Wynoś się z mojego mieszkania! powiedziała mama
Wynoś się powiedziała matka zupełnie spokojnie.
Jagoda uśmiechnęła się pod nosem i oparła oparcie krzesła, pewna, że matka mówi do jej przyjaciółki.
Wynoś się z mojego mieszkania! Zofia odwróciła się do córki.
Ela, widziałaś post? przyjaciółka wpadła do kuchni nie zdejmując płaszcza. Jagódka urodziła! Trzy czterysta, pięćdziesiąt dwa centymetry.
Cała jak ojciec, taki sam zadarty nosek. Obiegłam już wszystkie sklepy, nakupowałam śpioszków. Dlaczego masz taką minę?
Gratuluję, Zosiu. Naprawdę się cieszę Ela nalała przyjaciółce herbaty. Usadź się, zdejmij ten płaszcz.
Ojej, nie mam czasu się rozsiadać Zofia usiadła na brzegu krzesła. Tyle spraw, tyle spraw. Jagódka sama sobie radzi, wszystko własnymi siłami.
Mąż jej złoto, mieszkanie wzięli na kredyt, robią remont. Jestem dumna z córki. Dobrze ją wychowałam!
Ela bez słowa postawiła filiżankę przed przyjaciółką. O tak, dobrze wychowana Gdyby tylko Zosia wiedziała
***
Dokładnie dwa lata temu Jagoda, córka Zofii, przyszła do niej bez zapowiedzi, z opuchniętymi od płaczu oczami i trzęsącymi się dłońmi.
Ciociu Elu, błagam, tylko nie mów mamie. Proszę! Jak się dowie, zawału dostanie łkała Jagoda, gniotąc w dłoni mokrą chusteczkę.
Jagoda, uspokój się. Powiedz, co się stało? Ela była wtedy naprawdę przestraszona.
Ja w pracy Jagoda szlochała. Koledze zginęły z portfela pieniądze. Pięćdziesiąt tysięcy złotych.
Na kamerach widać, jak wchodzę do biura, jak nikogo nie ma. Ale ja nie brałam, ciociu Elu! Naprawdę!
Powiedzieli jednak; albo oddaję pieniądze do południa, albo idą na policję.
Maję nawet świadka, który niby widział, jak chowam portfel.
To pułapka, ciociu Elu! Ale komu uwierzą?
Pięćdziesiąt tysięcy? Ela się skrzywiła. A dlaczego nie poszłaś do ojca?
Byłam! Jagoda wybuchnęła nowym płaczem. Powiedział, że sama sobie winna, nie da mi ani grosza. Jak taka głupia jestem.
Stwierdził: Idź na policję, nauczą cię życia.
Nawet do mieszkania mnie nie wpuścił, wykrzyczał przez drzwi.
Ciociu Elu, nie mam do kogo iść. Uzbierałam dwadzieścia tysięcy, brakuje mi trzydziestu.
A Zofia? Przecież to twoja matka.
Nie! Mama mnie zabije. Ona i tak zawsze mówi, że wstyd przeze mnie, a tu jeszcze kradzież
Pracuje w szkole, wszyscy ją znają.
Błagam, pożycz mi trzydzieści tysięcy, co? Przysięgam, będę oddawać po dwa-trzy tysiące tygodniowo, mam już inną pracę!
Proszę, ciociu Elu!
Eli było wtedy aż żal dziewczyny. Dwadzieścia lat, życie dopiero się zaczyna, a już taki cień.
Ojciec pomocy odmówił, matka by zaraz głowę urwała
Kto nie popełnia błędów? pomyślała wtedy Ela.
Jagoda nie przestawała płakać.
Dobrze, powiedziała. Mam te pieniądze. Odkładałam na zęby, ale trudno, zęby poczekają.
Tylko obiecaj, że to ostatni raz. I twojej mamie nic nie powiem, skoro tak się boisz.
Dziękuję! Dziękuję, ciociu Elu, uratowałaś mi życie! Jagoda rzuciła się jej na szyję.
Przez pierwszy tydzień naprawdę przyniosła dwa tysiące. Przyszła uśmiechnięta, powiedziała, że wszystko załatwione, policja nie interweniuje, na nowej pracy dobrze.
A potem potem przestała odbierać wiadomości. Miesiąc, dwa, trzy. Ela widywała ją na imieninach u Zofii, ale Jagoda zachowywała się jakby ledwie się znały chłodne dzień dobry i tyle.
Ela nie naciskała. Myślała:
Młoda, wstydzi się, to unika spotkań.
Stwierdziła, że trzydzieści tysięcy złotych to nie powód, by burzyć wieloletnią przyjaźń z Zofią. Spisała dług na straty i zapomniała.
***
Słuchasz mnie w ogóle? Zofia pomachała Eli przed oczami ręką. O czym tak rozmyślasz?
A tak, Ela potrząsnęła głową. O swoich sprawach.
Słuchaj, Zofia ściszyła głos. Spotkałam Weronikę, pamiętasz, naszą byłą sąsiadkę? Wczoraj w Biedronce podeszła do mnie. Jakaś dziwna.
Wypytuje o Jagódkę, czy oddała długi. W ogóle nie rozumiem, o co chodziło.
Powiedziałam jej, że Jagoda jest samodzielna, zarabia. A Weronika jakoś krzywo się uśmiechnęła i poszła.
Nie wiesz, czy Jagoda od niej kiedyś pożyczała?
Eli nagle ścisnęło się w środku.
Nie wiem, Zosiu. Może drobne.
Dobra, muszę lecieć. Jeszcze do apteki muszę zajrzeć, Zofia wstała, pocałowała Elę w policzek i znikła.
Wieczorem Ela nie wytrzymała. Wyszukała numer Weroniki i zadzwoniła.
Werka, cześć, tu Ela. Widziałaś dziś Zofię? O jakie długi pytałaś?
Po drugiej stronie rozległ się ciężki westchnienie.
Och, Elka Myślałam już, że wiesz. Przecież ty z nimi najbliżej byłaś.
Dwa lata temu Jagoda do mnie przyszła. Cała rozbita, zapłakana. Powiedziała, że oskarżyli ją w pracy o kradzież.
Albo odda trzydzieści tysięcy, albo więzienie. Błagała, by mamie nie mówić płakała.
Ja głupia, dałam te pieniądze. Obiecała oddać za miesiąc. I znikła
Ela ścisnęła telefon.
Trzydzieści tysięcy? powtórzyła. Dokładnie trzydzieści?
Tak. Brakowało jej akurat tej kwoty. Oddała pięćset złotych po pół roku i przepadła.
A potem od Barbary z trzeciej klatki dowiedziałam się, że i do niej Jagoda przyszła z tą samą historią.
Barbara dała jej czterdzieści tysięcy.
I jeszcze pani Helena, była nauczycielka, też ratowała Jagódkę z więzienia. Ona wyciągnęła pięćdziesiąt tysięcy.
Czekaj Ela przysiadła na kanapie. Czyli ona od każdej z nas chciała te same kwoty? I z tą samą historią?
Na to wygląda, Weronika mówiła już twardym tonem. Zebrała z nas haracz. Od każdej po trzydzieściczterdzieści tysięcy.
Kłamstwo o kradzieży, grała na litość. Lubimy Zofię, więc milczałyśmy, by nie robić przykrości.
A Jagoda te pieniądze przehulała. Zaraz potem wrzucała zdjęcia z Turcji na Facebooka.
Ja też dałam jej trzydzieści tysięcy powiedziała cicho Ela.
No to ładnie, pochrząknęła Weronika. Pewnie już z pięciu-sześciu nas jest. To już biznes, Elka.
To nie błąd młodości, a zwykłe oszustwo. A Zofia się cieszy, dumna z córki. A córka złodziejka!
Ela odłożyła telefon. W uszach szumiało. Nie, pieniądzy nie było żal już się z nimi pożegnała.
Było jej niedobrze od świadomości, jak cynicznie dwudziestoletnia dziewczyna wykorzystała zaufanie kobiet.
***
Następnego dnia Ela przyszła do Zofii. Nie zamierzała urządzać sceny. Po prostu chciała spojrzeć Jagodzie w oczy.
Właśnie wróciła ze szpitala, remont w ich kredytowym mieszkaniu więc przebywała chwilowo u matki.
O, ciocia Ela! Jagoda uśmiechnęła się sztucznie na widok mamy przyjaciółki. Proszę, siądź. Herbaty?
Zofia krzątała się przy kuchni.
Oj, Elka, siadaj. Czemu nie zadzwoniłaś?
Ela usiadła naprzeciw Jagody.
Jagoda, zaczęła spokojnie. Wczoraj spotkałam Weronikę. I Basię. I panią Helenę. Wieczorem długo rozmawiałyśmy. Założyłyśmy taki mały klub pomoc poszkodowanym.
Jagoda zamarła, pobladła, zerknęła ukradkiem na matkę, która stała odwrócona.
O czym mówisz, Ela? Zofia odwróciła się.
Jagoda wie, o co chodzi Ela patrzyła prosto w dziewczynę. Pamiętasz, Jagodo, tę sprawę sprzed dwóch lat?
Kiedy prosiłaś mnie o trzydzieści tysięcy? I Weronikę o trzydzieści? I Basię o czterdzieści? I panią Helenę o pięćdziesiąt?
Każda z nas ratowała cię z więzienia, każda była pewna, że zna twoją jedyną straszną tajemnicę.
Ręka Zofii ze szklanką zadrżała, wrzątek prysnął na blat, zasyczało.
Jakie pięćdziesiąt tysięcy? Zofia powoli odstawiła czajnik. Jagoda? O co jej chodzi? Pożyczałaś pieniądze od moich przyjaciółek? Nawet od pani Heleny?!
Mamo to nie tak Ja prawie wszystko oddałam
Nic nie oddałaś, Jagoda powiedziała Ela. Przyniosłaś mi tylko dwa tysiące na pokaz, potem znikłaś.
Zebrałaś od nas dwieście tysięcy, opowiadając zmyśloną historię. Milczałyśmy, bo szkoda nam było twojej mamy.
Ale wczoraj zrozumiałam, że żałować trzeba było nas samych.
Jagoda, patrz mi w oczy. Wyłudziłaś pieniądze od moich przyjaciółek?! Zmyśliłaś kradzież, by okraść tych, którzy do mnie przychodzą?!
Mamo, bardzo potrzebowałam kasy na nowe życie! wykrzyczała Jagoda. Nic mi nie dałyście!
Ojciec nie dorzucił grosza, a ja musiałam zacząć od zera!
Co w tym złego? Przecież oni mają pieniędzy pod dostatkiem, nie wzięłam ostatniego!
Ela aż się skrzywiła. Tak to wygląda
Wszystko jasne. Zosiu, przepraszam, że ci to wywaliłam, nie mogłam dłużej ukrywać.
Nie chcę po prostu pozwalać na takie zachowanie. Za głupie nas masz!
Zofia stała, oparta o stół, ramiona się jej trzęsły.
Wynoś się powiedziała zupełnie spokojnie.
Jagoda uśmiechnęła się z ironią i rozsiadła na krześle, przekonana, że to do Eli.
Wynoś się z mojego mieszkania! Zofia zwróciła się do córki. Pakuj manatki i idź do męża. Nie chcę cię tu widzieć!
Jagoda pobladła:
Mamo, mam dziecko! Nie mogę się denerwować!
Nie masz matki, Jagoda. Matka była tej dziewczyny, którą uważałam za uczciwą. Ty jesteś złodziejką.
Pani Helena Boże, dzwoniła co dzień i nic nie powiedziała Jak ja jej teraz spojrzę w oczy? Jak?!
Jagoda chwyciła torbę, rzuciła przez kuchnię ręcznik.
Udławcie się swoimi pieniędzmi! krzyknęła. Stare babska! Idźcie w diabły!
Porwała dziecko z kołyski i wybiegła z mieszkania.
Zofia osunęła się na krzesło i zakryła twarz dłońmi. Ela poczuła wstyd.
Wybacz, Zosiu
Nie, Elka To ty mi wybacz. Za to, że wychowałam takie Ja naprawdę wierzyłam, że ona sama sobie poradziła, a tu Boże, co za wstyd
Ela poklepała przyjaciółkę po ramieniu, a Zofia rozpłakała się.
***
Po tygodniu mąż Jagody, blady i zmarnowany, objechał wszystkie wierzycielki, przepraszał, nie patrząc w oczy. Obiecał, że zwróci pieniądze.
I rzeczywiście, zaczęły przychodzić przelewy pięćdziesiąt tysięcy pani Helenie oddała Zofia.
Ela nie uważa się za współwinną. Oszustka zasługuje na konsekwencje. Prawda?



