Słuchaj, Kaśka… Co byś powiedziała na otwarty związek? zapytał ostrożnie Piotr.
Że co? Katarzyna nie od razu zrozumiała. Chyba żartujesz?
A co w tym dziwnego? To teraz całkiem normalne, wzruszył ramionami mąż, starając się zachować spokojny ton. Na Zachodzie ponoć ludzie żyją w takich układach, to tam popularne. Nawet stwierdzają, że to wzmacnia małżeństwo. Mówiłaś przecież kiedyś, że kawałek sernika nie zaszkodzi diecie, tylko pomoże nie oszaleć. O to mi chodzi trochę urozmaicenia nie zaszkodzi.
Katarzyna zamrugała powoli, próbując przetrawić te słowa. Porównanie kochanki do czekoladki brzmiało po prostu absurdalnie. Albo bezczelnie.
Piotruś zaczęła cicho. Jeśli chcesz odejść, powiedz to wprost. Dasz radę się rozstać po ludzku. Dam ci wolność, ale mnie w takie rzeczy nie wciągaj.
Kaśka, czemu od razu atakujesz? Kocham cię przecież Tylko no między nami już nie iskrzy. Śpimy do siebie plecami, rozmawiamy tylko o zakupach i rachunkach za prąd. Wszystko jest nijakie. Nam dwojgu przyda się coś, co nas potrząśnie. Przecież nie zamykam ci drogi. Pogadałabyś z kimś innym, rozluźniła się. Źle by ci to zrobiło?
Kasia zmrużyła oczy i nagle zrozumiała Piotr ją okłamuje. Te uciekające oczy, nerwowe stukanie palcami w blat Jemu już dawno ta wolność była potrzebna. Pewnie nawet zanim jeszcze ten temat wypłynął
Piotr, powiedz prawdę. Już kogoś masz, prawda? I teraz próbujesz mnie wciągnąć w te gierki, żeby cię sumienie nie gryzło?
Ależ wymyślasz! Piotr machnął ręką. Po co miałbym pytać, gdyby tak było? W sumie żałuję, że w ogóle zaczynałem rozmowę. Stara szkoła jesteś, Kaśka… Nieważne, zapomnij.
Po tych słowach mąż wstał, obrażony na cały świat, i poszedł do innego pokoju. A Katarzyna została sama ze swoimi myślami.
Dwadzieścia pięć lat. Najlepsze lata oddała właśnie jemu znosiła okresy bez pieniędzy, notoryczne nadgodziny, które nagle nabrały innego znaczenia A teraz siedzi syty i zadowolony, proponując jej współudział w zdradzie. “Rozluźnić się”… Dobre sobie. Jakie to wygodne słowo
Tej nocy spali osobno. A raczej Kaśka nie zmrużyła oka. Gapiła się w sufit, potem w okno, myśląc, jak to się stało, że ich małżeństwo się rozpadło. Przecież kiedyś dostawała od niego naręcza bzów, kombinował, by zrobić im piękne wesele, cieszył się z narodzin córki. Teraz Może lepiej, gdyby naprawdę po prostu odszedł.
Kiedy był ten punkt bez powrotu? Może gdy przestała się dla niego stroić po domu? Albo kiedy pierwszy raz przegapił rocznicę, tłumacząc się robotą? Ale to już nie ma znaczenia.
Z jednej strony kusiło, żeby szybko się rozwieść i wrócić do siebie. Z drugiej czy można tak łatwo wymazać połowę życia?
Między nimi nie było już żaru, zostały wspólne przyzwyczajenia, majątek, ustabilizowane życie. Piotr wydawał się mimo wszystko bezpieczną przystanią. Córka już dawno wyfrunęła z domu, starość coraz bliżej, a razem udało im się nie raz wyciągnąć siebie nawzajem z kłopotów. On kiedyś nawet wziął kredyt, żeby pomóc jej mamie. Rzadko kto decyduje się na taki gest.
W Katarzynie wszystko wrzało: zawód, strach, złość. Może uważa, że nikogo nie znajdę? przemknęło jej przez myśl. Że jestem już starszą babą, nikomu niepotrzebną? Że będę mu topiła kapcie, gotowała zupy, wyczekiwała go w oknie, aż nałazi się gdzie chce?
A to akurat nie.
W porządku powiedziała rano do Piotra. Zgadzam się na te twoje otwarte związki.
Piotr omal nie zakrztusił się herbatą. Spodziewał się kolejnej awantury, a ona po prostu przyjęła wszystko ze spokojem.
No to dobrze. Może jeszcze ci się spodoba. Aha, dziś wrócę później.
Serce zabolało ją na nowo. Tak szybko?
Wieczór był szary i cichy. Katarzyna czuła się jak ktoś wyrzucony poza nawias. Ktoś, kogo oceniono i uznano za przestarzały model telefonu.
Podeszła do lustra. Zmęczone oczy, zmarszczki, skóra już nie taka idealna. Ale figura nadal niczego sobie. Gęste włosy. Może wciąż jest atrakcyjna? Może to nie z nią jest coś nie tak, tylko z Piotrem? Podobała się przecież innym mężczyznom chociażby Andrzejowi, szefowi sąsiedniego działu. Przyszedł do firmy miesiąc temu z oddziału w Poznaniu.
Przystojny facet z lekko szpakowatymi włosami, z chrypką i figlarnym spojrzeniem. Od razu zwrócił na nią uwagę: komplementował, przytrzymywał drzwi, przynosił kawę. Dwa razy zapraszał ją na obiad, a tydzień temu proponował wspólną kolację.
Panie Andrzeju, jestem na diecie. Nazywa się zamężna żartowała wtedy Katarzyna.
Kaśka, ślub to tylko pieczątka w dowodzie, nie wyrok uśmiechał się Andrzej. Ale nie będę nalegał.
Piotr chciał otwartości? Chciał, żeby się rozluźniła? Dlaczego nie.
Dobry wieczór, Andrzeju. Twoje zaproszenie na kolację jeszcze aktualne? Bo akurat pojawiła się chęć zgrzeszyć i złamać dietę, napisała mu w wiadomości.
To nie była nawet zemsta. Katarzyna po prostu chciała znów poczuć się kobietą. Odzyskać kawałek siebie, który przez dwa dni Piotr deptał bez litości.
…Reszta wieczoru upłynęła w lekkim rozedrganiu. Andrzej zachowywał się jak prawdziwy dżentelmen: przysuwał krzesło, dolewał wina, słuchał jej z uwagą i patrzył tak, jakby była jedyną kobietą na sali.
Kasi było trochę głupio, ale jednocześnie obudziły się w niej dawno zapomniane emocje ekscytacja, potrzeba bycia zauważoną. W końcu w życiu miała coś innego niż zupę i niekończące się skarpetki Piotra.
Może pojedziemy do mnie? zaproponował Andrzej, gdy skończyła deser. W drodze kupimy butelkę wina, obejrzymy jakiś film, miło spędzimy resztę wieczoru…
Zgodziła się. W głowie bił dzwon opamiętaj się!, ale zaraz przypominała sobie Piotra i jego rozluźnij się.
Kiedy byli już u Andrzeja, zadzwonił telefon. Piotr. Jedno rozłączenie, drugie bez skutku.
Tak? odpowiedziała w końcu, usiłując zachować spokój.
Gdzie ty łazisz?! od razu zaatakował Piotr. Dziesiąta wieczorem! Lodówka świeci pustkami, a ciebie nie ma w domu! Zwariowałaś?!
Katarzyna aż zaniemówiła. Andrzej, słysząc ton rozmowy, wycofał się dyskretnie do kuchni. Cały czar prysł.
Wiesz co… jestem na randce, Piotrze.
Jakiej randce?! Co ty wygadujesz?!
Wyjaśniać ci jak dziecku? Przecież sam mówiłeś o otwartym związku. Powiedziałeś: rozluźnij się, z kimś pogadaj. No to gadam. Co, nie podoba się?
Zapadła ciężka cisza. Słychać było tylko zirytowane sapanie.
Ty Ty naprawdę do kogoś poszłaś? Przecież to miał być tylko test! Sprawdzałem cię! Rozumiesz? Sprawdzałem! A ty tylko czekałaś na okazję, co? Uchmurałaś się na jeden dzień i już byłaś gotowa biec do kogoś?
Katarzyna zgłupiała.
A ty? Gdzie dzisiaj byłeś?
Na pracy normalnie! I tyle. Dość… Nie chcę żadnych zaraz od ciebie. Albo się wyprowadzasz, albo ja. Rozwód.
Zakończył rozmowę. Katarzyna patrzyła otępiała w ścianę. Czuła się poniżona i zraniona.
Wszystko w porządku? zajrzał Andrzej.
Tak, tylko drobiazgi próbowała się uśmiechnąć, ale wyszło jej to marnie.
Kaśka Andrzej spojrzał na zegarek. Chyba lepiej, żebyś wróciła i poukładała swoje sprawy.
Bajka się skończyła, kareta zamieniła się w dynię, a rycerz w człowieka, który nie chciał babrać się w cudzych problemach. Można to zrozumieć liczył na lekki wieczór, a wpadł w rodzinny dramat.
Właściwie mogła od razu złożyć pozew o rozwód. Ale dobre myśli jak zwykle przychodzą za późno.
Tej nocy Katarzyna nie wróciła do domu. Zameldowała się w tanim hotelu. Do rozgniewanego Piotra nie chciała wracać, potrzebowała czasu, by zrozumieć, że już nigdy nie będzie jak dawniej.
Minęły trzy lata…
Przez ten czas życie samo, jak rzeźbiarz, odcięło to, co zbędne, choć nie zawsze bez bólu.
Piotr podejrzanie szybko znalazł sobie nową kobietę jeszcze zanim formalnie byli po rozwodzie. Ta pani jednak uciekła od niego dokładnie wtedy, gdy sprzedali wspólne mieszkanie. Przy okazji zabrała większość jego oszczędności.
Z Andrzejem nic nie wyszło. Nadal mijali się w pracy, ale już bez uśmiechów, jedynie wymieniając uprzejmości. Katarzyna zrozumiała jedno: faceci, którzy z ochotą odgrywają rolę kochanka, znikają jak tylko trzeba wyciągnąć rękę i być wsparciem na codzień.
Ale ona już nie szukała nikogo. Gdy została sama w swoim nowym mieszkaniu, nagle odkryła, że ma czas i energię. Wszystko to wcześniej pożerała obsługa humorów Piotra. Teraz zajęła się sobą. Już nie dla kogoś dla siebie.
Poranne wizyty na basenie pomogły wyleczyć kręgosłup, kursy angielskiego poruszyły szare komórki. Obcięła włosy i wymieniła całą garderobę.
A co najważniejsze została babcią.
Córka, Marta, urodziła pół roku temu. Na początku, gdy wybuchła sprawa rozwodowa, Marta stanęła po stronie ojca. Piotr umiejętnie grał nieszczęśliwego, opowiadał, jak go zdradziła, rozbiła rodzinę, poświęciła dla romansów.
Jednak czas pokazał prawdę. Marta przyjechała do matki, chciała spojrzeć jej w oczy, wyjaśnić sobie wiele spraw. Zobaczyła jednak nie rozpustną kobietę, tylko zmęczoną, szczerą matkę.
Katarzyna opowiedziała jej wszystko. Że Piotr sam to zaproponował, że już od dawna pracował po godzinach. Że już od lat czuła się przy nim samotna. Marta, już jako żona sama, zrozumiała matkę. Kiedy Piotr szybko zdobył nową ukochaną, całkiem przestała go bronić.
Teraz Katarzyna siedziała w kuchni córki, trzymając na rękach malutką Zosię. Mała łapała babcię za palec z zapałem.
Tata znowu dzwonił powiedziała Marta z westchnieniem. Chciał przyjechać, zobaczyć Zosię.
I co mu powiedziałaś? zapytała spokojnie Katarzyna.
Że nie będzie nas w Warszawie. Nie mam ochoty go wpuszczać, mamo. Najpierw obrabia cię za plecami, potem chce wszystko naprawić. Stresuję się każdą wizytą. A najbardziej boję się, że kiedyś spróbuje nastawić Zosię przeciwko tobie. Niech żyje w tej swojej wolności…
Katarzyna tylko mocniej przytuliła wnuczkę.
Piotr dostał, czego tak bardzo pragnął: całkowitą wolność. Nikt nie wymagał od niego troski, nikt nie przeszkadzał mu oglądać telewizji do nocy. Tylko że ta wolność okazała się mieć gorzki smak samotności. Ale już było za późno.



