To dziecko Igora…

To dziecko Igora…

Ta historia wydarzyła się niedawno, w zadbanym mieszkaniu na czwartym piętrze bloku z wielkiej płyty w Warszawie. Mieszkała tam pracująca emerytka, samotna kobieta o imieniu Krystyna.

Jej życie nie zwiastowało niczego nadzwyczajnego ani zaskakującego. Wszystko było stabilne: emerytura, praca, koleżanki, wizyty u wnuków i pomoc starszej mamie, która mieszkała osobno.

Ten dzień też był jak każdy inny.

Rano Krystyna zadzwoniła do mamy, zapytała o zdrowie. Była akurat niedziela, wolne. Krystyna, choć już na emeryturze, pracowała na zmiany w prywatnej przychodniodbierała telefony pacjentów i prowadziła zapisy. Tego dnia… cóż, obowiązek jak zawsze: trzeba było coś ugotować i pójść do mamyten codzienny rytuał trochę już jej ciążył i powodował westchnienia oraz przewracanie oczami.

Przejść musiała dwa podwórkażaden problem. Gotowanie dla mamy? To też nie sprawiało jej trudności, zwłaszcza że w lodówce zostały resztki wczorajszej zupy i pieczywo. Jedynym problemem było piąte piętro w bloku mamy bez windyoj, to bywało ciężkie.

Zresztą, maminy narzekania też wymagały cierpliwości. Opowieści o bólach szczegółowe raporty, odczucia i etapy, wiecznie przerywane anegdotami sąsiadek i “złotymi radami” Ewy Drzyzgi. Rady córki były konsekwentnie odrzucane jako niewiedza laika, mimo że Krystyna w swojej karierze przez czterdzieści lat była instrumentariuszką na poważnym oddziale chirurgii.

Co ty tam wiesz! Skalpel byś tylko podała!

A jeszcze trzeba iść po zakupy… Krystyna już szykowała worek ze śmieciami do wyniesienia, podeszła do lustra, żeby trochę się poprawić. Wyglądała młodo jak na sześćdziesiątkę parędelikatne zmarszczki przy oczach, krótkie, siwe włosy, wyraziste kolczyki i sympatyczna twarz. No może trochę policzki opadły… “Trzeba kupić mamie chleb żytni i masło,” myślała, kiedy szminką malowała usta i nagle usłyszała dzwonek.

W bloku mają domofon, więc kto mógł tak ni stąd ni zowąd zadzwonić? Może sąsiadka, pani Basia? Krystyna zapraszała ją czasem na herbatę.

Wyszedłszy z szminką jeszcze w ręce, otworzyła drzwi. Przed nią stała młoda dziewczyna w jasnych włosach związanych w kucyk, w pasiastym t-shircie, ciemnej bluzie i dżinsach, z plecakiem. To Krystyna zapamiętała potem. W tej chwili zobaczyła tylko twarz dziewczyny i niemowlę wtulone w brązowy koc, które trzymała na rękach.

Dziewczyna patrzyła napięta i spięta, zrobiła krok do przodu i szybkim ruchem podała zawiniątko z krótkim:

To dla pani!

Krystyna odruchowo przyjęła dziecko, nadal trzymając szminkę. Poczuła ciężar, spojrzała w dółBoże, przecież to dziecko!

Kiedy spojrzała znów na dziewczynę, ta już zbiegła po schodach w dół.

To dziecko Igora, a ja muszę się uczyć… rzuciła przez ramię i znikła.

Drzwi na dole trzasnęły.

Krystyna została na korytarzu, czekając przez chwilę, z nadzieją, że dziewczyna wróci. Potem weszła do mieszkania, spojrzała na worek ze śmieciami i pomyślała: Muszę pamiętać, by zabrać go do śmietnika, idąc do mamy.

Dopiero po chwili odkryła, że obok stoi jeszcze jeden, nieznany worek, który dziewczyna musiała tu zostawić.

Boże, to żywe dziecko! powtarzała w myślach Krystyna. Co ona mówiła? Że to dziecko Igora?

Słowo daję, tak powiedziała.

Krystyna miała tylko jednego syna na imię mu było Marek. Był przykładnym ojcem, miał dwójkę dzieci i mieszkał z żoną w Gdańsku, a Krystyna tu w Warszawie. Mąż Krystyny, Wojciech, zmarł pięć lat temu.

Nic tu się nie kleiło… Tymczasem na rękach Krystyny poruszyło się maleństwo. Rozwinęła koc: był to drobny niemowlak, może z miesiąc, w beżowym komplecie i z zielonym smoczkiem.

No już, malutka… pogłaskała niemowlę, które zaczęło ciumkać ustami i znów przysnęło.

Krystyna uznała, że odpowiedzi znajdzie w worku dziewczyny: dwie butelki, puszka mleka modyfikowanego, paczka pieluszek, ubranka.

Wciąż łudziła się, że ktoś zaraz wrócidzień będzie jak każdy. Krystyna dokończyła makijaż, zerkała przez okno, wypatrując dziewczyny.

Ileż można czekać!? Dziecko coraz bardziej się niepokoiło, a Krystyna poczuła się niepewnie. To nie jej dziecko, czy powinna je przewijać, karmić? Powtarzała sobie, że nie ma prawa, a jednocześnie znów zerkała przez okno.

W końcu zdjęła ubranko, przewinęła dziecko. Strach zaczął ściskać jej sercezdała sobie sprawę: zostawiono jej niemowlę!

Igor… Igor… Jej syn, Marek, lubił zabawę w młodości, ale wszystko to minęło, odkąd założył rodzinę. Marek był odpowiedzialny, zajęty firmą i rodziną, ostatnio im się dobrze układało.

No cicho, kochanie, już zmieniam pieluszkę.

Boże, czy to możliwe, żeby matka tej dziewczynki ją porzuciła?

Umysł odmawiał przyjęcia tej historii, ale ręce automatycznie zajęły się dzieckiem: przewinęła, ubrała, poniosła do kuchni, przygotowała mieszankę.

Zadzwonił telefon. Mama.

Czemu tak długo nie odbierasz? spytała.

Tak jakoś… Co chciałaś, mamo?

Jesteś już w sklepie?

Jeszcze nie.

Chciałam gruszek, tylko nie takich, jak ostatnio…

Dziecko kręciło się i kwiliło. Krystyna kończyła rozmowę, byle szybciej. Potem nakarmiła dziewczynkę, która usnęła z butelką.

Nie, muszę coś z tym zrobićpomyślała Krystyna. Może Marek?

Akurat był koniec maja, liczyła miesiące do czasu, kiedy Marek był na delegacji w Szczecinie. Nazwał się Igorem? Nie… Ale co, jeśli kłamał? Może miał krótki romans, a ona, matka, tylko myśli, że zna syna.

Zmęczona trzymając dziecko, rozważała poważnie dzwonienie na policję. Ale myśl o Mareku ją hamowała. Co, jeśli to jego dziecko? Wtedy będzie awantura, a żona mu nie wybaczy. Dzieci?

Dziewczynka ssała, Krystyna się rozczuliła. Zatęskniła za opieką nad maluchami.

Zadzwoniła do wnuka, Pawła. Okazało się, że tata jest na montażu gdzieś przy granicy, bez zasięgu, wróci pojutrze. Ale wieczorami dzwoni do rodziny, wszystko w porządku.

No pięknie, pomyślała Krystyna przez nerwy musiałabym zadzwonić do policji? Nie, poczekam, może dziewczyna wróci. Wcale nie wyglądała na jakąś patologię, tylko na zmęczoną studentkę.

Mamie powiedziała, że skręciła kostkę i dziś nie przyjdzie, żeby nie ciągnąć tej historii…

Cały dzień minął jej na opiece nad dziewczynką. Odświeżyła sobie internetowe poradniki o niemowlętach. Zrobiła masaż, nakarmiła, umyła, założyła świeże ubranko, nawet zaśpiewała kołysankę.

Wieczorem przyszła koleżanka, Halina. Przeszukały rzeczy, Halina poszła po sąsiadach pytać o Igora. Szybko wróciła z informacją: Igor mieszka na szóstym piętrze, może dziewczyna pomyliła piętra?

Zebrały się, żeby to sprawdzić. Poprosiły starszą panią na korytarzu o wejście do Igora.

Czy to pański syn? spytały z sąsiadką chłopaka, który okazał się domatorem, informatykiem.

Chłopak był zdziwiony: Dziecko? Nie mam dzieci!

Sytuacja się wyjaśniłaon żadnego dziecka nie miał, nikt nie wie, o co chodzi…

Krystyna kolejny raz próbowała się dodzwonić do Markanadal nic. Zadzwoniła do synowej, Magdy, poprosiła by Marek oddzwonił jak tylko się da.

Wieczorem, ostatkiem sił, oporządziła dziewczynkę, nakarmiła i zasnęły razem.

Rano zbudził ją hałastelefon mamy. Po krótkiej wymianie zdań Krystyna zabrała dziewczynkę i… poszła z nią do sklepu, zawinąwszy w chustę na szyi, pierwszy raz od dawna poczuła się dziwnie dobrze, mając kogoś obok.

Co to jest? spytała matka, widząc dziecko.

Pomagam koleżance, miała ważną sprawę.

Aaaa… no dobrze, a jak dziewczynce na imię?

Nie wiem, jeszcze nie spytałam.

Po powrocie do domu przyszło SMS: Abonent znów dostępny. Marek! Krystyna natychmiast do niego zadzwoniła, opowiedziała całą historię.

Mamo, przecież ja nie mam nic wspólnego! Możesz zadzwonić na policję!

Ale Krystynie żal było oddać dziewczynkę. Przecież była taka drobna i bezbronna!

Po południu do drzwi zadzwoniła ta sama dziewczyna, jakby naraz odetchnęła i pobladła na widok Krystyny.

Gdzie ona? zapytała, ledwo stojąc na nogach.

Jest tutaj, śpi.

Dziewczyna weszła do sypialni, spojrzała na niemowlę i rozpłakała się. Krystyna podała jej czekoladę i herbatę, jak przystało na pielęgniarkę.

Dziewczyna nazywała się Agata, a córeczkaJagódka.

Historia była prozaiczna, aż smutna. Agata była studentką pielęgniarstwa z małego miasta pod Lublinem. Ojciec dziecka, Igor, student z Warszawy, najpierw zapewniał o wsparciu, potem zniknął, wyprowadził się do Poznania. Rodzina Agaty nie zaakceptowała jej sytuacji, zero wsparcia. Pomagała tylko ciotka.

Została sama z noworodkiem w wynajmowanym pokoju, potem u przyjaciółki. Kiedy już nie miała wyjścia, w rozpaczy poszła pod adres Igora zostawiając dziecko… jak się okazałopod niewłaściwymi drzwiami. Przez przypadek, zamiast do mieszkania nr 21 w sąsiednim bloku, trafiła do Krystyny.

Agata wyznała, że nie daje już rady psychicznie. Krystyna przyjęła ją pod swój dach na miesiąc.

Agata została, przygotowała się do egzaminów dzięki Krystynie, która znalazła jej dorywczą pracę jako opiekunka. Po egzaminach Krystyna pomogła Agacie znaleźć pierwszą pracę w pogotowiu, a z czasem Agata przeprowadziła się dwa piętra wyżej, by opiekować się babcią Igora i powoli budować nowe życie.

Dziś, spoglądając wstecz, wiem na pewno: najtrudniejsze chwile bywają początkiem nowego. Otworzyłem drzwi dla dziecka i nieznajomejzyskałem rodzinę, przyjaźń i świadomość, że czasem, pomagając komuś, pomagamy najbardziej samym sobie.

Rate article
Fajna Tajna
To dziecko Igora…