Pozdrowienia od żony – Kochanie, odbierzesz mnie z pracy? – Zosia zadzwoniła do męża, mając nadziej…

Cześć od żony

Kochanie, odbierzesz mnie z pracy? zapytała mnie Zosia przez telefon, mając nadzieję, że po ciężkim dniu nie będzie musiała tłuc się czterdzieści minut autobusem przez pół Warszawy.

Jestem zajęty odpowiedziałem jej krótko. W tle jednak wyraźnie było słychać telewizor, więc od razu wiedziała, że jednak siedzę w domu.

Zosi było przykro aż do łez. Nasze małżeństwo ostatnio zaczęło się sypać, a przecież jeszcze pół roku temu gotów byłem nosić ją na rękach. Co się zmieniło w tak krótkim czasie? Nie umiała tego zrozumieć.

Dbała o siebie, dużo czasu spędzała na siłowni. Fantastycznie gotowała nie bez powodu pracowała w jednym z najbardziej renomowanych warszawskich lokali. Nigdy nie wyciągała ręki po pieniądze, nie robiła histerii, akceptowała wszystkie moje potrzeby…

Zajeździsz go takim dogadzaniem kręciła głową jej mama, słuchając żalów Zosi. Mężczyznom nie można na wszystko pozwalać.

Ja go po prostu kocham uśmiechała się bezradnie. I wydawało mi się, że on mnie też…

******************************

Chyba rzeczywiście go sobą zmęczyłam gryzła wargi Zosia, przeglądając historię przeglądarki na moim komputerze. Okazało się, że cały mój wolny czas spędzałem ostatnio na portalach randkowych, pisząc z wieloma dziewczynami równocześnie. Dlaczego nie mógł mi po prostu szczerze powiedzieć? Zrozumiałabym i pozwoliła odejść. Po co się męczyć, żyjąc z kimś, kogo się już nie kocha i torturować się wzajemnie swoim zachowaniem?

No dobrze, rozwód. Zosia była silna, da sobie radę. Ale tak po prostu mnie nie zostawi. Należy mi się mała zemsta…

Tego samego wieczoru Zosia założyła konto na tej samej stronie randkowej co ja, znalazła mnie i napisała. Zdjęcie ściągnęła z internetu, trochę je przerobiła, była przekonana, że się nabiorę. I oczywiście złapałem haczyk.

Rozpoczęliśmy gorącą korespondencję. Pisałem, że nie jestem żonaty, jestem gotów na poważny związek i dzieci. Wychwalałem swoje zalety aż do przesady, aż Zosia pękała ze śmiechu. Doskonale wiedziała, jak trudno mnie znieść na co dzień.

Spotkajmy się napisała, czekając z zapartym tchem na moją odpowiedź.

Oczywiście, tylko teraz siostra tymczasowo mieszka u mnie, bo przygotowuje się do matury. Może spotkamy się na neutralnym gruncie? Wieczorem możemy pójść do hotelu odpowiedziałem entuzjastycznie.

Serio? Zosie wymsknęło się na głos. Co za tupet! Od razu proponować obcej kobiecie hotel? Każda normalna dziewczyna by się obraziła! Chociaż… to mi w sumie pasuje.

Może spotkamy się u mnie? Mieszkam sama w domku pod Warszawą, nikt nam nie przeszkodzi… napisała, zastanawiając się, czy pójdę na to.

Świetny pomysł! odparłem uradowany, pewnie głównie dlatego, że nie musiałbym wydawać dodatkowych pieniędzy. Napisz adres i godzinę, przylecę na skrzydłach miłości.

Ulica Słoneczna 25, o dziesiątej wieczorem. Pasuje?

Jasne. Czekaj na mnie.

Około dziewiątej wyszedłem z pokoju, udając, że nagle wezwali mnie do pracy. Szukałem kluczyków do samochodu i w końcu zapytałem żonę, czy nie widziała ich w moim korytarzu.

Leżały na szafce przy drzwiach Zosia spojrzała mi w oczy z kamienną twarzą, choć właśnie w tym momencie zaciskała klucze w kieszeni. Może to kot je gdzieś zaniósł?

Dobra, zamówię taksówkę. Nie czekaj na mnie, idź spać.

Oczywiście, że nie zamierzała na mnie czekać. Po co? Wykorzystała ten czas produktywnie spakowała swoje rzeczy. Na szczęście miała własne mieszkanie odziedziczone po babci. A jedyne, co zostawiła po sobie w naszym domu, to wniosek o rozwód na stole.

Do mieszkania wróciłem dopiero rano, wściekły jak nigdy. Nie dość, że podróż zajęła mi ponad godzinę w jedną stronę, to jeszcze żadnej Anieli z internetu tam nie było.

Adres był prawdziwy, dom też. Ale otworzyła mi drzwi kobieta przynajmniej trzy razy większa ode mnie. Miała na sobie tylko półprzezroczysty szlafrok, a dałbym wtedy wszystko, żeby zapomnieć ten widok.

Z trudem się od niej uwolniłem była kompletnie nieogarem! Musiałem godzinę czekać na kolejną taksówkę, a zimno w mojej marynarce dało mi się we znaki. Kierowca też jakiś dziwny, najpierw wywiózł mnie gdzieś na obrzeża… Słowem niezapomniana noc.

Dopiero gdy otworzyłem drzwi mieszkania i zobaczyłem papiery rozwodowe na stole, pojąłem, kto stoi za całym tym żartem. Tuż obok, na blacie, szminką było napisane:

To była słodka zemsta…

Rate article
Fajna Tajna
Pozdrowienia od żony – Kochanie, odbierzesz mnie z pracy? – Zosia zadzwoniła do męża, mając nadziej…