Teściowej podarowałam taki prezent, że aż z wrażenia zaniemówiła! I zawsze będzie się trzęsła na jego widok.

Teściowej podaruję taki prezent, że aż jej się słabo zrobi! I będzie ją dreszcz przechodził za każdym razem, kiedy spojrzy. Ale nie wyrzuci będzie musiała trzymać na widoku! Tyle lat człowiek się nawarzył, to teraz niech pije własne piwo! Ta wstrętna Irena Romanówna! Przez piętnaście lat, odkąd jestem z Pawłem, nie powiedziała mi nigdy dobrego słowa. Smutna z niej osoba. Inne matki to choć czasem coś bąkną, nawet jeśli z zaciśniętymi zębami. A ta milczy i tylko tymi swoimi wielkimi, ciemnymi oczami się gapi. Staram się do niej nie jeździć, a jak już muszę, to na pięć minut raz w roku zwierzała się Ania swojej przyjaciółce Zosi.

Zosia słuchała i z zapałem przytakiwała. Sama też nie przepadała za swoją teściową, panią Marią.

Zorganizowały sobie coś w rodzaju babskiego popołudnia miały taki zwyczaj, że raz na dwa tygodnie spotykały się w sobotę, całą trójką z dzieciństwa.

Ania była fryzjerką i z wprawą zmieniała wszystkim fryzury. Akurat dziś przyszła tylko na chwilę, bo na klientów czekała. Zosia, która pracowała jako kucharka, zawsze przynosiła stos pyszności, jak mawiał syn Ani, Michał.

Była jeszcze trzecia przyjaciółka Karolina. Pracowała jako pielęgniarka i niedawno przeniosła się do nowej pracy. Tak się składało, że właśnie chciały ją o to wypytać, ale rozmowa zeszła na temat teściowych.

Nie trawię jej! Ona jest dla mnie nikim. Gdyby jej nie było, to… zaczęła znów Ania.

Nagle cicho siedząca do tej pory Karolina wtrąciła:

I co wtedy, Aniu? Lepiej by ci było? zapytała sarkastycznie.

No chyba tak westchnęła Ania i zamilkła.

W myślach wróciła do dzisiejszego poranka. Jak złośliwie się uśmiechała, niosąc prezent zapakowany w kolorowy papier. Jak wręczała go teściowej, a Irena Romanówna jak dziecko rwała papier z niecierpliwości. Ale Ania ostrzegła: otworzyć dopiero po jej wyjściu. Przynajmniej zepsuła jej urodziny, tej wstrętnej babie!

Dziewczyny, pytałyście, gdzie zaczęłam pracę powiedziała Karolina.

Przyjaciółki natychmiast się ożywiły.

Do prywatnej kliniki? zgadywała Ania.

Teraz to będziesz zarabiać krocie! roześmiała się Zosia.

W hospicjum odpowiedziała spokojnie Karolina.

Zapadła cisza.

Ty… Po co? wydusiła w końcu zaskoczona Zosia.

Przecież tam są ciężko chorzy To musi być trudne. I jak z pieniędzmi? głową kręciła Ania.

Ciągle tylko te pieniądze! Aniu, wybacz, ale mam ci jedno słowo do powiedzenia: Głupia powiedziała Karolina cicho, ale stanowczo.

Kto? Moja teściowa? obruszyła się Ania.

Ty, Anka. Robisz i mówisz rzeczy podle. Nie znam dobrze twojej Ireny Romanówny. Mówisz, że nic miłego od niej nie słyszałaś? A jak razem z Pawłem prosiliście ją o pomoc przy powiększaniu mieszkania, to kto sprzedał kawalerkę w centrum i przeprowadził się na obrzeża? Twoja teściowa. Bez słowa protestu. A jak twój Michałek ciężko chorował, kto załatwił specjalistę, lekarza-cudotwórcę? To był syn koleżanki z młodości twojej teściowej i uratowali Michała. A ty na wieczorku klasowym tak się upiłaś, że potem obudziłaś się u byłego kolegi? Pomiędzy wami nic nie było, ale Pawła byś do siebie nie przekonała. Kto cię wtedy uratował? Irena Romanówna powiedziała Pawłowi, że byłaś u niej. Pomyśl! Karmisz się jej ręką, ale ją kąsasz! A ile razy dostawałaś od niej ogórki, powidła, kompoty, leczo? Ty nawet nie odróżniasz sadzonki pomidora od kwiatka! To ona tak się stara, a ty tylko narzekasz. Są ludzie, którzy niewiele mówią, całą czułość okazują czynem. Są też tacy, co pięknie gadają, ale pustkę sieją wyrzuciła z siebie Karolina.

No pięknie, dzięki przyjaciółko. Myślałam, że mnie wesprzesz, a jeszcze mnie zwyzywałaś! Ania zerwała się z miejsca.

Gdzieś głęboko zakłuło ją sumienie. Ten mały robaczek jeszcze niedawno podkręcał jej nienawiść i knuł zemstę. Teraz się wiercił niespokojnie, przeszkadzając w rozkoszy z cierpienia teściowej. Ania chciała powiedzieć, żeby się uspokoił, ale nie umiała skrupuły gryzły ją coraz mocniej.

Zosia, obserwując je, zjadała już piątego pieroga z kapustą na nią w stresie zawsze przychodził wilczy apetyt i milczała. Tym razem nie poparła Ani.

W teorii Ania powinna się obrazić, rzucić drzwiami i wyjść, ale ten robak jakoś ją przytrzymał. Chciała, lecz nie umiała.

Pewnie zapomniałyście, ale ja nie mam mamy. Z tym żyję piętnaście lat, jak ty, Aniu. Ale ty przez cały ten czas narzekasz, jak teściowa cię męczy, choć naprawdę cię kocha. A ja od lat umieram z tęsknoty. Tak bardzo chciałabym zadzwonić do mamy, znałam jej numer na pamięć. Telefon do dziś mam zapisany, doładowuję konto, czasem dzwonię z drugiego pokoju i odbieram ciszę. Opowiadam jej wtedy o wszystkim, płaczę, jak mi źle bez niej, tęsknię. Otulam się jej swetrem, wyobrażam sobie, że to ona mnie tuli. Tak bardzo boli, że już jej nie ma Przepraszam cię, Aniu, ale nie mogłam milczeć. Ty masz i mamę, i teściową, a tak ją traktujesz Zastanów się dlaczego? Twoja teściowa to starsza osoba, czemu stawiasz się wyżej od niej? Kiedy ostatni raz ścięłaś jej włosy, zrobiłaś farbę albo fryzurę, jak nam? dodała Karolina.

Robak w Ani skurczył się i zamarł, a potem jakby ktoś inny, jej własnym głosem, odpowiedział za nią szeptem:

Nigdy.

Serio? Anka, nie wierzę! Nie da się tak, to nie po ludzku. Ja swoją teściową zawsze częstuję ciastem, piekę jej mazurki, pączki, przywożę sernik. Cieszy się jak dziecko, patrzy na te wypieki, uśmiecha się. Ma takie mięciutkie dłonie, jak poduszki, aniołek! rozmarzyła się Zosia.

Robak w Ani zniknął, przestał ją blokować. Pomyślała, że nastrój do ucieczki opadł. Przed oczami stanął jej dzisiejszy ranek. Ręce Zosia mówiła: puchate dłonie Teściowa Ani miała inne. Ania z pogardą nazywała je łapami duże, spracowane, z widocznymi żyłami. A twarz? Ziemniak tak ironizowała w myślach. Co tak naprawdę wiedziała o Irenie Romanównie?

Prawie nic.

A przecież teściowa zawsze była blisko, gdy potrzebna była jej pomoc. Paweł wspominał, że kiedyś miał dwie siostry, długo i ciężko chorowały teściowa dbała najpierw o nie, potem o chorego męża. Z całych tych bliskich został jej tylko syn Paweł, długo wyczekiwany, ukochany. Sama Ania kochała go do szaleństwa przez te wszystkie lata. Był zaradny, uczynny, czuły, pracowity.

Taki jest dzięki swojej mamie! Mógłby cię bić, zostawić bez grosza, a nawet mieć kochankę! Nie wszystkim się poszczęściło. A ty nigdy jej dobrego słowa nie powiedziałaś. Kto ci zabronił? Wstydź się! Wszystkich strzyżesz, a ją czym gorszą, że się z niej naśmiewasz, jak żmija jadem plujesz? robak w duszy Ani odżył i nakrzyczał na nią jeszcze raz.

Aż podskoczyła z wrażenia.

Aniu, dobrze się czujesz? Karolina z troską spojrzała w oczy.

Ania pokręciła głową, tłumiąc łzy. Nagle wszystko do niej dotarło, jak powódź, która przedziera się przez suchą ziemię. Szukała tematu do rozmowy, by nie rozpłakać się.

Karolina, jak daje radę w tej twojej pracy?

Ich oczu nie zapomnę nigdy. Boli ich, czasem są wystraszeni, ale w oczach tyle światła, dobroci i nadziei Słyszę setki słów o wieczności, o żalu, że czegoś nie zrobili przed śmiercią, widzę łzy rodzin, które płaczą po bliskich. Ostatnio przyjechał młody facet, bardzo elegancki, zaradny. Jego mama leżała u nas. Zasypywał ją prezentami, ale ona marzyła, by pojechać do rodzinnej wsi. Dla niego to nie miało wielkiego znaczenia. A kiedy zmarła, klęczał, krzycząc: Mamo! Wstawaj! Pojedziemy teraz, gdzie chcesz! Kupię dom, wszystko zrobię dla ciebie, zostań!. Albo taki starszy pan, wojskowy z postawy, przychodził do córki chorej na raka, przynosił jej spinki, grzebyki mimo że włosów już nie miała. Pokazywał zdjęcia, z długimi, złotymi włosami. A ona promieniała z radości Ojciec wiedział, że nie ma ratunku, ale śmiał się, przekładał spinki w dłoni. Po jej śmierci rozdał je innym chorym. Na jego twarzy było tyle bólu, ale powiedział cicho: Teraz mama ją zaplata, czeka na mnie z moimi dziewczynami. Do czego zmierzam? Do tego, że trzeba doceniać, co się ma. Jedni płaczą nad grobem, drudzy walczą z losem, trzeci marnują własne życie na spory, żale, złośliwości. W końcu Los się odwróci, ktoś wyżej to zobaczy. Człowiek myśli, że wszystko kontroluje, a prawda jest inna westchnęła Karolina.

Zosia wachlowała się gazetą i zerkała na pustą już miskę z pierogami. W domu upiecze nowe, trudno. Szybko napisała mężowi SMS, że dziś będzie rodzinne spotkanie, z filmem i ucztą niech teściowa z teściem przychodzą, najlepiej z noclegiem.

Muszę już lecieć! Zaraz zbieramy się w domu! Pa, pa! rzuciła Zosia i zwinęła się jak zwinny kot.

Ania wstała, nerwowo szukając czegoś w torebce. Wysypała wszystko na podłogę, Karolina w milczeniu jej pomogła. Wyszły razem także bez słowa.

Była umówiona na całą resztę wieczoru. Ale…

Gdzieś tam, na obrzeżach Krakowa, w tej chwili starsza kobieta, o której sądziła, że jej nie lubi, patrzy na podarunek ten sam, którym chciała ją ukarać. Jakby to Ania dostała coś takiego?

Poczułaby się okropnie i urodziny by miała zrujnowane.

Pozadzwoniła do klientów z przeprosinami i obiecała rabat odwołała spotkania i ruszyła do teściowej.

Telefon Pawła był wyłączony.

Ręce jej się pociły. Co powie Paweł? Przecież to jego mama

Dzień się kończył. W oknach małego domku świeciły się światła. Teraz te kwiatuszki na firankach i pelargonie na parapecie wydawały się Ani strasznie swojskie i ciepłe, choć wcześniej działały jej na nerwy.

Muszę przeprosić. Co powiedzieć? Może lepiej przynieść jej inny prezent. Ale nie mam kiedy. Obiecam kupić. Pewnie się zasmuciła. O rety, co ja zrobiłam myślała, idąc od furtki do drzwi.

Były otwarte. W salonie na stole stała ogromna malowana misa z pierogami, okroszka na kefirze, którą jej mąż uwielbiał, naleśniki z mięsem. Ania stanęła w progu i utkwiła wzrok w stole. Paweł rozmawiał z synem, ten z apetytem jadł babcine gołąbki. Teściowa w niebieskiej sukience z koronkowym kołnierzykiem, jak zwykle z grubym warkoczem, stała pod ścianą.

Obok dwie starsze sąsiadki i wesoły starszy pan pewnie gość.

Popatrzcie tylko, co dostałam, prawdziwe dzieło! zachwycała się teściowa, pokazując prezent od Ani.

I mówi dalej:

To nasza Ania, żona Pawła. Jak księżniczka piękna, delikatna, taka śliczna. Gdy na nią patrzę, cała dusza śpiewa. Taką urodę to tylko Pan Bóg mógł stworzyć! A teraz będę mieć ją przy sobie, artysta mi ją namalował! Rozpłakałam się ze szczęścia, jak zobaczyłam ten obraz. Nic lepszego by mi nie potrzeba!

Ania poczuła, jak jej policzki i uszy robią się purpurowe. Zawstydziła się jak wtedy, gdy w dzieciństwie stłukła babci wazę i zwaliła winę na młodszego brata.

Prezentem dla teściowej na urodziny był portret. Jej, Ani. Uważała, że skoro teściowa nie mówi jej dobrego słowa, nie chwali, to jej nie lubi. Uznała, że portret znienawidzonej synowej będzie ją drażnić. Ale wszystko wyszło na odwrót.

Ania jest taka piękna, czasem aż mi głupio coś jej powiedzieć jak laleczka! Oczy ma wielkie, niebieskie jak chabry, rysy jak z obrazka. A ja babcia brzydka, niezdarana, dwóch słów nie złożę porządnie. I mówić porządnie nie umiem, wstyd mi. Parę razy, jak u nas spała, pogłaskałam ją po głowie, poprawiłam kołdrę. Bóg wcześnie zabrał mi córki, ale dał inną żonę Pawła, moją ukochaną Anię. Pawłowi mówię zawsze, że ma złotą żonę!

Żyj z tym teraz! mruknął robak sumienia w Ani i zniknął na zawsze.

Nie zdążyła mu obiecać, że wszystko naprawi. Ale wie, że jeszcze ma czas. Już ją zauważyli syn podbiegł, mąż wstał.

Czemu przyszłaś? Przecież miałaś pracę. Mama mówiła, że już rano ją odwiedziłaś szepnął jej do ucha Paweł.

Odwołałam wszystko. Irena Romanówna Mogę mówić do pani mamo? Z okazji urodzin w gardle miała gulę.

Prawdę mówiąc, chciała paść na kolana. Jak tamten mężczyzna z opowieści Karoliny na kolana przed mądrością, dobrem, przebaczeniem.

Aniu! Znalazłaś czas, żeby jeszcze zajrzeć, dziękuję ci, córciu! teściowa patrzyła na nią z dołu, z czułością i dumą.

Stary gość chrząknął przy aprobacie, patrząc i na Anię, i na jej portret.

Wszyscy ożywili się, śmiali, rozmowy pełne radości.

Ania cieszyła się, że dziś jest święto. Że jest zdrowa, żywa, ma rodziców (którzy byli już w drodze z życzeniami), cudownego synka i męża, dobrą teściową, pracę jednym słowem: że jest bogaczką!

Siadajcie do stołu! krzątała się Irena Romanówna.

Cudownie! A potem urządzimy Dzień Piękności! Chcecie, to wszystkim zrobię fryzury. I jak ktoś jeszcze chce się podciąć albo pofarbować, chętnie uśmiechnęła się Ania.

To też był jej prezent. Dla wszystkich.

Rate article
Fajna Tajna
Teściowej podarowałam taki prezent, że aż z wrażenia zaniemówiła! I zawsze będzie się trzęsła na jego widok.