Serhij kupił najpiękniejszy bukiet i wyruszył na randkę. W świetnym nastroju stał przy fontannie z k…

Marek kupił najpiękniejszy bukiet kwiatów i ruszył na randkę. Pełen dobrego humoru stał przy fontannie, trzymając w rękach bukiet. Nigdzie nie było widać Jagody. Rozejrzał się i wybrał jej numer. Nikt nie odbierał. Może się spóźnia pomyślał i zadzwonił jeszcze raz. Tym razem Jagoda podniosła słuchawkę. Jestem już na miejscu, gdzie jesteś? zapytał od razu Marek. Między nami wszystko skończone! powiedziała nagle Jagoda. Co? Dlaczego? Marek zamarł. Przez ten twój bukiet! zaskoczyła go dziewczyna. Co z nim nie tak? zdziwił się, kompletnie nic nie rozumiejąc.

Marek od dłuższego czasu krążył po kwiaciarni. Bordowe róże, żółte tulipany, białe lilie, kwiaty w doniczkach i wazonach, ułożone w efektowne, finezyjnie ozdobione bukiety było w czym wybierać. Ale Marek stał zakłopotany.

Pamiętał, że rozmawiał kiedyś z Jagodą o kwiatach, ale nie mógł sobie przypomnieć szczegółów.

Wiedział tylko, że o niektórych mówiła w ogóle nie lubi, inne uwielbia i mogłaby na nie patrzeć bez końca.

Ale to było przy pierwszym spotkaniu, jej słowa zginęły mu wśród emocji nowa znajomość, kieliszek prosecco w kawiarni, sama Jagoda

Zazwyczaj Marek bywał rozmowny, ale wtedy tylko kiwał głową i zachwycał się piękną dziewczyną, jej długimi prostymi włosami, subtelnym łukiem szyi i dołeczkami na matowych policzkach. Może to właśnie miłość?

Cóż za różnica, co dokładnie mówiła Wieczór był fantastyczny!

A teraz, jak się starał, nie mógł sobie przypomnieć jej upodobań.

Proszę spojrzeć, jakie mamy gerbery! Takich nie znajdzie pan nigdzie! Teraz nie sezon. Szczególna odmiana zachwalała sprzedawczyni.

Już się spieszył. Musiał się w końcu zdecydować.

Jak zwykle, w najmniej odpowiednim momencie, gdy miał już wybrać, zadzwoniła mama. Ostatnio dzwoniła co chwila.

I co, Marku, zdecydowałeś się? Może wpadniesz na weekend do domu? Dziś piątek!

Nie, mamo, mam sprawy

Oj, babcia bardzo czeka, wypatruje cię w oknie, wciąż pyta.

Przepraszam, mamo, naprawdę mam dużo na głowie

Marek szybko się pożegnał.

Mama prosiła, by przyjechał do rodzinnej wsi, gdzie mieszkała razem z jego babcią.

To nie był pierwszy taki telefon u Marka narastała złość.

Co tam u babci? Chora od dawna staruszka Ale przecież nie rzuci wszystkiego i nie będzie siedział przy niej non stop. Są też własne sprawy!

A te sprawy dotyczyły właśnie nowej znajomości. Marek już marzył, już czuł i robił wszystko, żeby marzenia się spełniły.

Jeśli dzisiejsza randka się uda, jutro zaprosi Jagodę za miasto.

Już wie dokąd. Jest takie urocze miejsce wypoczynkowe niedaleko, o którym marzył.

Zresztą mama od dawna powtarza, że chciałaby, aby syn się ustatkował, więc może przyszedł czas wziąć się za to na poważnie.

Tylko żeby jeszcze wiedzieć, jakie kwiaty lubi Jagoda Co za pamięć!

Ale właściwie czy trzeba zapamiętywać te wszystkie kobiece szczegóły? Może nie jest to aż tak ważne?

Sprzedawczyni miała już dość proponowania i teraz jedynie przyglądała się jego rozterkom.

Chyba Jagoda mówiła coś o kolcach róż Może nie brać róż?

I Marek wybrał bukiet różowo-białych gerber. Przecież to tylko miły gest, zwykły bukiet. Trzeba było pędzić do pracy kończyła mu się przerwa na lunch.

Spotkali się przy nowej miejskiej fontannie. Marek się spóźniał, szef go nagle zatrzymał nieoczekiwane zebranie. Może nawet czeka go awans.

Zadzwonił, uprzedził Jagodę o spóźnieniu i wyciszył telefon. Mama dzwoniła wtedy bezskutecznie rzeczywiście nie mógł odebrać.

Potem pędził co sił na spotkanie. W doskonałym nastroju zaparkował przy miejscu spotkania i niemal biegiem pojawił się przy fontannie, z gerberami w ręku.

Jagody nie było. Rozejrzał się, przeszedł przez plac i zadzwonił ponownie. Nikt nie odbierał.

Marek usiadł na ławce. Może ona się spóźnia.

Przypomniał sobie, że nie oddzwonił do mamy, ale nie chciał dzwonić a nuż Jagoda zadzwoni akurat w tym momencie. Ale nie dzwoniła. Po dziesięciu minutach sam jeszcze raz próbował.

Tym razem Jagoda odebrała.

Jagodo, gdzie jesteś? Czekam już na ciebie.

Wiem. Jestem w kawiarni po drugiej stronie ulicy, na piętrze, widzę cię.

Naprawdę? Marek próbował dostrzec ją w oknach wydłużonego budynku kawiarni, ale nie mógł jej znaleźć. Nie widzę cię. Może zejdziesz? Albo…

Spóźniłeś się przerwała mu.

Tak, przepraszam Jagodo. Ale dzwoniłem, zatrzymał mnie szef.

I jeszcze te kwiaty!

A co z nimi? nie rozumiał Marek.

Nawet nie pamiętasz, jakie są moje ulubione!

Jagodo, po prostu ich nie było!

Róże? Nie pamiętasz, że uwielbiam róże? Są wszędzie! Tyle razy ci mówiłam o moich ulubionych różach A ty

Poprawię się Już idę, znajdę cię.

Marek wszedł do kawiarni. Jagoda siedziała na końcu sali. Była odwrócona do okna.

Marek podszedł po cichu i, nie śmiąc już wręczyć bukietu, położył go po prostu na stole. Jagoda nawet nie spojrzała.

Marek zawsze był rozmowny, więc i teraz, czując się winny, włożył w swoją przemowę całą swoją charyzmę, by ją udobruchać.

Wydawało mu się, że mu się udało. Jagoda już się lekko uśmiechała.

Wypili razem kawę i ruszyli do wyjścia Jagoda nawet nie spojrzała na bukiet.

Zostawili państwo kwiaty! zawołała za nimi sympatyczna młoda kelnerka.

To dla pani! odpowiedział z uśmiechem Marek.

Ojej, dziękuję! zdziwiła się dziewczyna, ale było widać, że ucieszyła się ogromnie.

Jagoda znów spochmurniała.

Jagodo, kupię ci zaraz największy bukiet róż!

Dziękuję wymamrotała już nie trzeba. Kwiatów dziś mam dość!

Schodzili razem po schodach. Marek szedł za obrażoną dziewczyną. I znowu telefon od mamy.

Przepraszam, chyba znowu nie w porę?

Jagoda tego nie słyszała.

Nie mamo, właśnie w samą porę. Przyjadę. Jutro przyjadę.

Tego wieczora rozstali się z Jagodą lekko. Marek nie miał złudzeń wiedział, że więcej się nie spotkają.

A jutro pędził już przez znajome pola.

A na tych polach, aż po horyzont niewyobrażalne bogactwo barw. Wszystko tętniło życiem, brzmiało czysto i lekko wśród podmuchów wiatru.

Marek się zatrzymał i wszedł w ten barwny ocean.

Jak troskliwy sprzedawca w kwiaciarni wybierał starannie z tego bogactwa te kwiaty, które go zachwycały.

Wiedział dobrze: dla tych, do których tym razem jedzie, to będzie najlepszy prezent; tutaj się nie pomyli.

Kiedy przekroczył próg rodzinnego domu, podzielił bukiet na dwa.

Mama promieniała, ucałowała go w oba policzki, a babcia

Babci pomogli się podnieść. Drżącymi dłońmi ujęła podany bukiet, potem lekko go dotknęła wzrok już jej słabł.

Jak dawno nikt nie wręczał jej kwiatów!

Zanurzyła lekko twarz w bukiecie i całą sobą wciągnęła zapach, który przywołał w niej najpiękniejsze wspomnienia młodości, skryte głęboko w pamięci, a teraz przywołane przez aromat pól na nowo rozbłysły w jej duszy.

To nie były zwykłe wspomnienia to było przeżywanie dawnych uczuć, radosne oczekiwanie nowego, dobrego i bardzo rzeczywistego.

Jakie to szczęście! Życie trwa życie trwa w jej wnuku.

Marek usiadł tuż przy babci, oparł głowę na jej kolanach, a ona głaskała go po włosach, choć bała się pognieść bukiet, którego nie wypuszczała z rąk

Leżał tak i myślał, że kiedyś spotka swoją dziewczynę, bardzo podobną do tych dwóch ukochanych kobiet. I będą się kochali tak, jak umieli kochać się jego dziadek i babcia, jego rodzice. Najważniejsze poczuć to we właściwym momencie.

Babcia długo nie chciała oddać kwiatów mamie.

Poczekaj Najpierw nalej wody ze studni znajdź szeroki wazon ostrożnie postaw tutaj, będę patrzeć

Wnuk podarował kwiaty.

Kwiaty, których wokół milion, ale te te były najpiękniejsze. Te podarował wnuk.

Rate article
Fajna Tajna
Serhij kupił najpiękniejszy bukiet i wyruszył na randkę. W świetnym nastroju stał przy fontannie z k…