Zaciekli wrogowie

Zacięci wrogowie

Aleksy dopiero położył się na chwilę, by zdrzemnąć się po długim dniu, gdy nagle przez uchylone okno wpadł do pokoju gwałtowny szczek jego psa. Normalnie Gustaw był spokojny jak woda, lecz dziś od rana nie dawał żyć szczekał aż się ściany trzęsły… I to nie zwykły szczek pełen złości, jakby coś go poważnie rozsierdziło.

Aleksy kilka razy już wybiegł z domu, zerkając podejrzliwie po swoim podwórku. Niczego i nikogo nie dostrzegł.

Pomyślał, że może to pies sąsiadów przebiegł przez jego ogród, a Gustaw po prostu nie znosi intruzów. Taki był chronił swoje podwórko z zaciekłością godną strażnika warowni.

Nie dziwota więc, że kiedy Aleksy wychodził na zewnątrz, wokół nikogo już nie było. Gustaw miał taki głos, że każdemu serce stawało ze strachu. Pewnie sąsiedzkie psy widząc go, wiały dokąd pieprz rośnie.

Ale nie wiedziały, że miś, jak Aleksy go pieszczotliwie nazywał, siedział w swoim kojcu. Aleksy za dnia zawsze go tam zamykał ostrożność przede wszystkim.

Zaś wieczorem wypuszczał go na wolność. Kto się odważy, ten sam winien myślał.

Raz trzech chłopaków z sąsiedniej wioski próbowało wtargnąć na jego posesję.

Jeden zgubił spodnie, które zahaczyły o wystające pręty furtki, drugi zostawił adidas pod płotem, a trzeci wdrapał się aż na szczyt drzewa. Musiał przyjechać straż po niego, bo zejść sam się bał. Gustaw dał im wtedy niezłą nauczkę pamiętać będą do końca życia.

Ale Gustaw nigdy nie szczekał bez powodu. Dziś był jakby nie poznawał siebie szczekał bez przerwy.

Gustaw, no już dosyć tego szczekania! krzyknął Aleksy, podnosząc się z łóżka i idąc do okna.

Pies zamilkł, lecz za chwilę znów rozległ się jego dziki szczek.

Nie było rady Aleksy musiał wyjść do ogrodu, by sprawdzić co tak rozdrażniło jego olbrzymią owczarkę podhalańską.

Jak się spodziewał, nikogo obcego nie zastał. Gustaw od razu ucichł widząc pana.

No i co się tu rozkręcasz, co? Aleksy uśmiechnął się i podszedł do kojca.

Gustaw zamerdał ogonem i spojrzał na niego winno, jakby przepraszał.

Wiedział, że nie dał Aleksiemu odpoczynku. Ale przecież nie szczekał bez powodu. Znów zerknął ukradkiem w stronę furtki, po czym zaszczekał głośno.

Aleksy gwałtownie obrócił głowę i zdążył zobaczyć, jak coś szarego i małego przemknęło w mgnieniu oka przez ogród. Pobiegł do furtki, wybiegł na ulicę i zobaczył…

…zwykłego kota.

Spojrzenie kota było bezczelne, pewne siebie, zgryźliwe. Aleksy parsknął:

I czego tu szukasz, przyjacielu? Mówię ci, jak człowiek do kota lepiej tu nie zaglądaj, bo Gustaw… On kotów nie cierpi. Jak złapie, to…

Kot skrzywił się lekko, i Aleksemu wydawało się, że nawet się uśmiechnął.

Złapie, powiadasz? zdawało się czytać w oczach kota. Prędzej z kojca nie zdąży wyskoczyć, niż ja już będę po drugiej stronie płotu. Twój pies za gruby, karm go mniej.

Aleksy poczuł złość, jak ten podwórkowy kot mimowolnie, lecz z gracją upokorzył jego psa.

Idź już stąd! machnął ręką, zamknął furtkę i wrócił do domu.

Myślisz, że kota to odstraszyło? Skąd. Od tej pory zaczął codziennie pojawiać się na podwórku.

Chodził po ogrodzie, siadał przy kojcu, pokazując całym sobą, że to on tu jest panem. Gustaw mógł tylko szczekać. Aleksy z początku wybiegał z domu, by wygnać zuchwalca. Ale ledwie wracał, kot znów się pojawiał.

Nie miał Aleksy rady na niego.

Kot po tej małej wygranej poczuł się królem całego podwórka.

Pewnego dnia ukradł nawet kawałek mięsa z miski Gustawa. Miski, stojącej wewnątrz kojca, gdzie Gustaw wyciągał się znużony, zrezygnowany szczekaniem i kot wykorzystał ten moment.

Potem jeszcze ostentacyjnie żuł mięso na oczach psa.

Aleksy widział to na własne oczy wzbierała w nim wściekłość.

A tak, Ty… mruknął Aleksy. Popamiętasz to! Zrobisz się skruszony, gdy moja psina cię dorwie.

Aleksy postanowił: przestanie zamykać Gustawa w kojcu za dnia.

A właściwie drzwi zostaną uchylone, by Gustaw mógł wypchnąć je łapą i wybiec, gdy zajdzie potrzeba.

Niech wreszcie zaprowadzi porządek… myślał Aleksy.

Zmęczył go już ten kot, psa zmęczył, Aleksy miał dość. Ale gdy przyszykował z Gustawem zasadzkę na szarego intruza, kot nie pojawił się przez cały dzień.

Czy wyczuł coś? Czy spotkało go co innego? Nie wiadomo. Aleksy czuł rozczarowanie obmyślił sprytny plan, a szary się nie pojawił. Ani następnego dnia, ani trzeciego.

Gustaw patrzył oszołomiony na pana, a Aleksy tylko rozkładał ręce.

Może to nawet dobrze, że ten kot więcej nie przychodzi? uśmiechnął się Aleksy. Jest spokojnie, cicho.

Ale trochę kłamał. Bo, co tu dużo mówić tęsknił za tym zawadiackim kotem. Tak, brzmiało to absurdalnie ale tak właśnie było.

I Gustaw przyzwyczaił się szczekać na swojego wroga, przyzwyczaił się do frustracji.

A teraz? Nuda…

Po kilku dniach Gustaw zaczął prosić Aleksiego, by sprawdził, czy kot gdzieś nie kręci się w pobliżu.

Jak prosił? Spojrzeniem podchodził, patrzył i wszystko było jasne.

Myślisz, że coś się stało z naszym szarym rozrabiaką? zamyślił się Aleksy. Taki charakter, łatwo wplątać się w kłopoty. Dobrze, Gustaw, chodź, pójdziemy na drogę sprawdzić, czy nie ma go w pobliżu.

Aleksy otworzył furtkę, wyszedł obok samochodu, rozglądał się po okolicy.

Gustaw poszedł za nim, kręcąc wielką głową i węsząc powietrze, szukając znajomego i znienawidzonego zapachu kota.

Ale zapach obornika z sąsiedniego gospodarstwa wszystko tłumił.

Aleksy przeszedł ulicą w jedną i w drugą stronę, wrócił do furtki i chciał już zagonić Gustawa do ogródka.

Przecież nie będą czekać cały dzień na kota, który przez tygodnie nie dawał im spokoju.

I właśnie gdy dotknął furtki, usłyszał nagle dziwny wrzask tuż obok ktoś zdzierał gardło kocim głosem, a w ślad za tym rozlegał się szczek.

Za chwilę na drogę wbiegł kot ten sam szary. Pędził po zakurzonej szosie, kulejąc na jedną łapę, a za nim galopował pies.

Nie był to wiejski kundel, lecz rasowy Doberman z miasta.

Aleksy rozpoznał psinę każdego lata i często zimą przyjeżdżała rodzina z Warszawy, zawsze zabierając Dobermana. Szary kot chyba chciał nabroić wobec miejskiego, jak robił to Gustawowi, lecz tym razem coś poszło nie tak.

Doberman, wyglądało na to, ugryzł go. Aleksy dostrzegł na szarej sierści brunatne plamy.

Gdy Aleksy patrzył na biegnącego w jego stronę kota, zapomniał o Gustawie.

A ten, bez pozwolenia czego nigdy nie robił rzucił się na pomoc.

Gustaw! Dokąd?! Aleksy wykrzyknął, wyobrażając sobie, co spotka kota. Już oberwał od Dobermana, a teraz jeszcze Gustaw… Gustaw, stój!

Ale pies nie słuchał. Rozpędził się pędził prosto na kota.

Kot, oczywiście, to zobaczył i w przerażeniu zatrzymał się na środku drogi.

Pewnie zrozumiał, że jego beztroskie życie i zdrowie wiszą na włosku… Wręcz na jednej kociej sierści.

I wiecie co potem? Pewnie domyślacie się.

Gustaw zatrzymał się przy przerażonym kotku, obwąchał go, a potem…

…z bestialskim rykiem, godnym niedźwiedzia, rzucił się na biegnącego Dobermana.

Przegonił go aż do końca ulicy. Dobrze, że Doberman miał reakcję błyskawiczną zawrócił w sekundę, uciekł z podkulonymi uszami. Bo inaczej nie byłoby dla niego ratunku nie było w całej wsi psa, który by Gustawowi podołał.

Kot wykorzystał okazję, zniknął z pola widzenia. Aleksy skupił się na Gustawie i nie zauważył nawet, kiedy szary zniknął. Wieczorem, kiedy wyszedł nakarmić Gustawa, o mało nie upuścił miski.

Kot był tutaj. Żywy, zdrowy, z wdzięcznym spojrzeniem. Położył głowę na łapie Gustawa i coś cicho mruczał. Gustaw spojrzał na Aleksiego tak, że ten nie mógł powstrzymać śmiechu.

Wybacz, panie, ale skoro go uratowałem, teraz muszę o niego dbać do końca życia czytało się w psich oczach.

I to nie był żart.

Gustaw naprawdę gotów był odtąd być osobistym ochroniarzem kota.

Pozwolił mu nawet jeść z swojej miski niebywała szczodrość, jak na tego nieustępliwego olbrzyma. Widać szaremu udało się rozgrzać jego serce. Teraz byli już nie zaciętymi wrogami, lecz wiernymi przyjaciółmi.

Jeśli myślicie, że tu kończy się ta historia, to się mylicie.

Aleksy zabrał kota do Warszawy, do weterynarza rana na biodrze była paskudna. Nie chciało się goić, więc w grę weszły szwy. Po operacji szarego oczywiście u siebie zostawił.

Aleksy dbał o kota, Gustaw go pilnował, choć jeszcze niedawno był gotów go rozszarpać. Tak bywa w życiu.

Po pewnym czasie przy furtce zjawiła się młoda kobieta piękna jak wiosna.

Gustaw porwał się do szczekania, lecz zorientował się, że tylko ją przestraszy, i niepewnie szczeknął kilka razy. Aleksy usłyszał, wybiegł z domu i…

D-d-dzień dobry… wydukał do pięknej nieznajomej. Szuka pani kogoś?

Kobieta zaczęła wypytywać, czy Aleksy nie widział przypadkiem szarego kota w okolicy.

Albo może wszedł na pana podwórko? Mój kot jest, wie pan, bardzo zuchwały. Próbuje go zamykać w domu, ale mój Tymek stale ucieka, całymi dniami nie ma go na oczy. W Warszawie siedział tylko w mieszkaniu, a teraz jestem u mamy, która po udarze potrzebuje pomocy, więc kot jakby oszalał. Najwyżej wieczorem wracał, myłam go, karmiłam, ale od kilku dni go nie ma nie wiem co robić.

Wie pani, chyba wiem, gdzie jest pani Tymek uśmiechnął się Aleksy. Proszę wejść na podwórko. Psa się nie bać nie ruszy pani. Zapraszam!

Do psa?! Po co?

Sama pani zobaczy.

Kobieta się wahała, ale spojrzenie Aleksiego było szczere i dobre zaufała mu. Gdy zbliżyła się do Gustawa i zobaczyła, kto przy nim siedzi, zamarła.

Tymek! Jak ty tu trafiłeś?! Co się stało? wystraszyła się, widząc obandażowaną łapę kota. Spojrzała na Alekskiego to pański pies go pogryzł?

Nie, skąd! Aleksy się zmieszał. My, można powiedzieć, uratowaliśmy pani kota.

Od kogo uratowaliście?

Jeśli pani nie śpieszy się, mogę wszystko opowiedzieć. To ciekawa historia.

Aleksy wszystko opowiedział Oldze (bo podczas rozmowy zdążyli się poznać), a Olga śmiała się długo i serdecznie.

Nie do wiary… Mój Tymek psuł wam nerwy całymi dniami, a wy go uratowaliście!

Ot, my z Gustawem dobrotliwe dusze Aleksy uśmiechnął się. Ale teraz pani kot dochodzi do siebie i fizycznie, i psychicznie. Stał się wielkim pieszczochem. Już nam z Gustawem nie uprzykrza życia.

Zawsze taki był… To chyba wiejski klimat go zmienił. Może uraziłam go, że mniej się nim zajmowałam opiekuję się mamą, uczymy się z powrotem chodzić. To trudne, czasochłonne zadanie.

Zapraszam, jeśli coś Aleksy zawstydził się. Razem z kotem.

Pomyślę o tym zażartowała Olga.

A pół roku później cała wieś bawiła się na weselu. Weselu Aleksiego i Olgi. Tymek i Gustaw byli na nim obecni, rzecz jasna. Nawet Doberman, który pogryzł Tymka, przyszedł rozpoznał kota, patrzył krzywo, lecz gdy Gustaw spojrzał mu w oczy, udawał, że się pomylił.

Takie rzeczy dzieją się tylko na polskiej wsi.

Rate article
Fajna Tajna
Zaciekli wrogowie