Oksana przyszła na rozmowę kwalifikacyjną i zamarła, widząc kto siedzi w gabinecie dyrektora

Dziś stało się coś, na co nie byłam gotowa. Choć sama siebie przekonywałam, że to tylko nowa praca, kolejna rozmowa, którą przecież już kiedyś przechodziłam prawda była taka, że po dwudziestu latach pracy nigdzie nie zdarzyło mi się wyjść na rozmowę o etat. Raz przyjęli, potem tylko awansowali albo dziękowali, aż nagle… zwolnienie z powodu redukcji. Ot, życie. Mówi się trudno.

Dziś rano patrzyłam na siebie w lustrze w przedpokoju i analizowałam garsonka w porządku, fryzura też, twarz cóż, czterdziestu sześciu lat nie ukryję, ale wciąż się trzymam. Najważniejsze, nie denerwować się, bo przecież to tylko praca. Nowe biuro, nowy stół, nowe telefony.

Tamara, moja najbliższa przyjaciółka, odprowadzała mnie aż do windy i przed wejściem na piętro powtarzała jak mantrę:
Masz odwagę, Ireno. Dwadzieścia lat stażu to nie żarty.

Dwadzieścia lat… powtórzyłam. I tak wyrzucili.

No i co z tego? Masz za to doświadczenie.

Idź już na swoją zmianę, Tamara zaśmiałam się cicho, choć zupełnie nie miałam ochoty na żarty.

Nowy budynek organizacji w jednym z bocznych uliczek Warszawy wyglądał dość prestiżowo. Cztery piętra, kolumny przy wejściu, szklane drzwi i ochroniarz w nienagannym garniturze. Wciągnęłam głęboko powietrze, pochyliłam głowę i weszłam do środka.

Recepcjonistka niewiele starsza od mojej córki wskazała na trzecie piętro:
Dyrektor już czeka, pokój trzysta dwa.

Na górze korytarz, ciężkie drzwi z tabliczką, głośny wykład o odwadze w głowie i… pukanie. Wchodzę. Zamarłam.

Za biurkiem siedział Bartosz.

Mój były. Ten konkretny, którego kiedyś wyciągałam drzazgę z palca, pakowałam zapiekanki na egzaminy, a raz wybaczyłam coś, czego właściwie nie powinno się wybaczyć. Od niego nie spałam potem trzy lata.

On patrzył na mnie. Ja na niego.

Pauza przeciągnęła się niemożliwie, taka, po której zwykle się wychodzi lub zostaje. Trzeciej opcji nie ma.

No tak, los ma niezłe poczucie humoru pomyślałam bez większych emocji.

Bartosz wyglądał dobrze. To było chyba najbardziej frustrujące.

Przez te lata wyobrażałam sobie nieraz, co by było, gdybym jeszcze kiedyś go spotkała miał być raczej zmizerniały, z przybranym brzuchem i rozpaczą w oczach. Przez osiem lat ktoś taki jak on powinien jakoś się posypać.

Nic z tego.

Bartosz siedział na swoim dyrektorskim fotelu, świetna fryzura, porządna marynarka, wygląd człowieka, który załatwił swój układ z sumieniem dawno temu. Trochę szarych włosów przy skroniach. Na biurku laptop, terminarz i… mały kaktus! Symbolika, aż prosi się o komentarz.

Ireno odezwał się po prostu. Nie Pani Zielińska, nie dzień dobry. Jakbyśmy rozstali się po kolacji wczoraj.

Cześć, Bartoszu odpowiedziałam spokojnie.

Wskazał mi krzesło. Usiadłam. Zacisnęłam dłoń na torebce. Musiałam coś trzymać w ręku, nie wiem nawet czemu.

Przejrzałem twoje CV oznajmił, wskazując na dokument na biurku.

W porządku.

Dwadzieścia lat doświadczenia jako sekretarka. To poważny wynik.

Tak.

Mówił neutralnie, rzeczowo, patrząc gdzieś w bok, nie wprost na mnie. Jakbyśmy oboje grali rolę profesjonalistów już wiedziałam, że oboje udajemy, że nic szczególnego się tu nie dzieje.

Może opowiesz o swojej ostatniej pracy? zaczął oficjalnie.

I się zaczęło.

Opowiadałam, spokojnie i rzeczowo o zakresie obowiązków, obiegu dokumentów, znajomości programów, liczbie podwładnych ale głową tkwiłam zupełnie gdzie indziej.

To ten sam Bartosz, który któregoś dnia powiedział, że go nie rozumiem, i odszedł do Karoliny z księgowości.

Jakich programów używałaś?

Wymieniałam. Ale myślami byłam przy tym, że przez trzy miesiące nie mogłam przełknąć obiadu, a potem przez pół roku spałam po dwie godziny.

Czy prowadziłaś spotkania z partnerami firmy?

Tak, koordynowałam kwestie umów i organizację spotkań na szczeblu zarządu.

Ten człowiek. Ten właśnie. Siedzi tu, za porządnym biurkiem.

Bartosz kiwał głową, coś notował, lub udawał, że notuje. Myślałam o tym, jak ironiczne bywa życie. Sadystycznie.

Za oknem spokojna ulica, na Chmielnej jesienne liście na chodniku, zwyczajny październik. A tu osiem lat, rozwód, sprawa o mieszkanie, druga o działkę, wieczory, gdy dzwoniłam do Tamary, ale nie mogłam wydusić z siebie słowa.

A on siedzi. I kaktus.

Dlaczego odeszłaś z poprzedniej pracy? zapytał chłodno.

Redukcja. Cały dział rozwiązano.

Rozumiem. Cisza. Miałaś kontakt z zarządem?

Tak, codzienny.

Potrafisz zachować poufność?

Tak.

Spojrzał na mnie uważnie. Utrzymałam spojrzenie bez złości, bez uśmiechu. Po prostu patrzyłam.

W porządku powiedział, odkładając długopis. Chciałbym dokończyć tę rozmowę przy kawie. Może?

W tym momencie poczułam się dziwnie spięta. Nie ze strachu. Raczej z przeczucia, że rozmowa właśnie skręci w innym kierunku. Muszę być gotowa.

Chętnie odpowiedziałam.

Podszedł do ekspresu przy oknie. Stał tyłem. Patrzyłam na jego kark i zastanawiałam się, co właściwie chce powiedzieć. Ważnego czy kłopotliwego.

Ekspres zaparował. Zaszumiał.

Dobrze wyglądasz rzucił, nie patrząc na mnie, nagle przechodząc na ty.

Nie odpowiedziałam.

Postawił filiżankę przede mną, wrócił na swoje miejsce.

Naprawdę.

Spojrzałam na kawę, potem na niego.

Dziękuję powiedziałam spokojnie.

Przez chwilę milczał.

Ireno… Chciałem coś powiedzieć. Nie jako dyrektor, raczej jako człowiek, który cię zna.

To dopiero ciekawostka pomyślałam. Trochę niepokojące, jak wtedy kiedy pilot wychodzi z kabiny i wszyscy czekają na komunikat o niczym, który jednak wiele znaczy.

Cieszę się, że to właśnie tu przyszłaś powiedział.

Przypadek skwitowałam.

Może i tak uśmiechnął się lekko. Ale naprawdę się cieszę. Widać, że jesteś profesjonalistką. Takiej osoby potrzebuję.

Rozumiem.

Ale chciałbym… zatrzymał się, dobierał słowa jak ktoś, kto idzie po cienkim lodzie …chciałbym, żebyśmy dobrze się rozumieli. Od początku. Bez starych historii. Nowa karta.

To już było to.

Odłożyłam filiżankę.

Nowa karta. Osiem lat. Sprawa o dom nowa karta. Trzy miesiące bez kolacji nowa karta.

Milczałam chwilę. Skupiona.

Bartoszu zaczęłam. Dobrze rozumiem, że chcesz mnie zatrudnić pod warunkiem, że zapomnę wszystko z przeszłości?

Delikatny grymas na twarzy.

Chciałbym zacząć od nowa. To różnica.

Nie, to to samo skwitowałam.

Cisza. Kaktus nie mrugnął nawet.

Widzisz powiedziałam spokojniej nie mam zamiaru wracać do dawnych spraw. Zwyczajnie mnie to nie interesuje. Ale nie zamierzam też udawać, że tego nie było. Bo było. To moja historia. Nie kartka w księdze, którą można przekartkować.

Spojrzałam wprost. Wytrzymał spojrzenie.

Przyszłam tu po pracę, nie sentymentalny wieczór. Jeżeli potrzebujesz kierownika z doświadczeniem, jestem otwarta na rozmowę. Jeśli ktoś ma udawać, że nic się nie zdarzyło, to nie ja.

Wzięłam łyk. Kawa była naprawdę dobra i przez moment pomyślałam, że nawet w tej sytuacji można znaleźć coś pozytywnego.

Bartosz milczał, patrzył na mnie z wyrazem, którego nie znałam. Uświadomiłam sobie, że to… szacunek.

Zmieniłaś się powiedział cicho.

Tak przyznałam. Osiem lat.

Wstał. Podszedł do okna, przez chwilę patrzył za szybę. Odwrócił się powoli.

Ireno odezwał się inaczej, niż wcześniej, ciszej dobrze wiem, że nie zachowałem się w porządku. To nie jest żadna nowa karta, masz rację. To się zdarzyło i postąpiłem źle.

Zaskoczył mnie tym. Ta wersja, w której przyznaje się do winy, nigdy nie pojawiła się w moich wyobrażeniach.

Dobrze to usłyszeć odparłam po krótkiej ciszy. Choć trochę za późno.

Wiem przytaknął.

Cisza znowu stała się zwykła, prawie przyjemna. Jak po wielu słowach, kiedy już nie trzeba mówić nic.

Co do etatu wrócił do pracy chciałbym ci zaproponować stanowisko kierowniczki działu administracyjnego. To wyżej niż sekretariat. Praca, zarobki i warunki godne. Decyzja należy do ciebie.

Zastanowiłam się.

Muszę się zastanowić powiedziałam.

Oczywiście.

Podniosłam się. Torebkę na ramię. Bartosz także się podniósł bez sztucznej sztywności.

Ireno zagadnął, kiedy byłam już w drzwiach.

Odwróciłam się.

Dziękuję, że nie wyszłaś od razu, jak mnie zobaczyłaś.

Pomyślałam sekundę.

Sama nie sądziłam, że zostanę przyznałam.

W korytarzu zatrzymałam się na chwilę przy zamkniętych drzwiach. Musiałam przez moment po prostu postać.

Na zewnątrz Tamara już na mnie czekała z papierowym kubkiem kawy z automatu. Zerknęła na moją minę i zaraz zapytała:

No i?

Zaproponowali stanowisko.

Dobre?

Tak. Kierowniczka działu administracyjnego.

Oho… Tamara zaniemówiła. A kto dyrektorem?

Bartosz.

Tamara patrzyła na mnie dłużej, niż powinna.

Bartosz?! Twój Bartosz?!

Były poprawiłam.

I co powiedziałaś?

Że się zastanowię.

Wzięłam od niej kawę. Z automatu była obrzydliwa, ale jakoś w tej chwili bardziej swojska niż ta na górze.

Ruszyłyśmy razem. Liście szurały pod nogami w typowo październikowy sposób. Słońce tylko lekko grzało tak, żeby zaznaczyć swoją obecność, ale nie ogrzać.

Tym razem to mój wybór, nie jego uśmiechnęłam się lekko. Mój. Na pewno.

Rate article
Fajna Tajna
Oksana przyszła na rozmowę kwalifikacyjną i zamarła, widząc kto siedzi w gabinecie dyrektora