowała impulsywność, a Kinga, z darem księgowej i organizatorki, umiejętnie zarządzała domem i wszystkim wokół.

Jako świetna ekonomistka, szybko ogarnęła finansowy chaos. Po pół roku otworzyli drugi sklep, potem jeszcze ekipy remontowe handlowali materiałami budowlanymi i oferowali wykończenia wnętrz. Zyski wzrosły kilkukrotnie.

Okazało się, że ma w domu nie tylko królewnę ale i mądrą radczynię, która tak przedstawiała pomysły, by Szymon sądził, że to jego inicjatywy. Życie stawało się uporządkowane, przewidywalne, może aż za bardzo. Rutyna wciąga jak bagna nad Biebrzą, myślał. Nie kocham jej. I tyle.

Z czasem, dzięki Kindze, zaczęli budować domy pod klucz. Pierwszy powstał dla nich samych murowany, biały na wzgórzu, otoczony sennym, falującym makiem.

Im lepiej szły interesy, tym częściej Szymon myślał o Alicji. Nie mogła poczekać. Widziała, jakim teraz jeżdżę samochodem? Jaki mam dom! Pałac niemal, napawał się sam siebie dumą.

Kinga zauważała jego niepokój. Starała się być tą jedyną, ale serca nie da się tak łatwo nakłonić do posłuszeństwa. Nie każda bajka zamienia się w prawdę, westchnęła, ale imienia swego nie porzuciła wciąż miała nadzieję.

Marta przyglądała się bratu.

Stracisz więcej, niż zyskasz rzuciła, gdy zobaczyła go na profilu Alicji.

Zajmij się swoimi sprawami! odburknął. Jej oczy pociemniały jak niebo przed zimową zadymką.

Głupi jesteś, Kinga kocha cię naprawdę, a ty wciąż grasz w swoje gierki!

Jeszcze żeby młoda mi rozkazywała, parsknął w myślach. Ale ciągnęło go do Alicji. Napisał. Opowiedziała, że życie jej się nie układa. Mąż wyrzucił ją z domu, studiów nie skończyła, pracy nie ma, mieszka samotnie w wynajętej kawalerce w Poznaniu.

Kilka dni walczył ze sobą: Jechać? Nie jechać?. Aż los sam zawyrokował: Kinga wyjechała na wieś do chorej babci, dom pusty pokusa szumiała jak nagły letni wiatr.

Wsiadł do samochodu, śniąc o spotkaniu. Poznań przywitał go ciężkimi chmurami i światełkami neonów. Wyobrażał, co powie, gdzie pójdą.

Rzeczywistość uderzyła zimnem.

Jaki przystojniaczek mi się trafił! przywitała go Alicja, rzucając się mu na szyję.

Zapach nieumytego ciała ścisnął mu nozdrza. Odskoczył z niesmakiem.

Patrzą ludzie mruknął.

A niech patrzą! śmiała się zbyt głośno.

Mini spódnica, tandetny makijaż, tanie perfumy. Ta wulgarna dziewczyna przegrywała z Kingą na każdym kroku. Przecież taka była i wcześniej. Jak mogłem tego nie widzieć?, bił się z myślami, patrząc, jak hektolitrami leje w siebie piwo.

Daj mi trochę złotówek, odwdzięczę się Alicja oblizała się sugestywnie.

Już nie wiedział, jak się od niej uwolnić.

Wybacz, mam sprawy do załatwienia wstał z krzesła.

Spotkamy się później?

Nie sądzę przywołał kelnera. Proszę o rachunek.

Ja jeszcze zostanę… skrzywiła się.

Proszę pozwolić pani posiedzieć w ramach tej kwoty rzucił dużą banknotę.

Młody kelner spojrzał ze zrozumieniem.

Do domu wracał tak szybko, jakby goniły go stada dzików.

Naprawdę jestem głupcem powtarzał Szymon. Marta miała rację. Po co zaczynałem? A może nie na darmo?

Nigdy nie mówiłem do żony Kingusia. A przecież nie mam bliższego człowieka, nagle go olśniło. Długo siedział za kierownicą, przypominając sobie lata wspólnego życia, twarz żony, jej oczy niebieskie jak letnie niebo nad Mazurami, i jej dłonie muskające jego włosy.

Przecież obiecałem, że ją uszczęśliwię spojrzał w lustro, odnalazł ślady łez i ruszył dalej, zjeżdżając z głównej drogi na polną alejkę.

Tydzień to za długo. Nie mogłem wytrzymać bez ciebie dwóch dni! powiedział, gdy Kinga wybiegła do niego przed starą chałupą babci.

Zwariowałeś zaśmiała się przez łzy.

Kingusiu, moja kochana szeptał na jej ucho, a dokoła wirowały maki i świat płynął jak niespokojny sen.

Rate article
Fajna Tajna
Olek ożenił się z Nadzieją na złość swojej ukochanej. Chciał jej udowodnić, że nie cierpi po tym, jak go rzuciła.