Jak to nie zamierzasz zajmować się dzieckiem mojego syna? nie powstrzymała się teściowa.
Po pierwsze, nie odżegnuję się od Igorka. Przypomnę tylko, że w tym domu właśnie ja po pracy, jak przystało na porządną żonę i matkę, robię drugą zmianę: gotuję, piorę i sprzątam. Mogę pomóc i doradzić, ale całkowitej odpowiedzialności za dziecko na siebie nie wezmę.
Jak to nie zamierzasz? To taka jesteś, obłudna?
Daj spokój, Marto. Do czego ci praca, jeśli nie płacą? jak zwykle na spotkaniu klasowym Magda nie mogła odpuścić sobie komentowania i krytykowania.
Minęły jednak już dawno czasy, gdy Marta nie potrafiła odpowiedzieć. Teraz nie szukała słów w głowie a tej okazji nie mogła przepuścić, aby postawić złośliwą Magdę do pionu.
To, że masz problem z pieniędzmi, nie znaczy, że inni mają podobnie wzruszyła ramionami. Mnie po tacie zostały dwa mieszkania w Warszawie. Jedno, to w którym mieszkaliśmy do rozwodu z mamą, a drugie najpierw dostał po dziadkach, potem trafiło do mnie.
A czynsze za wynajem w Warszawie, sami rozumiecie, nie są z tej ziemi spokojnie mi wystarcza na życie, przyjemności i mogę wybierać pracę nie kierując się zasadą byle płacili.
Dlatego zrezygnowałaś z tego lekarskiego etatu i zostałaś ekspedientką?
To w sumie był sekret. Marta przysięgła, że nikomu nie piśnie.
Gdyby Magda naprawdę chciała to utrzymać w tajemnicy, powinna uważać na słowa. Zwłaszcza nie rzucać wyzwiskami na forum.
Sądziła, że jej się upiecze? Jeśli tak, to chyba nie Marta była tu tą naiwną.
Sprzedawczyni? Serio?
Przecież obiecałaś milczeć! oburzyła się Magda i, łapiąc torebkę, pobiegła do wyjścia z restauracji, niemal powstrzymując łzy.
Dobrze jej tak mruknął Andrzej po chwili ciszy.
No właśnie, już miała dosyć potwierdziła Anka. Kto ją w ogóle zapraszał?
To ja chciałam wszystkich zebrać usprawiedliwiała się dawna przewodnicząca klasy, a dziś organizatorka spotkań, Anna. Chociaż pamiętam, że Magda w szkole nie była najprzyjemniejsza, miałam nadzieję, że ludzie się zmieniają. Przynajmniej niektórzy.
Ale nie wszyscy pokiwała głową Marta.
Wszyscy się roześmiali, a potem zaczęli dopytywać Martę o jej pracę.
Ich ciekawość była zrozumiała mało kto ma styczność z tą branżą, no i narosło wokół niej wiele mitów.
Marta tłumaczyła im wszystko cierpliwie.
Po co w ogóle ich leczyć, skoro i tak nie wiadomo, czy coś to da? zapytał ktoś.
A kto powiedział, że nie? Mam na przykład chłopca, pięć lat. Przy porodzie coś poszło nie tak, była niedotleniona, teraz ma opóźnienie w rozwoju. Ale prognoza jest dobra mówić zaczął później, z rodzicami chodzi teraz na terapię logopedyczną i do neurologa. Są duże szanse, że trafi do zwykłej klasy i nie będzie miał problemów w życiu. A gdyby nikt się nim nie zajął byłoby zupełnie inaczej.
Aha, czyli nie musisz gonić za złotówką, więc robisz coś pożytecznego podsumował Waldek.
Temat rozmowy przeszedł na życie rodzinne dawnych znajomych.
Wtedy Marta poczuła, jakby ktoś ją obserwował. Zwaliła to na wyobraźnię, ale odwracając się od niechcenia stwierdziła, że nikt, kto mógłby zwrócić na nią uwagę, nie siedzi przy stolikach.
Wróciła do rozmowy z dawnymi kolegami, a chwilowa paranoja została zapomniana.
Minął tydzień od zjazdu.
Pewnego ranka Marta zorientowała się, że jej samochód na parkingu jest przyblokowany. Zadzwoniła pod numer z karteczki na szybie auta usłyszała lawinę przeprosin i deklarację zejścia natychmiast.
Wybacz, nie miałem gdzie stanąć, sprawa służbowa, to tylko na chwilę uśmiechał się młody mężczyzna. Jestem Maks.
Marta przedstawiła się. Było w Maksie coś ujmującego sposób bycia, ubrania, nawet zapach. Tak bardzo ją zaintrygował, że zgodziła się z nim na randkę.
A potem na kolejną. Po trzech miesiącach nie wyobrażała sobie bez Maxa życia.
Tym bardziej, że zarówno jego mama, jak i synek z poprzedniego małżeństwa przyjęli Martę jak swoją.
Chłopiec był wymagający, ale Marta dzięki swoim kwalifikacjom szybko złapała z Igorem kontakt. Na prośbę Maksa zdradziła mu także kilka metod pracy z dzieckiem.
Pod koniec pierwszego roku postanowili zamieszkać razem. Marta przeniosła się do Maksa i Igora, wynajmując swoją kawalerkę za pośrednictwem tego samego biura, które obsługiwało warszawskie mieszkania.
Właśnie wtedy zaczęły się niepokojące sygnały.
Z początku to były drobiazgi pomóż Igorowi się ubrać, zostań z nim pół godziny, pójdę do sklepu. Nie sprawiało to Marcie problemu, zwłaszcza że dobrze dogadywała się z Igorem.
Ale z czasem prośby stawały się coraz bardziej absorbujące.
Marta musiała postawić sprawę jasno Maksowi: jego syn to jego odpowiedzialność. Ona chętnie pomaga w miarę możliwości, ale nie przejmie większości obowiązków, bo i w pracy ma już do czynienia z dziećmi wymagającymi opieki.
Maks wydawał się to rozumieć, ale tuż przed ślubem razem z matką zaczęli rozmawiać o programie rehabilitacji Igora wyraźnie licząc, że to Marta zajmie się tym po godzinach.
Moment, zatrzymajcie się przerwała im Marta. Maks, mieliśmy umowę twoje dziecko to twoja sprawa. Ja nie proszę cię o sprzątanie u mojej mamy czy robienie jej remontów, wszystko ogarniam sama.
Ale to nie to samo parsknęła przyszła teściowa. Twoja matka to dorosła osoba. Dziecko to dziecko. Zamierzasz po ślubie dalej odcinać się od Igorka i sądzisz, że to dla nas będzie w porządku?
Po pierwsze, nigdzie nie uciekam, opiekuję się domem, gotuję, piorę, sprzątam Ale nie będę brała na siebie rehabilitacji Igora, bo to syn Maksa. Pomogę, jeśli trzeba, podpowiem coś ale to wszystko.
Czyli nie zamierzasz? To jeszcze się potem dziw, że twoja praca nikomu niepotrzebna, a ty jesteś taka głośna przy znajomych, a prawdziwego wysiłku w domu brak.
O czym wy mówicie? zdziwiła się Marta.
Nagle przypomniała sobie, że mama Maksa dorabia zmywając naczynia w tej samej restauracji, gdzie było spotkanie klasowe. I wszystko stało się jasne.
Czyli specjalnie to uknuliście, żeby zwalić mi na głowę chore dziecko?
Myślisz, że chciałbym być z tobą, gdyby nie Igor i twoja praca? nie wytrzymał Maks. Gdyby nie to, nawet bym na ciebie nie spojrzał
Skoro tak, zostań ze swoim synem zsunęła obrączkę i rzuciła ją byłemu narzeczonemu.
Pożałujesz! zagroził Maks i jego matka. Porządnemu facetowi niepotrzebna taka szara myszka bez perspektyw i z durną pracą.
Mam dwa mieszkania w Warszawie, więc z pieniędzmi nie mam problemu ucięła Marta i zobaczywszy ich miny, zabrała się do pakowania rzeczy.
Oczywiście zaraz zaczęła się próba pogodzenia. Obietnice, że sam zajmie się dzieckiem, że już nigdy nie powie złego słowa; deklaracje miłości i skruchy.
Ale Marta, jak niegdyś dałaby się zmanipulować, tym razem nie dała się nabrać. Pożegnała Maksa stwierdzeniem, że stracił swoją myszkę i że raczej ona nie będzie żałować.
Z przyjaciółmi później śmiali się z tej historii. A Marta nie traci nadziei, że spotka jeszcze kogoś, kto ją pokocha dla tego, jaka jest, a nie za pieniądze czy zawód.
Póki co wystarcza jej własna praca, przyjaciele i myśl, że może warto przygarnąć kota. Bo kota, w przeciwieństwie do niektórych mężczyzn, można jednak wychować.
Każdy człowiek zasługuje na szacunek i wybór swojej własnej drogi nawet jeśli nie pasuje to wszystkim naokoło. Nie zawsze warto poświęcać siebie, aby spełnić oczekiwania innych. Szczęście przychodzi wtedy, gdy żyjemy w zgodzie z własnym sercem.



