Istnieje wiele poruszających opowieści o spotkaniach po wielu latach. To jest jedna z nich. Ojciec Łucji opuścił rodzinę, gdy dziewczynka miała zaledwie cztery lata. Jej mama wychowywała ją samotnie, ale brak pełnej rodziny odcisnął piętno na Łucji. Od najmłodszych lat starała się pomagać matce we wszystkim, szukając nawet pracy dorywczej, bo nikt nie przynosił do domu pieniędzy. Z tego powodu Łucja nie miała prawie wcale przyjaciół, nie wychodziła ze znajomymi do miasta, dorastała skryta i zamknięta w sobie.
Dopiero gdy jej mama przeszła na emeryturę, Łucja mogła poświęcić choć trochę czasu sobie. I wtedy poznała chłopaka. Po pewnym czasie przyprowadziła go do matki. Niedługo potem Michał oświadczył się Łucji. Planując wesele, o jakim Łucja marzyła od dzieciństwa, przyszła kolej na ułożenie listy gości. Łucji przemknęła przez myśl, by zaprosić własnego ojca.
Nie miała jednak ani jego adresu, ani numeru telefonu. Michał doradził jej, by wręczyła zaproszenie swojemu wujkowi, bratu ojca. To on wiedziałby, gdzie je przekazać. I właśnie przez absurdalną pomyłkę Łucja spóźniła się do urzędu stanu cywilnego. Na zewnątrz siąpił deszcz. Narzuciła płaszcz na suknię i wybiegła z domu. Nagle, niemal w zwolnionym tempie, dostrzegła samochód, przy którym stał jej ojciec jakby wyrzeźbiony z mgły. Bez wahania wsiadła do auta. Całą drogę płakała cicho, a za oknami przemykały rozmazane światła Warszawy topniejące jak krople. Na ten moment czekała przez tyle lat Wydawało się, że mają sobie do powiedzenia całe życie.



