Para żyła dostatnio, jakby wspinali się po kolorowych chmurach. Wzięli ślub, kiedy mieli już po trzydzieści lat, a świat pachniał nocnymi jaśminami. Przyszedł na świat ich syn, a rodzina stała się jak z bajki opowiadanej przez babcię. Nie brakowało im pieniędzy kupili mieszkanie w Warszawie, a starą, wiejską chatę pod Krakowem zamienili w prawdziwy dom marzeń, wypełniony miękkim światłem lamp naftowych i zapachem świeżego chleba. Wyjeżdżali na wakacje za granicę, tam gdzie w morzu odbijały się polskie i obce nieba. Mąż był wierny jak święty, nigdy nie spoglądał na inne kobiety.
Syn dorósł. Ożenił się z uroczą dziewczyną o imieniu Dorota, której oczy miały kolor polskiego lata. Mieli po dwadzieścia kilka lat tak jak my z mężem, tylko jakby wszystko działo się dekadę wcześniej, cieszyła się w myślach kobieta. Rodzice młodemu małżeństwu kupili małe mieszkanie w Poznaniu.
Ta kobieta była szczęśliwa. Ale z upływem lat czy to przez starość, czy przez dziwaczne przeczucia, które czasem przychodzą z mgłą w jej sercu zaczęły kiełkować niepokoje. Życie było zbyt spokojne, zbyt idealne. Prędzej czy później musiało coś pęknąć…
I pękło.
Mąż umarł.
Długo nie mogła znaleźć się w nowej rzeczywistości; świat jakby zakołysał się nad Wisłą. Ale z czasem nauczyła się żyć na nowo. Znalazła pracę wcześniej była tylko gospodynią domową i matką.
Ludzie radzili: spadek trzeba przejąć, to ważne! Poszła więc z synem do notariusza, nie wiedząc do końca dlaczego, bo przecież połowa i tak jej się należała, tak myślała. Mąż nie miał już rodziców, więc innych spadkobierców nie było.
W ciemnym gabinecie notariusza czekała obca kobieta. Miała na imię Bożena, była postarzała, zgaszona, tak jakby deszcz istniał tylko dla niej. Siedziała przy stole i patrzyła w stół.
Okazało się, że część męża przypadła jej w spadku.
Kobieta odebrała to jak zły sen. Spoglądała raz na notariusza, raz na tamtą kobietę. Ta starsza, niepozorna, zupełnie niepasująca do życia, które prowadziła z mężem na pewno była z jego przeszłości.
Notariusz wyjaśnił: istnieje testament sprzed dwudziestu siedmiu lat, nie odwołano go i jest ważny.
Obca… to słowo zapadło w ciszę gabinetu.
Bożena i jej mąż kiedyś kochali się jak w filmie. Byli młodzi, świeżo po studiach. Przed nimi cała przyszłość pełna niedopowiedzianych wątków. Dla niego była pierwszą kobietą, on cenił ją bardzo. Śmiała się: “Jestem twoją córeczką!”, choć byli równolatkami.
Pewnego dnia oglądali film, w którym kochankowie zostawiali sobie testamenty na zawsze, do końca świata. Uznało to za zabawne, śmiali się i sami napisali testament: wszystko, co moje, jest twoje. Bożena powiedziała, że to tylko papier, lepiej to poświadczyć więc poszli do notariusza. A potem pili szampana, zapomnieli o Bożym świecie i kochali się, jakby czas nie istniał.
Lecz życie rozdzieliło ich jak środkowy pas Wisły. Tato chłopaka zachorował i wraz z matką musiał wyjechać za granicę na leczenie.
Bożena parę razy spotkała się z kimś innym i zaszła w ciążę. Mężczyzna oświadczył się i, zgodnie z radami mamy, wyszła za mąż: “Gdzie jest twój stary przyjaciel? Masz teraz coś pewnego.” Tamten już nie odpisywał.
Wyjechała z mężem do Trójmiasta, gdzie dostał dobrą posadę. Urodziła się córka, Magdalena, lecz związek nie wypalił i się rozeszli.
Pisać nowy testament było oczywiste tym razem dla córki.
Lata mijały jak uciekające pociągi, aż pewnego dnia otrzymała polecony. Zapomniała o tej pierwszej miłości tak przynajmniej się łudziła. Przeczytała nazwisko i poczuła uderzenie serca. Dawniej go tak szalenie kochała!
On z kolei zapomniał o testamencie, zajęty chorobami rodziców. Ojciec umarł, potem chorowała matka. Gdy dowiedział się, że Bożena wyszła za mąż i wyjechała, postanowił zapomnieć. Spotkał przyszłą żonę nie było miłości, ale doceniał jej stateczność. Żyli spokojnie, bez szaleństw.
Ale teraz całą przeszłość przyciągnął testament.
Czy mogę dostać połowę? pytała cicho kobieta.
Jak to możliwe, myślała znaczył kiedyś tyle. Wezmę tę połowę jako pamiątkę.
Teraz połowa twojego majątku jest moja powiedziała Bożena.
I nie byle jaka mieszkanie, dom pod Krakowem, auto, oszczędności na koncie w złotówkach.
Serce kobiety tętniło z bólu: najpierw śmierć ukochanego, teraz taka zdrada ze strony duchów przeszłości.
Wiele lat razem, a on nigdy nie wspominał dawnej miłości!
Tyle pieniędzy… miała je teraz oddać…
Poszła do sądu z żalu, ale to nic nie zmieniło, tylko stres się nasilił.
Pieniądze przekazano Bożenie.
Kupiła nowe mieszkanie i zabrała córkę nad polskie morze. W chłodnych falach Bałtyku szeptała codziennie jedno słowo: dziękuję.



