MAŁŻEŃSTWO Z ROZSĄDKU
Panie Andrzeju, czy mogę z panem porozmawiać? w drzwiach gabinetu pojawiła się jasnowłosa głowa Weroniki. Zawsze kapryśna i zbyt głośna dziewczyna tym razem była podejrzanie uprzejma i spokojna.
Czego znowu chcesz? mężczyzna oderwał się od pracy przy komputerze i spod byka spojrzał na pasierbicę.
Mam do pana wielką prośbę Weronika nie zamierzała czekać na zaproszenie. Śmiało przekroczyła próg, zamknęła za sobą drzwi i usiadła naprzeciw nic nie rozumiejącego mężczyzny.
Nie licz na podwyżkę! powiedział stanowczo Andrzej, jakby domyślał się, po co przyszła Weronika. Nawet mnie nie proś! W ogóle nie radzisz sobie ze swoimi obowiązkami, ciągle się spóźniasz i nie dotrzymujesz terminów, narażasz mnie i innych na kłopoty już nie raz rozmawiał z pasierbicą o jej braku odpowiedzialności. Nie podobało mu się, że Weronika stale wdawała się w konflikty ze współpracownikami i knuła intrygi wobec tych, z którymi nie układało się jej we współpracy.
Od kilku miesięcy szef firmy myślał o zwolnieniu kłopotliwej dziewczyny, lecz brakowało mu do tego odwagi. Weronika była córką jego ukochanej żony. Z Jolantą Andrzej poznał się piętnaście lat temu. Ożenił się z nią i żyli szczęśliwie, aż do czasu, gdy wykryto u Jolanty nowotwór. Zmarła dwa lata temu, a Andrzej po dziś dzień miał słabość do rozkapryszonej pasierbicy, która do złudzenia przypominała mu ukochaną żonę.
Co do podwyżki już dawno zrozumiałam, że nie ma o czym rozmawiać prychnęła Weronika. Przyszłam w zupełnie innej sprawie.
I jaka to sprawa? Andrzej uniósł brew i zaintrygowany pochylił się lekko do przodu.
Panie Andrzeju, dobrze pan wie, jak trudno mi było po śmierci mamy Na świecie nie było nikogo, kto by mnie tak kochał i wspierał…
I dlatego doprowadzałaś ją do rozpaczy? zmarszczył brwi Andrzej. Doskonale pamiętał, jak wyglądały ich relacje. Jola rzeczywiście kochała córkę, ale ta od małego była nie do okiełznania, a matka stale martwiła się o nią i przez nią się denerwowała. Po co to wszystko opowiadasz? Chcesz wzbudzić litość? Przechodź do konkretów. Mam mnóstwo pracy.
Panie Andrzeju Weronika wierciła się na fotelu i długo nie mogła się zdobyć na wypowiedzenie swojej prośby. Czy mógłby mi pan pomóc finansowo? Chcę spróbować swoich sił w biznesie, potrzebuję pieniędzy na kurs.
Nie! uciął Andrzej. Z twoim podejściem do pracy nie tylko nie poradzisz sobie z biznesem, ale nawet studiów nie dokończysz. Ile razy ci to powtarzałem: Weronika, najwyższa pora dorosnąć! Pozostałaś tym samym trudnym dzieckiem co kiedyś.
Obiecuję, że jeśli pomoże mi pan z otwarciem firmy, zmienię się. Przysięgam! Mam już dosyć tego zawieszenia w próżni. Chcę w końcu żyć jak normalna kobieta: pracować, budować karierę, wyjść za mąż, mieć dzieci
Hm Andrzej powątpiewająco pociągnął nosem i spojrzał na pasierbicę nieco niepewnie. Masz kogoś? Jest jakiś chłopak?
Nie mam nikogo! Weronika machnęła ręką. Gdybym miała, nie siedziałabym tutaj. Z partnerem łatwiej ułożyć sobie życie.
W tym masz rację Ale partnerzy bywają różni powiedział Andrzej, stukając nerwowo palcami o biurko. Zachowywał się tak, jakby chciał coś powiedzieć, lecz nie mógł się na to zdobyć. Wiesz co? Mam dla ciebie pewną propozycję, dzięki której nie będziesz musiała się martwić o przyszłość.
Propozycję? zdziwiła się Weronika, nie rozumiejąc, do czego zmierza ojczym.
Dam ci pieniądze, ale pod jednym warunkiem Andrzej uśmiechnął się tajemniczo i oparł wygodnie o oparcie fotela.
Jakim warunkiem? Weronika się spięła. Nawet w najgorszym koszmarze nie przypuszczała, o co może jej poprosić ojczym.
Wyjdź za mnie za mąż, a dostaniesz wszystko, czego ci potrzeba powiedział stanowczym, biznesowym tonem, splatając ręce i rzucając poważne spojrzenie na pasierbicę.
Za pana?! Weronika z początku oniemiała, lecz wkrótce pomyślała, że Andrzej żartuje i wybuchła śmiechem. Ma pan poczucie humoru! Jak tak można żartować z własną pasierbicą?
A skąd wiesz, że żartuję? mężczyzna spoważniał, a Weronika natychmiast zorientowała się, że mówił serio. Choć dzieli nas wiele lat, oboje jesteśmy dorośli i możemy być razem szczęśliwi.
Szczęśliwi?! Przecież mógłby mi pan być ojcem! Po co to panu? oburzyła się Weronika. Andrzej miał czterdzieści pięć lat i choć wyglądał młodo i dbał o siebie, dziewczyna nie mogła brać jego propozycji na poważnie. Poza tym, wokół Andrzeja zawsze kręciło się wiele dystyngowanych kobiet.
Pewnie wiesz, że chcę powiększyć firmę i podpisać kontrakt z dużym przedsiębiorstwem? Andrzej wyczytał pytanie z jej twarzy i od razu przeszedł do rzeczy. Ale w warunkach umowy jest wymóg, bym był żonaty. Takie mają zasady uważają, że żonaty człowiek jest bardziej stabilny i godny zaufania.
Ale dlaczego ja? Nie lepiej ożenić się z kimś innym?
Po pierwsze, znam cię od lat i wiesz, jak bardzo kochałem twoją matkę. Po drugie, mogę ci zaufać, że nie rozpowiesz wszędzie, że to fikcja. Po trzecie, wiem, że potrzebujesz pieniędzy. Jeśli wyjdziesz za mnie, dam ci firmę Andrzej był poważny jak zawsze, traktując Weronikę jak partnera biznesowego.
Chodzi panu o fikcyjne małżeństwo? Żadnych relacji? Weronika złagodniała.
Tylko na papierze. Zgadzasz się? spytał twardo.
Muszę się zastanowić.
Przemyśl to powiedział Andrzej i skinął głową, wskazując jej drzwi.
Gdy zamknął za nią drzwi, przez moment pożałował tej całej awanturniczej propozycji. Wiedział, jaka Weronika była kapryśna i że równie dobrze mogłaby się zgodzić, by potem w ostatniej chwili uciec sprzed ołtarza. Ale było za późno na wycofanie się.
Weronika nigdy nie myślała o swoim ojczymie jak o mężczyźnie, ale i jako ojca go nie traktowała, nie adoptował jej przecież nigdy oficjalnie. Omijali się i rzadko rozmawiali.
Po tej rozmowie jednak coś się w niej zmieniło. Andrzej wydał jej się atrakcyjny i pełen charyzmy. Największym jego atutem było jednak to, że był majętny.
Ostatecznie Weronika zgodziła się na propozycję. Umówili się, że będzie tylko ślub i pieczątka w paszporcie, ale mieszkać będą osobno.
Zaraz po ceremonii Andrzej dotrzymał swojej obietnicy. Podarował żonie przestronne mieszkanie w Warszawie, dał pieniądze na rozpoczęcie działalności i pokrył koszty nauki oraz wszystkie wydatki.
Weronika również wywiązywała się z umowy zawsze towarzyszyła mężowi na spotkaniach, grając wzorową i szczęśliwą żonę.
Z chwilą zawarcia fikcyjnego małżeństwa Weronika zmieniła styl życia. Stała się bardziej stateczna i zaczęła patrzeć na Andrzeja inaczej. Wydawał się jej mądry, troskliwy i hojny. Z każdym wspólnym wyjazdem czuła coraz mniejszą chęć rozstania. Dopiero teraz zrozumiała, za co jej matka tak bardzo kochała tego człowieka.
Przez rok Weronika ani razu nie pożałowała swojej decyzji.
Po roku, nie mieszkając razem, postanowili się rozwieść. Andrzej osiągnął cel podpisał kontrakt z dużą spółką i nie musiał już podtrzymywać legendy o przykładnej rodzinie. Jednak w międzyczasie ich relacje się zmieniły. Weronice już nie przeszkadzał, zaczęła się do niego przyzwyczajać.
Dzięki ci, sądzę, że teraz poradzisz sobie sama powiedział Andrzej. Tak jak obiecałem, daję ci wolność.
Na pewno chcesz rozwodu? zapytała Weronika, stojąc obok męża pod drzwiami Urzędu Stanu Cywilnego.
A ty nie? Andrzej spojrzał na żonę i w jej oczach zobaczył szczery żal.
Ja nie chcę odpowiedziała szczerze Weronika.
Ja też nie chcę uśmiechnął się Andrzej, przyciągnął ją do siebie i powiedział poważnie: Jeśli zostaniesz moją żoną, to już naprawdę.
Zgadzam się.
Do urzędu już nie weszli. Zmienili zdanie w ostatniej chwili.



