Była żona… To zdarzyło się dwa lata temu. Mój czas delegacji dobiegał końca i miałem wracać do d…

Była żona…

To wydarzyło się dwa lata temu. Kończyłem właśnie delegację i miałem wracać do domu, do Opola. Kiedy kupiłem bilet na autobus, zostały mi jeszcze trzy godziny do odjazdu, więc postanowiłem pospacerować po Wrocławiu. Nagle na ulicy podeszła do mnie kobieta, którą natychmiast rozpoznałem.

To była moja pierwsza żona, z którą rozwiodłem się dwanaście lat temu. Elżbieta nic się nie zmieniła, choć jej twarz była teraz wyjątkowo blada. Wydawało mi się, że to spotkanie poruszyło ją równie mocno jak mnie.

Kochałem ją bardzo, wręcz chorobliwie. I właśnie przez tę miłość się rozstaliśmy. Byłem o nią zazdrosny, dosłownie o wszystkich nawet o jej własną matkę. Gdy tylko spóźniała się choćby chwilę, moje serce zaczynało walić jak oszalałe i miałem wrażenie, że umieram ze strachu o to, gdzie jest.

W końcu Elżbieta mnie zostawiła. Nie wytrzymała moich codziennych pytań: gdzie była, z kim rozmawiała, dlaczego tak długo. Kiedyś wróciłem z pracy, niosąc pod kurtką szczeniaka, żeby zrobić jej niespodziankę. Ale mieszkanie było puste. Na stole leżała kartka.

W liście napisała, że musi odejść, choć bardzo mnie kocha moje podejrzenia ją wykończyły i musiała podjąć taką decyzję. Przepraszała i błagała, żebym jej nie szukał…

I teraz, po dwunastu latach, przypadkiem spotkałem ją, kiedy byłem we Wrocławiu służbowo. Rozmawialiśmy długo, aż przypomniałem sobie, że mogę nie zdążyć na autobus międzymiastowy do Opola. W końcu zebrałem się w sobie:

– Przepraszam, ale muszę już iść, zaraz mam odjazd.

Nagle Elżbieta poprosiła:

– Paweł, zrób mi, proszę, przysługę. Wiem, że się spieszysz, ale dla wszystkiego dobrego, co było między nami, nie odmów. Chodź ze mną jeszcze do jednego miejsca, to dla mnie ważne, a sama nie dam rady.

Zgodziłem się, choć zastrzegłem, że musi to potrwać krótko. Weszliśmy do dużego gmachu urzędu. Długo wędrowaliśmy korytarzami z piętra na piętro, przez różne skrzydła. Wydawało mi się, że minęło nie więcej niż 15 minut, ale straciłem poczucie czasu. Mijali nas ludzie w każdym wieku: dzieci, młodzież, staruszkowie. Nie zastanawiałem się wtedy, co robią tu dzieci i starcy byłem skupiony wyłącznie na Elżbiecie.

W pewnym momencie weszła do jakiegoś pomieszczenia i zamknęła drzwi. Zanim zniknęła, spojrzała na mnie tak, jakby żegnała się na zawsze, i powiedziała:

– Dziwne to wszystko… Nie mogłam być ani z tobą, ani bez ciebie.

Stałem przed drzwiami, czekając, aż wyjdzie. Chciałem zapytać, co miała na myśli, mówiąc te słowa. Ale nie wracała. Wtedy jakby się obudziłem. Uświadomiłem sobie, że muszę jechać stoję tu i tracę czas, a na autobus już prawie za późno! Spojrzałem wokół siebie i przeszył mnie strach. Miejsce, gdzie byłem, okazało się opuszczonym budynkiem. Zamiast okien były tylko dziury w ścianach.

Schody praktycznie nie istniały tylko luźne deski, po których z trudem udało mi się zejść na dół. Na autobus spóźniłem się dokładnie godzinę i musiałem kupić nowy bilet za 70 złotych na późniejszy kurs.

Gdy płaciłem, usłyszałem, że autobus, na który się spóźniłem, przewrócił się i wpadł do Odry. Nikt z pasażerów nie przeżył.

Dwa tygodnie później stałem przed drzwiami dawnej teściowej, której adres zdobyłem przez urząd meldunkowy. Pani Danuta powiedziała mi, że Elżbieta zmarła jedenaście lat temu rok po naszym rozwodzie. Nie chciałem wierzyć; pomyślałem, że matka Elżbiety boi się, że znów zacznę ją nachodzić przez moją dawną zazdrość.

Poprosiłem ją jednak, żeby pokazała mi grób Elżbiety. Ku mojemu zdziwieniu, zgodziła się. Po dwóch godzinach staliśmy na cmentarzu; na nagrobku uśmiechała się do mnie kobieta, którą kochałem przez całe swoje życie i która w niewytłumaczalny sposób uratowała moje…

Rate article
Fajna Tajna
Była żona… To zdarzyło się dwa lata temu. Mój czas delegacji dobiegał końca i miałem wracać do d…